mechaniczny.stefan 15.03.09, 22:32 Potrzebne są przymusowe praktyki zawodowe dla studenów (np. w wymiarze miesiąca w ciągu roku) celem zaprowadzenia większej dyscypliny i poszanowania dla ciężkiej pracy w tej grupie społeczeństwa. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: ibn Re: Ksero studia, ksero studenci IP: 82.160.57.* 15.03.09, 22:55 Gdy kończyłem studia na prawie ani ćwiczenia ani tym bardziej wykłady nie były obowiązkowe. Poziom był i tak nieosiągalny dla szkółki doktór Antoniny. Wystarczy wymagać i egzekwować. Po odsianiu plew poziom sam się podniesie. U nas na studiach nic nie było obowiązkowe ale egzaminy były z prawdziwego zdarzenia i jak ktoś dostał dwóję to wpisywało mu się ją do indeksu a nie odsyłało w nieskończoność na poprawkę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: costamtam Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.adsl.inetia.pl 15.03.09, 23:20 Wyklady oraz cwiczenia na tym kierunku nie byly i nie sa wymagane bo po prostu nie ma warunkow aby wszyscy studenci mogli w nich uczestniczyc. To dosyc zastanawiajace dlaczego ludzie ze studiow zaocznych moga zajmowac miejsca ludzi ze studiow dziennych na zajeciach... Co do poziomu na prawie to prawie sie poplakalem ze smiechu :) Znam sporo osob ktore skonczyly ten kierunek i wszyscy mowia jedno. Jest tam przyzwolenie na perfidne sciaganie na egzaminach i kombinowanie na 10-ta strone (to sie tyczy UJ bo znam ludzi wlasnie z tej uczelni). Gwoli scislosci ani UJ ani UW nie sa w miedzynarodowych statystykach ze wzgledu na wyniki prawa :) moje doswiadczenie ze studentami nie jest takie duze jak Autorki artykulu. W zasadzie z wiekszoscia tez sie zgadzam. moze poza jedna gdzie Autorka postuluje obowiazkowa obecnosc na wykladach oraz cwiczeniach. Proponowal bym mozliwosc zaliczenia eksternistycznego albo obowiazku obecnosci jedynie na cwiczeniach bo tam sie szlifuje ze tak powiem "umiejetnosci" natomiast wyklady czesto gesto mozna sobie odpuscic w zaleznosci od wiedzy studenta/doktoranta. Dodatkowo proponuje bezwzglednie relegowac studentow za sciaganie. To powinno byc bezwzglednie tepione. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ibn Re: Ksero studia, ksero studenci IP: 82.160.57.* 16.03.09, 01:06 Studiowałem jeszcze w czasach, gdy na pierwszym roku było 400 osób (dziennych). Kto chciał chodzić na zajęcia to chodził (w większości poza niektórymi monograficznymi wykładami była to strata czasu). A poziom (jakiś) na tych studiach był, jest i będzie (daj Boże). Argument o międzynarodowych rankingach "z prawa" mnie rozbawił. Dzięki Bogu, że nie skończyłem jakiegoś humanistycznego pitu pitu (indologia, religioznawstwo i inne zbędne głupoty). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: asdf Re: Ksero studia, ksero studenci IP: 195.82.180.* 18.03.09, 08:38 "Poziom studiów można bardzo łatwo podnieść, i to bez nakładów finansowych, po prostu wymagając zaliczeń na ocenę z każdego przedmiotu" Nie chcę podważać autorytetu Pani doktor ale na niektórych uczelniach tak jest od zawsze ;) " i wprowadzając na studiach stacjonarnych obowiązek chodzenia na wykłady." Bzdura - Pani doktor zapomniała o braku wychowania obecnej młodzieży. Efekt jest taki, że robi się zupełne ZOO na wykładzie. Jak ktoś nie chce słuchać to i tak nie będzie słuchał, a 1,5 h wykorzysta na rozmowę z koleżanką o tipsach, o katalogu Avon albo o nowej furze sprowadzonej z Niemiec. Podstawowym problemem jest to, że edukacja jest "bezpłatna", a skoro jest bezpłatna to każdy myśli że mu się należy. Trzeba najpierw zmienić sposób finansowania szkół - tak żeby uczelnie dostawały pieniądze uzależnione od publikacji naukowych i osiągnięć, a nie od liczby studentów. Żeby otrzymać finansowanie uczelnia będzie musiała ograniczyć liczbę przyjmowanych studentów (żeby mieć czas na badania/publikacje), a więc dostaną się tylko ci najlepsi. Proste ? Podejrzewam, że przy okazji upadłoby parę pseudo-szkółek i straciło pracę paru -za przeproszeniem- starych pierdzieli, więc nie ma co liczyć, że to przejdzie. Odpowiedz Link Zgłoś
anuszka_ha3.agh.edu.pl Ja tam nie wiem o co chodzi 18.03.09, 09:13 Co ta pani ma do kserowania i do internetu? Tak samo można by narzekać na wynalazek druku, bo dawniej to, panie dziejku, trzeba było książki ręcznie przepisywać i dopiero był poziom studiów. Bardzo proste: Jeśli na studiach nie jest wymagana WIEDZA, a jedynie zrobienie referatu, to nic dziwnego, że student ściągnie z internetu bądź skseruje. Ale to wina wykładowców i ćwiczeniowców, że idą na łatwiznę. Akurat w naukach ścisłych jest to jasne, ponieważ na fizyce nie odczytuje się referatów z życia słynnych fizyków, tylko trzeba rozumieć o co chodzi i umieć to policzyć. Niech wykładowcy i ćwiczeniowcy humaniści też zaczną oceniać wiedzę studentów bezpośrednio - co dany student ma do powiedzenia na dany temat. Jak idą na łatwiznę i oceniają pisane referaty, to ja się wcale nie dziwię, sama na miejscu studentów tak bym robiła. Internet, wbrew opinii wielu dinozaurów, nie zabija książek. Gdyby nie internet, z pewnością nie byłabym teraz naukowcem. Praktycznie cała moja wiedza pochodzi z materiałów ściągniętych przez internet: artykułów naukowych, notatek z wykładów, książek. Odpowiedz Link Zgłoś
anuszka_ha3.agh.edu.pl Obowiązkowa obecność 18.03.09, 09:17 Obowiązkowa obecność na ćwiczeniach - a tym bardziej wykładach - to debilizm. Robienie z dorosłych ludzi dzieci. Ja tam nie mam zamiaru się wygłupiać i czytać dorosłym ludziom książeczki zdrowia z usprawiedliwieniami. Im bardziej traktujemy ludzi jak dzieci, tym bardziej nieodpowiedzialnie oni się zachowują. W Niemczech obecność na wykładach i ćwiczeniach nie jest obowiązkowa. Na Białorusi jest, i w dodatku jak student nie przyjdzie na wykład, to profesor telefonuje do rodziców. Teraz zastanówcie się, w którym kraju społeczeństwo jest bardziej obywatelskie? Tam, gdzie obywateli niańczy się jak dzieci, czy tam, gdzie muszą być za siebie odpowiedzialni? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kocik Re: Obowiązkowa obecność IP: *.vsoft.pl 18.03.09, 11:13 Ciekawe czy w pracy powiesz, że masz gdzieś obecność obowiązkową. Studia mają przygotowywać do pracy w zawodzie, widać, że nie dorosłaś jeszcze do tego by pracować. Skoro niechce Ci się chodzić na ćwiczenia, to po co studiować? Odpowiedz Link Zgłoś
gdabski Re: Obowiązkowa obecność 18.03.09, 11:33 > Studia mają przygotowywać do pracy w zawodzie Właśnie nie tylko, a nawet nie przede wszystkim. /Gdabski Odpowiedz Link Zgłoś
anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Obowiązkowa obecność 18.03.09, 11:52 > widać, że nie dorosłaś jeszcze do tego by pra > cować. Skoro niechce Ci się chodzić na ćwiczenia, to po co studiować? :-))) Ja właśnie pracuję na uczelni i uczę studentów. Wiadomo, że nie chce mi się chodzić na ćwiczenia, ale jako jedyna z całej grupy - muszę. I jeszcze mam obowiązek być przygotowana na każde. ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
lucusia3 Re: Obowiązkowa obecność 18.03.09, 12:54 anuszka - to cudowne, że na AGH sa osoby jak ty. Ja co prawda z konkurencji, ale jak się zestarzejemy i dojdziemy wyżej, to uda się wrócic do tego, co było na krakowskich uczelniach przed sowiecką rewolucją w edukacji, a czego nikt nie uważał za właściwe zmieniać na renomowanych i starych uczelniach europejskich. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kratom Re: Obowiązkowa obecność IP: *.anonymouse.org 18.03.09, 13:16 anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała: > :-))) Ja właśnie pracuję na uczelni i uczę studentów. współczuje tym studentom - wypisujesz czasem takie głupoty na forum że nie wiem śmiać się czy płakać. Może po prostu kadra akademicka jest taka beznadziejna? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: s Re: Obowiązkowa obecność IP: *.comarch.com 18.03.09, 14:57 i co z tego co i jak pisze, skoro moze jest merytorycznie dobra i umie przekazac swoja wiedze z zainteresowaniem? Odpowiedz Link Zgłoś
andrzejto1 Re: Obowiązkowa obecność 18.03.09, 12:49 Gość portalu: kocik napisał(a): > Ciekawe czy w pracy powiesz, że masz gdzieś obecność obowiązkową. Studia mają p > rzygotowywać do pracy w zawodzie, widać, że nie dorosłaś jeszcze do tego by pra > cować. Skoro niechce Ci się chodzić na ćwiczenia, to po co studiować? Nie myl pojęć. Pracujesz po to, by zarobić na chleb. A studiujesz po to, by zdobyć wiedzę którą możesz na rynku sprzedać. Nikt cie nie zmusza do zdobywania wiedzy. Jak jej nie potrzebujesz, to możesz zostać operatorem ręcznej koparki. Kazdy odpowiada za siebie. Jak ci się na wykłądy i ćwiczenia nie bedzie chciało chodzić, ale naumiesz się na egzamin i go zdasz to w czym problem?? Uczelnia ma cię uczyć między innymi samodzielnośći, a nie traktować jak małolata w gimazjum. Jak zdało się maturę, to chyba ma się zdolnosć rozumienia jak działa najbliższe otoczenie?? No chyba, że się mylę... Odpowiedz Link Zgłoś
katmoso Re: Obowiązkowa obecność 18.03.09, 13:45 "Studia mają przygotowywać do pracy w zawodzie" zależy jakie studia. obecnie zapomina się, że studia uniwersyteckie nie dają żadnego konkretnego zawodu, maja tylko rozwinąć umiejętnosci uczenia się, wyszukiwania źródeł wiedzy, poprawnego wnioskowania. plus metodologia i historia danej dyscypliny naukowej. studia medyczne, na uczelni ekonomicznej, technicznej, rolniczej czy pedagogicznej dają zawód. w Polsce niestety wszystko się pozmieniało. uczelnie ekonomiczne i dawne Akademie rolnicze mienią się teraz uniwersytetami (większy prestiż), a od uniwersytetów wymaga się sprzedawania praktycznych kursów przygotowujących do zawodu. stąd biadolenie, że pracownicy biur turystycznych nie mają na studiach magisterskich kursów komputerowych, za to mają filozofię. to po co właściwie chcą być magistrami? do pracy w biurze turystycznym wystarczy tak naprawdę policealne studium z dobrymi kursami komputerowymi, praktyczną nauką języków obcych, elementami zarzadzania i marketingu, względnie psychologii. do zostania magistrem nauk humanistycznych zaś niezbędna jest filozofia, a zwłaszcza porządny kurs logiki. problem polskiego szkolnictwa wyższego - i chyba nie tylko polskiego - to właśnie podporządkowanie nauki względom praktycznym. nasze uczelnie wyższe, czołowe uniwersytety produkują rocznie dziesiątki tysięcy magistrów, którzy niewiele umieją i nie potrafią odnaleźć się na rynku pracy. mimo tego programy nauczania są coraz bardziej podporządkowane ich słabym możliwościom intelelektualnym i czasowym. inwestycje uniwersyteckie idą w warunki lokalowe dla rosnącej liczby studentów i zwiekszenie pensum dydaktycznego pracwoników, a nie w badania, czy kształcenie przyszłych naukowców. "Skoro niechce Ci się chodzić na ćwiczenia, to po co studiować?" dla papierka? większość studentów poszło na studia po to, żeby zdobyć tytuł licencjata/magistra. na zajęcia nie chodzą, nie rozwijają swojej wiedzy, nie bywają w bibliotekach, ich referaty to gotowce, a prace dyplomowe są kupione. tak wygląda od podszewki polski boom edukacyjny. ministrowie i rady naukowe oraz uczelnie muszą wreszcie powiedzieć to głośno i zastanowić się co z tym zrobić. a co do kserowania książek, to często jest to jednyny możliwy sposób przygotowania się do zajęć. dostęp do podstawowych podręczników, lektur i pism naukowych jest nadal kiepski. w bibliotece wydziałowej jest na przykład 30 egzemplarzy jakegoś tekstu, a grup jednocześnie go omawiających na przykłąd 4 po 20 osob. plus wykladowcy oraz ci, ktorzy potrzebują go do pisania prac. na Zachodzie istnieje system readerów - są to dostepne na początku semestru zbiory tekstów, w formie xera albo pliku pdf, do kupienia lub ściągnięcia przez każdego studenta w grupie. stanowią podstawę tekstów omawianych na zajęciach. można się z nimi zapoznać na czas, bez konieczności spędzenia kilku dni na desperackim poszukiwaniu wolnego egzemplrza w bibliotekach na terenie całego miasta. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Złomex Re: Obowiązkowa obecność IP: 212.160.172.* 25.03.09, 21:03 Słusznie prawi Korwin-Miikke, że w raz ze zwiększeniem liczby studentów spada poziom, Studia pełnią funkcję dawnej szkoły średniej, a jak ktoś się chce wyróżnic pisze doktorat. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Harry Re: Obowiązkowa obecność IP: *.rzeszow.vectranet.pl 18.03.09, 13:40 Bardzo słuszna uwaga! Poszedłbym jeszcze dalej. Skoro juz się jest studentem, to po studiować. Za sam fakt należy się dyplom. Zreszta co to za dyplom. Licencjat po 6 semestrach czy też 7-semestralny inżynier! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: s Re: Obowiązkowa obecność IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.09, 14:20 a chciałbyś studiowac na inżynierskich 6 lat.Można by paśc z nudów Odpowiedz Link Zgłoś
zielka Re: Obowiązkowa obecność 18.03.09, 14:44 Anuszko, wiesz moze, ze na przyklad w UK sprawdza sie obecnosc (nie wiem czy wszedzie, tam gdzie studiowalam sie sprawdzalo)? Wiec niekoniecznie trzeba moze widziec swiat czarno (Bialorus) - bialo (Niemcy). I ja dzisiaj, uczac w jeszcze innym kraju gdzie nikt nigdy nie sprawdza obecnosci, wiele bym dala, zeby bylo tak, ze jesli studenci przychodza na zajecia, to przychodza na wszystkie. Przeciez jest tak, ze pierwsze zajecia sa wstepne, drugie zajecia - okazuje sie, ze sa jacys nowi, wiec znowu krotki wstep. Nowi pojawiaja sie do 5tego tygodnia. W pewnym momencie "starzy" czasem tez nie przychodza (ci, co potem oddaja plagiaty zamiast referatu). I jest tak, ze polowa grupy w ogole nie rozumie sensu zajec, nie wie jaki byl punkt wyjscia i pewnie sie nie dowie dokad doszlismy. W dyscyplinie ktorej ucze MARZE o obowiazkowej obecnosci. Odpowiedz Link Zgłoś
m0cna Re: Ksero studia, ksero studenci 18.03.09, 09:21 O właśnie, zasady finansowania to dobry trop. Studia nie powinny być bezpłatne. Wszystkie uczelnie powinny pobierać opłaty za studiowanie. Przy czym, dla absolwentów szkół średnich, a potem dla studentów z najlepszymi wynikami powinny pojawić się stupendia oraz zwolnienie z czesnego (aby nie odciąć zdolnych, a nie mogących podołać finansowo od szans na studiowanie). Uczelnia, której absolwenci łatwo zdobywają zatrudnienie (czyli ma dobry i adekwatny do rzeczywistości rynku pracy, poziom nauczania), nie powinna mieć problemów z naborem, pomimo opłat za studia. Co do obowiązkowej obecności na wykałdach i ćwiczeniach, to jest to trop calkowicie błędny. Przecież to są studia, a nie szkoła. Jak ktoś chce sam się przygotować do egzaminu z danego przedmiotu - niech się przygotowuje. Wszystko jedno - w bibliotece, poprzez internet. Ewentualnie ćwiczenia mogę zrozumieć, że są konieczne (a więc i obowiązkowe), jako zajęcia praktyczne. Na ciekawy wykład studenci przyjdą, gwarantuję. Na nudny wykład, odczytany ze skryptu, albo nawet wygłoszony samodzielnie, ale monotonnie - nie przyjdą. Nauczyciel akademicki musi umieć przekazać swoją wiedzę. Dobra prezentacja/wykład wymagają dobrego przygotowania, pomysłu, zaangażowania. Tu jeden z mistrzów: www.youtube.com/watch?v=d1ZtRN-iGdQ&feature=related m. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bambi7 Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.csk.pl 18.03.09, 11:08 nie wiem co i kiedy studiowałaś, ale niektórych rzeczy sama się w domu nie nauczysz - przykładowo studiowałem na Politechnice (2000- 2006 r.) i na większości ćwiczeń z elektryki/elektroniki korzystało się ze sprzętu za kilkanascie tys. zł.... spróbuj się nauczyć w domu perfekcyjnej obsługi nowoczesnego oscyloskopu wartego 25 tys. zł (cały komplet). I z tego powodu obecność na tego typu ćwiczeniach powinna być obowiązkowa, żeby później prowadzący nie słyszał zarzutów po nieudanym zaliczeniu przez studenta: "a, bo ja nie musiałem/nie mogłem chodzić na te ćwiczenia i w domu nie miałem jak się tego nauczyć". Ćwiczyć w domu to można, jak się studiuje "papierkowe studia" typu prawo/ekonomia, a nie np. elektryka/elektronika.... nie zawsze wystarcza kartka papieru i Excel. Odpowiedz Link Zgłoś
anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Ksero studia, ksero studenci 18.03.09, 11:13 Nie no, zaraz - mowa o obecności na ćwiczeniach, a nie na pracowniach. Pracownia powinna być obowiązkowa, bo mało kto ma w domu laboratorium. Odpowiedz Link Zgłoś
m0cna Re: Ksero studia, ksero studenci 18.03.09, 11:23 Co studiowałam? Podpowiedź w linku zamieszczonym wcześniej. Zajęcia praktyczne są konieczne - laborki, pracownie. U nas każdy student miał kartę i tam wpisywane zaliczone (wykonane i opisane) ćwiczenia na pracowni. Trzeba było własnoręcznie wykonać pomiary, obsłuzyć przyrządy potem to oopisać, zinterpretować itd. Nie wyobrażam sobie lekarza, który na studiach nie chodził na zajęcia w prosektorium... Ćwiczenia polegające na rozwiązaniu zadań z mechaniki, analizy matematycznej czy czegokolwiek tam... można przepracować samemu, nie chodząc na zajęcia. m. Odpowiedz Link Zgłoś
janonet4 Re: Ksero studia, ksero studenci 18.03.09, 11:25 tak potem efekty , moj zmojmy zatrudnił po studiach ekonomicznych na stonowisku ksiegowe- to o mały włos firmy do BANKRUCTWA niedorowadził!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
andrzejto1 Re: Ksero studia, ksero studenci 18.03.09, 13:02 Gość portalu: bambi7 napisał(a): > nie wiem co i kiedy studiowałaś, ale niektórych rzeczy sama się w > domu nie nauczysz - przykładowo studiowałem na Politechnice (2000- > 2006 r.) i na większości ćwiczeń z elektryki/elektroniki korzystało > się ze sprzętu za kilkanascie tys. zł.... spróbuj się nauczyć w domu > perfekcyjnej obsługi nowoczesnego oscyloskopu wartego 25 tys. zł > (cały komplet). I z tego powodu obecność na tego typu ćwiczeniach > powinna być obowiązkowa, żeby później prowadzący nie słyszał > zarzutów po nieudanym zaliczeniu przez studenta: "a, bo ja nie > musiałem/nie mogłem chodzić na te ćwiczenia i w domu nie miałem jak > się tego nauczyć". > > Ćwiczyć w domu to można, jak się studiuje "papierkowe studia" typu > prawo/ekonomia, a nie np. elektryka/elektronika.... nie zawsze > wystarcza kartka papieru i Excel. Stary, jesli profesor by mu odpowiedział: Panie studencie, a co mnie to obchodzi, że pan się tego w domu nie nauczył?? Nie był pan na ćwiczeniach?? To pana problem. Więc spotkamy sie na następnym terminie... Przestań traktować dorosłych ludzi jak dzieci. Jak nie przychodzi to jego problem, jak nie zda to też jego problem. Z jakiego powodu uważasz, że ktoś ma myśleć za dorosłego człowieka?? Jak się dostał na studia to chyba wie co ma tam robić?? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bambi7 Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.csk.pl 18.03.09, 13:38 nie wiem co się Tobie nie podoba w mojej wypowiedzi - dokładnie chodziło mi o to, że każdy odpowiada za siebie i tyle Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bambi7 Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.csk.pl 18.03.09, 20:20 chodziło mi o ćwiczenia laboratoryjne - bo widzę, że kilka osób już się o to przyczepiło...... najwyraźniej użyłem za duży skrót myślowy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bambi7 Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.csk.pl 18.03.09, 11:01 zawsze należy zaliczać na ocenę każdy przedmiot oddzielnie - no, może poza jednym wyjątkiem (gdy wykłady i ćwiczenia prowadzi ta sama osoba i w sytuacji gdy student zaliczył wcześniej wykład powiedzmy na conajmniej 3.5, to ma wtedy przepisaną taką samą ocenę za ćwiczenia) Odpowiedz Link Zgłoś
flamengista zgadzam się 16.03.09, 08:49 Moim zdaniem obowiązkowa obecność nawet na ćwiczeniach to głupota. Sprawa jest prosta - student chodzi na te zajęcia, co chce - ale jest kanon przedmiotów i pewne kursy MUSI on zaliczyć. Jeśli do zaliczenia kursu nie potrzebuje uczęszczać na zajęcia, jego sprawa. Ale na kolokwiach i egzaminach trzeba bezwzględnie wymagać rzetelnej wiedzy. I bezlitośnie wstawiać dwóje, a nie odsyłać w nieskończoność. Tylko solidny kop w siedzenie pozwala niektórym na wytrącenie ze stanu błogiego lenistwa i stymuluje do prawdziwego studiowania. W sprawie ściągania - jasne, należy bezwzględnie tępić. Ja tak robię - za ściąganie od razu jest dwója. Tyle że ściąganie jest w dużej mierze tolerowane przez samych wykładowców. Bo nie chce im się pilnować, w dodatku nie mają ochoty na sprawdzenie dodatkowych kolokwiów czy egzaminów poprawkowych. Trzeba stwarzać warunki, w których ściąganie jest bardzo trudne i nieopłacalne. Na wstępie ostrzec studentów, że się tego nie toleruje. Na egzaminie wybrać odpowiednią salę - przestronną i bez "zakamarków". Studentów odpowiednio porozsadzać. No i pilnować ich musi co najmniej kilka osób, a nie sam prowadzący. Jak w jednym roku dwóję za ściąganie dostanie 20% studentów, to w kolejnym u tego prowadzącego liczba ściągających spadnie dramatycznie... Odpowiedz Link Zgłoś
lucusia3 Re: zgadzam się 16.03.09, 09:28 Niestety postulat autorki o obowiązkowe zajęcia wskazuje na poziom nauczania na jej "uniwersytecie". Zawsze tak tam było- obecność i marginesy ważniejsze na 100% od samodzielnego myślenia. Ale Pani uczy tam juz 30 lat. Niestety za długo... Zgadzam się z flamengistą - obecność nie ma nic do rzeczy, ważna jest tylko realna wiedza. Nie rozumiem jednak chyba tak samo tych egzaminów - moim zdaniem studenci na egzaminie powinni móc przynieść wszystko - podręcznik, notatki, słownik, kalkulator. Tylko pytania powinny być takie, że nie wystarczy przepisać z książki odpowiedzi. Niestety nauczyciele akademiccy, a potem ich uczniowe np. z "uniwersytetu pedagogicznego" nie są w stanie czegos takiego zrobić. Zadaja pytania dotyczące 12 linijki na 145 stronie, albo zadanie przpisane z podręcznika, tylko ze zmienionymi danymi. No i mamy nieustający ciąg "powtarzaczy" nieskażonych samodzielnym myśleniem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anamp Re: zgadzam się IP: 149.156.52.* 16.03.09, 11:57 luciusia3 pojęcia nie masz, jak wyglądają egzaminy na Uniwersytecie Pedagogicznym. byłaś może studentką tej uczelni? jeśli nawet tam studiowałaś, to nie masz prawa do generalizowania. w moim wydziale w życiu nie było egzaminu, gdzie pytania dotyczyły konkretnej informacji z konkretnej strony podręcznika czy lektury obowiązkowej, ci którzy przeszli przez kurs "historii wychowania" wiedzą o czym piszę. Odpowiedz Link Zgłoś
lucusia3 Re: zgadzam się 16.03.09, 13:45 To skąd ten lęk o ściąganie? Jeśli trzeba stworzyc coś oryginalnego i samodzielnego, to po prostu nie da się tego ściagnąć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aaa Re: zgadzam się IP: *.chello.pl 18.03.09, 03:49 mozesz po prostu sciagnac od osob, ktore sie przygotowaly do egzaminu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: da Ja skonczyłem fizykę 3 lata temu i połowa egz. IP: *.jmdi.pl 18.03.09, 05:58 na studiach składała się z części pisemnej i ustnej. Nie specjalnie podzielam obawy autorki , że poziom na uczelniach takich jak UW czy PW się obniża. Większość spryciarzy co chcą je ukończyć studiuje 7-8 lat. W tej chwili na każdej z tych uczelni "wieczni studenci" stanowią bardzo duży odsetek studiujących,warto o tym pamiętać przy statystykach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: eter Re: zgadzam się IP: *.zone8.bethere.co.uk 16.03.09, 16:37 Anamp, proszę, bez opowiadania bzdur.U kogo miałaś historię wychowania??? A który z wykładowców nie pyta o same konkrety i daty zmuszając Cię do kucia na pamięć? Albo wręcz przeciwnie, nie wymagając nic, albo nie podając nic na wykładach, później odpytując z książki? Szewczyk - wymagania z kosmosu,a później egzamin na którym połowa ma gotowce i liczy się tylko umiejętność ściągania? Gierat - to co on opowiada na wykładach obraża większość kobiet, a na wykładach jest 4 razy do roku.Słynna Topa co pojawia się na wykładzie od święta i mówi większość czasu o swoim życiu i dzieciach? mógłbym tak wymieniać godzinami... Ale kogo to obchodzi jak 90% studentów nawet w rozmowach z wykładowcami przyznaje że nie ma zamiaru mieć z jakkolwiek rozumianą pedagogiką nic wspólnego..... 2 kierunki, 7 lat życia, i pracodawcy jak widzieli moje CV to się pytali: AP - (akademia wtedy) - nie dziękuję, absolwenci po tym czymś nie umieją nawet poprawnie raportu na 1 stronę maszynopisu napisać, dziękuję. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maro Re: zgadzam się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.09, 17:30 Nie zgadzam się z opinią odnośnie do dr. Szewczyka! Istotnie gość miał wymagania, jednak jego „szkoła” owocowała bezproblemowym napisaniem pracy magisterskiej. Uczył metod tradycyjnych, nie pozwalał na korzystanie z kompa, był tradycjonalistą, jednak wszystko to naprawdę wyszło w końcu na dobre. Jeżeli ktoś chciał się nauczyć, to nie miał z nim większych problemów, a czasami ubaw był po pachy i do dzisiaj miło go wspominamy. Dał mi się strasznie we znaki na studiach, mimo to chylę czoło przed jego osobą i niepodobna mi się porównywanie go z pozostałymi do których masz jakieś uwagi. On był i nadal jest wielki! Pozdrawiam Pana EMILA! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sebastian Re: zgadzam się IP: 212.160.172.* 18.03.09, 12:42 Ja studiowałem pedagogike jeszcze 3 lata temu (tak jakoś wyszło) i muszę przyznac że takich długich wakacji to nie miałem. Owszem historia wychowania była dość trudna ale zdałem za pierwszym podejściem i jeszcze zostałem pochwalony przez egzaminatora za myślenie. 80% pozostałych egz to łatwizna i nawet nie ma porównania do np. studiowania fizyki czy matematyki. Gdyby nie to że przez te 5 lat dostawałem co roku niezłe stypendium naukowe (a wcale się nie wysilałem tylko trzeba umieć myśleć) to uznałbym te lata za stracone. Teraz pracuję jako specjalista tech w usługach telekomunikacyjnych i o pedagogice dawno zapomniałem. Powinni to studiować tylko osoby z powołaniem a tymczasem jest to przechowalnia baranów bo zdarzali się i tacy co potrafili oblać kilka egzaminów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hw ... IP: *.b-ras2.srl.dublin.eircom.net 18.03.09, 13:10 swoja droga historia wychowania nie byla wcale taka trudna.trzeba bylo po prostu sie uczyc i przede wszystkim myslec.hw to taki mit pedagogicznych studiow,a nieslusznie.przedmiot jak kazdy inny tyle ze frajda o wiele wieksza Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: uchat Re: zgadzam się IP: *.gl.digi.pl 18.03.09, 09:03 taak.Obecność na wykladach nioeobowiazkowa?.Po co sluchac,zmuszac sie do koncentracji, wdrazac sie do dyscypliny, analizowac sposob przekazywania wiedzy przez wykladowce, poznawac inne sposoby myslenia?? Potem przyjdzie samemu cos zaprezentowac to sie "odbebni" czytajac z kartki i klikajac mysza.Jeden z moich wykladowcow mial dobry sposob -na wykladach przekazywal informacje, ktorych nie bylo w skryptach. I to sprawdzal na egzaminie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ktn Re: Kolego i koledzy studenci i wykładowcy IP: *.nplay.net.pl 18.03.09, 09:44 Tak się skład aże przez 30 lat pracowałem na uczelni technicznej guernianiego miasteczka południowo wschodniej Polski. Ponieważ cos o przedmiotach które wykładałem wiedziałem i chcialem przekazać wiedze studentom zarówno naukowa i praktyczną. Zsada była bardzo prosta: materiał wykładu i cwiczen zmieniałem wprowadzając co roku conajmniej 25% rzeczy nowych z targów artykułow naukowych chcąc studentom przekazać wiedzę jaka bedzie przydatna c za 5 lat . Sprawdzanie wiedzy odbywało sie testem otwartym bardzo proste pytanie i łatwa odpowieź tylko z materiałów przekazywanych na wykładzie zaliczenie 50% prawidłowych odpowiedzi. Panie w dziekancie straszyły że jak pozbędziemy sie osób nie mogących wykazac się wiedzą to nie bedzie pracy ot polska głupota. Były sekretarz PZPR Dziekan rugał mnie że student musi miec tylko jedną książke lub skrypt do wykładu a nie wiedze przekazywaną na wykładzie Ot polska głupota akademicka a sam nigdy nie splamił sie rozwojem naukowym. Faktem jest że wprowadzając system boloński kształcenia wszyscy zachwycali sie możliwościa przenoszenia z uczelni na uczelnie łatwość studiowania otwartość itp ale jak porównać wiedzę z tego samego przedmiotu wykładana na róznych uczleniach ot i tutaj wiekie profesorskie sławy nabrały wody w usta i milcza a dlaczego . Odpowiedź jest prosta gdyby sprawdzać w postaci testów wiedze studenta z danego przedmiotu to okaże się ze wykłądowca jest do kitu a stare karteczki do niczego się nie przydają trzeba sie uczyc. Taki system spawdzania minimów programowych ogólno krajowy został wprowadzony w jednym z krajów i nie wymaga wcale znacznych nakładów. KOmisja z testami przyjeżdza na uczelnie mając pytania z spełniające minimum programowe , z grona studentów którzy powinni uczetniczyć w danym przedmiocie losują grupę usadawiają ich w sali komputerowej i daja test do rozwiązania. NIezależny osrodek ocenia i mamy dwie pieczenie: ocena wiedzy czy studenci spełniają minima programowe i druga czy materiał przekazywany na wykładzie spełnia wymagania minimum procesu bolońskiego czyli ocena nauczyciela akademickiego czy spełnił wymagania. Bardzo często wyklądowca uważa się za nieomylnego W naszym polskim naukowym bagienku nieomylnych profesorów multum a poziom wykształcenia minimalny brak przekazywanej wiedzy tylko pozoranctwo Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gosia Re: Kolego i koledzy studenci i wykładowcy IP: 134.220.187.* 18.03.09, 11:01 Popieram w całej rozciągłości. Nie mówię że jestem super studentką, ale u mnie są tacy co na 3 roku wyrabiają sobie kartę biblioteczną. Widać wcześniej nie była potrzebna, heh. Jestem obecnie w Anglii na wymianie i tutaj poczułam smak różnicy. Nie mam na myśli tego że ich system nauczania jest wspaniały a nasz beznadziejny, bo tego nigdy nie potwierdzę. Tutaj uderza mnie fakt, że dużą wagę przywiązuje się do praktycznych umiejętności, prezentowania wyników swojej pracy (tak! żeby je zaprezentować trzeba je posiadać), czytania nowych artykułów naukowych i właściwego ich cytowania. Tutaj za każdym razem student jest zmuszony wybrać z masy rzeczy coś, co go zainteresuje i zgłębić ten temat, pisząc pracę lub przygotowując prezentację. Kocham bibliotekę, mogę wziąć sobie książkę z półki sama, poczytać pół godzinki, odłożyć na miejsce i polecieć na zajęcia. Nie muszę zamawiać książki dzień wcześniej. No i wybór, coś wspaniałego, mnóstwo nowych ciekawych pozycji. U nas się praktycznie nie czyta, bo po co czytać książkę jak i tak na egzaminie ta wiedza się nie przyda bo lepiej zamiast tego wkuć notatki na blachę. Student robi coś samodzielnie dopiero przy pracy inżynierskiej lub licencjackiej, a i wtedy jest ból bo nie wie jaki temat wybrać. Po prostu wybiera sobie jakąś katedrę i temat pracy ze spisu dostępnych. Cały czas za rączkę i to jest moim zdaniem główna przyczyna tego, że umiejętności studentów są jakie są. Nie wymaga się od nich myślenia, naprawdę, po co to komu. Oni mają zaliczyć, nie umieć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: krab Re: Kolego i koledzy studenci i wykładowcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.09, 14:29 Tylko ilu takich wykładowców pracuje na naszych uczelniach-na dwóch kierunkach może pięciu spotkałam-cała reszta-szkoda czasu, lepiej w ciepłym domu skrypt przeczytac , niż w deszczu lub śniegu jechac przez całe miasto by posłuchac tego samego skryptu wygłaszanego baranim głosem do krawata Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kaczoland atakuje Re: zgadzam się... IP: *.dhcp.embarqhsd.net 18.03.09, 01:52 "Moim zdaniem obowiązkowa obecność nawet na ćwiczeniach to głupota." Z cala pewnoscia glupota nie jest obowiazkowa obecnosc na wszelkiego typu zajeciach praktycznych (np. laboratoria). Wiele kierunkow musi miec tego typu zajecia! Odpowiedz Link Zgłoś
krzynio_s Re: zgadzam się 18.03.09, 10:08 A ja sie z flamengista nie zgadzam! obowiązkowe ćwiczenia (szczególnie na pierwszych latach) ułatwiają młodym ludziom po szkole średniej przygotowanie się do egzaminów. Jest absurdem oczekiwanie ze dziewczyna/chłopak którzy do tej pory mieli w szkole plan lekcji i listę obecności wykażą się nagle samodzielnością i odpowiedzialnością i będą umieli sami kierować swoim 'procesem dydaktycznym'. taka swoboda prowadzi czesto do odsiewu zdolnych studentów. ja sam prawdopodobnie bym 'wyleciał' na pierwszym albo drugim roku gdy nie było obowiązkowych ćwiczeń (25 lat temu, PWR) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ars Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.toya.net.pl 18.03.09, 03:26 i ty wierzysz w to, co kobieta pisze? gazeto-wyborcza propaganda. pogadaj ze studentami z dobrej uczelni. ta pani pisze kompletne bzdury. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: janu Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.adsl.inetia.pl 18.03.09, 10:21 Ciekawe, że studenci nie chcą chodzić na wykłady do pani, która przez 30 lat pracy na uczelni nie dorobiła się habilitacji... Propozycje zmian w programie, które proponuje, są krokiem w stronę stworzenia szkolnictwa zawodowego, a nie wyższego. Pozdrowienia z Warszawy, tu na studiach tak nie wieje ch.. Odpowiedz Link Zgłoś
s0ber Re: Ksero studia, ksero studenci 18.03.09, 10:31 Gość portalu: janu napisał(a): > Ciekawe, że studenci nie chcą chodzić na wykłady do pani, która przez 30 lat > pracy na uczelni nie dorobiła się habilitacji... Brawo! Świetne założenie z góry. Odpowiedz Link Zgłoś
anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Ksero studia, ksero studenci 18.03.09, 14:50 nauka-polska.pl/dhtml/raporty/ludzieNauki?rtype=opis&objectId=25061&lang=pl www.wsp.krakow.pl/ifis/index.php?option=com_content&task=view&id=58&Itemid=51 Faktem jest, że pani dr Antonina Sebesta doktorat uzyskała już 14 lat temu. Jest adiunktem. Zdaje się, że teraz adiunkci mają 9 lat na zrobienie habilitacji? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sandwich Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.chello.pl 18.03.09, 10:52 Ja chodziłem na wykłady pana, który po 30 latach pracy miał tylko tytuł magistr i były to najlepsze wykłady jakich słuchałem. Z fizyki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hejżeho Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.03.09, 17:37 U mnie na filologii z najlepszym akcentem i płynnością wywalali zawsze magistrzy, wielu z nich mogłoby spokojnie robić doktoraty i habilitacje ze względu na oczytanie, inteligencję i erudycję, ale widocznie byli za dobrzy i byli zawalani robotą z różnych źródeł w zbyt dużym stopniu, żeby chciało im się czas poświęcać na badania naukowe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mz Ksero wykładowcy, ksero wykłady IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.09, 23:15 Studiowałem na dwóch kierunkach na UJ i niestety poziom z roku na rok sie obniżał. Ale nie jest to jedynie wina studentów. Większość wykładów prowadzona jest przez kiepsko przygotowanych dydaktycznie, ale również merytorycznie "pracowników naukowych". Nie ma potrzeby wprowadzania obowiązkowych wykładów, wystarczą ciekawe zajęcia, a studenci będą "walić drzwiami i oknami". Odpowiedz Link Zgłoś
flamengista ha ha ha 16.03.09, 08:59 Dobra, absolutnie się zgadzam z tym, że przygotowanie znaczącej części (choć pewnie nie większości) kadry akademickiej pozostawia wiele do życzenia. Podobnie jak ich dydaktyczne skillsy, choć tu mam pewne wątpliwości (dobry student powinien również docenić zajęcia ze świetnym naukowce, choć przeciętnym dydaktykiem). Natomiast rozwaliło mnie to optymistyczne przekonanie autora, że w przypadku ciekawych zajęć studenci będą "walić drzwiami i oknami". Otóż mamy u nas takie doświadczenia - i częstokroć było nawet trudno wypełnić w 100% aulę na wykładzie NOBLISTY z ekonomii. Regularnie przyjeżdżają do nas na pojedyncze wykłady naukowcy z czołowych amerykańskich uczelni - na ich wykładach, mimo intensywnej reklamy - pojawia się po kilkanaście, góra dwadzieścia osób (chyba że robimy przymusowy spęd). Powód jest prosty - dla kompletnego nieuka, nie mającego żadnych podstaw - każdy wykład jest za trudny. Do tego wykład po angielsku! Taki "student" od biedy przyjdzie na wykład Dalajlamy (bo tłumaczony na PL) lub Kazia Marcinkiewicza (bo VIP, sympatyczny i prosto mówi). Masowy student na sali wykładowej oczekuje show w rodzaju "tańca na lodzie". Jakakolwiek próba odwołania się do zasobów jego wiedzy spełznie na niczym. A takiej sytuacji można tylko mówić o rzeczach oczywistych, co nie jest przecież zadaniem wyższej uczelni i jej wykładowców. Odpowiedz Link Zgłoś
lucusia3 Re: ha ha ha 16.03.09, 09:59 Nie do końca tak z tym "waleniem drzwiami i oknami" - już za czasów moich studiów (daawno temu) wprowadzono system punktowy - były bloki,które trzeba było zaliczyc odpowiednią ilościa punktów. Oczywiście wszyscy myśleli, że wszyscy pójdą na "satelity", żeby nabić pulę czymś prostym. Pomyłka - studenci poszli na wykłady kompetentnych ludzi, bez względu na trudność. Wielcy profesorowie się oburzyli, bo oni, korzystając z pożółkłych notatek spisanych jeszcze na maszynie do pisania, nie mieli komu ich czytać. No i system zmienili - profesorskie, bezwartościowe zajęcia, stały sie "niezbędnym kanonem", który przepuszczał ludzi do dobrych zajęć, no i zapewniał pensum miernotom. A co z noblistą - może tytuł wykładu nie był ciekawy. Dawniej, kontakt z "prawdziwym" noblista był niesłychanie ekscytujacy, obecnie młodzież obcuje z autorytetami na co dzień w internecie, więc iść na wykład na nudny temat, żebytylko zobaczyć jakiegoś dziadka, który cos odkrył zanim sie urodzili, to chyba szkoda czasu. Odpowiedz Link Zgłoś
flamengista Re: ha ha ha 16.03.09, 12:50 Wiesz, kanony są różne. Ale umówmy się: muszą być takie kursy. W przypadku ekonomii to mikro i makroekonomia, w przypadku kulturoznawstwa socjologia, finansów - rachunkowość etc. Czasem mogą być one obsadzane przez kiepskich wykładowców, ale nie musi tak być. Co do wykładu - na codzień to faktycznie młodzież obcuje z autorytetami w internecie. Tyle, że te autorytety to Doda i Jola Rutowicz i na tym chyba polega problem. Odpowiedz Link Zgłoś
lucusia3 Re: ha ha ha 16.03.09, 13:58 Faktycznie Doda i Jola Rutowicz biją na głowę Petera Grünberga czy innych jego wybitnych kolegów (a na marginesie - ilu naszych naukowców wie jak wyglada, albo choćby z jakiej dziedziny pan Grünberg dostał nagrodę Nobla, a ilu zidentyfikuje panią Dodę - bez pomocy Googli proszę!). Ja jestem chyba większa optymistką niż Ty, bo sądzę, że przeciętny student owszem Dodę oceni okiem fachowca, wypije piwo czy nawet dwa, ale potrafi znaleźć niezłą stronę z eBookami (o zgrozo po angielsku) najważnieszymi dla jego kierunku, i mało tego, nawet je czasami czytać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ech Kursy kursami... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.09, 14:50 Ostatnio na wykładzie (najnudniejszym, najbardziej dennie prowadzonym w semestrze, z masą "yyyyyyyyyyy", błędów rzeczowych i katastroficznego angielskiego) prowadząca stwierdziła, że "wykład nie musi być ciekawy. Aż się dłonie w pięści zaciskały. Nie dość, że kobieta zupełnie nie umie prowadzić zajęć, to jeszcze uważa, że jest to jak najbardziej słuszne:> Wykład był obowiązkowy. Obawiam się, że inaczej nikt by nie przyszedł, bo był męczarnią. Pogratulować. Na inny wykład (prowadzony w sąsiednim wydziale) chodziły tłumy. Był to wykład z prof. Kosińskim: o świętach polskich. GENIALNY. Mała salka, codziennie ok 15 osób siedziało na podłodze, ciasno, niewygodnie. A co tydzień było pełno. Nie sprawdzana była obecność. I co z tego? Odpowiedz Link Zgłoś
flamengista tłumaczę, czemu tak jest 18.03.09, 08:11 Istnieje szereg przyczyn, w tym: 1. kretyńskie minimum programowe MNiSW. Niby uczelnie są autonomiczne, ale nie do końca. Chcąc prowadzić kierunek będący na liście ministerstwa, muszą w nim dać kursy z kanonu. Jest to głupie, bo i tak uczelnie na ogół zachowują się odpowiedzialnie. I dla inżynierów będą laborki, a ekonomiści przerobią opasłe tomy mikro i marko, wraz z ćwiczeniami. Za to jest bardzo mały margines swobody (oczywiście, można go zwiększyć płacąc za kursy dodatkowo - z budżetu uczelni. Ale która uczelnia ma na to pieniądze?) na kursy dodatkowe. Często to są te najciekawsze dla studentów (i wykładowców! wiele osób nie chce prowadzić obowiązkowych kursów, bo nastawienie do nich studentów jest na zasadzie: zakuć i zapomnieć). 2. Nieformalny system przydzielania kursów, który wykształcił się na polskich uczelniach. Załóżmy, że masz możliwość zaproponowania nowego kierunku i nowych kursów. Jesteś dajmy na to specjalistą od socjologii pracy. To twój konik badawczy, o temacie opowiadasz z pasją. Masz pomysł na fajny kurs - ze studiami przypadków, z projektami, które będą realizować studenci. Temat świeży i mało eksplorowany. Wstępne zainteresowanie studentów, gdy pytasz o to na wykładach - spore. Masz przygotowany syllabus kursu i teraz chcesz to klepnąć na radzie wydziału. Bo tam się decyduje, czy kurs przypadnie twojej katedrze, a w ramach niej szef ci ten kurs przydzieli. A wtedy dochodzi do dyskusji, często bardzo burzliwej. I okazuje się, że twój autorski kurs chcą ci zabrać koledzy z katedry socjologii. Mimo, że o socjologii pracy nie mają pojęcia, a ich wykłady z socjologii ogólnej zatrzymały się na Weberze i Durkheimie. Dlaczego to robią? Bo w kursie jest nazwa "socjologia". A wszystko, co ma tą nazwę należy do nich;) Rzucają się na każdy kurs, bo potrzebują godzin do pensum i pieniędzy z tytułu ponadwymiarowych kursów. Nie ważne, że kurs w ich wykonaniu jest zupełnie beznadziejny - nudny i nie mający nic wspólnego z tematem. Więc jeśli nie masz obrotnego szefa, który na radzie wydziału się okopie i będzie strzelał z ostrych armat - taki kurs możesz stracić, zanim go w ogóle zaczniesz prowadzisz. Stracisz ty (miesiące pracy przygotowawczej na marne), stracą studenci. * Od razu podaję, że przykład jest fikcyjny wzięty z kosmosu i nie mam tak wielkiego rozeznania w socjologii by stwierdzić czy ww. kurs byłby nowatorski. Chodzi tylko o sam proces podejmowania decyzji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: WS Ksero studia, ksero studenci IP: *.mynet.com.pl 15.03.09, 23:44 Mądry tekst, dobrze diagnozujący wiele problemów wyższych studiów. Swoją drogą na UJ, gdzie pracuję, ani ja, ani wielu moich kolegów nie toleruje ani ściągania, ani nielegalnego kopiowania podręczników, ani sprzedawania notatek. Mimo to studenci ściągają na egzaminach (chociaż dotyczy to mmiejszości), masowo kopiują ksiązki, czasami sprzedają notatki. Co nie oznacza, że nie trzeba z tym walczyć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gr Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.09, 16:03 Co do kopiowania książek jakkolwiek jest to nielegalne to czasami to jedyny sposób na zdobycie odpowiedniej pozycji. Większość podręczników kosztuje krocie a w bibliotekach są niedostępne lub "prawie niedostępne". Poza tym jeżeli wybiera się na podręcznik swoje "dzieło" (a wielu wykładowców tak właśnie robi)to pokrzykiwanie jakie to wstrętne i przebrzydłe są "studenty" bo kopiują książki nielegalnie jest delikatnie rzecz ujmując nie na miejscu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: a Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.09, 18:54 ja nie jestem prawnikiem, ale zawsze mi sie wydawalo, ze kopiowac ksiazki mozna, podobnie jak plyty audio/video, nie wolno tylko programow i projektow domow :P Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: akademik Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.09, 08:08 Niestety masz racje, kopiowanie dla uzytku wlasnego nie jest nielegalne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: doktorantka Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.krakowskiinternet.pl 18.03.09, 09:49 Ksero jest oczywiście niezbędne i oburzanie się nie ma sensu. Pomijając ceny i niską dostępność niektórych podręczników (gdy na roku 200 studentów, a w bibliotece 3 książki w najlepszym przypadku) - to w dodatku nie ma sensu kupować dziesiątek książek dotyczących rzeczy, które niekoniecznie się nam kiedykolwiek przydadzą i niekoniecznie nas zajmują. Wbrew temu, co w tym bzdurnym artykule twierdzi autorka, większość studentów POSIADA ZAINTERESOWANIA i chętnie kupuje pozycje z nimi związane. Cieszę się, że znam podstawy psychiatrii (która oczywiście jest w kanonie), ale nie wiem po co miałabym kupować opasłe i drogie podręczniki do tego przedmiotu skoro interesuje mnie psychologia reklamy? Odpowiedz Link Zgłoś
wirusx Re: Ksero studia, ksero studenci 18.03.09, 14:33 doktorantka napisał(a): większość studentów POSIADA ZAINTERESOWANIA --------------------------------------------- Doktorantko (?) zainteresowania się MA a nie POSIADA. No właśnie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stud. AGH Ksero studia, ksero studenci IP: *.chello.pl 15.03.09, 23:53 Jeśli chodzi o studia w trybie niestacjonarnym- trzeba to przeżyć żeby się przekonać. Oczywiście, często i pewnie coraz częściej zdarza się, że "dzienni" również podejmują pracę. Nie ma to jednak jak iść na ćwiczenia w piątek o godzinie 18:00 po 40-50 godzinnym tygodniu w pracy i perspektywą kilkunastu godzin weekendu spędzonych na zajęciach. Czy studenci zaoczni faktycznie żądają i otrzymują wszystko podane na tacy tak jak na szkoleniach firmowych? "A to i to przerobicie sobie Państwo sami, nie mamy na to czasu na zajęciach". I co tu zrobić? Po pracy walić do biblioteki? A tak już poza tematem, a propos krakowskich uniwersytetów, za każdym razem gdy przejeżdżam przez Aleje i widzę Uniwersytet Rolniczy natychmiast poprawia mi się humor ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Be Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.03.09, 20:48 Będąc na 4 roku studiów dziennych pracuje 40 godzin tygodniowo i bywam na zajęciach. GDybym miala się opierać na tym, co jest na zajęciach, niewiele bym nie wiedziała ze swojej dziedziny studiów. Na szczęście wykladowcy podają także literaturę po przeczytaniu której można się coś więcej rzeczywiście dowiedzieć. Trzeba tylko chcieć, a nie wymagać aby wszystko było podane na tacy. Poza tym jeśli się nie ma czasu na studia, to moze rzeczywiście warto zastanowić się nad kursem, gdzie podane będzie na tacy. Studia to nie obowiązaek w końcu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: b zajęcia na UP są od 13-tej w piątki IP: *.rzeszow.mm.pl 17.03.09, 14:11 O 18-tej? Zajęcia na UP ze studiów podyplomowych zaczynają się o 14, a czasem o 13 w piątki. Przecież ludzie pracują, nie zawsze w państwowym przedszkolu, a nawet jeśli, to wtedy mogą mieć 2 zmianę i może nikt nie chcieć się zamienić (pominę już, że zmienniczka też może studiować i w tym samym terminie również mieć zjazd) lub pracują na 1 zmianę, która kończy się w dobrym układzie o 16 (a nie ma się możliwości zastępstw koleżeńskich - wiele pracodawców krzywo patrzy na przekwalifikujących się nauczycieli) i jeszcze trzeba wliczyć czas na dojazd na zajęcia, bo nie mieszkają i nie pracują w Krakowie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mn Re: zajęcia na UP są od 13-tej w piątki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.03.09, 17:39 Na UP są też kierunki, na których zjazdy odbywają się co tydzień, a w chwilach wolnych od roboty pisze się niezliczone prace domowe lub uczy do egzaminów. I nie ma zmiłuj. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: absolwent AGH Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.chello.pl 18.03.09, 03:58 co do studentów studiów zaocznych na AGH, na przykładzie informatyki (być może na innych kierunkach jest zupełnie inaczej), nigdy nie zapomnę jak żenująco proste były programy oddawane na zaliczenie przez studentów zaocznych, w porównaniu z tym co ja musiałem oddać żeby dostać marne 3.0. Ci ludzie po prostu byli często traktowani ulgowo - szkoda tylko że ich dyplom tak niewiele różni się od mojego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: prawie absolwent Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.tpnet.pl 18.03.09, 11:34 A czy do pracy przyjmują jedynie na podstawie dyplomu ? Z doświadczenia wiem, że jednak umiejętności są ważniejsze a nie kawałek papieru. Sądząc po twoim wpisie pracujesz lub może nie za to że masz dyplom elitarnego wydziału i kierunku - smutne. Swoją drogą dziwne że tak zdolny chłopak kończąc elitarny wydział ma taki horyzont myślowy - ważniejszy jest papier, a nie to co człowiek umie. Nie spotkałem się jeszcze aby na rozmowie kwalifikacyjnej żądano aby okazać dyplom, raczej był to test + rozmowa ew coś do zrobienia. Gdzie ty pracujesz, że kluczową sprawą było to że miałeś dyplom. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Aparat cyfrowy Ksero studia, ksero studenci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.09, 23:58 Hm, jacyś zapoźnieni technologicznie ci studenci na Akademii, Ooo Uniwersytecie Pedagogicznym. Ja już od dawna nie kseruję, bo mam aparat cyfrowy. Poza tym jest świetny skaner do książek, Plustek optic book, tylko trochę ciężki jednak ;) Poza tym dlaczego pracownicy naukowi mieliby walczyć z kserowaniem skoro sami muszą kserować zagranicą ze względu na fatalny stan biliotek :( ???? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: a Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.09, 18:56 no, racja, co prawda to nie historia z Krakowa, ale obecnie na lektoracie z rosyjskeigo mamy ksero ksera prowadzacej - ksiazka nieosiagalna w zadnej bibliotece w miescie (to nie jest zadne miasteczko, tylko jedno z top 5 pod wzgledem populacji miast w PL) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mi Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.toya.net.pl 18.03.09, 02:19 Ani Warszawa ani Łódź ani Kraków ani Wrocław... co jest tym piątm na topie pod względem ludności? btw ładnie reklamujesz swoją metropolię ;) Odpowiedz Link Zgłoś
gdabski Re: Ksero studia, ksero studenci 18.03.09, 11:37 To jest chyba specyfika rosyjskiego, bo o innych takich rzeczy nie słyszałem, a o tym już po raz wtóry. /Gdabski Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ujotka Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.chello.pl 17.03.09, 20:53 fotgrafowanie jest fajne, ale nie zawsze w zatłoczonym tramwaju w drodze z uczelni można wyjąć z torby pełnowymiarowego laptopa ;) Ale potwierdzam jako pracownik naukowy - materiały do dr, zwłaszcza na stypendiach najlepiej mieć nie w kilogramach makulatury, ale kilkugramowej karcie xD! Poza tym - jeśli wykładowcy tak bardzo narzekają na kserujących studentów, powinni bardziej realistycznie planować listy lektur do zajęć i egzaminów. Jeśli (na jednym z prestiżowych kierunków UJ) tylko na jednych zajęciach, obowiązkowych dla całego 90-osobowego rocznika (+ drugie tyle płatnych) trzeba co tydzień przeczytać ok. 150-200 stron książek, dostepnych tylko w czytelni w max. 2 egzemplarzach - trudno oczekiwać od studentów, ze zamiast kserować, będą ustalać listę kolejkową do oryginałów. Czy nie lepiej cieszyć się, że mimo wszystko studenci te książki - choć kserowane - czytają??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Aparat cyfrowy Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.09, 10:57 Tak fakt, ale aparat mnie ratuje :) Pamiętam dobrych kilka lat temu cudem boskim wróciłam z Wolfenbuettel - cudem ze względu na ciężar mojej walizki :) Kierowcy jęczeli pakując ją do autobusu :) A w ubiegłym roku - tylko dysk zewnętrzy i tyle a książek więcej :) Tylko w Staatsbibliothek w Berlinie zakazali używania statywów ale i tak sobie radzę :) W Jagiellonce naprawdę nic nie ma :( albo niewiele :( Fotogrfowanie zabiera dużo czasu, ale jest ratunkiem, można by au courant w swojej dyscyplinie :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Truskavka Ksero studia, ksero studenci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.09, 00:02 Ciekawa jestem, skąd ta pani się urwała. Chyba z choinki. W niemal każdym akapicie zaprzecza słowom napisanym wcześniej. Z jednej strony broni wykładowców, których nie stać na drogie książki, a z drugiej narzeka na studentów, którzy tych książek nie kupują, tylko kserują. Poza tym pisanie, że kiedyś zdawało się na studia, żeby uniknąć wojska albo znaleźć małżonka nie świadczy dobrze o jakości ówczesnych studentów. Tak na marginesie ciekawa jestem, czy pani doktor znalazła wtedy jakiegoś adoratora i czy to było głównym powodem, dla którego na studia poszła? ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maciek Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.ghnet.pl 16.03.09, 00:25 Recepta Pani Doktor jest gorsza niz choroba, nie wiem czy tabuny zniecheconych studentów spiacych na obowiązkowych wykładach ma sens. Ja mam super recepte, wszyscy pracownicy naukowi powinni miec konktrakty czasowe uczelniami, ustawowo ograniczyc długosc do 5lat tzn zadna umowa o prace na uczelni jako pracowniki dydaktyczno naukowy nie mogła by byc dłuższa niz 5 lat - po kazdym takim okresie pracownik musiał byc walaczyć o swoje stanowisko, skonczyło by sie leniuchowanie i olewactwo kadry naukowej a jest straszne. nastepnym rozwiazaniem to likwidacja profesury belwederskiej(jedyny kraj gdzie dostaje sie takie cos), Jest taki kawał: "Co robi pracownik naukowy dostając profesure belwederską?.... Sprzedaje swoja bibliotekę, bo juz mu sie nie przyda." Tak jest teraz bo profesor belwederski zawsze bedize miał kase a tytułu nie mozna mu odebrac. Profesura powinna byc scisle zwiazana z praca na uczelni na konkrety czas. Tak jest na całym swiecie. Pracownik naukowy musi byc oceniany co roku ze swojego dorobku dydaktycznego np prof ile ma doktorantów i ile wypromował doktrów. Jak go oceniaja studnci, ile ksiązek napisał. Jest też potrzeba zmiany uczenia własnie likwidować obowiązkowe cwiczenia i wykłady a zastepować je obowiązkowymi projektami, gdzie ludzie co np 2 tyg przedstawiaja wyniki swoich prac. Ale na to trzeba miec czas aby odbywac konsultacje ze studentami a pracownicy naukowi nie maja bo hałturzą na 10 uczleniach na raz. Nie ostatnia rzecz ale bardzo ważna KASA. - Taka sama dla uczelni prawatnych jak publicznych - wproawdzić płatne studia wszedzie niech UJ i AGH zaczna konkurecnje na równych zasadach. - dodatki motywacyjne za dobre oceny od studentów nie 20 pln tylo np 15% pensji wiecej dla najlepiej ocenianych prowadzących najgorzej ocenianych zawlniac. jest wiele pomysłow ale czuje ze skostaniałe uczelnie nie zmienia sie dopoki nie zmienia sie zasady zarzadzania uczelniami. Maciej Wituszyński Odpowiedz Link Zgłoś
flamengista kilka dobrych pomysłów 16.03.09, 09:11 ale na chwilę obecną niewykonalnych. Na przykład to: "Jest też potrzeba zmiany uczenia własnie likwidować obowiązkowe cwiczenia i wykłady a zastepować je obowiązkowymi projektami, gdzie ludzie co np 2 tyg przedstawiaja wyniki swoich prac. Ale na to trzeba miec czas aby odbywac konsultacje ze studentami a pracownicy naukowi nie maja bo hałturzą na 10 uczleniach na raz" Ja też marzę o takiej dydaktyce. Bo miałbym więcej czasu na pracę naukową. Pracuję bardzo intensywnie z grupą studentów przez 2-3 miesiące - potem mam czas na pisanie, lub na wyjazdy zagraniczne na inne uczelnie czy na konferencje. Tylko: a) obecnie jest za dużo studentów! Na Uniwersytecie w Maastricht, który wymyślił metodę o której piszesz (Project-Based Learning) jeden prowadzący ma zajecia z kilkunastoma studentami na semestr! Ja mam po 30 studentów (minimum!) w grupie, a grup kilka-kilkanaście w ciągu roku. b) taka zmiana wymagałaby innego planu studiów! Przeorientowania kierunków pod kątem uwzględnienia bloków tematycznych, realizowanych nie semestralnie, czy rocznie - a w okresach 2-3 miesięcznych (lub krótszych). Do tego trzebaby dopasować nieszczęsne lektoraty, lekcje WF etc. O ile punkt b) może być w najbliższym czasie spełniony (min. Kudrycka chce w nowej ustawie dać uczelniom swobodę tworzenia kierunków, likwidując minimum programowe MNiSW), to punkt a na chwilę obecną to utopia. Trzebaby zmniejszyć pensum, zwiększyć pensje (przynajmniej dołożyć dodatki motywacyjne) i zmniejszyć liczbę studentów. A na to napewno zabraknie pieniędzy. Z kolei postulat wprowadzenia odpłatnych studiów dałby pieniądze, ale obecnie żadna partia w parlamencie się na to nie zgodzi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc Re: kilka dobrych pomysłów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.09, 08:21 Kolejny juz raz czytam sformulowanie "nieszczesne lektoraty". Zupelnie tak jakby wszyscy studenci i kadra nauczajaca biegle wladali co najmniej jedynym jezykiem, co jak wiemy nie jest prawda. Postulat autorki "Zamiast zobowiązać studenta do zdania egzaminu z języka obcego (co umożliwi mu uczestnictwo w kursach prowadzonych przez Uczelniane Studium Języków Obcych)" jest niedorzeczny, bo sprowadza sie do tego samego. Czy dobrze zrozumialem, ze koszt kursu mialby student pokrywac z wlasnej kieszeni? A studenci przypisani sa do grup, bo inaczej w zyciu nie trafiliby na zajecia. Wiem co mowie, pracuje na uczelni wyzszej. I wreszcie, w mysl zalecen europejskich, nauka jezykow obcych stala sie priorytetem, a lektoraty powinny sie stawac zajeciami MERYTORYCZNYMI, gdzie studenci przechodza zakres tematyczny pokonywany po polsku w czasie wykladow i zajec. Odpowiedz Link Zgłoś
flamengista nie rozumiemy się 18.03.09, 08:32 Jasne - języki obce to podstawa. Ja w zasadzie już na pierwszym roku oczekuję od studentów, że znają dobrze angielski - bo bez tego nie przeczytają większości tekstów które im dałem w ramach kursu. Dlatego chciałbym, żeby języków było na uczelni jak najwięcej (inna sprawa, że tu najchętniej uczelnie oszczędzają). Problem jednak polega na tym, że lektoraty są dziedziną dydaktyki całkowicie osobną, a Studia Języków Obcych na uczelniach to udzielne królestwa. Nie ma mowy, by w programach lektoratów uwzględnić choćby naukę słownictwa i terminologii fachowej używanej na studiach, a co dopiero wpleść w nie treści kursów. Pamiętam, że w ramach niemieckiego uczyłem się niby wirtschafts-deutsch, ale polegało to na tym, że zapamiętałem np. słówka typu "sehr imposant" - na które znajomi Niemcy tylko się śmieją. Wkuwaliśmy terminy i słówka, które w ogóle się nie przydawały - ani na studiach zagranicznych, ani w normalnym życiu. No i najgorsze - zajęcia językowe muszą się odbywać w rytmie cotygodniowym. Od razu na początku semestru tworzy się okienka w harmonogramie do lektoratów i reszta musi się dopasować. W takim układzie nie ma miejsca na intensywne, kilkutygodniowe kursy w ramach których studenci robią projekty. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc Re: nie rozumiemy się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.09, 18:47 Wiec spiesze z wiadomoscia, ze jest jednak inaczej. Na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie lektoraty na poziomach wyzszych (praktycznie juz od B1) to kursy merytoryczne, gdzie studenci poznaja slownictwo potrzebne im w zyciu zawodowym. Oprocz hard skills uczeni sa rowniez soft skills (prezentacje, spotkania, negocjacje) Co prawda stale kurczace ie liczba godzin lektoratow utrudnia pelna realizacje programu, ale jest nadzieja ze sie to wkrotce poprawi.I uwazam, ze gdyby rektorzy pozostalych wyzszych uczelni ekonomicznych w Polsce (w chwili obecnej to same uniwersytety) zwrocili baczniejsza uwage na wage jezykow obcych (podkreslana co rusz przez pracodwacow i studentow)i bardziej energicznie wplywali na wydzialy patrzace prawie wylacznie przez pryzmat wlasnych interesow, to dzialoby sie to ku pozytkowi wszystkich zainteresowanych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kaczoland atakuje Re: Ksero studia, ksero studenci ... IP: *.dhcp.embarqhsd.net 18.03.09, 02:09 "Ja mam super recepte, wszyscy pracownicy naukowi powinni miec konktrakty czasowe uczelniami, ustawowo ograniczyc długosc do 5lat tzn zadna umowa o prace na uczelni jako pracowniki dydaktyczno naukowy nie mogła by byc dłuższa niz 5 lat - po kazdym takim okresie pracownik musiał byc walaczyć o swoje stanowisko, skonczyło by sie leniuchowanie i olewactwo kadry naukowej a jest straszne." -------------------------------------------------------------------- Widzisz "Macku"... nawet w krajach takich jak USA, Kanada, czy Australia istnieje cos takiego jak tzw. "tenure", a profesor po zdobyciu "tenure" moze pracowac (na danej uczelni!) praktycznie do konca zycia... P.S. Oczywiscie, profesura powinna laczyc sie z praca na konkretnej uczelni, tzw. "profesury belwederskie" powinny byc zniesione! Odpowiedz Link Zgłoś
bf109 Re: Ksero studia, ksero studenci 18.03.09, 13:14 To co się dzisiaj dzieje to prosta droga do płatnego szkolnictwa wyższego, wiele uczelni to dzisiaj przechowalnie bezrobotnych, nic więcej, potem wszyscy się dziwią że jak w mieście potrzeba inżynierów i lekarzy to politolodzy są bezrobotni. Do tego studentów jest zwyczajnie za dużo, powinny być limity, a nie tak że trzysta osób ciśnie się na wykładzie. Powinno się oddzielić pracowników naukowych od administracji, no i jak piszesz znieśc profesury belwederskie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: stud. dziennik. UJ Pani doktor, jest pani nie na czase i złośliwa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.09, 00:14 Cały pani artykuł jest obelgą rzuconą na studentów. Pani zdaniem studenci wybierają te miejsca, gdzie dostać się najłatwiej. Na jakiej podstawie pani tak twierdzi? Dlaczego więc na UJ ogrom kierunków miał po kilkunastu chętnych na miejsce? Niby skąd oni się wzięli? Baaaaardzo dziwną rzeczą jest to, że studenci wolą studia niepłatne. No nie domyśliłabym się... Mieszka pani w krakowie, tak? Więc nie wiem dlaczego twierdzi pani że studenci myślą tylko o pracy... Studenci są w tym mieście siłą napędową wszystkich festiwali, koncertów i imprez, chodzą po wystawach i eventach. Masa młodych ludzi chodzi do teatrów, filharmonii... Gro klientów w kinach to studenci! Nie jesteśmy szczurami walczącymi o byt! Nie znamy ludzi z grupy? A próbowała się pani "kumplować" ze wszystkimi z grup liczących po 100 osób? Ja znam wszystkich współstudentów z roku, nie tylko z grupy... Po co te kalumnie? Co do pracy: rzecz jest jasna. Najłatwiej zacząć na studiach. Mało kto czeka z robieniem kariery. Nikt nie będzie chciał absolwenta, który nic nie robił przez pięć lat... Więc są praktyki, staże, nisko płatne prace. Życie, pani doktor, życie! O pożyczaniu notatek to już nie mam słów... Naprawdę, obraża nas pani. A sprzedaż? Studiuję cztery lata i nie spotkałam żadnego na tyle pazernego studenta, żeby spróbował mi sprzedać notatki. Pani uwaga na temat Internetu jest kolejną obelgą. Nie, nie musimy siedzieć w bibliotekach. Po to jest ten wynalazek. Można się dzielić materiałami, szybko przesyłać informacje. To dobrodziejstwo, nie wada. Chciałaby pani nasz uwiązać do ławek? Czy to wynika z jakiejś zazdrości, że dzisiejszy student ma wygodniej? Poza tym z Internetu korzysta też wykładowca. Prześle materiały, oceny, informacje. Sprawdzi plagiaty. Nie jest wcale łatwo "ściągać opracowania z internetu" - od razu oszustwo wychodzi. A konsekwencje mogą być poważne. Lista dwudziestu lektur obowiązkowych... Przeczy pani sama sobie: młody człowiek pracuje, studiuje... A opracowania naukowe mogą mieć i po 300, 500 stron. Tego się nie czyta jednym tchem jak Harryego Pottera, nie przeczyta pani naukowego tekstu w autobusie, na to trzeba czasu i skupienia. I kiedy ten pracujący człowiek, może jeszcze na praktykach, dojeżdżający na wf i języki, ma czytać te 20x300 stron? Tym bardziej, że wiele pozycji (zwłaszcza na moim kierunku) jest przestarzałych... Dziwi panią, że student nie tryska radością na taką wieść? Studenci zaoczni są zaocznymi, bo muszą. I nie dziwię się, że mają mało czasu... Czego pani od nich chce? Współczuję też studentom tzw.: wieczorowym, którzy też coraz częściej warunki studiowania mają tragiczne: zajęcia mają na przemian lub wspólnie z "dziennymi", rozrzucone w ciągu dnia. I jak tu pracować na to czesne? Co do pani "genialnych" postulatów: od roku mam obowiązkowe wykłady... Od początku studiów nie miałam ani jednego przedmiotu bez zaliczenia na ocenę. Może to da pani satysfakcję po tej fali niesprawiedliwych oskarżeń i narzekania. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ^^ Re: Pani doktor, jest pani nie na czase i złośliw IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.03.09, 00:21 Ksero zabija czytelnictwo? Znaczy, tani dostęp do tekstu sprawia że czytamy mniej niż kiedy nie stać nas na książkę? Coś chyba rozumowanie autorki tekstu szwankuje. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
lucusia3 Re: Pani doktor, jest pani nie na czase i złośliw 16.03.09, 10:10 Gość portalu: ^^ napisał(a): > Ksero zabija czytelnictwo? > Znaczy, tani dostęp do tekstu sprawia że czytamy mniej niż kiedy nie stać nas n > a > książkę? Coś chyba rozumowanie autorki tekstu szwankuje. ;) Nie pani doktor uważa za uszlachetniające charakter walki w Jagiellonce o wpuszczenie do czytelni, korzystanie z katalogu i, nie daj Boże! pożyczenie książki. Internet z ogromną ilością artykułów naukowych i dostępem do publikacji w bibliotekach internetowych, to dla niej pewnie terra incognita. Jeżeli ona nie zna, to studenci też pewnie nie moga wyjśc poza Wikipedię. Odpowiedz Link Zgłoś
ar.co Re: Pani doktor, jest pani nie na czase i złośliw 16.03.09, 11:26 Jakie znowu "walki o wpuszczenie do czytelni"? Od 15 lat korzystam z Jagiellonki i nigdy żadnych "walk" nie musiałam toczyć. Jeśli dla kogoś skorzystanie z katalogu jest "walką", to chyba powinien zastanowić się nad celowością podejmowania studiów. Odpowiedz Link Zgłoś
lucusia3 Re: Pani doktor, jest pani nie na czase i złośliw 16.03.09, 11:36 A wejdź prosze w szalu, z dzieckiem (paroletnim) z saszetką na dokumenty i pieniądze. I skorzystaj z katalogu "starszych" dokumentów, poproś o ksiązkę w czytelni, którą wziął 15 lat temu jakiś profesor do czytelni profesorskiej i co prawda od tego czasu nie ruszył, ale nikt nie śmie poprosić o zwrot - czyżby konieczność wzięcia pieczątki na rewresie "kto czyta" znikneła? A ar.co dostanie ksiązke z socjologii jeśli jest na przykład fizykiem? Może jako stary znajomy, bo studentom a nawet asystentom nie pożycza się książek, które pani bibliotekarka uzna za "nie kierunkowe". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ale Re: Pani doktor, jest pani nie na czase i złośliw IP: *.89.68.197.static.crowley.pl 17.03.09, 02:06 > A wejdź prosze w szalu, z dzieckiem (paroletnim) To nie żłobek... Odpowiedz Link Zgłoś
lucusia3 Re: Pani doktor, jest pani nie na czase i złośliw 18.03.09, 11:05 Gość portalu: ale napisał(a): > To nie żłobek... A przepraszam czy jest naklejka na drzwiach "Zakaz wprowadzania dzieci"? Rozumiem, że to nieeleganckie brać na 3 godziny nudzące i przeszkadzające innym dziecko, ale żeby wejśc i sweryfikować coś za 2 stronacj (5 minut) to nie do końca rozumiem w czym ty widzisz problem. Można według Twojej logiki iśc dalej - to nie żłobek: sklep, apteka, przychodnia dentystyczna, autobus, kino, urząd, poczta, bank a bezczelni ludzie posiadający rodziny biorą dzieci ze sobą. I to od zawsze. Mam wrażenie, że "ale" to zgorzkniały samotny typek, podobnie jak nieuprzejme panie w Jagielonce. A na marginesie - polecam jako porownanie Bibliotekę Wojewódzką, tam nie ma problemów z korzystaniem z biblioteki z dziećmi, nawet jest miejsce, gdzie można mniejszego malucha przewinąć. Paniom (i użytkownikom) tam 5/6/8-latek absolutnie nie przeszkadza. Tyle, że książek naukowych niewiele. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ale Re: Pani doktor, jest pani nie na czase i złośliw IP: *.89.68.197.static.crowley.pl 17.03.09, 02:08 Aczkolwiek są w czytelni dwie chamskie baby, którym nie chce się d.. ruszyć, by po prostu podać książkę (chociaż JEST na półce przyniesiona) Odpowiedz Link Zgłoś
flamengista Re: Pani doktor, jest pani nie na czase i złośliw 16.03.09, 09:15 Może i ma Pan rację w kwestii tych lektur. Nie ejst to przyjemne no i jak pogodzić to z pracą, stażami i dodatkowymi kursami. Ale z g. bicza się nie ukręci. Nie da się nauczyć kogoś sensownie np. ekonomii, jeśli nie przeczyta tych kilkunastu książek i artykułów. Oczywiście można obniżyć poprzeczkę i to się robi - bo Państwo to na nas wymuszają. Tylko proszę potem nie mieć pretensji do pracodawców, którzy słusznie twierdzą że przeciętny absolwent studiów wyższych nic nie umie. Nie umie, bo robił wszystko by się nie nauczyć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Be Re: Pani doktor, jest pani nie na czase i złośliw IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.03.09, 21:08 Przeciętny student ekonomii nie wie wielu rzeczy, bo ćwiczenia sa cześto zbyt małopraktyczne i stanowią jedynie powielenie teorii p0rzekazanej na wykładzie. Wydaje mi się, że lepiej aby ktoś umiał pewien algorytm zastosować niż wkuł bez celu i umiejętności zastosowania klika punktow jakiegoś schematu. Niestety na uczelni sencu stricte ekonomicznej rzadko kto tego wymaga. Owszem nie da się do końca nauczyć ekonomii bez pewnych podstaw, ale prooblem polega na tym, że często do tych podstaw się ogranicza i nie wykracza poza nie. Będąc na 4 roku studiów niestety obserwuję jak niewiele osób orientuje się w tym co się dzieje dookoła w gospodarce. Każdy cośtam słyszał o kryzysie i opcjach, ale rzadko kto potrafi odpowiedzieć jakie mogły być tego przyczyny, kiedy się to zaczęło itd itp. Wiele osób nie wie o zmienach jakie następują w ustawach będąch podstawą danej specjalizacji. I w tym wypadku niestety należy sobie zadać pytanie czy to wina prowadzącego, ze nie potrafił zaintersowac danym tematem studenta, czy być moze studentow, którzy w znakomitej większości studiują tylko dla papierka. I, no właśnie./.. a moze najwyższa pora odsiać osoby, które sie po prostu nie nadaja do czegoś czy czymś nie interesują? Czy nie lepiej gdyby egzaminy opieraly się nie na sprawdzeniu czegoś co można wkuć, tylko składały się z case'ów, gdzie stawia się konkretny problem do rozwiązania (bo tego będzie również wymagał pracodawca)? Odpadłby tez problem ściągania. Odpowiedz Link Zgłoś
flamengista z tym się zgodzę 18.03.09, 08:22 Bierze się to niestety z tego, że te kursy są kursami obowiązkowymi. A ponieważ są obowiązkowe, mają je wszyscy. Ponieważ mają je wszyscy, to pracownicy którzy te kursy prowadzą mają straszne obciążenie dydaktyczne. Przykładowo: kolega prowadzący podstawy rachunkowości potrafił prowadzić 500 godzin ćwiczeń na semestr (1000 rocznie). Koleżanka prowadziła po 300 godzin makroekonomii na semestr (600 rocznie). Jednorazowo taka ilość może być nawet i fajna, bo wpadnie więcej kasy za nadgodziny. Ale kilkuletnie obciążenie tego typu to gehenna - nie ma czasu na rozwój zarówno naukowy, jak i dydaktyczny. Rozwiązanie może być tylko jedno - poluzowanie minimów programowych oraz wymuszenie na katedrach (wewnątrz uczelni) by nie trzymały kurczowo "swoich" kursów. Ale do tego trzeba zmniejszyć pensum. Jeśli ktoś będzie miał do prowadzenia 2-3 kursy i obciążenie max. 150 godzin rocznie - to stworzy się przynajmniej warunek konieczny do tego, by prowadzący prowadził ten kurs lepiej i ciekawiej. po prostu będzie miał na to czas. No ale pozostają inne kwestie: 1. często kurs są zmuszone prowadzić osoby, które nie mają o tym zielonego pojęcia (np. ekonomista uczy psychologii) 2. często kurs prowadzą osoby, które co prawda znają się na temacie ale kursu nie lubią - a muszą go prowadzić 3. często forma kursu jest narzucona przez szefa (nie dotyczy to wyłącznie ćwiczeń, ale i wykładów) - nie można nic zmieniać Ja mam to szczęście że w ramach moich kursów mam całkowitą swobodę - ogranicza mnie tylko nieszczęsne minimum MNiSW. Co oznacza, że jeśli moje zajęcia są nudne (na ogół oceny z ankiet wskazują jednak na coś przeciwnego) - to jest to wyłącznie moja wina, a nie okoliczności... Odpowiedz Link Zgłoś
lucusia3 Re: z tym się zgodzę 18.03.09, 11:15 Tu się całkowicie zgadzam. Ja mam do 300 godzin rocznie (część się dubluje z materiałem, bo ten sam przedmiot jest na dziennych i zaocznych) i to jest sporo. Ale tyle jest możliwe dostosować tematycznie do grupy i kierunku. Więcej to już chałtura i brak szans na dodawanie nowych elementów, czegoś co sie pojawiło "przed chwilą". No i są "przeuwane"czy "odrabiane" zajęcia, "zestępstwa"itd. Mój mąż ma dużo mniej zajęć i robi za każdym razem majstersztyk (mimo, że temat baardzo ciężki i pozornie zabijający), tak, że zawsze ma z czasem coraz więcej obecnych na wykładach, a nie coraz mniej - jak to zazwyczaj bywa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bandur Re: Empatia- takie coś przez dotyk IP: 81.219.10.* 18.03.09, 07:00 Twój post stanowi potwierdzenie słów autorki artykułu. Widać po nim wyraźnie ,że twoja perspektywa jest dosyć wąska i z tychże wąskich doświadczeń próbujesz wyciągać daleko idące wnioski. Myślę,że po kilku atach inaczej będziesz patrzyłą na ten problem. Doświadczenie pani doktor jest znacznie dłuższe ( 30 lat) i bardziej różnorodne.To sprawia, że jej analiza jest bardziej wiarygodna. I zgadzam się z nią w 100%. Wiedza absolwentów szkół wyższych pozostawia baaaaardzo dużo do życzenia. Oczywiście, jest to wina pazernych właścicieli ,głównie prywatnych, szkół wyższych, jak i samych wykładowców, którzy zgadzają się na firmowanie beznadziejnego nauczania. Cóż... mamona rządzi światem! A teraz krótka historyjka, którą opowiedziała mi znajoma studiująca na studiach podyplomowych. Otóż siedząc na korytarzu i czekając na egzamin była świadkiem takiej oto rozmowy dwóch uroczych studentek: - Ty, powiedz mi, co to ta "empatia"? + Eee.... nie wiem, ale to chyba takie coś przez dotyk! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: studentka Re: Empatia- takie coś przez dotyk IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.03.09, 11:36 Jak ktoś taki zdał maturę i co robił w liceum?- to jest pierwsza moja myśl. Ale zgadzam się,niestety, co do istnienia takich ludzi. Są to jednak sporadyczne przypadki i nic nie drażni bardziej niż fakt myślenie stereotypami i uogólniania. Studiuję zaocznie (na UP) ogólnie pogardzany kierunek humanistyczny, który "niczego mnie nie nauczy", jednak nie zabił we mnie umiejętności myślenia, analizowania faktów, ciekawości. Wręcz przeciwnie-nauczył samodzielności i rozwijania zainteresowań. "Wiedza absolwentów szkół wyższych > pozostawia baaaaardzo dużo do życzenia." Oczywiście- jest tak, ale to raczej wina programu, który przekazuje właściwie same założenia teoretyczne, bez możliwości jej zastosowania w życiu. Po co komu czysta, teoretyczna wiedza pamięciowa? "Oczywiście, jest to wina pazernych właścicieli ,głównie prywatnych, > szkół wyższych, jak i samych wykładowców, którzy zgadzają się na > firmowanie beznadziejnego nauczania." Zdarza się tak, że przychodząc na zajęcia z danego przedmiotu wykładowca zakłada, że skoro jesteśmy "zaoczni", to z pewnością z trudem literujemy swoje nazwisko a o bożym świecie nie mamy pojęcia. Mówi do nas jak do dzieci, nie ukrywając w żaden sposób tego co myśli.Szkoda tylko, że czasem nie ma racji(pozdrawiam dr 2ffla ;]) Czy na taki wykład pójdziemy chętnie? jeśli ogranicza się on czasem tylko do wyświetlenia slajdów i przeczytania na głos ich treści?Czy nie umiem czytać? czy ja za to płacę czesne żeby uzyskać takie informacje, które mogę przeczytać w swoim domu, w tak żałosnej formie? A tymczasem muszę pokonać 100 km (ok 2-2,5 godziny busem), bo nie mieszkam w Krakowie, znaleźć sobie nocleg i za niego zapłacić, by posiedzieć na takich zajęciach (za które też przecież, jak by nie było płacę!!!), z których nic nie wyniosę i jeszcze miały by one być obowiązkowe...nie, dziękuję. I to jest naprawdę skuteczny argument przeciw obowiązkowi uczęszczania na zajęcia. Są tez wykłady na które idziemy z przyjemnością, bo nie tylko jesteśmy traktowani jako ludzie pełnowartościowi, ale możemy wdać się w niewymuszoną dyskusję i poszerzać wiedzę w naprawdę przyjemny sposób. Jeśli ktoś chce i potrafi przeprowadzić zajęcia będzie miał pełna salę. Jesli po zajęciach z własnej, nieprzymuszonej woli udaję sie na poszukiwanie literatury tematycznej dla poszerzenia swojej wiedzy w temacie wykładu to jest sukces:) Jeśli ktoś potrafi przekazać wiedzę powinien jej wymagać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: asdf Re: Pani doktor, jest pani nie na czase i złośliw IP: 195.82.180.* 18.03.09, 08:54 Gość portalu: stud. dziennik. UJ napisał(a): > Cały pani artykuł jest obelgą rzuconą na studentów. > Pani zdaniem studenci wybierają te miejsca, gdzie dostać się najłatwiej. Na > jakiej podstawie pani tak twierdzi? Dlaczego więc na UJ ogrom kierunków miał > po kilkunastu chętnych na miejsce? Niby skąd oni się wzięli? Eh logika. Nie wiesz jak to się robi? Składa się jeden komplet papierów tam gdzie maturzysta chciałby się dostać, a jeden tam gdzie na pewno się dostanie. Zajrzyj sobie na forum "Studia" na GW, najwięcej tematów jest właśnie "czy trudno się dostać na...", "czy z takimi ocenami dostanę się ...", "czy łatwiej się dostać tu czy tu" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Reksio Re: Pani doktor, jest pani nie na czase i złośliw IP: *.chello.pl 19.03.09, 15:59 Właśnie. Dziwnym trafem od czasu wprowadzenia nowej matury jako podstawy rekrutacji oblężenie przeżywają nawet omijane wcześniej szerokim łukiem kierunki jak np. bibliotekoznawstwo. A że rekrutacja trwa potem nawet do września, bo z kolejnych list zakwalifikowanych tylko niewielka część donosi papiery to już się nie wspomina. Ważne jest, że można się pochwalić 5 kandydatami na miejsce. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: www Ksero studia, ksero studenci IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 16.03.09, 00:29 Może Pani doktor się weźmie za habilitację (po 30 latach , lepiej późno niż wcale) i przestanie pisać głupoty? Odpowiedz Link Zgłoś
lucusia3 Re: Ksero studia, ksero studenci 16.03.09, 10:05 Pani nie musi - ma pewnie starszego wykładowcę -etat czysto dydaktyczny- praca naukowa jej nie dotyczy, a zreszta po co? Wystaczy,jeśli jej absolwenci umieją sprawdzic liste obecności i narysowac równe marginesy. Aha, i ładnie podkreślić temat. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tico Ksero studia, ksero studenci IP: *.net.autocom.pl 16.03.09, 01:24 Albo niech spojrzy tez na swoj ogrodek... To jak sa przygotowani i w jaki sposob prowadza wyklady pracownicy naukowi w zupelnosci rozgrzesza studentow z niechodzenia na nie. Suche dane, nudne wiadomosci... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dfg Re: Ksero studia, ksero studenci IP: 84.38.27.* 18.03.09, 02:11 hhehe nie no u mnie to jest szał, pomoce multimedialne... i co z tego, że pani ma prezentacje w power poincie jak po prostu czyta to jak z kartki i nic nie doda od siebie. zastanawiam się nawet czy rozumie to o czym mówi, bo mnie jakos nie przekonuje. równie dobrze ja bym mogła to czytać na głos, co za różnica!? a wykład 4godzinny - bajka! :P Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: smok Re: Pani doktor, jest pani nie na czase i złośliw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.09, 01:33 Twój komentarz też. Jak zawsze. Odpowiedz Link Zgłoś
ninja_uek Re: Ksero studia, ksero studenci 16.03.09, 04:53 z całym szacunkiem Dr Antonina Sebesta nie ma pojęcia o czym pisze. Artykuł jest wg mnie typowym przykładem sposobu myślenia środowiska akademickiego o nim samym. Nie chciałbym nikogo obrazić, ale jako student mam wrażenie, że osoby z "dr" "prof" itp. itd. przed nazwiskiem żyją "w swoim własnym świecie". Na wykłady studenci nie chodzą bo przeważnie przygotowanie wykładowców jest żałosne. I tak to bywa kiedy przez "600 lat" siedzi się na stołku ucząc, czegoś z czym inni się stykają w życiu/pracy. Tak, oczywiście jest to moje subiektywne zdanie, wyrobione na uczelni, którą mam wpisaną w nicka. Niestety rozmawiając ze znajomymi z liceum zauważam, że niestety jest to bardzo częste. Wykłady są nudne, wykładowcy zbyt często nie mają pojęcia jak przekazać wiedzę, lub też jej nie mają (poza tą którą nabyli pół wieku temu) przeważnie nie przyjmują krytyki. Zdarzyło mi się raz podejść do wykładowcy i zasugerować w sposób jak najbardziej kulturalny i uprzejmy o tym, że moim zdaniem jak i całego roku wykład jest źle prowadzony - Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bt-ur-ek Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.autocom.pl 16.03.09, 08:19 Parę słów odnośnie tych obowiązkowych wykładów, bo nigdy nie jest tak, żeby medal miał jedna stronę. Studiuję dość specjalistyczny kierunek i zmuszony jestem jeździć na zajęcia po całym mieście. Często czas dojazdu przekracza czas trwania wykładu. A OOZUP (Osoby Odpowiedzialne Za Układanie Planu) nie widzą w tym nic złego, żeby wykładów było kilka dziennie, im dalej od siebie tym lepiej, im większe okienka pomiędzy - tym jeszcze lepiej. Zdaję sobie sprawę, że wymuszone jest to możliwościami, jakimi dysponuje uczelnia. Tylko trudno wymagać, żeby przez cały tydzień latać na te wszystkie zajęcia, w międzyczasie nie mogąc sobie pozwolić na zarobienie paru groszy, co jest często priorytetem, a co dopiero pójść sobie do filharmonii. Bo nie każdego, kto jest na studiach dziennych automatycznie na nie stać. Życie w Krakowie kosztuje, oj kosztuje... ale zaraz, a może ten kogo na to nie stać po prostu nie powinien się pchać na studia dzienne? Może nie dla psa kiełbasa? Ale odbiegłem od tematu. Przymuszanie do siedzenia na wykładach jest grubo nie fair. Oczywiście, zdarzają się świetne zajęcia świetnie prowadzone, tylko że one obronią się same. Ale sporo jest tez takich, na które nikt ale to nikt by nie przyszedł, gdyby nie lista. Ale byłby wstyd, prawda? No, to rozwiązanie proste: puścić listę! My, studenci, czasami chcemy się czegoś nauczyć, chociaż może trudno w to uwierzyć. Trzeba tylko nam dać taką możliwość. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Krzys i tak nie odejda! IP: *.ghnet.pl 16.03.09, 09:41 "Regułą jest praca na więcej niż jednym etacie i ogromna liczba godzin nadliczbowych. Bez nich zresztą większość adiunktów zmuszona byłaby odejść z uczelni z przyczyn ekonomicznych." Bardzo dyskusyjna kwestia! Jak ktos jest adiunktem na prawie, czy tez jakims kierunku inzynierskim to moze uczyc na kilku etatach. W mniejszym stopniu to dotyczy adiunktow na kierunkach humanistycznych. Jak ktos wyklada historie, religoznawstwo, filozofie itp. tylko na 1 kierunku i uwaza, ze za malo zarabia to niech odejdzie z posady i zwolni posadne dla innego. Na jego miejsce juz czeka 10 bezrobotnych doktorow. Ciekawe gdzie znajdzie sobie prace ? Odpowiedz Link Zgłoś
lucusia3 Re: i tak nie odejda! 16.03.09, 14:06 Krzysiu wejdź prosze na CV znanych i wysoko postawionych ludzi, nawet w województwie małopolskim. Zdziwisz się jak dużo znajdziesz dokteów religioznawstwa, socjologii, historii itp. Odpowiedz Link Zgłoś
lucusia3 Re: i tak nie odejda! 16.03.09, 14:07 Inżynierów jest za to mało, chyba tylko wojewoda jest inżynierem. Odpowiedz Link Zgłoś
babazygmunta Re: i tak nie odejda! 16.03.09, 14:33 Inżynierowie wolą konkrety, a nie głoszenie frazesów. Polityka jest ziemią obiecaną dla ambitnych humanistów. Nikt tak jak oni nie potrafi gadać na okrągło i snuć wizji. Gorzej z ich realizacją. Za to firmami zarządzają inżynierowie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aaa Re: i tak nie odejda! IP: *.chello.pl 18.03.09, 04:12 Moze po prostu tzw. humaniści (prawdziwych, wartościowych humanistów to nie dotyczy, ale tych jest niewielu) lepiej odnajdują się w rożnego rodzaju szemranych układzikach, które są chlebem powszednim polityki w naszych realiach - natomiast inżynierowie, jako osoby posiadające konkretne umiejętności, nie muszą się w tym babrać i po prostu realizują się w obszarach, gdzie obowiązują zasady merytokracji (w prywatnych firmach). Odpowiedz Link Zgłoś
babazygmunta Re: i tak nie odejda! 18.03.09, 08:08 Tak dokładnie jest!! Inżynier ma takie możliwości zatrudnienia, że nie musi babrać się w tym bagnie. Odpowiedz Link Zgłoś
majself Re: i tak nie odejda! 16.03.09, 15:43 Tego religioznawstwa to chyba tylko w województwie małopolskim - bo tylko w Krakowie można studiować religioznawstwo :-) Odpowiedz Link Zgłoś
studentkazaoczna Re: Ksero studia, ksero studenci 16.03.09, 18:13 ja studiuję zaocznie. To moje drugie studia. Poprzednie równiez były zaoczne. Studiując na pierwszym kierunku - nie dane mi było skorzystać w opcji "państwowej", gdyż odkąd skończyłam lat 18 - już pracowałam ...i pomagałam rodzinie. Więc niech ludzie nie generalizują że "chodzi sie na prywatne zaoczne uczelnie bo gdzie indziej nie miałoby się szans ..." Na kierunku, który obecnie studiuję jestem jedną z najlepszych studentek -a na moim roku jest wiele osób podchodzących do studiowania poważnie. Na niemalze wszystkich zajęciach musimy się obowiązkowo zjawiać. Z każdego przedmiotu wykładowego lub z ćwiczeń jest albo egzamin, albo zaliczenie z oceną. Szesć nieobecności skreśla danego delikwetna z listy studentów.. NIe dostajemy niczego za darmo. I jest mi przykro, że taka krzywdząca opinia o studentach zaocznych jeszcze długo zapewne będzie pokutować. Ale ja wiem swoje :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: psc0 Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.bielsko.dialog.net.pl 18.03.09, 07:59 A może by pomyśleć dlaczego studenci kserują książki?? Hm.. może dlatego, że oryginały są za drogie ????? Ktoś pomyślał o tym? Oczywiście, że najchętniej kupowałabym książki, ale z jednego przedmiotu musiałabym co najmniej 3 książki kupić, jedna średnio kosztuje 60 zł.. prosta matematyka.. przedmiotów mam 12.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Artur Kosmal Re: Ksero studia, ksero studenci IP: 193.26.131.* 18.03.09, 09:27 To nie takie znow drogie :) Oto ksiazka specjalistyczna, za ponad 8.000 $ www.amazon.com/Nuclear-States-Charged-Particle-Reactions/dp/3540486976/ref=sr_1_1?ie=UTF8&s=books&qid=1237364583&sr=1-1 A w praktyce (studiowalem fizyke) zetknalem sie z kilkoma ksiazkami (nie pamietam tytulow, oferowala je firma odpowiedzialna za dystrybucje w Polsce programu Origin) z zakresu mechaniki kwantowej w cenie ok. 1000-1200 zl za sztuke. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: Ksero studia, ksero studenci IP: 92.55.226.* 18.03.09, 10:44 na uniwersytecie gdzie jestem jako erasmus studenci chemii skanują od profesora książki. jedna kosztuje około 300 euro. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: głos zza granicy dwie strony medalu IP: *.dip0.t-ipconnect.de 18.03.09, 08:25 Nigdy nie jest tak, że coś jest czarne lub białe. Nigdy nie jest tak, że prawda jest czarna lub biała. Pani Dr, jak się wyrażasz, nie postawiła wszystkich swoich argumentów na jednej szali. Artykuł jest wyważony. Ma racje mówiąc, że uczelnie w Polsce są spuścizną PRL-u, czyż nie? Że studentowi się mówi na jakie zajęcia ma chodzić i od której do której godziny na nich być. Oczywiście zdarza się, że wykłady są nieprofesjonalnie poprowadzone, ale na to zwraca Pani Dr również uwagę pisząc, że pracownicy biur turystycznych muszą przyswajać wiedzę z geologii czy filozofii, a matematyczny kierunek nauczycielski kształci akademickich matematyków a nie nauczycieli. Z wielkim szacunkiem, ale czytając teksty, należy je czytać z uwagą i umieć odczytać intencje i myśli autora, które chciał przekazać. Wiele badań wykazuje, że Polacy nie potrafią czytać wyłapując sens tekstu. Więc nie jesteś prawdopodobnie jedyny. Odebrałeś ten artykuł jako zagrożenie dla samego siebie, jako atak na środowisko studentów. Wg mnie miał on inny cel: przedstawienie obecnej sytuacji w środowisku akademickim i pokazanie, że wiele należy zmienić, jeśli chodzi o edukację na polskich uczelniach wyższych. Wiele racji Pani Sebesta. Starając się wdrożyć zmiany, proponuję sięgnąć po parę pomysłów z uczelni zagranicznych. Studentka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maryś Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.adsl.inetia.pl 02.07.09, 23:42 Zgadzam się jak najbardziej z Twoją opinią. Fakt, że ja studiuję kierunek humanistyczny, ale na innej uczelni, może świadczyć tylko o tym, że to, o czym piszesz, jest zjawiskiem powszechnie występującym na większości polskich uczelni, szczególnie tych państwowych. Nigdy nie studiowałam na uczelni prywatnej, ale z opowieści znajomych wiem, że panuje tam zupełnie inny klimat i zasady: osoby, które się decydują na studia na uczelni prywatnej są zdania, że wyższe szkoły państwowe są skostniałe, panują tam archaiczne zasady, które faktycznie mają się nijak do nowej rzeczywistości. Obniżenie poziomu studiów i ich umasowienie wydają mi się faktami nie do zaprzeczenia. Moim zdaniem, większość z tych osób, które teraz marnują swój czas na uczenie się niepotrzebnych rzeczy, które w dodatku są dla nich mało pasjonujące (w większości przypadków), mogłyby zdobywać jakiś konkretny zawód, niekoniecznie na uczelni wyższej. Mimo wszystko w społeczeństwie panuje jakieś dziwne przekonanie o "prestiżu" studiów, które nie ma oparcia w rzeczywistości. Niekoniecznie trzeba mieć trzy literki przez nazwiskiem, żeby w pełni się zrealizować, żeby być człowiekiem szczęśliwym, spełnionym i pewnym siebie. Nie zaprzeczam, że zainteresowanie przeciętnego studenta studiami jest słabe, że na przykład w większości akademików to życie towarzyskie i imprezy są na pierwszym miejscu, ale trudno się dziwić. Na uczelni mamy wielu słabo przygotowanych wykładowców: tych starszych, którym z reguły brakuje zrozumienia dla nowej rzeczywistości, i tych młodych, czytających wykłady z kartek, którym z kolei brakuje wiedzy, obeznania w temacie, erudycji. Wykłady stają się sytuacją sztuczną, służącą raczej załatwianiu formalności, niż przekazywaniu wartościowej i przydatnej wiedzy: obserwując kolegów i koleżanki widzę, że większość z nich na wykładzie czyta książki, słucha muzyki albo jest zajęta sprawami zupełnie nie dotyczącymi tematyki wykładu, który jednak jest masowo uczęszczany ze względu na to, że "Pani prowadząca pilnuje list obecności". Nigdy nie jest sprawdzany stan wiedzy studenta po przesłuchaniu trzydziestu godzin wykładu - wystarczy odpowiednia ilość wpisów na listach obecności. Jej brak może zostać zrekompensowany zwolnieniami, których autentyczność może często być wątpliwa. Na ćwiczeniach zdarzyło mi się być świadkiem sytuacji, w której sam wykładowca mówił wprost, że "jesteśmy dziwadłami, które żyją we własnym hermetycznie zamkniętym i sztucznym świecie, własnym "matriksie". I dzięki mu za trafne spostrzeżenie, za szczerość i za dystans do samego siebie. Może to sprawa stereotypów, ogólnie przyjętego przekonania o konieczności studiowania, może braku odpowiedniej oferty szkół zawodowych i ich pozycji w opinii publicznej... W każdym razie (mówię to jako osoba, która bezpośrednio miała z tym styczność), że studia, i dotyczy to przede wszystkim kierunków humanistycznych, nie spełniają teraz swojej funkcji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MD Ksero studia, ksero studenci IP: *.autocom.pl 16.03.09, 05:59 Cóż - wydaje się, że faktycznie tekst nieco nagina rzeczywistość, ale i dyskusja która się wywiązała nie jest do końca fair. W odpowiedzi jednak na postulaty tej dyskusji sugeruję zajrzeć do propozycji zmian w szkolnictwie wyższym - daję link do wersji z uwagami rektora Musioła: www.aktualnosci.uj.edu.pl/images/upload/partnerstwo-dla-wiedzy-Model-kariery-z-uwagami-prof-Karola-Musiola.pdf Powyższe odnosi się szczególnie do propozycji studentów - bo faktycznie, jeśli mamy ciekawe wykłady, ćwiczenia (nie takie, na których jeden student czyta przepisane bądź wydrukowane coś, co jest nazwane referatem, a reszta, wliczając w to prowadzącego, któremu nie chce się przygotowywać zajęć drzemie) etc., prowadzone przez kompetentnych naukowców, to studenci naprawdę chętnie na nie przyjdą, a obowiązkowe zajęcia to najprostsza droga do lenistwa prowadzącego :) Z drugiej strony - przyznaję rację autorce teksu - czytanie to faktycznie coś, do czego bardzo trudno skłonić studentów, podobnie jak do systematycznej pracy przez semestr - studiowałem przez jakiś czas na dobrych uczelniach w USA (m.in. Columbia University), gdzie standardem było, że z zajęć na zajęcia czytało się całe książki, za rok studenci płacili ponad 60 tys. USD (to obejmowało czesne i koszty utrzymania) i nikomu nie przyszło do głowy, żeby narzekać - systematyczna praca przez semestr, utrwalanie wiedzy, czytanie książek, tudzież materiałów w Internecie (byle nie kopiowanie ich i drukowanie jako własnych prac)to podstawa rzetelnej wiedzy w humanistyce, bo mam wrażenie, że głównie do niej odnosi się ten tekst. Myślę, że studenci powinni uderzyć się również w piersi. Bezwzględna walka ze ściąganiem, plagiatami, promocja uczciwości intelektualnej również wydaje się kluczowa dla jakości szkolnictwa wyższego w naszym kraju. No i w końcu - ludziom, którzy mają poświęcić całe życie dla nauki należy za to zapłacić - jeśli młody naukowiec z doktoratem na UJ dostanie poniżej 2 tys. brutto (suma przytoczona za sprawozdaniem rektora z BIP), to ciężko wymagać od niego, żeby szedł do noclegowni, bo go nie stać na mieszkanie - musi po prostu pracować w kilku miejscach - jak to wpływa na poziom badań naukowych nie trzeba chyba wyjaśniać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wysoka Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.ftj.agh.edu.pl 16.03.09, 08:41 Adiunkt na UJ nie może zarabiać poniżej 2000 (i to brutto). Jest ustawa, która precuzuje zarobki na uczelniach i dla adiunkta jest to ok 4000 tys zł brutto. Aktywny adiunkt ma granty, wyjazdy na konferencje na cały świat. Wydaje mi się, że wynagrodzenie jest zupełnie adekwatne do czasu pracy (6 tygodni urlou+swobodne godziny). Jestem adiunktem na uczelni technicznej, uważam, że najgorsze dla studentów jest ich uprzedmiotowienie. Jest wydził, który przyjmuje 800 osób na I rok. Gdzie tu mówić o indywidualnym podejściu do studenta? Ale taka masówka jest konieczna, bo trzeba mieć nowe etaty, a Ministerstwo płaci za każdego studenta. System ocen dla pracowników jest już faktem - od niego zależą podwyżki i przedłużenie umowy. Odpowiedz Link Zgłoś
ll66 Re: Ksero studia, ksero studenci 16.03.09, 11:23 > Adiunkt na UJ nie może zarabiać poniżej 2000 (i to brutto). J Adiunkt może i nie, ale na UJ zatrudnia się doktorów na stanowiskach asystentów - więc wiem ile taki zarabia, bo mam żone doktora na UJ. Niech pani pomyślii teraz że mojej żonie nie chce się nic robić - i mogą jej skoczyć - nie dadzą jej kolejnej umowy to pójdzie do firmy gdzie z pocałowaniem ręki (przez pracodawce) zarobi 2x tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: matka studenta Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.09, 11:49 Gdy mnie się nie chciało uczyć, bo zarabiałam moim zdaniem za mało - zmieniłam pracę. Skorzystałam na tym ja i moi niedoszli studenci. Ogromną nieuczciwością wobec młodych ludzi jest stawianie sprawy w ten sposób. Mało mi płacą - nic, albo niewiele robię. Takich "wykładowców" miałam i ja, i mój syn i wielu innych studentów. Nie chciałabym na ich miejsce słyszeć opinii na swój temat. Może niech taki ktoś, kto uważa, że robi łaskę męcząc się ze studentami, sprawdzi się w warunkach rynkowych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MD Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.autocom.pl 16.03.09, 16:15 Zmiana pracy - to dobra opcja - ale pod warunkiem, że zarobki to główna motywacja - jeśli ktoś poświęca kilka lat po studiach (nie zarabiając) na doktorat, to już jest znak, że cechuje go coś, co nazywa się pasją. Ale po jakimś czasie pojawiają się proste problemy finansowe - trzeba utrzymać dom, rodzinę - i taka osoba radzi sobie idąc do pracy na innej uczelni, czasem kolejnej, a czas poświęcony na pracę tam, przygotowanie zajęć, dyżury zabiera się z czasu na kontakt ze studentami u siebie, wyjazdy naukowe, badania - i tak się to kręci. Jak już ktoś wyżej napisał - UJ po doktoracie zatrudnia na etacie asystenta :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ujotka Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.chello.pl 17.03.09, 21:16 masz styprocentową rację! poza tym - zanim dostanie się tą marną pensję asystencką, trzeba zrobić doktorat w sytuacji, gdy na wielu kierunkach, zwłaszcza humanistycznych, stypendia dostają 3-4 osoby na wydział (nie kierunek!!!), co oznacza, że na wielu kierunkach żaden doktorant nie otrzymuje stypendium! Więc albo dorabia poza zawodem, albo daje korepetycje i nie ma czasu na pracę naukową, albo żyje na garnuszku rodziców. I później czyta na forum skargi studentów na niski poziom zajęć... Praca naukowa to dziś zawód dla baaardzo zdeterminowanych idealistów :( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Aparat cyfrowy Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.09, 11:58 Moim zdaniem większym problemem jest cynizm promotorów. Rozumują: nie masz warunków, żeby napisac cos na poziomie, przepchniemy gniota. Problemy zaczynają się, kiedy ktoś ma jednak ambicję - nawet jeśli się chce idealistycznie zainwestowac "w interes" okazuje się, że lepiej nie wiedziec więcej niż inni, bo ci inni to protegowani (biedacy dorabiają, to mogą nie wiedziec, a z tobą się nie dyskutuje). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: matka studenta Współczuję IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.09, 08:07 Z całym należnym szacunkiem – naukowiec z takim stażem, który zatrzymał się na poziomie doktoratu, nie powinien się wypowiadać. „Drobiazgowe wyliczanie szans zastępuje z reguły predyspozycje czy zainteresowania” – dziwne, że kandydat na studenta ocenia swoje możliwości rozpoczęcia i ukończenia wybranego kierunku studiów. „Natomiast studia płatne wybierane są w drugiej kolejności, przede wszystkim pod kątem możliwości znalezienia pracy lub łatwości zdobycia dyplomu” – Zgroza!!! Człowiek po studiach chce pracować! I chce studiować za darmo!!! (Czy ta pani wie, ile kosztują studia? ) „Kandydat na studenta chce się przede wszystkim na nie dostać, powodowane jest to chęcią wyrwania się z domu, zakosztowania życia w dużym mieście.” – Ciekawe dlaczego studiuje mój syn, urodzony i wychowany w dużym mieście? Dlaczego wybrał Kraków i mieszkanie w domu, a nie Londyn? „Dawniej zdawano na studia, by uniknąć wojska lub znaleźć małżonka. Przed trzydziestu laty na ostatnich latach studiów przeważały mężatki, były ciężarne i matki”. – Pani wybaczy, ale cos takiego być może było na jakiejś śmiesznej socjologii na pani uniwersytecie pedagogicznym. Studentka trudnych studiów inżynierskich, z ogromną ilością laboratoriów, nie miała czasu na łapanie męża. Ciężarne i matki się zdarzały, czemu trudno się dziwić skoro człowiek kończąc studia miał 24-26 lat. To nie były nastoletnie panny z dzieckiem. Insynuowanie, że poszły na studia, żeby złapać męża jest wielce obraźliwe. Czyżby kompleksy starej panny, która pomimo pójścia na studia męża na złapała? „Egzaminy ustne zastąpiono pisemnymi, i to najczęściej testowymi”. - Mój syn studiuje na II roku. Do tej pory nie miał żadnego egzaminu testowego. „Statystyczny student nie studiuje, nie siedzi w bibliotece, nie wyszukuje wiedzy, ale po prostu kseruje notatki, ściąga opracowania z internetu i przedstawia je jako referat”. – Co robi sprawdzający prace? Dlaczego ogranicza się do oceny ich objętości, charakteru pisma czy urody studentki. Jeżeli pracownik uczelni nie potrafi sprawdzić pracy pod katem jej samodzielności, służę bezpłatnym szkoleniem. Wiem jak to się robi. „Poziom studiów można bardzo łatwo podnieść, i to bez nakładów finansowych, po prostu wymagając zaliczeń na ocenę z każdego przedmiotu…” - A tak nie jest? Mój syn po każdym semestrze ma egzamin praktycznie z każdego przedmiotu. „…i wprowadzając na studiach stacjonarnych obowiązek chodzenia na wykłady.”- Postuluję sprawdzić uprzednio, jaki jest poziom wykładów i wykładowców. Niestety, znaczna część z nich wygląda tak: mamroczący „wykładowca” dyktuje audytorium swój skrypt. I po co chodzić?? Obowiązek chodzenia na wykłady w wielu przypadkach oznaczałby rażące marnotrawstwo czasu studenta. Być może Autorka powinna zmienić pracę. Na bardziej ambitną uczelnie - skoro trafiają się jej sami nieambitni studenci. Albo zmienić do nich podejście. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: były student Re: Współczuję IP: 62.212.91.* 18.03.09, 11:25 Racja. Tylko wylewa smutki i żale. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: komar Re: Współczuję IP: *.ghnet.pl 18.03.09, 11:55 Zgadzam się z przedmówczynią. Sam jestem studentem II roku na UR w Krakowie i jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się nie zdawać egzaminu czy zaliczenia z jakiegokolwiek przedmiotu. Rzeczywiście, autorka tekstu chyba ma jakiś żal do samej siebie i wbrew zasadzie obiektywności uogólnia i szuka prowokacji podążając za stereotypami. Jasne krętacze znajdą się wszędzie. Sam czasami jestem świadkiem jak studenci dzienni już w środę jadą z wielką dumą do domów opuszczając wykłady. Nie sądzę również aby na jakimkolwiek kierunku ścisłym czy przyrodniczym istniały zaliczenia na podstawie referatu... Pozdrawiam Panią "matkę studenta" a Pani redaktor współczuję zgryźliwości i jakże nieudanej kariery. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: absolwent UW 1984 Re: Współczuję IP: *.toya.net.pl 18.03.09, 12:09 Z całym szacunkiem,a własciwie bez zadnego szacunku! Nawet gdyby autorka artykułu pisała same bzdury i obrażała czytelników, nic nie usprawiedliwia takich wypowiedzi jaką napisała "matka studenta". Tego rodzaju inwektyw i insynuacji być może używają niektórzy (osobiście znam wielu całkiem kulturalnych) bywalcy budek z piwem. Z pewnością nie powinna tego robić kobieta, matka, absolwentka uczelni wyzszej (co prawda tylko technicznej, a takie uznawano za naszych czasów za gorsze od uniwersytetów i dostawał sie na nie każdy, kto zdał maturę). A już próba obrażenia kogoś poprzez zarzucenie mu staropanieństwa jest grubiaństwem, na które zwyczajnie brak słów. Mam nadzieję,że wymyśliła pani całe to studiowanie i syna studenta. Ja i moi koledzy ze studiów z pewnością z taką osobą nie chcielibyśmy mieć nic wspólnego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: matka studenta Zanim zacznie pan kogoś obrażać IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.09, 13:05 > Ja i moi koledzy ze studiów z pewnością z taką osobą nie > chcielibyśmy mieć nic wspólnego. Myślę, że ze wzajemnością, jeżeli Pańscy koledzy podzielają Pana opinie na temat roli i motywacji kobiety podejmującej studia wyższe. A w takim razie czym wykazała się kobieta, absolwentka studiów (cóż z tego, że pedagogicznych), "naukowiec", która wszem i wobec głosi, że kobiety szły na studia tylko po to, żeby złapać męża? Drogi Panie (z całym należnym szacunkiem), na swoich studiach tyle nasłuchałam się takich krzywdzących "prawd", że jestem na nie osobiście uczulona. Zastanawiam się, po co była ta cała walka o dostęp kobiet do studiów wyższych, jeżeli niewątpliwie jedna z nas głosi coś Takiego? !!!! Chociaż nie miałyśmy żadnych kompleksów wobec naszych kolegów i zwykle byłyśmy od nich lepsze, takie opinie były na porządku dziennym. To boli i upokarza. Nawet po latach. I muszę się Panu przyznać, że zarówno ja jak i wiele znanych mi kobiet podjęło wysiłek studiowania na trudnej uczelni technicznej NIE w celu złapania męża. Więcej: niektóre świadomie i dobrowolnie nie wyszły za mąż POMIMO studiowania na uczelni wyższej nawet po jej ukończeniu. co prawda tylko technicznej, a takie uznawano za naszych > czasów za gorsze od uniwersytetów i dostawał sie na nie każdy, kto > zdał maturę No to może chodzi o jakieś inne techniczne skoro na moje obowiązywały egzaminy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: UW Re: Współczuję IP: *.sds.uw.edu.pl 18.03.09, 14:02 Pozostaje mi tylko pogratulować Panu rzadkich kontaktów z bywalcami piwnych pijalek. Wniosek swój wysnułam na podstawie rażącej ignorancji jaką się wykazuje Pan w materii tzw. żulerskiego słownictwa. I posądzenie kogoś o bycie starą panną, nie nazwałabym grubiaństwem, co najwyżej delikatną sugestią. Prawdą jest, że autorka jest rozgoryczona i nawet nie stara się pewnych rzeczy zrozumieć. Jak studenci mają nie kserować, jeżeli nieraz w bibliotece znajduje się tylko jeden egzemplarz książki i tylko do wypożyczenia na miejscu? Poza tym, zwróćmy uwagę na koszty zakupu podręczników. Aby dobrze wykształcić przyszłą inteligencję, należy zapewnić im odpowiednia warunki do rozwoju! Ciężko uczyć się mieszkając w pokoju 18m2 w trzy osoby, a i tak jest to jeden z największych metraży(zdarza się i 12m2 na 3 osoby). Nie już nawet co wspominać o karaluchach, prusakach i tym podobnych towarzyszach niedoli. I nie zgadzam się, że poziom wiedzy studentów się obniża. Zmieniają się tylko nasze pola zainteresowań i sposoby poszukiwania informacji. Młode pokolenie coraz szybciej dostosowuje się do oczekiwań pracodawców. Częściej myśli o swojej przyszłości... czasy beztroskiego studiowania się już skończyły. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ja Ksero studia, ksero studenci IP: *.2-0.pl 16.03.09, 08:22 Panie autorze, u mnie na uczelni wszystkie zaliczenia są na ocenę, wiec zanim zabierze się Pan za odkrywanie nowych pomysłów, to proszę się zastanowić czy nie są przypadkiem kopiowane (a przecież kopiowanie jest fe! i jakież niekreatywne) studentka cm uj Odpowiedz Link Zgłoś
flamengista ok, diagnoza prawidłowa 16.03.09, 08:41 choć mało odkrywcza. Ja u swoich studentów widzę te same objawy. Problem polega jednak na tym, co z tym zrobić. Moim zdaniem lepsza chwila niż obecnie się nie trafi. Mamy niż demograficzny i postępujący kryzys gospodarczy. W takiej sytuacji: 1. coraz mniej jest kandydatów na studia 2. nie wszystkich na nie stać, a ci so się na to decydują mogą wreszcie zacząć wymagać lepszego produktu edukacyjnego. Uczelnie publiczne muszą wykorzystać tą szasnę. To ostatnia chwila, by zacząć coś wymagać - nie tylko od studentów, ale i niestety od wykładowców. Część kadry zatrzymała się bowiem w rozwoju w latach dziewięćdziesiątych, po doktoracie - a teraz produkuje się na 3-4 uczelniach, powielając archaiczne wykłady. W przeciwnym wypadku uczelnie w Polsce czeka los przeciętnych amerykańskich college'ów: będą jedynie fabrykami nic nie wartych dyplomów, z których część będzie nawet można kupić przez internet. Owszem, znajdą się na nie chętni - ale to będą najsłabsi maturzyści. Natomiast wartościowych młodych ludzi na studia ściągną dobre zachodnie uczelnie, które w naszym kraju utworzą swoje filie. A część młodych Polaków wyjedzie na studia zagraniczne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: M Re: ok, diagnoza prawidłowa IP: *.cable.smsnet.pl 16.03.09, 09:04 Prawda, jak zwykle z nią bywa, leży pośrodku. Najpierw należy zastanowić się do czego potrzebne są studia. Czy po to, by wykazać się "papierkiem", czy by uzyskać wiedzę? Przychodzą do mnie do pracy młode osoby z wyższym wykształceniem kierunkowym. Kończyły dość renomowane uczelnie, studia dzienne, magisterskie. I okazuje się, że padamy ze śmiechu, gdy opowiadają jakie urządzenia obsługiwały na ćwiczeniach. Przestarzałe technologie, urządzenia wycofane 20 lat temu, śmiechu warte. A z drugiej strony już niedługo od sprzątaczek będzie się wymagać ukończenia studiów wyższych. Tylko im będą pokazywać na studiach obsługę miotły, a teraz sprząta się sprzętem znacznie bardziej specjalistycznym. Na marginesie dodam, że w przeciwieństwie do łatwości ukończenia niektórych kierunków studiów, bardzo trudno jest zdać egzamin na tytuł technika. O ile się nie mylę trzeba mieć co najmniej 70%prawidłowych odpowiedzi! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ona jakość wyposażenia pracowni laboratoryjnych IP: *.chello.pl 18.03.09, 08:30 Oczywiście, że urządzenia sa przestarzałe. Suma przeznaczona na dofinansowanie pracowni studenckich w ramach materiałoznawstawa na mojej uczelni w poprzednich latach wynosiła 2-5 tys. zł rocznie! Jak sądzisz, ile nowoczesnych urządzeń da się za to kupić? W tym roku planujemy przewrót, bo w zasięgu ręki jest ogromna kwota (jak dla nas, bo nigdy tak nie było)- 25-50 tys. zł. I znów pytanie - ile nowoczesnych urządzeń za to kupisz? Dwie polerki i piec? Czy 10% mikroskopu skaningowego? Nowoczesne urządzenia w przemyśle zarabiaja na siebie (idiotoodpornośc, czas obsługi), więc nie opłaca się im oszczędzać. Na uczelni urządzenia potrzebne są do opanowania podstaw. Przy tym bezsensem też byłoby uczyć na uczelniach obsługi urządzeń, które w zależności od producenta się bardzo różnią, a oni co parę lat wprowadzają unowocześnienia będące często tylko"nakładką"na stare moduły. Chcecie nowoczesnego szkolenia? Nie liczcie na szkolnictwo finansowane z MNiSW, a na prywatnej uczelni technicznej nikt w Polsce nie założył - to za drogie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tylko studentka.. Re: ok, diagnoza prawidłowa IP: *.net.pbthawe.eu 18.03.09, 17:11 Pan wybaczy, ale: > Uczelnie publiczne muszą wykorzystać tą szasnę. To ostatnia chwila, by zacząć > coś wymagać - nie tylko od studentów, ale i niestety od wykładowców. .. CZEGOŚ WYMAGAĆ od wszystkich osób używających języka polskiego, który przypadków ma siedem. W tym konkretnym wypadku należy wymagać aby Szanowny Pan raczył zauważyć jaka jest różnica między wymaganiem (Kogo?) Czego? (przypadek drugi - dopełniacz) a wymaganiem (Kogo?) Co? (przypadek czwarty - biernik).Być może to ostatnia chwila by wykorzystać TĘ szansę. Odpowiedz Link Zgłoś
3cik <------------=-- 16.03.09, 09:16 "Niestety, kadra nie wzrosła proporcjonalnie do liczby studiujących". Co za bujda! Moi wykładowcy rosną w tempie około 12 mm na rok! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rafal Wykładowca: Ksero studia, ksero studenci IP: 212.244.147.* 16.03.09, 09:22 Poziom studenta zalezy od pozomu WYKŁADOWCY !!! - taka jest prawda Odpowiedz Link Zgłoś
flamengista w takim razie co zrobić... 16.03.09, 12:55 Jak student na 1 roku: 1. nie zna nawet podstaw matematyki, a ma mieć wykłady z ekonometrii i ekonomii matematycznej 2. nie wie, kim był Konrad Adenauer - a właśnie rozpoczął studia na Europeistyce 3. Max Weber to wg. niego koszykarz z NBA, a właśnie wylądował na kulturoznawstwie. Słowem - co ma robić wykładowca, gdy poziom studenta nie jest nawet zerowy - jest poniżej zera (student nie posiada nawet wiedzy, którą powinien wynieść ze szkoły średniej). Tu nawet nie pomogą najlepsi wykładowcy z Harvardu, Princeton i Oxfordu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Be Re: w takim razie co zrobić... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.03.09, 21:30 Ekhm... przykład ekonomii matematycznej (zresztą po podziale na studia licencjackie i SUM już z programu wyleciała) jest akurat fatalny. Przedmiot jest totalnym zapychaczem. Nic nie wnosi i nie wierzę aby komukolwiek po studiach ekonomicznych mogła się przydac umiejetnośc odwzorowania stożka w układzie współrzędnych, czy tez abstrakcyjnego ujęcia zbioru produkcji. Poza tym nawet wykładowcy się wyśmiewają w większości z tego przemdiotu, który wykładany jest wyłącznie na UEK, bo wśród profesorów tej uczelni jest twórca tego przedmiotu. Jeszcze rozumiem, aby katowac tym informatykę i eokonometrię, która jest zdecydowanie bardziej powiazana z matematyką, ale na innych kierunkach? Bez przesady... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kszksz Re: w takim razie co zrobić... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.09, 12:43 Informatyka ekonomiczna to jest żenada - w Polsce tylko chyba na UE w Poznaniu jest w miarę dobry poziom. Reszta to poniżej wszelkich standardów. Podobnie jest z Twoim poziomem wiedzy na ten temat - jeśli rzeczywiście myślisz, że statystycznemu informatykowi potrzebny jest ten przedmiot to jesteś w błędzie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aaa Re: w takim razie co zrobić... IP: *.chello.pl 18.03.09, 04:25 Hmm może "w imię zasad" po prostu konsekwentnie wymagać - studenci są elastyczni, szybko zauważą że danego przedmiotu i prowadzącego nie da się łatwo zbyć, i w efekcie poświęcą mu więcej czasu niż innym, łatwiejszym kursom. Nie można oczywiście robić tego zupełnie w oderwaniu od studentów - pamiętam zabawną/straszną sytuację, gdy mój wykładowca matematyki, pracujący od lat ze studentami informatyki, został kiedyś poproszony o poprowadzenie kursu analizy matematycznej na wydziale górniczym - rezultatem był egzamin gdzie na 180 osób podchodzących osób 180 (100%) oblało. BTW podejrzewam, że na delikwentach nie wywarło to większego wrażenia - zapewne sprawdzonym sposobem cały rok wziął tzw. zaliczenie warunkowe, i zdał tą analizę rok później, już u łagodniejszego prowadzącego. Odpowiedz Link Zgłoś
flamengista konsekwentnie wymagać 18.03.09, 08:45 Sam napisałeś o tym, jak ktoś konsekwentnie wymagał. I nic to nie dało, bo i tak problem studenci obeszli. Tam się to skończyło nienajgorzej, bo studenci obeszli abstrakcynie trudny kurs, gdzie poprzeczka była powieszona nieadekwatnie wysoko do potrzeb kierunku. Ale opisany przez ciebie mechanizm działa również w przypadkach kursów o wiele łatwiejszych, a absolutnie niezbędnych. Również studenci biorą warunki, powtarzają przedmiot. Do oporu, bo wystarczy zapłacić. Chodzą na konsultacje, próbując zanudzić wykładowcę. Ja mam na to prosty sposób, bo każde podejście nieudane zapisuję w indeksie. Więc niektórzy zastanawiają się dwa razy, zanim przyjdą znowu. I może nawet spróbują się nauczyć. Natomiast większość wykładowców z litości dwój nie wpisuje. Błąd! W rezultacie obserwuję, że znacząca liczba studentów przychodzi na kolokwium do mnie, traktując go jako kolokwium "próbne". Próbują się rozeznać, co wymagam (jakby nie widzieli sylabusa) i czy aby nie da się ściągać. Jakież jest ich zdziwienie i oburzenie, gdy wylatują po 5 minutach za ściąganie, z dwóją w indeksie... Jednak problem konsekwentnych wymagań będzie oznaczać, że na dziennych odpadnie 50% studiujących, a na niektórych studiach zaocznych - 100%. A przy obecnym finansowaniu uczelni publicznych zaoczne tak na prawdę pozwalają na utrzymanie uczelni! Jak więc myślisz postąpią dziekani, gdy ktoś obleje na 2 terminie egzaminu 90% roku? Mimo, że wykładowca ma absolutną rację i te 90% nigdy nie powinno znaleźć się na studiach? Nie trzeba mieć wielkiej wyobraźni, by wiedzieć co się stanie;) Odpowiedz Link Zgłoś
m0cna Re: w takim razie co zrobić... 18.03.09, 09:50 flamengista napisał: > Jak student na 1 roku: > 1. nie zna nawet podstaw matematyki, a ma mieć wykłady z ekonometrii i ekonomii > matematycznej Proste. Przyjmujcie na kierunek tylko tych, którzy zdali egzamin maturalny z matematyki na poziomie rozszerzonym. Możecie nawet okreslić limit punktów na maturze - 50%, 75%, wedle woli. Dlaczego przyjmujecie wszystkich jak leci. Dlaczego nie wymagacie na wstępie przywoicie zdanej matury? Dla kasy tak? Bo od każdego przyjętego studenta, który nie zna podstaw matematyki, macie więcej kasy na dydaktykę i etaty. m. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ojciec_rektor doktor z 30 letnim stażem? IP: *.multimo.gtsenergis.pl 16.03.09, 09:30 Habilitacja nie była obowiązkowa? Studenci prezentują poziom nędzny, ale poziom wykładowców obniżył się drastycznie. Jak dla mnie podstawą jest zatrudnianie na stanowiskach rektorów nie naukowców - bo oni nie znają się na zarządzaniu - ale doświadczonych fachowców od sterowania tak dużymi organizmami jakimi są uczelnie. Pewnie jednak kadra tego by nie zniosła - więc może choć na stanowiskach v- ce rektorów, ale z realną władzą. A odpuszczanie studentom ignorancji jest zbrodnią przeciw ludzkości. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: KIedys tez student Ksero studia, ksero studenci IP: *.korbut.pl 16.03.09, 10:04 Hmm aby popsuć Pani dr humor napiszę jedynie, iż podobna analogia jest chyba z osobami mającymi tytuł dr ? W tym momencie dla tych, którzy mają czas i pieniądze nie jest to chyba zbyt trudne :) ... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Studentka UJ Wykładowca: Ksero studia, ksero studenci IP: *.chello.pl 16.03.09, 10:20 Ciekawy artykuł. I w dużej części prawdziwy, zwłaszcza w przypadku uczelni prywatnych, choć nie tylko. Nie można uogólniać, bo np. nawet na UJ nie na wszystkich kierunkach trzeba chodzić na wykłady, a nawet na ćwiczenia. A wszystkim, którzy chcą poznać smak studiów zapraszam na INiB na UJ. Mnóstwo zajęć nawet na piątym roku i obowiązkowe wykłady. Ale świadczy to o poziomie! I tak powinno być! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: antydzieciuch Ksero studia, ksero studenci IP: *.compower.pl 16.03.09, 11:12 Ciekaw jestem czy mówisz to z autopsji czy nie... Jeśli tak to jestem zszokowany... bo ja ukończyłem studia na tej uczelni i nie potrafię się zgodzić z większością Twoich argumentów... idealizuje się inne uczelnie UJ, AGH , Ekonomiczną a gani się pozostałe... Moim zdaniem wina leży tylko i wyłącznie w masowym przyjmowaniu kogo popadnie... Dlaczego zlikwidowano egzaminy wstępne...? Rozmowy kwalifikacyjne...(bynajmniej na większości kierunków)...? Obecnie nie idzie się na jakoś tylko na ilość... Władze i wykładowcy uczelniani zaczynają traktować swoją prace jak biznes... w nosie maja dobro studentów... Można by rzec że dostosowują się do poziomu studentów... Lecz ja myślę że jest raczej inaczej to studenci dostosowują się do poziomu kadry... Generalnie można by tak polemizować spierać się co i jak... Jedno jest pewne zmienił się poziom dostępu do szkolnictwa wyższego, zmieniła się mentalność ludzi zmienił się świat a co przez to idzie zmieniły się zasady, cele i priorytety w szkolnictwie nie tylko wyższym ale i podstawowym... Odpowiedz Link Zgłoś
cartahena Re: Ksero studia, ksero studenci 16.03.09, 12:20 Rozmowy kwalifikacyjne...(bynajmniej > na większości kierunków)...? Chyba Ci chodzilo o "przynajmniej". Z reszta wypowiedzi sie zgadzam :-). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: absolwent UW 1984 Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.toya.net.pl 18.03.09, 12:22 Nie,jej chodziło o bynajmniej. Większość takzwanych studentów nie zna podstaw jezyka polskiego. Taka jest smutna prawda. Moim zdaniemjedynąreceptą na poprawienie jakości polskich uczelni jest zlikwidowanie w trybie natychmiastowym 90% szkół prywatnych i około 40% państwowych.Następnie nalezy wprowadzić maturę na przyzwoitym poziomie oraz egzaminy na studia. Zakazać powtarzania czekogokolwiek na pierwszym roku i z każdego przedmiotu przeprowadzać egzaminy ustne + pracę zaliczeniową po każdydym cyklu zajęć. Czyli zrobić tak jak to było 30 lat temu na porządnych uczelniach. Tylko wtedy absolwentami uczelni będzie 3% społeczeństwa,a nie 50%. I dobrze,bo więcej nie potrzeba. Nie rozumiem też dlaczego licencjat mamy uważać za równoznaczy z wyższym wykształceniem. Tytuł licencjata powinny nadawać szkoły pomaturalne lub zawodowe (kwestia wyłącznie nazwy), a takie wykształcenie powinno nazywać się policealnym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.ds.ae.wroc.pl 18.03.09, 13:07 jeśli chodziło Ci o "bynajmniej", to niestety nie rozumiem tego zdania :( (za słownikiem PWN: bynajmniej - wcale, ani trochę, zgoła) Odpowiedz Link Zgłoś
flamengista Re: Ksero studia, ksero studenci 16.03.09, 13:03 Na pewno jest problem z jakością dydaktyki. Ale zdanie "to studenci dostosowują się do poziomu kadry" jest po prostu głupie;) Komu studenci szkodzą? Wykładowcom? Przede wszystkim sobie, bo skoro są dobrzy a zniżają się do poziomu kadry to marnują swój potencjał... Prawda niestety jest inna i o wiele brutalniejsza: radykalnie spadł poziom wśród obecnych maturzystów. I wychodzi to w sytuacjach, gdzie studentom nie zależy na "zniżaniu się do poziomu wykładowcy": na kolokwiach. To nie wykładowca nauczył, by dzielić przez zero, by odejmując dwa wyrażenia ułamkowe skracać mianownik przez licznik. To nie prowadzący ćwiczenia nauczył, że w Indiach mieszkają Szyici (oba przypadki - autentyczne). Ktoś takiego geniusza dopuścił do matury, ktoś go na maturze przepuścił... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: :) Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.03.09, 21:35 I dlatego powinny wrócić egzaminy wstępne na licencjat. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kaczoland atakuje Re: Ksero studia, ksero studenci ? IP: *.dhcp.embarqhsd.net 18.03.09, 01:41 Szanowna pani doktor napisala, ze "Egzaminy ustne zastąpiono pisemnymi, i to najczęściej testowymi." i traktuje to jako cos negatywnego. Coz, w takich krajach jak USA, czy Kanada istnieja tylko i wylacznie egzaminy ustne (pominawszy obrony prac magisterskich i doktorskich) i wcale to nie oznacza, iz poziom ksztalcenia jest gorszy nizli na uczelniach w Polsce... P.S. Ja sam mialem juz dosyc mizerii (i tej finansowej i tej intelektualnej) panujacej na uczelniach wyzszych w Polsce i w wieku lat 40 wyjechalem na inny kontynent. Odpowiedz Link Zgłoś
zywiolak Ksero studia, ksero studenci 16.03.09, 12:48 Pani doktor - ogólnie zgadzam się z Pani tezą, że spadek poziomu nauczania na uczelniach wyższych wynika z "taśmowej produkcji absolwentów". Obawiam się jednak, że sprawa jest nieco bardziej skomplikowana i dotyczy dwóch stron, czego Pani wydaje się nie dostrzegać - co jak na ironię jest symptomatyczne dla Pani środowiska. Ktoś użył tu określenia "beton akademicki" i to chyba dość trafnie. Nie mam tu może na myśli konkretnych wykładowców ale kompletnie (w przypadku niektórych kursów) odrealniony program nauczania. Przykładowo wyznaczanie stałych fizycznych jak liczba Reynolds'a lub wartość opałowa benzenu na zajęciach z technologii chemicznej - komu to jest potrzebne? Pominę już fakt, że sprzęt na jakim pracujemy pamięta lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku a słowa ASA brzmią jak jakieś zaklęcie. Pomijam też koszmarny nieraz poziom umiejętności dydaktycznych wykładowców, zalewanie studentów ogromnym woluminem informacji w myśl zasady nie jakość lecz ilość (czy naprawdę konieczna jest wiedza, która stacja monitoringu środowiska w Polsce dysponuje jakim sprzętem i zakresem pomiarów?). Na UJ pozytywnie wyróżniają się na tym tle wykładowcy z INOŚ-u (piszę to jako były student) - jest tu młodziej (proszę wybaczyć to uproszczenie), efektywniej, ciekawiej. Niektórzy wykładowcy nawet prezentują swój zaraźliwy i inspirujący do myślenia światopogląd zamiast opisywania szczegółow swojej kariery zawodowej (autentyk) jako przedstawocieli odnowionej po wojnie inteligencji lub wykładania historii najnowszej (bo takie ma wykładowca hobby) zamiast przedmiotu kursu. Proszę mnie źle nie zrozumieć - dziadostwo reprezentują też studenci. A przypadek niepożyczania sobie notatek jako środek do eliminacji konkurentów do stypendium to nic w porównaniu z wypożyczaniem 3 jedynych egzeplmarzy książki przez przyjaciółki z jednego pokoju w akademiku - byleby inni nie dostali materiałów. Odpowiedz Link Zgłoś
tbarbasz Chcieliśta? 16.03.09, 14:09 reform - no to je macie. Skumbrie w tomacie, leszcz! Szkoła - ktoś słusznie napisał: Gimnazjum - przedłużenie podstawówki (często ten sam budynek, nauczyciele itp.) tylko trochę zamieszania z przyjęciami. Liceum - 1 klasa - adaptujemy się, 2 - zaczynamy się uczyć, 3 - przygotowujemy się do matury... Egzaminy, test, rekrutacja - trudno wymyśleć coś głupszego! Wyniki - już po miesiącu (jak dobrze pójdzie), podania do wielu szkół etc. Zniesienie egzaminów wstępnych do liceów i na uczelnie - A komu to przeszkadzało? Biedne dziecka się stresują??? Rezultat: Studenci są tacy, jak ich ukształtowała szkoła. Remedium p.Doktor (pozorne!): Zrobić szkółkę z Uczelni! O przepraszam - Uniwersytetu Pedagogicznego (bo z nazwami idzie nam najlepiej)! To tak jakby p.Doktor uważała, że zadanie Uczelni polega na wlewaniu wiedzy studentom przez lejek do głowy w postaci oleum p.Zagłoby (a o to, aby oleum ku górze się unosiło studenci dbają już sami). Ja proponuję sprawdzoną metodę - kollokwia weryfikujące wiedzę. Ale rzetelnie oceniane - "zdał" (co znaczy umie w 70%) lub "nie zdał". Skąd się student dowiedział - jego sprawa. A frekwencję na wykładach gwarantuje poziom wykładowcy! Nauczycielem akademickim jestem (choć z krótką przerwą) od 1974 r. do dzisiaj. Kiedy wykładałem w USA - zarówno dla Uczelni, jak i w ośrodku edukacyjnym firmy komercyjnej moi studenci wypełniali ankiety oceniające moją pracę. Dziś tak jest również na różnych warsztatach, które prowadzę. Na polskich uczelniach "nie ma takiego zwyczaju", aby student na zakończenie zajęć ocenił w anonimowej ankiecie umiejętności wykładowcy. A dlaczego? To naprawdę cenna nauka dla nauczyciela... Odpowiedz Link Zgłoś
ziemia.ognista Re: Chcieliśta? 16.03.09, 15:34 > również na różnych warsztatach, które prowadzę. Na polskich uczelniach "nie ma takiego zwyczaju", aby student na zakończenie zajęć ocenił w anonimowej ankiecie > umiejętności wykładowcy. A dlaczego? To naprawdę cenna nauka dla nauczyciela... Są anonimowe ankiety pod koniec semestru! Odpowiedz Link Zgłoś
tbarbasz Re: Chcieliśta? 16.03.09, 15:55 Nikt mi jeszcze nie przekazał na polskiej uczelni państwowej zbiorczych wyników takich ankiet oceniających moje zajęcia :( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MD Re: Chcieliśta? IP: *.autocom.pl 16.03.09, 16:21 Na UJ wypełnia się je w USOS, żeby było maksymalnie łatwo, dodatkowo studenci, którzy wypełnią, mogą wygrać nagrody pieniężne (w tym roku bony książkowe - 200 PLN) - a i tak wypełnia je niewielu :( Odpowiedz Link Zgłoś
gochakar Re: Chcieliśta? 18.03.09, 08:35 Pamiętam, jak mieliśmy wypełnić ankiety dotyczące PNJ- zajęć z języka na filologii. Nie wypełniłam tej ankiety, ponieważ pytania był takie same dla każdego przedmiotu, w przypadku PNJ pytanie np. o podanie lektur do zajęć -na V roku - jest bezsensowne, bo języka uczymy się, oglądając programy telewizyjne albo robiąc tłumaczenia. I co ten prowadzący ma wpisać do bibliografii? Program TV? Zresztą PNJ są zazwyczaj autorskie, bierze się materiały z różnych książek, gazet, itp., często trudno jest przewidzieć na początku roku, z czego będzie się korzystać. Teraz sama prowadzę zajęcia z języka, wpisałam do bibliografii gramatykę i słowniki oraz jedną z książek z ćwiczeniami;))). Bez sensu. Odpowiedz Link Zgłoś
ziemia.ognista Re: Chcieliśta? 16.03.09, 16:21 Na UJ się ocenia przez internet i z tego, co jest napisane, wyniki są przekazywane bezpośrednio wykładowcom (nawet zachęcają nas do wypełniania ankiet poprzez losowanie nagród;) ). Z tego co wiem na PW (przynajmniej na jednym wydziale) także są ankiety, ale w formie tradycyjnej - wypełnia się na kartce. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nobody Re: Chcieliśta? IP: 89.191.147.* 18.03.09, 21:56 Dla niektórych wydziałach UW są założone wiki, gdzie można się wypowiadać o wykładowcach np. mimuw.wikispaces.com/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Studentka Re: Chcieliśta? IP: *.ds.pg.gda.pl 18.03.09, 09:52 U nas na Politechnice Gdańskiej też są! :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: raj Re: Chcieliśta? IP: 217.147.104.* 16.03.09, 16:30 Ankiety sa, ale z reguly nic od nich nie zalezy, tzn. wykladowce nawet wielokrotnie negatywnie ocenionego i tak zazwyczaj nikt nie odsunie od prowadzenia zajec - zwlaszcza ze czesto to profesor, a kto by profesora ruszyl...? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MD Re: Chcieliśta? IP: *.autocom.pl 18.03.09, 02:00 Zależy tyle, ile może zależeć - jeśli w nowym prawie o szkolnictwie wyższym rektor (tudzież podlegli mu) dostaną narzędzia, które pozwolą na skuteczną walkę z niesolidnymi pracownikami, to pewnie coś się zmieni - póki to nie nastąpi, to nie tylko ankiety, ale i inne narzędzia nie pomogą. Poza tym należy utworzyć etaty naukowe (obecnie mamy dydaktyczne i naukowo-dydaktyczne) na uczelniach - to pozwoli odsuwać kiepskich dydaktyków od nauczania, a dzięki temu będą mogli się skupić na prowadzeniu badań naukowych - oczywiście powinny być wymagania (mierzalne) co do jakości tej pracy naukowej. A dziś jest debata nt. zmian w szkolnictwie wyższym (chyba nawet z rektorem) na UJ: www.aktualnosci.uj.edu.pl/index.php/zycie/pokaz/id/588 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: a Re: Chcieliśta? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.09, 19:08 poza Krakowem tez oceniamy wykladowcow... chociaz to moim zdaniem bez sensu troche jest.... co do szkoly, egzaminow - zgoda.... coz.. ja sie ciesze, ze jako nowy maturzysta jednak dostalem sie na jeden z trudniejszych do wejscia humanistycznyuch kierunkow.. "wsytarczylo" dobrze napisac mature... sczzegolnie jezyki latwo podciagnac w rok 2 i poparawka... z egzaminami wstepnymi mogloby sie wcale nie udac Odpowiedz Link Zgłoś
exxon71 Re: Chcieliśta? 18.03.09, 08:01 Na uczelni na ktorej studiowalem (SGH) ankiety byly. Inna sprawa ze po niektorych wykladowcach bylo widac, ze albo maja wyniki ankiet w nosie, albo nawet do nich nie zagladaja. Ale przynajmniej czesc prowadzacych chyba traktowala je powaznie. Generalnie jak porownuje rozwiazania znane z SGH z tymi np. z artykulu to dochodze do wniosku ze SGH jest jednak troche do przodu. Niestety, tylko troche i do zachodnich standardow jeszcze jej duzo brakuje. Odpowiedz Link Zgłoś
gochakar Re: Chcieliśta? 18.03.09, 08:29 Jak to nie ma zwyczaju wypełniania ankiet? Jestem doktorantką na UAM, w czasie studiów ocenialiśmy wykładowców (fakt, nie każdego wykładowcę i nie każde zajęcia), ale każdy pracownik i doktorant musi być co roku oceniony przez przynajmniej jedną grupę, z którą ma zajęcia. Potem wyniki ankiet są analizowane przez zastępcę dyrektora instytutu ds. nauki. Ale faktem jest, że poziom studentów się obniża i to z roku na rok, a plagą są studenci dwukierunkowi. Wychodzą z zajęć wcześniej, bo muszą pojechać na drugi wydział, nie mogą przyjść na kolokwium z całą grupą, bo mają akurat zajęcia czy egzamin na drugim kierunku. Nie zdążyli się nauczyć, bo studiują drugi kierunek... chociaż muszę przyznać, że są też osoby godzące dwa kierunki studiów z pracą i takie jednostki podziwiam. Odpowiedz Link Zgłoś
majself Ksero studia, ksero studenci 16.03.09, 15:46 Przez pięć lat studiów - "humanistyczne pitu-pitu", jak to ktoś tu ładnie określił - miałam dwa pisemne egzaminy, z czego jeden testowy. Cała reszta - ustne. To nie zmieniło faktu, że poziom studiów był bardzo nierówny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: z politechniki Re: Ksero studia, ksero studenci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.09, 21:30 trzeba bylo isc na politechnike, ok 10egzaminow na semestr, pisemne: meka, skrypty po 400stron a tam same jeb**e wzorki rozne; ustne: czyli 2-3dni wyjete z zycia, od 9 do 23 siedzenie i oczekiwanie na jasnie wszechmogacego; projekty: czyli przynajmniej 100-200h w semestrze trzeba na taki poswiecic zeby te 3.5 uciulac Odpowiedz Link Zgłoś