Gość: Pe
IP: *.crowley.pl
24.09.03, 00:01
U nas nie mowy o tym, żeby ludzie docenili strefy ruchu
pieszego, mimo, że wiele ulic zamkniętych dla samochodów
rozkwita, a sklepy i firmy tam zlokalizowane czerpią zyski z
klientów, którzy pojawiają się liczniej dzięki temu, że brak
jest ruchu ulicznego.
Ale cóż, żyjemy w kraju, gzie możliwość jeżdżenia samochodem, a
dojazd "pod drzwi" domu czy biura w szczególności, wciąż
świadczą o pozycji i dowodzą awansu społecznego. Przejście
pieszo kilku ulic, dojazd do pracy na rowerze, odbierany jest
jako dowód ubóstwa, a więc każdy, kto się czegoś dorobił
pragnie, by na "jego" ulicę wjeżdżały samochody. Stąd w
Krakowie, jak w prowinconalnym miasteczku, nadal w bezpośrednim
sąsiedztwie Rynku szaleją kierowcy.