Nie bede sie rozpisywac ze szczegolami, o ktorej wstalam, a o ktorej poszlam
do fryzjera. napisze to co moim zdaniem wazne i co moze bedzie mialo wplyw na
Wasze przygotowania i przezycia tego dnia. Po pierwsze: mimo tego, ze czwartek
i piatek mialam zaplanowane jako dni na relaks i wyciszenie nic z tego nie
wyszlo. Kilka spraw zostawilam na ostatnia chwile i zamiast sie relaksowac
caly dzien przebiegalam po sklepach a w piatek o 22 mylismy z N auto, ktorym
jechalismy do slubu. Wsciekla bylam i plulam sobie w brode, ze sie planu nie
trzymalam ale teraz ciesze sie, ze tak wlasnie wygladal piatek, bo kiedy jak
nie przed slubem mamy byc zdenerwowane, zabiegane i ryczec z byle powodu jak
na zawolanie. Sobota tez na wariackich papierach, mialam spory kawalek drogi
do domu rodzinnego, wiec pobudka byla wczesnie ale nie czulam niewyspania.
slub byl wczesnie, wiec wszystko wymagalo dosc sprawnego dzialania a jak na
zlosc fryzjerka spoznila sie 15 minut. Nerwy wziely gore i oberwala bogu ducha
winna inna fryzjerka w salonie-teraz wiem, ze niepotrzebnie. trzeba bylo wziac
dwa glebokie wdechy i sie uspokoic(szkoda, ze wiem to po fakcie) U kosmetyczki
niepotrzebnie zerknelam w lustro w polowie malowania...szok. Nigdy tego nie
robcie, nie kontrolujcie. Bylam bliska placzu i mialam prosci zeby zaczela
wszystko od poczatku ale pani byla opanowana, przetlumaczyla mi i miala racje
bo efekt koncowy byl super. gdyby zaczela od poczatku bylby niepotrzebny stres
i pewnie niezly poslizg w czasie. Godzine przed przyjazdem pana Mlodego ja
jeszcze urzedowalam na miescie, odbieralam kwiaty, kupowalam ponczochy,
blyszczyki i jakies inne cuda. Wtedy zlosc na sytuacje teraz wiem, ze tak bylo
lepiej. W domu atmosfera jest wtedy dosc sztywna i napieta, kazdy pyta jak sie
czujesz, kreca sie kolo ciebie jak kolo jajka a tak wpadlam do domu, drobna
kosmetyka, przebralam sie, nie bylo czasu na zbedne pytania, ochy i achy nad
mloda. Ubralam sie i doslowanie za kilka minut przyjechal moj (juz) maz

Powitanie, blogoslawienstwo a potem do kosciola. Super przezycie, kiedy
usiedlismy N powiedzal, ze wcale sie nie denerwuje, caly czas trzymalismy sie
za rece. przed przysiega ksiadz wylaczyl mikrofon, porozmawial z nami chwile
(chyba chcial rozladowac napiecie, ktore o dziwo duzo wczesniej ulecialo).
Wszystko odbylo sie bez potkniec, przejezyczen i lez...a potem zabawa. I tu
znow rada-nie dajcie sie poniesc emocjom. ja za bardzo chcialam kontrolowac
sytacje, wzrokiem ciagle biegalam po sali, stolach, patrzyal na rece kelnerom.
Niepotrzebnie. Moglam w tym czasie patrzec na meza i cieszyc sie chwila, bo
strasznie szybko wszystko minelo. kelnerki wiedza co maja robic, wiedza jakie
porcje nalozyc (ciegle mialam wrazenie, ze wszystkiego jest malo, upominalam
zeby stawialy wiecej a efekt taki, ze to co dostawialy zabieraly nietkniete).
Wesele trwalo do 4, przetanczylismy prawie kazdy kawalek. Bylo super, goscie
dotrzymywali nam dzielnie towarzystwa na parkiecie a dzieciaki ostatkiem sil
walczyly chyba do 2 w nocy

cala sabota to niezapomniane przezycie dlatego
dajcie sobie spokoj z tym czy kolor serwetek pasuje do scian, czy wzor z
zaproszen komponuje sie z nadrukiem na obrusie. Niech Wam nie umknie to co
najwazniejsze tego dnia. Nam sie udalo. Drobiazgi, zalane czekolada z fontanny
dzieci, czy pekniety lakier na paznokciu nie zapsuly nam tego pieknego dnia.