longwehicle
04.10.06, 20:11
- No co jest Panowie? - do centrum dowodzenia organizacji Potwory i Spółka
wpada pupilek Szefa, Jacuś zwany bilbordem - Co to za opierd* się? Do roboty!
Jest Szef?
- Nie ma, panie Jacku – odpowiada pookornie technik - u drogowców przemawia.
- Wziął moje przemówienie czy Edgara ?
- Pańskie. Całe przedpołudnie ćwiczył u siebie
- No to dobrze – szeroka twarz pana Jacka promienieje – ech co za dzień!
życie jest piękne!
Pan Jacek rozpływa się w zadowoleniu bowiem jego iście diabelski plan
kontrolowanych przecieków zaczyna nabierać rozpędu. Przynosi owoce. Szef
zapomniał już jego wpadkę z bilbordami. Czuje, że wraca do łask.
- Wskanowaliście już wszystko co przyszło od Antka?
- Prawie panie Jacku. Dwoimy się i troimy – tłumaczy kierownik zmiany, Leon.
Dawny kolega szkolny Jacka z gdańskiej podstawówki. Jacek po cichu obsadził
swoimi ludźmi prawie wszystkei stanowiska w centrali PiS
- Migusiem, panowie, migusiem! Jutro puszczamy coś na Michnika a w piątek
kolej na Polsat.
Pan Jacek siada za biurkiem szefa. Kładzie nogi na stół. Triumfalnie rozgląda
się wkoło. Jest Bossem. To znaczy za niedługo będzie. Jak sytuacja sie
uspokoi, Szef stanie się mniej podejrzliwy, wtedy on, tak często
poniewierany, wyciągnie swojego asa z rękawa. To będzie koniec Szefa.
- Będę rządził – mówi cicho po nosem – a Lesiak dostanie te swoje dożywotnie
wczasy. Należy mu się. Na dominikanie, he he he
- Pan Jacek coś mówi – pyta kierownik – może herbatki zrobić?
- Nie, nic, nic. Nie trzeba Leonku.
Fragles