gregry
17.10.03, 02:06
No jak? Nie mam pojęcia. Ale
Obecne „łatanie” dziury budżetowej odbywające się przez cięcia w
świadczeniach dla społeczeństwa itp. kojarzą mi się z sytuacją wyprzedawania
przez pijaczka wszystkiego, co ma w domu, by czasowo załatać dziurę budżetu
rodzinnego (lub znowu się upić). Wiadomo, do czego doprowadza taka sytuacja.
Oczywistym jest, że nie tędy droga.
Po pierwsze należy powstrzymać wspomniane przeze mnie cięcia i poszukać
innych sposobów ratowania budżetu (chociażby przez likwidację świadczeń dla
urzędników państwowych – niech pracują przez jakiś czas za darmo, dla idei –
a jeśli im się nie podoba, to chętnie zastąpią ich dzielni młodzi studenci-
absolwenci, którzy w ten sposób nabiorą doświadczenia i zarazem zasilą ten
chory krwioobieg w nową czystą krew (nie skażoną klientyzmem). Ten sam sposób
można zastosować do polityków. Wybrać jedynie tych bogatych, którzy mogą
piastować swoje urzędy bez zapłaty i którzy żyją już tylko ideałami (chcąc
tym samym wpisać się do historii, jak również uczynić coś dobrego, co
przysporzy im sławy).
Kto miałby to wszystko wprowadzić? Chociażby prezydent.
Idąc dalej tym tropem, należałoby się dobrać do kieszeni przedsiębiorców.
Chodzi mi głownie o tych, którzy dziś zarabiają wielkie pieniądze nie oddając
przy tym do kasy państwa ani złotówki (mający znajomości w rządzie czy
korzystający z ulg podatkowych [czy będący firmami z zachodu – jak chociażby
hipermarkety]. Wspomniane ulgi podatkowe nie biorą się oczywiście z daleko
idących idei zachęcenia przedsiębiorców do inwestowania w Polsce, lecz służą
do otrzymania prywatnych łapówek za ustalenia ułatwiające wejście takich firm
na Polski rynek).
Teraz może trochę o najważniejszym kole, z którego zrobiliśmy wielką ósemkę,
w dodatku z rozerwaną rawką. Chodzi mi o zarobki ludzi (mas) i ich
oddziaływanie na gospodarkę. Wystarczy spojrzeć na początek lat 90 i wielki
boom gospodarczy, jaki nastąpił. Działo się tak dlatego, że wielu ludzi
posiadało dobrze płatne prace. Jak to się ma do całości? Ano tak, że jeśli
dasz zarobić swojemu pracownikowi, to te pieniądze wrócą do Ciebie szybciej
niż myślisz, i wrócą podwojone. Jeśli je zachowasz dla siebie, to nie
będziesz miał nic. Towaru, który wyprodukujesz nie kupi od Ciebie garstka
przedsiębiorców myślących podobnie jak Ty, zatrzymujących firmowe pieniądze
tylko dla siebie. Nie kupią ich także od Ciebie masy ludzi, gdyż ledwo
wystarcza im na zaspokojenie najważniejszych i podstawowych potrzeb.
No dobrze, ale który z przedsiębiorców pierwszy zapłaci swoim pracownikom
więcej? Odpowiedź: żaden. Każdy pomyśli tak: „ja dam im zarobić, a oni
wydadzą te pieniądze na jakieś pierdoły, które wyprodukuje ktoś inny. Wolę
się obłowić póki czas, bo ten kraj zmierza ku upadkowi. Później sobie jakoś
poradzę.” (a to nie prawda. Nawet najwięksi bogacze tego świata nie potrafili
zachować swych pieniędzy dla pokoleń, gdy przestali produkować. Są różne
czynniki powodujące taką nędzę potomków bogaczy, a ich podstawą jest brak
możliwości zbytu i przyzwyczajenie do życia w luksusie [co łatwo powoduje
upłynnienie nawet największej fortuny zgromadzonej przez
pradziada]). „Łyżeczką a Ciągle” (i zobaczysz jak niespodziewanie zrobi się z
łyżeczki koparka – ale nic na siłę).
No więc dobrze, skoro żaden z pracodawców nie zrobi tego pierwszy (znaczy nie
podniesie zarobków swoim pracownikom) to co w tej sytuacji zrobić? Przecież
to jedyny sposób na ratowanie tej gospodarki (wystarczy spojrzeć na stany
zjednoczone, ludzie mają za co kupować, więc przedsiębiorstwa się rozwijają).
Odpowiedź jest prosta. Ustalić najniższą pensję krajową na poziomie 1500 zł
brutto. Zaprzestać likwidacji dużych przedsiębiorstw państwowych i mydlenia
ludziom oczu, że nie mają one prawa bytu.
Tak to się dzieje od początku lat 90, że jednostki szukają dla siebie
szybkiego i dużego zarobku, nie patrząc przy tym na krzywdę narodu, kraju i
siebie samych. Państwo „przymyka na to oko” (bo przecież powinno się już
dawno zając przynajmniej 1000 podejrzanych upadłości potężnych firm). Ale
jeśli państwo to złodzieje – to nie mamy o czym rozmawiać. Studenci górą!
(proponuję przewrót i wyzamykanie wszystkich obecnie rządzących i
potencjalnych następnych [o wieku powyżej 30 lat] i usadowienie na
stanowiskach młodych, zdrowych duchem absolwentów wyższych uczelni [co do
których jestem pewny, że bądą zadowoleni nawet z tysiąca zamiast
kilkudziesięciu tysięcy złotych wynagrodzenia]. No dobrze – zapytacie – a
gdzie Ci młodzi mają doświadczenie? Odpowiem: będą się początkowo radzić
uczelnianych (zdrowych duchem) profesorów, którzy ich nauczali. Przewrót
zrobić łatwo – przecież armia, to też młodzi.
Szkoda, że to tylko science fiction – ale może to komuś otworzy oczy
(pomijając oczywiście przewroty. Których wszyscy mamy już dosyć).
(: