Gość: bs
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
14.10.08, 09:23
Jestem osobą w średnim wieku, stąd bezpośrednio kierowanym do mnie
przesłaniem, jak sądzę, były gesty i słowa Kolejnej Julii i jej
partnera. Nie utożsamiam się z nimi, lecz traktuję jako przestrogę
przed tym, w co może przeistoczyć się związek partnerów, zbyt mało
dbających o jego jakość. Cała sztuka naładowana jest takimi
emocjami, że jeszcze długo po spektaklu nie mogłem uspokoić. Wiele
lat temu oglądałem film Zefirellego, powtórzony kilka tygodni temu
w TV i wydawało mi się, że odpowiada mi ten sentymentalny sposób
pokazywania emocji. Do piątku, kiedy obejrzałem spektakl
wyreżyserowany rewelacyjnie przez p. Agatę Dudę - Gracz. Zadziwiła
mnie wyobraźnia tej młodej reżyserki, która pozwoliła jej zobaczyć
związek dojrzałych osób, dla których małżeństwo to nie tylko
potrzeba zalegalizaowania uczuciowego związku, lecz wspólnota
duchowa z wieloma problemami, z samotnością, z seksem bez uniesień,
z obojętnością partnera, ze zdradami. Pokazanie tych zagrożeń miało
dla mnie wielkie znaczenie zwłaszcza, że zostało opowiedziane
przez "skazaną na śmierć" starą kobietę - Ostatnią Julię. W
przedstawieniu, które oglądałem (sobota) Kolejna Julia była
ucharakteryzowana na zupełnie nieatrakcyjną kobietę. Dla
obserwatora "z zewnątrz" porzucenie dla niej atrakcyjnej Rozaliny
jest zupełnie niezrozumiałe. Ale czy właśnie nie tak patrzymy na
związki innych osób, oceniając je według naszych kryteriów,
krytykując wybory i zachowania, choć sami nie jesteśmy "bez skazy"?
Świetnym pomysłem było inne usytuowanie szekspirowskiej niani, tu
jako Cituchny wraz z Cieniem Ciotuchny, stanowiących wielokrotnie
kontrapunkt dla rozgrywających się wydarzeń. Ciekawa muzyka,
znakomicie zaśpiewana. Na widowni obserwowałem wielu młodych
widzów, autentycznie wzruszonych i dobrze odbierających
inscenizację. Wielkie brawa dla całego zespołu.