Gość: Sec
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
12.08.03, 17:12
Głównym zadaniem policji turystycznej istniejącej rzeczywiście w
wielu krajach jest ochrona turystów przed napadami, złodziejami
kieszonkowymi i samochodowymi itp. Natomiast w Polsce jest to
gwałcenie Konstytycji RP. To jest zakamuflowana cenzura i
totalitaryzm godny Korei Pn.
W naszych Polskich warunkach mieliśmy tylko jeden krótki okres
normalności - lata 1990 - 1999. Pytanie: komu to przeszkadzało?
Oczywiście rzeszom dawnych działaczy wydających pozwolenia
pilotów wycieczek zagranicznych, których główną kwalifikacją
była deklaracja współpracy z SB, i którzy zostali nagle
odstawieni od koryta. Kiedy konsultowano projekt ustawy
turystycznej były głosy ze strony ekspertów zagranicznych:
zabezpieczenia finansowe biur jak najbardziej, ale zawód pilota
czy przewodnika jest w większości krajów na świecie (może za
wyjątkiem takich jak np. Korea Pn.) wolnym zawodem i nie ma
czegoś takiego jak państwowe uprawnienia!
Obecnie formalnie uznane uprawnienia do przekazywania treści
krajoznawczych za pomocą głoszenia żywego słowa grupom
turystycznym w Polsce są tylko jedne - państwowe przewodnickie.
Mówi o nich szczegółowo Ustawa o Usługach Turystycznych i
rozporządzenia do niej. Egzamin dający prawo do głoszenia wiedzy
krajoznawczej wycieczkom zdaje się przed komisją państwową i
urzędnikami przy Urzędzie Wojewódzkim.
Biura turystyki komercyjnej i tak mają swoje wewnętrzne systemy
szkolenia przewodników, odpowiednie do profilu danego
przedsiębiorstwa. Nasze uprawnienia państwowe to jest kompletne
kuriozum. Tysiące ludzi kończy jakieś kursy, zdobywa
uprawnienia, a i tak do niczego ich nie wykorzystuje i
praktycznie niewiele po nich umie. Poziom tych kursów jest też
często żenujący. To jest po prostu wielka maszynka do wyciągania
pieniędzy i takie były prawdziwe intencje ustawodawców - w
świetle dzisiejszych afer korupcyjnych - staje się to aż za
nadto oczywiste.
Ale oczywiście nikt tego nie słuchał bo na nieszczęście
turystyka w tym kraju jest kompletnie marginalną gałęzią
gospodarki i mało kto się na tym zna. Dlatego (za cenę zapewnę
niższą niż 17,5 tys.$) Sejm SLD-PSL-oswski poprzedniej kadencji
klepnął ustawę w ostatnich dniach urzędowania. No i mamy
dzisiaj - ach jak pięknie - dziesiątki dodatkowych państwowych,
etatów drogie kursy i całą z tym związaną korupcyjną otoczkę.
Projekty ustaw podsuwają nowobogaccy biznesmeni, którzy starają
się w ten sposób zapewnić sobie jak najwięcej swobody działania.
Jedyną "weryfikację" tych projektów stanowi sejm, który nie zna
problemu i zupełnie nie panuje nad urzędnikami.
Jak się rozejrzeć po cywilizowanym świecie to widać, że granica
konieczności zdobywania uprawnień jest położona w jakimś
rozsądnym punkcie. I tak dla przykładu - aby kierować samochodem
potrzebne jest prawo jazdy, ale żeby kierować rowerem już nie.
Aby uprawiać zawód lekarza trzeba mieć dyplom, ale zawód
fryzjera już nie. Takie przykłady można mnożyć. Oczywiście
nieuważny rowerzysta też może spowodować wypadek, a niechlujny
fryzjer zakażenie i każdy z nich odpowie względem prawa. A to
czy miał jakieś "papiery" to nie ma żadnego znaczenia.
W tym kontekście zawód przewodnika turystycznego lokuje się
zdecydowanie po tej drugiej stronie - jako typowe zajęcie
hobbystyczne, wolny zawód. Żeby uprawiać zawód np. nauczyciela
trzeba mieć udokumentowane wykształcenie i kwalifikacje, ale
nikt tego nie wymaga od kogoś kto okazyjnie pomaga ludziom w
zorganizowaniu wypoczynku.
Także w Polsce przewodnictwo turystyczne powinno być wolnym
zawodem, jak w innych krajach europejskich i jak było w okresie
względnej normalności lat 1990 - 1999. A jednak środowiska
przewodników tzw. "zawodowych" przepchnęły przepisy sprzeczne z
Konstytucją. Konstytucja RP gwarantuje wolność rozpowszechniania
informacji, zatem także treści krajoznawczych, które zgodnie z
jej brzmieniem nie mogą być objęte żadną cenzurą dopuszczającą
tylko "prawomyślny" przekaz informacyjny głoszony przez
państwowych przewodników, uznanych za "jedynych słusznych
głosicieli prawdy". Jest w to istocie zakamuflowana forma
cenzury, która w Polsce jest KONSTYTUCYJNIE ZABRONIONA.
Wprowadzony ustawą monopol przewodnictwa turystycznego
(państwowego) jednocześnie wprowadza zakamufowaną cenzurę.
Jeżeli ja oprowadzę społecznie po Krakowie większą grupę
przyjaciół z Klubu Českých Turistů (kiedyś faktycznie taką grupę
oprowadziłem), to jest to rozpowszechnianie informacji
krajoznawczych... A wydawać by się mogło, że zgodnie z
Konstytucją Rzeczpospolitej Polskiej wolno mi to robić. Stanowi
ona:
Art.54: "Każdemu zapewnia się WOLNOŚĆ wyrażania swoich poglądów
oraz pozyskiwania i ROZPOWSZECHNIANIA INFORMACJI. (...) CENZURA
PREWENCYJNA (...) SĄ ZAKAZANE."
Organizacje społeczne jak PTTK, PTT czy inne mają system
własnych uprawnień, każda organizacja ma swoje o różnych
nazwach. O tym do czego służą te uprawnienia i jakie mają prawa
ich posiadacze mówią wewnętrzne przepisy tych organizacji (PTTK,
PTT, ZHP), np. przodownik turystyki górskiej PTTK, przewodnik
GOT PTT, stopień przewodnika w ZHP itp.
Jest to zgodne z Konstytucją RP:
Art.12: "Rzeczpospolita Polska ZAPEWNIA WOLNOŚĆ tworzenia i
DZIAŁANIA związków zawodowych, organizacji społeczno-zawodowych
rolników STOWARZYSZEŃ, ruchów obywatelskich, innych dobrowolnych
zrzeszeń oraz fundacji."
Zatem nie powinno nikomu przeszkadzać, że w różnych
organizacjach są ludzie zajmujący się społecznie prowadzeniem
wycieczek i grup w terenie. A jednak... wprowadzono różne
zakamuflowane formy przymusu do stosowania cenzury poprzez
restrykcje i kary grożące działaczom społecznym wykonującym
społecznie (nieodpłatnie) zadania przewodnika. Oto wymowny
przykład przepisu gwałcącego konstytucyjne prawa człowieka i
obywatela RP.
Kodeks wykroczeń:
Art. 60(1) (67)
§ 4. (69) Kto:
1) wykonuje bez wymaganych uprawnień zadania przewodnika
turystycznego (...)
- podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.
Pięknie... Tak właśnie wygląda w Polsce konstutucyjnie
zagwarantowana wolność ROZPOWSZECHNIANIA INFORMACJI, W TYM
INFORMACJI KRAJOZNAWCZYCH... Tak realizuje się KONSTYTUCYJNY
ZAKAZ CENZURY...