tripis
23.10.02, 10:15
Często mówimy: świat jest mały".
Może podzielicie sie doświadczeniami/anegdotami z tej półeczki?
A ponieważ "na każdym zebraniu jest tak, że ktoś musi zacząć pierwszy", to ja
sie ośmielę...
W listopadowe popołudnie 1991r, obok "Bagateli" spotkałem sympatycznego
francuza, który zgubił się w deszczu, chcąc dojść na Oleandry do schroniska.
Odprowadziłem potrzebującego, a on w podzięce zaprosił nas do "Żaczka" na
kufelek... Nad ranem szliśmy błoniami pod rękę, spiewając "Marsyliankę".
Potem spotkaliśmy przemiłe Panie władające językiem francuskim, znaleźlismy
świeżo otwarty lokal, itd, itp.
Parę lat później, opuszczając Paryż po kilkutygodniowym pobycie, zostałem
zaproszony przez Panią, od której wynajmowałem mieszkanko do jej willi.
Chciała mnie podjąć pożegnalna kolacyjką i poznać z rodziną. Pierwszą osobą,
którą zobaczyłem po przestąpieniu progu był "mój" francuski "kufelkumpel"
z "Żaczka'91". Co więcej, jego rodzina była święcie przekonana, że ich
pierworodny pamiętnego listopada'91 był w kompletnie innym zakątku świata,
studiując dzielnie ekonomię...
;-)))))))
pozdrawiam