Dodaj do ulubionych

"Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal

IP: *.rmf.pl 02.06.08, 11:37
a od kiedy ten festiwali koliduje z KFF???? przeciez przed pokazem
Shore'a leciala reklama festiwalu a po drugie to sa dwie rozne
bajki... moze jeszcze koliduje z dniem dziecka i zielonymi
swiatkami??? polak potrafi ... narzekac
Obserwuj wątek
    • Gość: Radical Zero promocji IP: *.adsl.inetia.pl 02.06.08, 12:04
      Festiwal nie był nigdzie reklamowany, nie było widać plakatów, nie było reklam w
      radiu (może poza niszowym RMF Classic). Gdybym przypadkiem nie trafił na
      informacje kulturalne w jednej z ogólnopolskich stacji, nie wiedziałbym o
      festiwalu.
      • Gość: raj Re: Zero promocji IP: *.lama.net.pl 03.06.08, 18:47
        > Festiwal nie był nigdzie reklamowany, nie było widać plakatów, nie było reklam
        > w
        > radiu (może poza niszowym RMF Classic). Gdybym przypadkiem nie trafił na
        > informacje kulturalne w jednej z ogólnopolskich stacji, nie wiedziałbym o
        > festiwalu.

        No dziwne... ja jakoś widziałem i plakaty w mieście (głównie na przystankach
        autobusowych), i reklamy w prasie... W radiu może faktycznie nie było, ale radia
        nie słucham, więc akurat do mnie reklama radiowa i tak by nie trafiła...
        • Gość: iwi Re: Zero promocji IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.06.08, 11:57
          Ja nie trafiłabym na bardzo fajny piątkowy koncert, gdyby nie
          promocja w prasie i na mieście. Może nie było na nim tyle ludzi, co
          na koncertach Ich Troje lub z pewnością będzie na koncercie Celine
          Dion, ale bez popadania w paranoję, w końcu to był pierwszy raz, a
          Ci, co na niego trafili, chcieli tam być, więc może idźmy w jakość
          a nie w ilość.
    • kasandra.j "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal 02.06.08, 12:48
      Takie imprezy tio się powinno organizowac w Warszawie a nie na
      prowincji. jaka gwiazda będzie jechac ze stolicy do Krakowa na jakiś
      prowincjonalny festiwal?
      • Gość: :D Re: "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.93.classcom.pl 02.06.08, 13:03
        :D
      • Gość: Warszawiak Re: "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.06.08, 13:18
        Za dużo w Warszawie Romów plątających się na dworcach i w ogóle takie wiejskie
        miasto sklejka pobliskich wiosek dla tego u Nas Nawet PARADA GEJÓW nie przejdzie!
      • Gość: Ufo Re: "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: 195.150.133.* 02.06.08, 13:19
        No właśnie, Kasandro (?), warszawka wszystko łyknie, w końcu
        prawdziwych Warszawiaków w niej niewielu, więc nie trzeba się tak
        trudzić, jak w przypadku prowincji, gdzie przeważają autochtoni o
        wysublimowanym guście!
      • Gość: gośc Re: "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.adsl.inetia.pl 02.06.08, 14:27
        Prowincjonalna to jest Warszawa i osoby wyrazające taką opinie jak
        Twoja!!!
      • Gość: ja Re: "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.crowley.pl 02.06.08, 22:26
        śmieszna jesteś kobieto...
      • Gość: raj Re: "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.lama.net.pl 03.06.08, 18:42
        > Takie imprezy tio się powinno organizowac w Warszawie a nie na
        > prowincji. jaka gwiazda będzie jechac ze stolicy do Krakowa na jakiś
        > prowincjonalny festiwal?

        No bo gwiazdy to są tylko w stolycy oczywiście... ;->
    • binczyk1 Raczek gwiazdą? 02.06.08, 13:07
      Chyba parady równości z nowym partnerem a nie w Krakowie...
    • Gość: ags "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: 151.193.120.* 02.06.08, 13:08
      Piątkowy koncert był super!
    • Gość: Agnes Eric Serra górą! IP: *.electrolux.se 02.06.08, 14:56
      A ja byłam i na koncercie Erica Serry i było rewelacyjnie. Muzycy stanęli na
      wysokości zadania, zagrali w pełni profesjonalnie i mieli niesamowity kontakt z
      publicznością. Kto nie był, niech żałuje!
    • Gość: krakowiak "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: 195.46.43.* 02.06.08, 14:58
      ty smierdzacy warszawiaku!!!prowincja???warszawa to prowincja, brudna, szara.
      nie wypowiadaj sie bo dostaniesz w kły
      • Gość: krakowianin Re: "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.ghnet.pl 02.06.08, 15:16
        ...powiedzial 'krakowiak', czyli ubrany w ludowy stroj wiesniak spod krakowa
        (patrz: 'wesele'.)
        • Gość: robert Re: "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.77.classcom.pl 02.06.08, 15:40
          A Cracow Screen Festival to niby był udany ?
          Też była wielka klapa !
          Aż żal było patrzeć jak na koncercie Bryana Ferry snuły się "niedobitki" ludzi.
          No ale jak się robi koncert gwiazdy około północy ... Kraków widać ma
          nieprofesjonalnych ludzi odpowiadających za organizację. To przykre...
      • Gość: Monika Re: "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.08, 16:08
        Zgadzam się całkowicie z "krakowiak"
        było supper i nigdzie nie było by lepiej niż na Krakowiskich Błoniach
        Ps. Pozdrawiam Artura
    • Gość: qwerty "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.chello.pl 02.06.08, 15:39
      Dajcie spokoj, festiwal byl swietnie zorganizowany, nawet nie wiecie ile osob
      musi sie napracowac, zebyscie wy mogli przyjsc, obejrzec i jeszcze miec
      pretensje, ze to czy tamto. Ludzie pracowali po kilkanascie godzin na dobe,bez
      przerwy, zeby wszystkiego dopilnowac.
      • zmisek Re: "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal 02.06.08, 17:27
        przepraszam organizatorów, że nie przyszedłem ... byłem na weselu :)
    • Gość: spdr "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.06.08, 15:53
      awaria zaraz po rozpoczęciu dała do myślenia niedowiarkom...
      wyraźnie było słychać jak sinfonietta grała na 100% żywca !!!
    • Gość: Ola "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.multimo.gtsenergis.pl 02.06.08, 18:12
      Panie redaktorze. Mam jakies dziwne wrazenie,ze albo ja bylam na innym festiwlau i w oinnym miescie, albo redaktor hainzlik nie byl na tych wydarzeniach tylko pisal tekst na zamowienie.Szkoda.na gali byla moja mama.jest wiolonczelistka.byla pod wrazeniem.wiem,jakim jest krytykiem,jak sie wyzywa na konkurencji( a jedyne co powiedziala,ze towarnicka juz nie w formie,ale bylo w jej spiewie cos wzruszajacego, za to rozwalily ja i potega brzmienia i oprawa i zwlaszcza blacha.ja za to bylam ze znajomymi na serrze. wyciagnelismy nogi na dziwnej podlodze posrodku tej zielonej wyspy,ale muzyk anas porwala. Bylo na poczatku malo ludzi,ale o 21.30 bylo wiecej niz mogloby byc..taki harris pod golym niebem. Wladca pierscieni to bylo chyba najsmielsze wydarzenie,jakie w zyciu widzialam i przezylam.. Wiec redaktorze cos nie tak. .skad ta niesprawiedliowsc? Ja naprawde tam bylam,a za dyletantke sie nie uwazam. Protestuje przeciw klamstwom w mediach. az mna trzepie z oburzenia.jakos tak niesmacznie, kiedy wyborcza,co wspoltworzyla wolna polske, w ktorej pisza moje autorytety -szmaci sie jak byle jaki fakt czy zycie na goraco.
    • Gość: olka Re: "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.multimo.gtsenergis.pl 02.06.08, 18:14
      no wlasnie. klamstwo mediow.dostalam gazetke filmowa festiwalu w kinie kijow,
      widzialam reklamy na ekranie..tez w kijowie byulam i widzialam reklamy
      kraftwerk... ale ten dziennikarzyna sie kompromoituje...blleeee...
    • Gość: ja "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.crowley.pl 02.06.08, 22:25
      po pierwsze zero reklamy - gdybym mnie nie poproszono o robienie zdjęć nie
      miałabym pojęcia, że coś takiego ma się odbyć...
      po drugie koncert E. Serra był o wiele lepszy niż impreza w sobotę - orkiestrę
      grającą na żywo było słychać jedynie podczas awarii sprzętu, a wyświetlany na
      scenie obraz rozpraszały światła z oddali ...
      koncert piątkowy był super! czekamy na kolejne!
      • Gość: !@#$%^& Re: "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.chello.pl 03.06.08, 02:12
        "Zero reklamy" - widać kobieto, że nie miałaś w ręce żadnego
        miesięcznika i tygodnika w maju
        "orkiestrę grającą na żywo było słychać jedynie podczas awarii
        sprzętu" - normalnie ręce opadają; głupota mnie właśnie zabiła ;-)
    • Gość: artus "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.adsl.inetia.pl 02.06.08, 22:54
      Przez takie pieprzenie tracę zaufanie do wyborczej! Marny pismaczyna wyskrobał swoje marne przemyślenia, bo GW nie była organizatorem. Założę się, że nawet nie był na koncercie. Byłem w Filharmonii, byłem na Władcy Pierścieni - BYŁO CUDOWNIE!!! Wspaniała muzyka, cudownie zagrana, niezapomniane wrażenia! Przedsięwzięcia plenerowe - ogromne. Nie dziwie się budżetowi.
      Zróbcie marne pismaki z wyborczej coś choć w połowie dobrego, to będziecie pisać i będziemy oceniać. Ale jak widać, najłatwiej coś opluć i być niezadowolonym.
      • Gość: Fan Autor to "dziennikarzol". IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.06.08, 00:49
        Przyłączam się do krytyki autora "artykułu"(?)Tak jak GazWyb uparcie lansuje
        określenie "kibol" na pseudokibiców tak równie chętnie udostępnia swe łamy
        "dzieenikarzolom" czyli pseudodziennikarzom. Uparcie przekręcają fakty, "mijają"
        się z prawdą, naginają do swoich chorych tez rzeczywistość. To ich modus operandi.

        Stwierdzenie, że piątkowy koncert Erica Serry był klapą powstać mogło JEDYNIE w
        głowie osoby, której tam nie było.

        Człowieku: zamilcz i nie kompromituj się już więcej.
    • Gość: garsc komentarzy "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.06.08, 09:20
      Komentarze:
      frodo:

      To dopiero było widowsiko. Nawet na chwilę zwatpilem czy muzyka na zywo. Dopiero
      jak na chwile byla przerwa w naglosnieniu zrozumialem,ze stoi za tym taki
      tytaniczny wysilek muzyczne,ze czad... wagner nie pisal lepiej. oirganizatorzy
      staneli na wysokosci zadania, taka jakosc dzwieku mozna sluchac w domu na
      najlepszym sprzecie, my sluchalismy na zywo.. przyjechalismy na ten koncert z
      gdyni (na Serrze też byliśmy) no i jesli tylko bedzie kontynuacja festiwalu
      zapowiadamy sie za rok:)
      Felipe:

      Poprostu fantastyczne wydarzenie. Chór chłopięcy naprawdę stanął na wysokości
      zadania jak i wszyscy wykonawcy. Jechałem z Pruszkowa i nie żałuje. Było
      naprawdę cudnie, jak ktoś nie był niech żałuje ;]
      MW:

      Wspaniale przygotowana impreza, orkiestra perfekcyjnie zagrała muzykę,
      Tomasus:

      Jak dla mnie super ;) Miejsca w sektorze S0, ( jedyny kłopot z dzwiękiem kilka
      minut po rozpoczęciu). Ale faktycznie uczta była. Oby więcej było takich rzeczy
      Pozdrawiam
      Marek:

      Koncert był super. Stąd też mój apel: "Szanowni polscy Organizatorzy Imprez
      Wszelakich, proszę, zwróćcie większą uwagę na istnienie w społeczeństwie polskim
      dużej rzeszy miłośników muzyki filmowej i róbcie więcej tego typu festiwali!" :)
      Aha, a podczas koncertu wcale nie widziałem Kaitlyn Lusk. Myślałem, że taką
      gwiazdę światowego formatu będą eksponować gdzieś w pierwszym rzędzie przed
      orkiestrą, a ta się gdzieś z tyłu schowała...;)
      do Marka:

      z ta Katlyn Lusk to przesada, glos ma niezly i rzeczywiscie do piosenek enyi
      wybrana perfekcyjnie, ale tak akocepcja koncertu: najwaziejszy byl film. A mnie
      ta awari sie podobala, tak jak przejezyczenie babki z radia, co sie pomylila z
      drogami ewakiuacyjnymi. po prostu bylo to takie prawdziwe. tym bardziej
      imponowal rozmach organizacyjny i potega muzyki. Ciarki mialem, jak chor spiewal
      motyw pierscienia,albo stale motywy mordoru. czad zupelny.efekty slyszalne,
      jakby je ylo slychac w calym krakowie. Nic dodac nic ujac.cieakwe czy za rok
      bedzie czesc II?
      Seba:

      To wspaniałe, że było tak świetnie... Mnie z kolei rozczarował pan Krzesimir
      Dębski. Wykonanie, aranżacja klasyków była kiepska, czasem tragiczna(Misja). Czy
      naprawdę Władca był taki wspaniały?
      Łukasz Remiś:

      Władca był znakomity! A niebawem sami będziecie się mogli o tym przekonać na
      naszych stronach ;-)
    • Gość: precz z klamstwem "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.06.08, 09:23
      zamiast czytac wypocin Handzlika, poczytajcie tekst, kogos, kto się na tym zna.
      Profesjonalna krytyka muzyczna!!!!
      Wykonanie muzyki na żywo na potrzeby blisko 3-godzinnego, epickiego widowiska
      filmowego, to pomysł wręcz nieprawdopodobny i zapewne wielu zastanawiało się i
      wątpiło, w jaki sposób tak monumentalne pod względem logistycznym i technicznym
      przedsięwzięcie można z sukcesem zrealizować. Dodatkowych wątpliwości nastręczał
      sam fakt, iż pokaz filmu odbyć miał się nie w sprawdzonej pod względem
      akustycznych sali koncertowej, ale na otwartej przestrzeni, w scenerii
      krakowskich Błoń, które oczywiście regularnie goszczą występy rozmaitych
      artystów, ale które stosunkowo rzadko miewają okazję sprawdzenia się w
      repertuarze wykonywanym przez orkiestrę symfoniczną. Nie obyło się zatem bez
      licznych obaw, niemal do samego widowiska nie do końca było wiadomo, jak
      funkcjonować będzie nagłośnienie dla ponad 7-tysięcznej publiczności (jak się
      okazało – poza krótką, acz bolesną usterką techniczną na początku pokazu –
      funkcjonowało bez zarzutu), trudno było również przewidzieć, jak z wymagającą
      technicznie kompozycją Howarda Shore poradzi sobie Sinfonietta Cracovia, której
      oczywiście nikt nie odmawia profesjonalimu, ale która miała przed sobą trzy
      godziny niemal ciągłego grania „na wysokich obrotach”. Wreszcie, co
      najważniejsze, zachodziłem w głowę, jak na przestrzeni całego filmu sprawdzi się
      synchronizacja ścieżki dźwiękowej z obrazem, czyli najważniejszy element całego
      show, wszak każdy, kto widział film Jacksona (czy jest ktoś, kto nie widział?),
      zdaje sobie sprawę, jak ilustracyjne kształty przybiera momentami muzyka
      Kanadyjczyka. Wątpliwości było zatem sporo, efekt jednakże przeszedł najśmielsze
      oczekiwania.

      Finalny produkt, jaki otrzymali zgromadzeni widzowie, był porywającą
      interpretacją tak kompozycji Shore’a, jak i obrazu Jacksona, intepretacją – co
      warto odnotować – bardzo wierną oryginałowi i niemal bezbłędnie sprawdzającą się
      jako bieżący komentarz do filmu. Dopiero w zasadzie po obejrzeniu i wysłuchaniu
      całości docenić można ogrom wysiłku, jaki Shore i dyrygent Ludwig Wicki włożyli
      w całe przedsięwzięcie i jak wielkiej dyscypliny ze strony wykonawców ów projekt
      wymagał. W rezultacie na krakowskich Błoniach rozbrzmiała z pełnym rozmachem
      jedna z najefektowniejszych ścieżek dźwiękowych obecnej dekady, wraz ze
      wszystkimi swoimi tak atutami, jak i słabostkami.

      Pierwsze, co rzuca się w oczy odbiorcy znającego już kompozycję Shore’a choćby w
      formie regularnego wydania Reprise Records, to kolosalna różnica w stosunku do
      oryginalnego nagrania studyjnego, które akcentowało przede wszystkim rozmiary, a
      nie detale ścieżki i w swojej funkcji nadania całości mrocznego, jak gdyby
      „starożytnego” i nieco archaicznego brzmienia sprawdzało się bardzo dobrze, ale
      które oczywiście poświęcało w procesie mixingu sporo interesujących rozwiązań
      orkiestracyjnych i aranżacyjnych, jakie Kanadyjczyk na potrzeby nie tylko FOTR,
      ale i całej trylogii opracował. W wykonaniu na żywo pod batutą Wickiego wyraźna
      była silna ekspozycja detalu, która jednak, co interesujące, nie odebrała
      całości owego posępnego majestatu znanego z nagrania Johna Kurlandera – jak
      można było usłyszeć, spora część niepowtarzalnego brzmienia Drużyny... leży po
      prostu w charakterze muzyki Shore’a i obranej przez niego kompozycyjnej stylistyce.

      Już teraz można w zasadzie powiedzieć, mimo że od premiery pierwszej części
      trylogii minęło zaledwie niecałe siedem lat, że ilustracja Kanadyjczyka przetrwa
      próbę czasu i zasłużenie zebrała laury, które przypadły jej na niemalże
      wszystkich liczących się festiwalach. Co jest w muzyce Shore’a niesamowite, to
      fakt, iż mimo wszystkich jej oczywistych słabostek i mimo jej przewidywalności,
      mówi ona własnym głosem. FOTR kontyuuje oczywiście eksploatowaną przez lata
      jednorodną konwencję gatunku fantasy, w której tak znakomicie sprawdzali się
      Poledouris i Horner chociażby, ale zarazem, dzięki wyraźnemu i nietuzinkowemu
      muzycznemu językowi Kanadyjczyka i kolosalnej pracy, jaką kompozytor włożył w
      ilustrację filmu Jacksona, Drużyna... ma swoje własne brzmienie, które nie jest
      może rewolucyjne, ale które czerpie z najlepszych wzorców i efektownie je
      przetwarza. Wiele tego typu smaczków sobotni koncert na Błoniach pokazał, od
      spektakularnej pracy chóru i jego głębokiego shore’owskiego brzmienia, po
      rozmaite zabiegi stylistyczne, zwłaszcza ulubione przez artystę i stanowiące
      swoistą wizytówkę trylogii przeciągłe, złowieszcze frazy na sekcję dętą
      (doskonale wykonany Keep it Secret, Keep it Safe).

      Brak filmowego mixingu pozwolił wyeksponować lwią część ginącego gdzieś zwykle
      pośród efektów dźwiękowych materiału, który jak się okazuje, jakością nie
      ustępuje wcale skrojonej na potrzeby przeciętnego nabywcy oficjalnej,
      70-minutowej prezentacji Reprise. Uważny słuchacz miał więc okazję wykryć sporo
      smaczków, z których kilka można z pełną chyba odpowiedzialnością zaliczyć do
      grona ciekawszych fragmentów muzyki filmowej XXI wieku. Mowa tu przede wszystkim
      o pięknym, chóralnym underscore w scenie śmierci Isildura oraz w scenach Minas
      Tirith, intrygujących awangardowych technikach ilustrujących walkę z wodnym
      Czatownikiem (The Doors of Durin), czy kilku tematycznych wariacjach
      wkomponowanych z olbrzymim kunsztem w monumentalną ilustrację Morii.

      Jednocześnie, wysunięcie muzyki na pierwszy plan podkreśliło parę narracyjnych
      błędów, jakie Shore’owi na przestrzeni trzech godzin filmu się przydarzyły.
      Chodzi tu przede wszystkim o obecny już w wersji kinowej przesyt materiału,
      obawę Kanadyjczyka przed zostawianiem pustych przestrzeni. Z jednej strony
      bowiem widz bombardowany jest bardzo intensywną i wykorzystującą pełną moc
      orkiestry ilustracją scen akcji oraz majestatycznych ujęć nowozelandzkich
      krajobrazów, z drugiej zaś Shore niemal non stop prowadzi silny i dramatyczny
      underscore, który na dłuższą metę wywołuje uczucie ciągłej ściany dźwięku. Jest
      to oczywiście muzyka zbyt dobra, by uznać ją za bezideową tapetę (a przynajmniej
      w 95%), niemniej jednak owa wszechobecna nadekspresja występująca nawet w
      scenach dialogowych za sprawą wykonania na żywo była widoczna jak na dłoni.
      Brakuje tutaj momentu wytchnienia, brakuje miejscami odpowiedniego balansu
      ilustracji i aż chciałoby się wykrzyknąć pytanie, dlaczego wśród muzycznych
      inspiracji Shore’a nie znalazła się wyrafinowana metodologia underscore’u spod
      znaku Jerry Goldsmitha.

      Jeśli chodzi o samo wykonanie, to przez trzy godziny utrzymywało się na bardzo
      wysokim poziomie i choć przytrafiały się tu i ówdzie małe błędy, całość
      zaprezentowała się doprawdy imponująco. Najbardziej karkołomne zadanie miała
      oczywiście sekcja dęta i tutaj pewne odstępstwa od oryginalnego brzmienia
      musiały nastąpić – przede wszystkim gros reprezentatywnych ekspozycji tematu
      Drużyny utracił sporo mocy w stosunku do studyjnej wersji pierwotnej, aczkolwiek
      wina leży tu chyba po stronie całej zaangażowanej w poszczególne aranżacje
      orkiestry. W zasadzie jedyną poważniejszą słabostką wykonania było fanfarowe
      interludium w scenie konfrontacji z Nazgulami przy Brodzie (utwór Give Up the
      Halfling, w albumowej wersji Flight To The Ford), które miejscami niebezpiecznie
      zahaczało o daleką od oryginalnej nobliwości i rozmachu kakofonię – niemniej
      jednak był to pojedynczy lapsus, który nie wpływa na jak najbardziej pozytywny
      odbiór całości występu.

      Do najbardziej udanych natomiast partii wykonawczych zaliczyć należy piękne
      wokalne interpretacje mezzosopranistki Kaitlyn Lusk oraz większość scen akcji
      wykorzystujących chór, od walki czarodziejów w Saruman the White z doskonale
      wyeksponowanymi kotłami, po najbardziej efektowny utwór partytury, czyli
      Khazad-Dum. Ta flagowa sekwencja pióra Kanadyjczyka, jeden z najsilniej
      zainspirowanych utworów dramatycznych o
    • Gość: cd "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.06.08, 09:24
      jeszcze więcej ekspresji i energii. Gorące brawa.

      Wypada powoli kończyć, chociaż długo można by analizować niuanse sobotniego
      wykonania, jak i samej partytury w kontekście obrazu. Wystarczy stwierdzić, że
      uczynienie z ilustracji dźwiękowej głównego aktora widowiska pozwoliło wznieść
      doświadczenie muzyki filmowej na zupełnie nowy poziom, na niebotyczne momentami
      wysokości. W zasadzie chyba każdy, od zwykłych śmiertelników, poprzez fanów
      filmu i powieści, wreszcie po miłośników kompozycji Shore’a znalazł coś dla
      siebie – pierwsi i drudzy ekscytującą i wartą zapamiętania muzykę, ostatni
      natomiast okazję do frapującej analizy ilustracyjnych, narracyjnych i
      lejtmotywicznych technik stosowanych przez Kanadyjczyka. I właśnie to
      niezapomniane doświadczenie utwierdziło mnie w przekonaniu, że jego Władca
      Pierścieni, mimo iż niepozbawiony wad, już teraz jest klasyką gatunku, a za
      kilkanaście lat kolejne pokolenia fanów będą na tę ścieżkę patrzyć z takim samym
      niemym uwielbieniem, z jakim my spoglądamy ku innemu wielkiemu klasykowi – czyli
      Conanowi Barbarzyńcy Poledourisa.
    • Gość: A propos Serry "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.06.08, 09:25
      Drugi dzień krakowskiego Festiwalu Muzyki Filmowej był czymś z zupełnie innej
      bajki, aniżeli czwartkowy rajd po symfonicznych tematach Europy i Hollywoodu.
      Koncert na Błoniach w zasadzie bardziej krążył gdzieś na zewnętrznej orbicie
      gatunku, niż prezentował właściwą ideę filmowej ilustracji. To niezwykle luźne
      potraktowanie tematu, przybierające formę improwizacji, dało ciekawy, choć
      zapewne niestrawny dla ortodoksyjnych orkiestrowych purystów efekt, pokazujący
      przede wszystkim, jak elastyczną formą sztuki jest muzyka filmowa i jak daleko,
      nie tracąc przy tym nic na atrakcyjności, odejść może od swojej pierwotnej funkcji.

      Do Krakowa przybył uznany francuski kompozytor, Eric Serra, który wraz ze swoją
      grupą RXRA zaprezentował wybór swoich najpopularniejszych ścieżek dźwiękowych i
      piosenek filmowych, z nieśmiertelnym Wielkim błękitem na czele, w formie jednak
      odległej od tej obecnej na krążących po rynku albumach. Właściwie cały koncert
      był wielką wariacją gotowej bazy tematycznej, pełną eklektycznych rozwiązań,
      pikantną i egzotyczną, czerpiącą z rozmaitych styli i brzmień. A różnorodność ta
      nie wzięła się z niczego, bowiem członkowie zespołu Serry dali prawdziwy popis
      umiejętności technicznych i improwizacyjnych, prawdziwy popis wykonawczej
      wyobraźni, na którą w tradycyjnie pojmowanej muzyce filmowej nie ma zbyt wiele
      miejsca. Na gigantyczne brawa zasługuje tu właściwie cała piątka wystepująca na
      scenie, niemniej szczególne słowa uznania z mojej strony płyną do zdecydowanie
      najbardziej efektownego duetu, czyli senegalskiego perkusisty Sydneya Thiama
      oraz saksofonisty Emile Parisiena za iście bajeczne solówki przy okazji niemal
      każdego właściwie utworu. Ręce same składały się do oklasków i publiczność
      zgromadzona pod sceną nie wahała się takimi oklaskami muzyków nagrodzić.
    • Gość: serra "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.06.08, 09:25
      To co Kraków miał okazję usłyszeć, było bardzo atrakcyjną mieszanką gatunkową,
      opartą na chwytliwych tematach Serry, a stylistycznie sięgającą od rockowych
      korzeni artysty po elementy jazzu, a nawet reggae i etniki. Całość tych
      zróżnicowanych wpływów muzycznych komponowała się znakomicie, zatem zarówno
      syntezatory, jak i saksofon czy etniczne bębenki rozmaitej maści w owej
      przebojowej mieszance znalazły dla siebie miejsce. W pewnych momentach Serra po
      prostu rzucał temat, a zespół podejmował go, improwizując przez kilka minut –
      improwizacje te były na tyle sprawne i efektowne, że chwilami stawały się
      swoistą sztuką dla sztuki, do tego stopnia, iż w finalnej części koncertu
      zdarzał się niemały przerost formy nad treścią, ta bowiem ginęła wśród
      wymyślnych aranżacji.

      Najbardziej reprezentatywnie wypadły zapewne, będące znakiem firmowym
      kompozytora, fragmenty wspomnianego Wielkiego błękitu, zwłaszcza klasyczna już
      uwertura i znakomity temat La Raya. Muzyczna przestrzeń kreowana przez
      syntezatory do spółki z saksofonowymi solówkami tworzyły niezapomniany, nieco
      odrealniony klimat, który Serra wraz z zespołem umiejętnie podbudowywali
      rozmaitymi zabawami aranżacyjnymi. Równie efektownie zaprezentował się zgoła
      odmienny stylowo Let Them Try z tego samego filmu i właściwie to podwodny świat
      Bessona, zgodnie zresztą z przewidywaniami, stanowił główny punkt wieczoru.
    • Gość: Soundtrack.pl "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.06.08, 09:27
      Opinie filmowców:

      Marek M. 2008-06-01 15:24
      Właśnie wróciłem z Krakowa, z grupą przyjaciół którzy maja również podobne
      zdanie! Wczorajszy wieczór był REWELACYJNY!!!, a w trakcie wykonania mozna było
      poczuc się jakbym Drużyna Pierścienia rzeczywiście walczyła na krakowskich
      Błoniach! I nawet lekki, zrywający się od czasu do czasu chłodniejszy wiatr,
      pokrywał się z nutami, tak jakby Howard Shore zapisał go w partyturze!
      Rewelacja! tego nie ma w żadnym kinie, tego nie przeżyjesz w żadnej filharmonii
      :) Tylko w Krakowie :) Gdy ekran był ciemny i bylo widać tylko białe rekawki
      dyrygenta Ludwika Wickiego, oraz słychać wielkie cięzkie bebny, czułem się,
      jakby nadchodziła jakaś nieunikniona Wielka Zagłada a Nadzieja topniała to dwóch
      białych punkcików, które rytmicznie przeskakiwały z lewej na prawą, zamknięcie
      oczu i.. totalny odpływ na drugą stronę pierścienia :) Pprzerwa techniczna
      absolutnie zupełnie nie zakłóciła w odbiorze a nawet podkreślila że muzyka
      rzeczywiscie wykonywana jest na żywo!! Słyszałem z tyłu sąsiada jak mówił:
      mogłoby tak zostac do końca filmu, czuję się jak w starym kinie! Świetnee, że
      kilkuset osobowa Orkiestra zagrała to na tak wysokim poziomie, żywcem wyjete z
      obrazu!! Były też i fajerwerki w trakcie koncertu w okolicach Kopca Kościuszki,
      które naszym zdaniem należą się Organizatorom, wolantariuszom jak i całej ekipie
      Festiwalowej za świetnie zorganizowane koncerty! Życze Wszystkim teraz Oddechu
      Odpoczynku i przyjęcia jeszcze raz Owacji na Stojąco Pozdrawiam i do zobaczenia
      jak i USŁYSZENIA ponownie :)
      Palinda 2008-06-01 16:26
      Byłem, widziałem (dzięki redakcji portalu Filmmusic) i mam podobne wrażenia jak
      przedmówcy. Wykonanie muzyki było naprawdę na najwyższym poziomie,
      synchronizacja muzyki z obrazem rewalacyjna. Móc na żywo posłuchać tej
      monumentalnej partytury idealnie współgrającej z obrazem było niesamowitym
      przeżyciem. Organizacja koncertu bardzo dobra no i wspaniała pogoda sprawiły
      razem, że na pewno był to niezapomniany wieczór.
      Malkav 2008-06-01 17:38
      Nie jestem specjalnym entuzjastą muzyki filmowej, niemniej jednak nawet ja
      zauważyłem wiele ciekawych różnic w pomiędzy tą wersją a kinową. Od bardziej
      wyeksponowanej części dętej, przez rozległe użycie kotłów (szczególnie w
      Khazad-Dum robiły one wrażenie), po świetne partie chóralne. Co do samych
      kwestii technicznych, cóż, orkiestra może grała na żywo, ale efekt i tak psuło
      kiepskie nagłośnienie, które w paru głośniejszych partiach charczało jak na
      koncercie punkowym w piwnicy. W dobrym kinie odtwarzana muzyka brzmi nierzadko o
      wiele lepiej. Ekran sprawdził się całkiem dobrze, z sektora B widok był nieco
      rozmyty, ale może to być moja kurza ślepota ;) Wszystko byłoby jeszcze do
      przyjęcia (w końcu to Władca Pierścieni, orkiestra, wydarzenie kulturalne),
      gdyby organizatorzy nie zakpili sobie z widzów. W co najmniej 25% miejsc w
      sektorze B1 (w B2 zapewne też) ekran był zasłonięty przez głośniki - i nie był
      to niewielki mankament, bo krzesła te pozostały puste. Dodatkowo, panie
      pilnujące porządku zabraniały przenosić krzeseł w inne miejsca (mimo że było
      sporo nie zajętej przestrzeni), ani nawet oglądać pokazu na stojąco (nie
      chodziło to że ktoś komuś zasłaniał, tylko o to że NIE WOLNO). Sam widziałem jak
      ochrona wyprowadzała siłą paru widzów, którzy nalegali na zachowanie zdrowego
      rozsądku. Ludzie ci oglądali spektakl spoza barierek, a na koniec rozległy się
      całkiem zasłużone gwizdy. Mam nadzieję, że ta sprawa zostanie nagłośniona w
      mediach. Ja sam miałem to szczęście, że udało mi się zająć ostatnie wolne
      miejsca z widocznością.
      darthkat 2008-06-02 16:14
      No i masz... miałam ogromną ochotę wybrać się na ten koncert, nie wypaliło, po
      trosze wygrało lenistwo i nie przebaczę sobie tego. Żałuję bardzo bardzo! To
      musiało być niezapomniane przeżycie... :-)
    • Gość: serra "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.06.08, 09:27
      Piąty element z kolei, tutaj pod postacią utworu Five Millenia Later, do
      aranżacyjnego kształtu krakowskiego koncertu dostosować było dość łatwo –
      syntetyczny chórek z silnie elektronicznym podkładem, zawodząca partia saksofonu
      i wreszcie główny temat na gitarę brzmiały jak nieco uwspółcześniona, ale wierna
      oryginałowi wersja tego bardzo przyjemnego kawałka. Trochę słabiej wypadła
      uwertura z Goldeneye, mimo ciekawego podkładu perkusyjnego i ponownie
      znakomitego wykonania Emile Parisiena, ale taki już może charakter tej muzyki,
      mocno zresztą krytykowanej przez większość fanów gatunku. Ponownie zatem była to
      pomysłowa, choć raczej szczątkowa improwizacja tematu Johna Barry’ego, niestety
      bez mocy i gracji późniejszych wersji Davida Arnolda.

      Na dokładkę Serra zaserwował publiczności, dla odmiany od czysto
      instrumentalnego charakteru koncertu, dwie piosenki swojego autorstwa, czyli
      bardzo dobre It’s Only Mystery z filmu Subway oraz Little Light of Love z
      Piątego elementu. Cóż można dodać, świetne wykonanie, atrakcyjny materiał i
      nietuzinkowość wykonawców zdołały rozkręcić anemiczną na początku wieczoru
      publiczność, która w finale mocno oklaskiwała muzyków i zdołała zatrzymać ich na
      scenie jeszcze przez kilka nadprogramowych minut.

      Jak zatem wspomniałem na początku, był to koncert i repertuar bardzo
      specyficzny, o lata świetlne odległy od tradycyjnego kształtu muzyki filmowej i
      w gruncie rzeczy niemal niezwiązany z ilustracyjnym jej charakterem. Chyba
      jednak dobrze się stało, że organizatorzy pokusili się o taki właśnie wybór,
      gdyż Serra i RXRA Group zdołali wnieść do programu festiwalu sporo barwności i
      oryginalności. Z widowiska okraszonego ładnymi wizualizacjami wyszedłem
      usatysfakcjonowany i bogatszy o nowe doświadczenie: dla muzyki filmowej nie ma
      limitów ani granic.
    • Gość: koncerty jak wiele "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.06.08, 09:29
      Coz handzlik chodzi chyba tylko na przerwy w filharmonii,zeby posluchac opinii
      innych, co napisac o koncercie: Tak to wyglada z perspektywy kogos,kto sie zna
      na rzeczy:
      Trzydniowy Festiwal Muzyki Filmowej – kto by jeszcze parę lat temu pomyślał, że
      gatunek ten z takim rozmachem spróbuje przebić się do szeroko pojętego
      repertuaru kulturalnego Krakowa i spotka się z tak dużym odzewem. A jednak, i
      oto za nami inauguracyjny koncert majowego maratonu, poświęconego
      najgłośniejszym i najlepiej rozpoznawalnym twórcom muzyki filmowej, koncert
      będący skrótowym przeglądem dokonań kompozytorów polskich, europejskich i
      amerykańskich na polu kinematografii: od Zabójstwa Księcia Gwizjusza po Misję,
      od Doktora Żywago po Titanica, od Gwiezdnych Wojen po Draculę Kilara...

      Na początek jednak słów kilka o wykonawcach i prowadzących. W roli orkiestry
      wystąpiła sprawdzona już w repertuarze filmowym (koncert pod batutą Johna
      Axelroda sprzed dwóch lat, nawiasem mówiąc pokrywający się częściowo programem w
      segmencie muzyki amerykańskiej) Sinfonietta Cracovia, która i tym razem
      poradziła sobie z niełatwym przecież materiałem bardzo dobrze – nie obeszło się
      co prawda bez paru drobnych potknięć wykonawczych (zwłaszcza że muzycy narzucili
      sobie wysokie tempo i starali się być przez to jak najbardziej wierni
      oryginalnym wersjom prezentowanych utworów), niemniej kilka punktów programu
      zagranych zostało w stylu naprawdę znakomitym i za to należą się wielkie brawa,
      tym bardziej że całość trwała grubo ponad dwie godziny i wymagała zapewne
      niemałego nakładu sił. Po batutę sięgnął urodzony w Bernie Kaspar Zehnder, od
      2005 roku Dyrektor Artystyczny i Pierwszy Dyrygent Orkiestry Filharmonii
      Praskiej, który spisał się również bez zarzutu, całkiem nieźle się przy tym
      bawiąc. Ale w końcu kto nie miał ochoty pokręcić się energicznie do
      przebojowych, westernowych rytmów spod szyldu Elmera Bernsteina?

      Wreszcie, coś na temat prowadzących, którymi tego wieczoru byli Magdalena Miśka
      z RMF Classic (w fryzurze stylizowanej na Irinę Spalko z nowego Indiany Jonesa,
      co było zagadką wieczoru – skromnie przyznam, że przez niżej podpisanego
      rozszyfrowaną, choć teraz pewnie nikt mi nie uwierzy;) oraz Tomasz Raczek. W
      swoich rolach sprawdzili się bardzo przyzwoicie, z klasą, elegancją i bez
      nadmiernej sztuczności, przywołując przy tym kilka znanych miłośnikom gatunku,
      ale świeżych zapewne i odkrywczych dla reszty publiczności anegdotek i żartów (o
      Van Dammie próbującym zatrudnić Wojciecha Kilara, o Zbigniewie Preisnerze i Van
      den Budenmayerze, wreszcie o Szczękach, czyli dwóch nutach nagrodzonych
      Oscarem). I choć przytrafiło się kilka błędów merytorycznych, to całość w
      wykonaniu tego duetu wypadła nader sympatycznie i co najważniejsze: naturalnie.
    • Gość: Eric w buena Vista "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.06.08, 09:30

      Beata 2008-06-01 11:59
      Miałam dużo szczęścia bo dali koncert w knajpce na Kazimierzu !!!Doskonale
      bawili się muzyką!!! publilka to ok 10 osób zasoczonych tym kto się pojawił.A
      mieli tylko zjeść kolację. To był fajny spontan, szkoda że nie miałam
      aparatu.Tak się dzieje tylko w Krakowie!!!
    • Gość: milde "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.n4u.airbites.pl 03.06.08, 22:44
      Zgadzam się z autorem tego artykułu w kilku kwestiach. Byłam na obu koncertach.
      Uważam, ze dysponując tak olbrzymim budżetem organizatorom zabrakło bardziej
      twórczego pomysłu na ten festiwal. Reklama była bardzo słaba. Byłam na obu
      koncertach ale właściwie dowiedziałam się o festiwalu przez przypadek w
      ostatniej chwili. Koncert piątkowy był znakomity i przypuszczam,że gdyby była
      lepsza reklama przyszłoby więcej ludzi. Piątek może był też mniej "imprezowy"
      niż sobota. Koncert był jednak rewelacyjny i żal tylko tych, których na nim nie
      było. Uważam, że atmosfera tego koncertu była znakomita i nie upatrywałabym
      porażki w tym, ze była mniejsza publiczność. To nie była jednak Maryla Rodowicz,
      czy inne Rubiki. Uważam, że nie wszystko musi sie tylko należeć masom. I miarą
      sukcesu koncertu nie musi być tylko olbrzymia publiczność. Co do sobotniego
      koncertu - to oczywiście przyciągnął on większą publiczność, bo po pierwsze
      zupełnie inne przełożenie jest na fanów twórczości Tolkiena, po drugie było to
      bardziej spektakularne- znany film, przyciągający wciąż wielką publikę, to
      jeszcze wykonywana na żywo muzyka, po trzecie jednak sobota.
      Natomiast uwaga do organizatorów, którzy robią imprezę za publiczne pieniądze.
      Widziałam co działo sie dookoła barierek ustawionych tak aby odgrodzić osoby,
      które nie weszły na bilety. Barierki były rozstawione bardzo daleko od miejsc
      siedzących, dookoła było bardzo dużo pustej przestrzeni wyłożonej matą. Przy
      barierkach - w ilości niebywałej (!) stali ochroniarze(może to zjadło sporą
      cześć budżetu). A za barierkami mnóstwo młodych ludzi, którzy nie dostali się do
      środka. Nie rozumiem dlaczego np. obniżając cenę biletów do 5-10zł lub po prostu
      za darmo, na miejsca stojące lub siedzące na pustych matach nie można było ich
      tam wpuścić. Było tak dużo miejsca, przecież duży otwarty plener dawał takie
      możliwości.
      Co do samego koncertu - był znakomity i uważam, że wszystkim artystom należą się
      wielkie brawa!
    • Gość: gość portalu "Drużyna Pierścienia" uratowała festiwal IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.06.08, 11:53
      Coś widzę że się zmienił tytuł artykułu!!!To chyba trochę wbrew etyce
      (jeśli ktoś wie co to jest) i zasadom prawa prasy. Czyżby wstyd do
      własnej twórczości? Albo szanowny Pan redaktor przejrzał na oczy, po
      tym jak jeszcze muzyka nie umilkła a już pędził w plażowej koszuli
      by być pierwszy po DARMOWE Martini.Ten trick widać jest sprawdzony i
      działa.Czy mam przypomnieć ile drinków spowodowało że...Były momenty
      ciekawe, przeciętne i kompletnie nieudane...jak czytamy w artykule!!!
    • Gość: doktor VIAGRA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.06.08, 15:00
      Panie Tomku (autor "artykułu"),
      Pana dolegliwości są uleczalne! proponuję viagrę lub inny lek przywracający erekcję, bo pisanie nasyconych kompleksami i frustracją artykułów nic w Pana stanie nie pomogą.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka