Nigdy nie prowadziłam pamiętnika. Nie jestem systematyczna. Za mocno
też stąpam po ziemi żeby pisać o sprawach „wyższych”. Ale
postanowiłam i ja mieć coś z tych przygotowań. Chcę mieć
wspomnienia, a nie tylko gonitwę po mieście i załatwianie jednej
rzeczy po drugiej. Mam nadzieję, że kiedyś spojrzę na to z dystansu
i będę mogła się z tego wszystkiego śmiać. Na razie jest tak, że
wieczorem nie pamiętam już co było rano. A ponieważ do ślubu zostało
mi niespełna 2 tygodnie, to zapiszę sobie tutaj jak wyglądały moje
ostatnie dni narzeczeństwa
Z pamiętnika Panny Emily – do ślubu zostało 11 dni
Dzisiaj z samego rana odebrałam paczkę. Cały weekend czekałam z
awizo w portfelu. I w końcu jest! Najpierw większa koperta, potem
mniejsza, potem pudełko, a w środku poduszeczka na obrączki i coś
niebieskiego do bukietu
paczka 1
paczka 2
podusia i coś niebieskiego
Zamówiłam to sobie na Etsy. Szkoda tylko, że Paloma nie zrobiła
naszego logo, ale nie zdążyłaby do ślubu.
Potem jak zwykle włączyłam komputer i zjadacza czasu – FORUM. Wiele
cennych rad mnie dzisiaj spotkało. Jestem winna wyjaśnienie, że od
czasu moich wczorajszych żalów, nie bolał mnie ani razu brzuch.
Wiedziałam, że jak się podzielę problemem, który ma podłoże
psychosomatyczne, to problem zniknie. No prawie
Ponieważ Monika wygoniła mnie dzisiaj z forum, to sobie pojechałam
na miasto pozałatwiać to i owo. Oddałam do uszycia, a właściwie do
wyhaftowania komputerowego część kokardy do bukietu. Na końcach
będzie oczywiście wyhaftowane logo. Wieczorem jak wróciłam znalazłam
na skrzynce uszyty na próbce projekt do akceptacji.
hafcik
Później pojechałam aż na Pragę, żeby osobiście zamówić dekorację na
auto do ślubu. Dekoracja to nic innego jak nasze logo tylko w mega
rozmiarze. Będzie mieć długość ok. 80 cm i będzie wykonane z
bezbarwnego plexi 3 mm, na który zostaną przyklejone kwiaty. Tak
więc to plexi to właściwie tylko taka konstrukcja / rusztowanie do
właściwej dekoracji. Wszystko razem będzie się trzymało auta na
przyssawkach.
Następnie nawiedzałam Klif. Bardzo rzadko tam chodzę, a kiedyś
(wiele lat temu), to był nasz ulubiony sklep. Teraz porobiły się tam
sklepy ę-ą i strach wchodzić. Dzisiaj chciałam obejrzeć buty, które
sobie wczoraj upatrzyłam w necie:
buty
Pollini
Niestety nie mieli tego modelu i mieć nie będą. Ale może to i
dobrze, bo zmierzyłam podobne i obcas ma „tylko” 11 cm, więc i tak
nie dla mnie te buciki. W necie nie wyglądały na takie wysokie.
Przy okazji rozejrzałam się za czymś dla męża. I bongo! Kupiłam mu
krawat. Granatowy w białe coś. Tylko zastanawiam się czy aby na
pewno jest odpowiedni na ślub. Miał być granatowy w białe kropki:
krawat
a jest trochę inny. Generalnie podoba mi się, ale będę szukać dalej.
Oczywiście obeszłam już całą Galerię Mokotów i takiego krawata jak
trzeba nie znalazłam.
Potem postanowiłam udać się w kierunku pracy męża, bo już zrobiło
się późno. Po drodze wstąpiłam jeszcze do hurtowni dodatków
krawieckich. Sama nie wiem, czego szukałam. Szkoda, że już zamykali,
bo bym mogła tam spędzić kilka godzin. Przy okazji znalazłam strusie
pióra. W różnych kolorach po ok. 18 zł. Kiedyś szukałam tego.
Zabrałam męża z pracy i pojechaliśmy w kierunku Starego Miasta z
nadzieją, że uda nam się dzisiaj załatwić poradnię. I znowu bingo!
Miła pani z poradni przy katedrze zgodziła się nas dzisiaj przyjąć.
No więc mamy prawie załatwione nauki. Prawie, bo zapomniałam o
karteczkach i musimy przyjść jeszcze raz za tydzień, żeby je
podstemplować. Bardzo się cieszę, że mamy to już za sobą. Spotkanie
było właściwie powtórzeniem tego, co było na naukach, tylko pani
prowadząca była inna. Nasza wykładowczyni to eks-lekarz. I tak na
oko to ma minimum 75 lat. Śmiesznie kłapała jej szczęka

Ale z
wiedzą jest jak najbardziej na czasie i wszystko bardzo dobrze nam
wytłumaczyła. Było coś o metodzie termiczno-objawowej, ale nie
pamiętam szczegółów. Dostałam 2 książeczki to sobie doczytam
Potem poszliśmy na kolacje do pierogarni naprzeciwko katedry. Jak
wracaliśmy zaczęło lekko kropić, a teraz słyszę jak deszcz bębni o
parapety.
Po powrocie do domu dostałam projekt biżuterii. Nie jestem
zachwycona. Już było dobrze i znowu proporcje się rozjechały. Już
sama nie wiem, co na siebie założę. Zapytałam też w jednym miejscu o
możliwość wypożyczenia biżuterii na ślub, ale jakieś dziwne warunki
stawiają. Jak coś z tego będzie to sama będę zdziwiona.
Na koniec dnia przysiedliśmy z mężem do poligrafii. Tzn. ja na razie
ustaliłam wielkość, a mąż ściągnął program graficzny, z którego
wcześniej korzystaliśmy. Wersja demo, więc po 30 dniach przepada.
Ale udało się zainstalować na drugim kompie. Czy ja wspominałam, że
w gabinecie mamy cmentarzysko starych komputerów? Mąż nie pozwala
nic wyrzucić, a tak naprawdę to tylko 1 nadaje się do użytku. Tak to
jest mieszkać z maniakiem. Wiecznie coś grzebie w tych kompach i
żaden w całości nie jest postawiony do końca. Nawet ten, co na nim
piszę ma zdjętą obudowę, bo wiatraczki trzeba oglądać. Szewc bez
butów chodzi
A jutro mam spotkanie w restauracji w sprawie OSTATECZNYCH ustaleń.
Ciągle nie wiemy, co wybrać na live cooking? Potem spotkanie z
florystką Florą. Mamy OSTATECZNIE ustalić, jakie kwiaty chcę mieć.
Potem idę cierpieć dla urody – będę sobie poprawiać brwi. Oczywiście
żartuję, to nic nie boli
Na wieczór zajęcia wspólne. Będziemy szukać reszty garderoby dla
męża oraz miejsce na błogosławieństwo. Nasze lokum się nie nadaje,
bo jesteśmy przed remontem.
Mam nadzieje, że ktoś dotrwał do końca
A na koniec piosenka na dzisiaj, żebyście nie posnęły
piosenka