maruda.r
14.05.08, 14:23
"Tzw. samozatrudnieni zostali istotnie uprzywilejowani przez system fiskalny.
Płacą nie tylko znacznie niższy ZUS, ale też niższe podatki (19 proc).
Przywileje dotyczą jednak tylko osób lepiej uposażonych (inni zatrudnieni jako
pracownicy nie płaciliby wiele więcej)."
***********************************
Słabiej uposażeni płacą jednak wyższy ZUS, a skoro nie mają wielkich
perspektyw finansowych na etacie, to i tak nie przekraczają 19%.
Dowodzenie lepiej uposażonymi nie ma żadnego sensu, bo nie są pod żadną presją
ekonomiczną. W każdej chwili zatrudnią sekretarkę na pół etatu, albo
sprzedadzą kilka usług innym firmom i cały dowód zda się psu na buty.
Powstaje jeszcze kwestia zrozumienia pojęcia "wyżej uposażonego
samozatrudnionego". Wg Żakowskiego wynika ona z przychodu, bo tylko ten da się
porównać z gażą na etacie. I tu możliwości porównania się kończą. Bo
samozatrudniony ma do dyspozycji koszty. Wyśle Żakowski w teren kontrole
robotniczo-chłopskie, by sprawdzały, czyje koszty są uzasadnione? Przecież
kontrole też kosztują.
Poza tym łączenie stopnia redystrybucji z ilością urzędników jest niepoważne.