sarawi
07.05.09, 00:42
SZOK!
Zarezerwowalam miejsce dla 25-30 osob na sobote w Clubie Clu przy
Szerokiej 10. Wychodzac, zabralam wizytowke.
Pare minut pozniej, przypomnialam sobie, ze nie zapytalam o
najwazniejsze - czy moge do klubu przyniesc tort, wiec zadzwonilam
pod numer znajdujacy sie na wizytowce - odebral mezczyzna.
Przedstawilam sie i zapytalam czy moge rozmawiac z Mateuszem
(chlopak, u ktorego kilka minut wczesniej robilam rezerwacje). Przez
moment wydawalo mi sie, ze ktos sobie robi zarty, albo wykrecilam
zly numer telefonu - Pan poinformowal mnie, ze nie moge porozmawiac
z Mateuszem i nie obchodzi go co chce. Wyjasnilam, ze chodzi o
rezerwacje i mam w zwiazku z tym pytanie i chcialabym rozmawiac z
osoba, z ktora zalatwialam sprawe kilka minut temu - niestety, Pan,
z ktorym sie polaczylam bezczelnie i w arogancki sposob powiedzial
mi, ze nie interesuje go w jakiej sprawie dzwonie, a na koniec
dodal: "Jeszcze cos?". Wykrecilam numer ponownie, sadzac, ze
rozmawialam z niewlasciwa osoba, w niewlasciwym miejscu. Telefon
odebral ponownie ten sam Pan - byl bardzo chamski w stosunku do
mnie. Za kilka minut oddzwonil na moja komorke (z numeru, ktory
rowniez znajduje sie na wizytowce i nalezy do niejakiego Marcina W. -
podobno wlasciciela klubu) i powiedzial, ze wykreslil moja
rezerwacje i mam przyjsc odebrac pieniadze (nie wiem jakie?).
Poniewaz bylam blisko, wrocilam do klubu, podeszlam do baru i
zapytalam barmanki kim jest Marcin W. i kto jest menadzerem klubu -
okazalo sie, ze jest to wlasiciel i menadzer w jednej osobie,
nieobecny w tym momencie (wiec dokad byl numer telefonu podany na
wizytowce? stacjonarny i komorkowy). Opowiedzialam co sie stalo -
dziewczyny nie byly zaskoczone. Przeprosily za zachowanie szefa,
wykreslily mnie z listy (nie dam zarobic chamom!). W dalszym ciagu
nie wiem o co chodzi temu Panu, ale fantastyczne podejscie do
klienta - to zdarza sie chyba tylko w Polsce!
Dodam, ze nie bylam sama, kolezanka jest swiadkiem calego
wydarzenia - po prostu SZOK.