Dodaj do ulubionych

Jezioro łabędzie czy

12.12.06, 22:11
Dziadek do orzechów ?
Obserwuj wątek
    • kikoo1 ''nie bądż słodki, bo cię zliżą" 12.12.06, 22:19
      Rozgonić michnikowszczyznę!

      Komentarz · „Tygodnik nr 1” (pow. poznański) · 12 grudnia 2006 |
      www.michalkiewicz.pl

      Jak powiadają Rosjanie, „łarczik prosto atkrywajetsia”. Jeszcze Michnik nie
      zdążył w „Gazecie Wyborczej” rozkręcić na dobre rozporkowej afery z udziałem
      najnowszego nabytku Salonu, pani Anety Krawczykowej, a tu już wyszło na jaw,
      że to praczka, która tak jest zajęta przy balii, że nawet nie wie, kto jej od
      tyłu zrobił dziecko.

      Zanim jednak to wyszło na jaw, Salon został puszczony w ruch i wyrazy
      solidarności zdążyły złożyć pani Anecie wszystkie „siostry”, z panną
      Kazimierą Szczukówną i Izabelą Jarugą-Nowacką na czele. Kiedy okazało się, że
      poseł Łyżwiński nie jest ojcem córki pani Anety, michnikowszczyzna z początku
      trochę się zacukała. Zaraz jednak odzyskała tupet, przyjmując nową formułę,
      że przecież nie chodzi o dziecko, tylko o „molestowanie”, a w ogóle tak czy
      inaczej, to Samoobrona „i tak się skompromitowała”.

      Nie bardzo wiadomo, co znaczy to „i tak”; widać michnikowszczyźnie do tego
      stopnia uderzyła do głowy pycha, że uważa, iż zdemaskowane oszczerstwo
      kompromituje pomówionego, a nie oszczercę. Taką wykładnię można było
      wydestylować z udzielonej na gorąco wypowiedzi red. Stasińskiego, dla którego
      trzeba będzie chyba ustanowić nagrodę Miedzianego Czoła z Oślimi Uszami.

      Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Teraz każdy może przekonać
      się, jak niebezpieczne jest tolerowanie bezkarności żydowskiej gazety dla
      Polaków. Dotychczas bowiem organy ścigania patrzyły przez palce na panoszenie
      się poprzebieranych za dziennikarzy bezczelnych łobuzów, w obawie przez
      posądzeniem o „antysemityzm”, zaś dygnitarze państwowi powściągali rękę
      sprawiedliwości, żeby nie narazić kraju na ostracyzm rozpętany przez
      hałaśliwą „diasporę”.

      Ale nie można dłużej chować głowy w piasek; „nie bądź słodki, bo cię zliżą”.
      Jeśli nadal będziemy nadskakujący, albo chociaż bojaźliwi wobec coraz
      bardziej rozzuchwalonej „mniejszości”, to w trujących wyziewach „cybuli” w
      końcu się podusimy. Zdaję sobie sprawę, że po publikacji tego felietonu znowu
      może odezwać się klangor od oceanu do oceanu, ale przecież ktoś musi się
      poświęcić i powiedzieć verba veritatis. Tym bardziej, że ta hucpa nie ma
      charakteru samoistnego, tylko jest zaprzęgnięta w służbę obcoplemiennych
      interesów.

      Miejmy zatem nadzieję, że tym razem prokuratura ośmieli się przesłuchać nie
      tylko panią Anetę, ale i inne damy, co to na sygnał „GW” zgłaszały się na
      wyścigi, żeby zeznawać („nie brak świadków na tym świecie” – mówił u Fredry
      Rejent Milczek), kto je poinstruował, ile obiecał i tak dalej. No a potem –
      że ośmieli się zidentyfikować i przycisnąć również tego „ktosia”. W
      przeciwnym razie razwiedka do spółki z ku..szonami zacznie wodzić za nos
      całe państwo. Adwokatka pani Anety, też sprawiająca wrażenie jakiejś takiej
      wyluzowanej, już nosi się z zamiarem przebadania DNA wicepremiera Leppera. A
      jak i on zostanie wykluczony? To może posła Filipka? A jak z nim też nie
      wyjdzie? To może cały pułk zmechanizowany?

      Jeśli tedy nie chcemy za sprawą michnikowszyczny pogrążać się w oparach
      absurdu, konieczne jest uchylenie przepisów karnych o tak
      zwanym „molestowaniu”. Nie tylko stanowią one zachętę dla wszelkiego rodzaju
      szantażystów, ale człowieka oskarżonego doprowadzają praktycznie do sytuacji
      bezbronności. Rzecz w tym, że istoty tego „przestępstwa” nie można
      wyprowadzić z samego czynu, tylko przede wszystkim – z odczucia osoby
      zainteresowanej: czy poczuła się nieprzyjemnie molestowana, czy nie.

      Przy takiej konstrukcji prawnej nikt nie może być pewien dnia ani godziny, bo
      przecież, przy odrobinie dobrej woli, nieprzyjemne wrażenie molestowania może
      wywołać cokolwiek! Nigdy zatem nie wiadomo, czy właśnie nie została
      przekroczona cienka, czerwona linia. Warto zwrócić uwagę, że tak się jakoś
      składa, iż oskarżenia o „molestowanie”, często po wielu latach, kierowane są
      z reguły wobec ludzi zamożnych, albo przynajmniej wpływowych, z których można
      wycisnąć forsę.

      Niewątpliwie intencją socjalistów, którzy nadają dzisiaj ton całemu
      Eurokołchozowi, podobnie zresztą, jak intencją równie wpływowego w
      Eurokołchozie lobby sodomitów, jest zniszczenie wszelkich autentycznych więzi
      społecznych, które wymagają minimum lojalności i zaufania. Forsowanie praw
      stanowiących zachętę dla szantażystów i zacierających granicę między legalnym
      i nielegalnym, skutecznie podkopuje zaufanie i lojalność, a także – przyjazny
      charakter relacji między mężczyznami i kobietami. Prawa te w miejsce
      życzliwości wprowadzają podejrzliwość, tym bardziej uzasadnioną, że wkładają
      w ręce kobiet potężne narzędzie niszczenia.

      Patrząc jak używa go dzisiaj pani Aneta Krawczykowa, wraz ze swoimi
      protektorami i impresariami z razwiedki, „Gazety Wyborczej” i TVN nabieramy
      pewności, że stwarza to zagrożenie bezpieczeństwa powszechnego. Wobec takich
      zagrożeń najwyższe władze państwa nie mogą pozostać obojętne.

      Stanisław Michalkiewicz
    • Gość: ? Re: Jezioro łabędzie czy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.12.06, 22:20
      to zależy co kto lubi.......

      czy umięśnione tancerki w spódniczkach czy też bardziej tancerzy....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka