ja_nova
18.09.06, 21:20
mo może troszkę skromniej:))))
Andrzej Lepper lubi otaczać się luksusem
(fot. PAP / Bartłomiej Zborowski)
Śmigłowiec, cztery limuzyny, pirotechnicy, straż pożarna i policja w pełnej
gotowości. Kogo obsługuje cała ta świta? Prezydenta, króla, może sułtana? -
stawia pytania "Fakt". Właśnie, że nie. Taki orszak towarzyszył
wicepremierowi Andrzejowi Lepperowi, który na pokaz użala się nad biedą w
Polsce, a sam nie może obyć się bez luksusu.
"Fakt" opisuje, że Lepper postanowił złożyć wizyty w Ciechocinku i Poznaniu.
Zjechał do tych miast z iście monarsza pompą. W podróż szefa Samoobrony
zaangażowano kilkadziesiąt osób i dodatkowo mnóstwo specjalistycznego
sprzętu.
Piątkowe popołudnie w Ciechocinku. Miejscowe boisko aż roi się od policji.
Jest nawet brygada pirotechników ze specjalnym wozem do detonacji ładunków
wybuchowych. Do tego straż pożarna i karetka pogotowia. Czyżby szykował się
zamach terrorystyczny? Nic z tego. To wicepremierowi zamarzył się spacer po
słynnym uzdrowisku. Rządowy śmigłowiec ląduje na boisku. Na Leppera czekają
już dwie limuzyny, które przyjechały specjalnie z Warszawy. Samochód wiezie
go zaledwie kilometr dalej do ośrodka Amazonia - opisuje "Fakt".
Tutaj krótka debata o rolnictwie, pozowanie do zdjęć i dalej w drogę. Auta
odwożą wicepremiera do śmigłowca. Gdy wzbija się w powietrze jego limuzyny
wracają do stolicy. Dwa wozy przejechały 200 kilometrów w jedna stronę, żeby
z premierem zrobić zaledwie dwukilometrowy kurs!
Ale mało tego. W podpoznańskim Wojnowie, dokąd leci wicepremier, czekają na
niego dwie kolejne limuzyny. Te także przyjechały z Warszawy. Zawiozły
Leppera do uroczego pałacyku, gdzie szef Samoobrony bawił się na wieczorze
bawarskim. (PAP)