Gość: red.
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
26.07.09, 17:51
Nauki ówczesnej pani prezes NBP były nadzwyczaj egzaltowane i typowo
neofickie, ale od strony teologicznej beznadziejne. Niektórzy z
duchownych zagryzali wargi, aby nie wybuchnąć śmiechem, gdy
charyzmatyczka Hanna popełniała lapsus za lapsusem. Mimo wszystko
dałem się jej uwieść i za kilka miesięcy w wyborach prezydenckich
zagłosowałem na panią prezes.
Dodam też, że w rekolekcjach tych oprócz duchownych uczestniczył
prawie cały krakowski establishment, w tym wielu bankowców. Wśród
nich dwóch panów, którzy już wtedy znani byli ze swych afer, a
którzy w kościele siedzieli w pierwszej ławce z rękami złożonymi jak
aniołki.
W tym samym czasie uczestniczyłem w poświęceniu Warsztatów Terapii
Zajęciowej na os. Dywizjonu 303 w Nowej Hucie. Pani prezes
uroczyście przecinała wstęgę. Pod adresem osób niepełnosprawnych
złożyła szereg deklaracji, ale żadnej z nich nie zrealizowała.
Typowe gruszki na wierzbie. Nie mniej jednak wszyscy jej wtedy mocno
klaskali.
Dziś po latach, widząc bicie kupców przez wynajętych osiłków i
cyniczne wypowiedzi pani prezydent Warszawy, zastanawiam się, co się
stało z dawną charyzmatyczką Hanną, która tak łatwo przekształciła
się w drapieżnego polityka? Jaki mechanizm zadziałał? Jaki mechanizm
zadziałał także w przypadku np. Stefana Niesiołowskiego, który swego
czasu jako aktywista Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego też
afiszował się ze swoim katolicyzmem, a dziś jako aktywista PO
jest "dyżurnym opluwającym", poniżającym publicznie kogo tylko się
da ?
No cóż, jeżeli ktoś jest katolikiem z przekonania, to pozostanie nim
na zawsze. Jeżeli jednak ktoś praktyki religijne traktuje tylko jako
chwyt propagandowy w karierze politycznej, to wcześniej czy później
zrzuci swoją maskę i pokaże swoją prawdziwą twarz.
ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski