Gość: dzidek
IP: *.wieliczka.sdi.tpnet.pl
02.04.03, 15:53
W autobusie linii 179 kilkanaście osób było świadkami bójki, do jakiej doszło
w sobotę wieczorem. W rejonie kina Kijów wsiadło pięciu pijanych mężczyzn.
- Jeden z nich, trzymając się poręczy, kopał nogami w dach. Pod domem
handlowym Jubilat kierowca zatrzymał się i upomniał panów. Wyraźnie nie
przejęli się tym. Ten, który wisiał na poręczy, uderzył naszego pracownika w
twarz - opowiada Filomena Serwin, rzecznik MPK.
Kierowca zawiadomił dyżurnego i zamknął drzwi, by policja zdążyła przyjechać
i zatrzymać bandę. Mężczyźni próbowali wydostać się, kopiąc w drzwi. Pobili
też kierowcę, który zatarasował drogę ich ucieczki.
- Kierowca, zasłaniając drzwi, otrzymał kilka kopniaków, zbili mu okulary. Na
dodatek jeden z rozbójników ugryzł go w rękę - mówi Filomena Serwin. -
Najdziwniejsze w tej sytuacji jest to, że żaden z pasażerów, a było ich
kilkunastu, nie zareagował. Kierowcy broniły tylko dwie młode kobiety.
Policji udało się zatrzymać pięciu pijanych mężczyzn. - To byli
prawdopodobnie kibice wracający z meczu. Cała piątka wylądowała w izbie
wytrzeźwień - mówi podkomisarz Sylwia Bober z biura prasowego komendy
miejskiej policji.
Zdaniem Filomeny Serwin napady na kierowców zdarzały się zawsze, ale nigdy
nie były tak brutalne. - Przecież ci ludzie nie przychodzą do pracy, by
zostać bohaterami, a coraz częściej muszą nimi być. Jeśli tak będzie dalej,
to musimy pomyśleć o zapewnieniu im bezpieczeństwa - twierdzi rzecznik MPK. I
dodaje: - Może by tak zatrudnić te panie, które broniły kierowcy?
Gazeta Wyborcza