megas1
23.03.07, 15:46
Niezły miałem ubaw wracając w środe z Balic - wsiadłem do autobusu dowożącego ludzi do kolejki. Po przejechaniu 300 metrów autobus się zatrzymał i zgasił silnik w burakach. W autobusie paru Niemców i angoli - nikt nie wiedział że to już koniec wycieczki, no bo skąd. Dopiero Polak- pasażer powiedzial im że to juz koniec - młodzi mieli ubaw, starsi bali się wysiąść.
Nadjechało PKP - fajne, ale gdzieś trzeba zapłacić 4 zeta. Usiadłem koło "konduktora". Chłopisko rozczochrane, wąsate, wzrok błędny, mundur na kołku nogawki podwinięte, cholewki buciorów do pół łydki. Na fotelu przed nim kanapka, radyjko oranżada i papierzyska. Jak kolejka ruszyła zabrał się za sprzedaż biletów. I pierwszy problem - kasa. Na lotnisku można sobie wymienic kase albo iść do bankomatu - w którym miejscu można dostać 4 złote drobnymi zeby zapłacić kolejarzowi w pociągu na pustkowiu? Zakładam, że obcokrajowcy już w swojej ojczyźnie nabywają drobniaki w PLN. Bo raczej nie proszą o nie przy okazji wymiany kasy albo w bankomacie. Miałem dwadzieścia złotych ale
PKP nie miało wydać. Powiedziało że pójdzie na koniec pociągu żeby zdobyć drobne. Obok mnie jakiś polak miał 4 zeta. W pociągu jechało jakieś 20 osób - większość z zagranicy. Jak PKP do mnie wróciło to miało 14 zł - 10 + 4 od gościa obok. Jak mu dałem moje dwadzieśćia to zaczął sapać że nie ma wydać - więc mu darowałem te 2 złote w prezencie (razem 6 zl za PKP zamiast 4). I teraz zagadka. W jakiej walucie PKP zczardżowało obcokrajowców????