emily_valentine 26.10.09, 12:37 Na początek mój przedślubny pamiętnik Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 12:42 Z pamiętnika panny Emily – piątek 09.10.2009, 1 dzień przed ślubem Piątek rozpoczęliśmy wcześnie. Mąż farbował mi włosy, a ja moczyłam paznokcie w acetonie. Niestety dzień wcześniej pani z salonu na literę S. spieprzyła mi żel na jednym paznokciu, a na reszcie był zrobiony byle jak. Tak się wkurzyłam, że postanowiłam go sobie ściągnąć za wszelką cenę. Tak więc w tym celu zakupiłam aceton i przy pomocy pilniczka oraz namaczania udało mi się pozbyć żelu. Musiałam też ściąć do zera moje i tak mega krótkie paznokcie, bo były cienkie i bardzo zniszczone po tych torturach. A miało być tak pięknie – wydawało mi się, że na żelu (nie mylić z tipsami) lakier będzie się lepiej i dłużej trzymał. Farbowanie też nie wyszło. Kupiłam nową farbę i wyszły mi plamy na głowie. A miało być tak pięknie. W międzyczasie kurier dostarczył przesyłkę. To była moja biżuteria na zamówienie. Na żywo wyglądała duuuużo lepiej niż na zdjęciach. Ale mimo wszystko czułam jakiś niedosyt. O 10 mieliśmy ostatnią lekcję tańca. Wszystko wychodziło super. Ale nie wiem czemu, jakoś mieliśmy złe przeczucia co do sukienki, że może nie udać się w niej zatańczyć. Co innego spodnie na treningu, a co innego długa kiecka z trenem. Chyba w złą godzinę były te myśli, ale o tym potem. Po tańcach pojechaliśmy do drukarni odebrać naszą poligrafię. Miała być na środę. Na dodatek drukarz coś pochrzanił z formatami i część była nie taka jak trzeba. Ale to akurat wyszło na dobre. Potem wybraliśmy się na ostatnie przedślubne zakupy. Okazały się jednak przedostatnie. Pojechaliśmy do Złotych Tarasów, bo w głowie mi tkwiło, że jest tam taki jeden sklep z bielizną i że właśnie tam i nigdzie indziej kupię sobie podwiązki. Chciałam niebieskie, ale nie było. Pani miała na stanie dwie ostatnie białe podwiązki. Po długiej chwili wahania, nabyłam je. To był jednak dobry zakup, bo były naprawdę śliczne. I dobrze, że nie niebieskie, bo by były od czapy. Kupiliśmy też w Lambercie zapasową koszulę dla męża, tym razem w kolorze białym. Postanowiliśmy, że w ostaniej chwili zadecydujemy co założy na ślub – białą czy ecru. Była ecru, a biała przydała się na sesję. Wychodząc ze sklepu w ostatniej chwili kątem oka zobaczyłam coś czerwonego. To była czerwona mucha w białe kropki. Idealna na oczepiny! Szukaliśmy takiej w kilku sklepach, ale nigdzie nie było. I nagle bingo! Na 16 miałam umówioną panią od paznokci w sklepie S. w Reducie. Pani zrobiła mi z moich koszmarków naprawdę cudo. Miałam śliczny frencz. Potem pojechałam do mojego starego fryzjera na farbę. Ponieważ nie ma tam zapisów, to niestety musiałam zmarnować trochę czasu na czekanie w kolejce. Ale w końcu, po ponad 2 godzinach wyszłam z pięknym nowym kolorem, dopasowanym w miarę możliwości do treski. Na koniec były ostatnie zakupy. Jak zwykle niezawodna Galeria Mokotów. Ponieważ nie byłam przekonana co do mojej biżuterii na zamówienie, to postanowiłam nabyć coś gotowego od Swarovskiego. Dobrze, że miałam wcześniej już coś upatrzone na wszelki wypadek, bo poszło dość sprawnie. Ostani zakup tego dnia – koszulka nocna na noc poślubną… Bardzo późno wróciliśmy do domu. Ale niestety nie po to, aby od razu pójść spać i się wyspać na sobotę. Mieliśmy jeszcze bardzo dużo rzeczy do zrobienia. Mąż już w trakcie, gdy byłam u fryzjera próbował drukować naszą poligrafię. Nie szło mu to zbyt dobrze i trzeba było to skończyć. Namęczył się nad tym okrutnie. Przez pomyłkę drukarza z formatami nic nie szło dobrze. Ale w końcu wpadłam na pomysł, aby nie robić oddzielnie winietek i bilecików do prezentów dla gości, tylko wszystko zrobić razem na jednym kartoniku. Od razu nasza drukarka zaczęła współpracować, a i winietko-bileciki wyszły całkiem fajnie. Chyba nawet lepiej niż gdyby były oddzielnie. Ja w międzyczasie, gdy akurat nie dodawałm otuchy mężowi i drukarce, zajmowałam się pakowaniem nas na sobotę. Chodziłam po całym mieszkaniu i zbierałam wszystko co się tylko mogło przydać. Uzbierał się tego niezły stosik na środku dywanu w salonie. Spać poszliśmy o godzinie 2 w nocy. Właściwie tylko z rozsądku, żeby choć trochę się wyspać, bo pracy mieliśmy jeszcze dużo przed sobą... Odpowiedz Link Zgłoś
dorothy_mills Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 13:01 chce więceeeeeeeeeeeej Gratulacje dla WAS brakowało nam Ciebie Odpowiedz Link Zgłoś
najta Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 14:21 No jak to?!?!? Urwałaś opowieść na piątku wieczór! Prosimy o ciąg dalszy!!! I fotki!! Odpowiedz Link Zgłoś
lili-2008 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 14:23 Emi, więcej, więcej, więcej! Odpowiedz Link Zgłoś
abigail83 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 14:37 GRATULACJE serdeczne! tak w ogole podziwiam Twoja zimna krew, gdybym ja miala kupowac dzien przed slubem jeszcze jakies elementy garderoby/nie miala w rekach bizuterii, tobym z nerwow... gdybym w ogole miala cos innego do zalatwienia niz spa i skubanie róż na płatki, efekt byłby marny Odpowiedz Link Zgłoś
lili-2008 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 14:49 Ja miałam podobnie. Dzień przed ślubem kupowałam szal, a biżu, którą zamówiłam przyszła w złym kolorze (nie wiedzieć czemu w zielonym) i drżałam z niepokoju, czy dojdzie do piątku ta właściwa (na szczęście doszła). Chusteczkę czerwoną do kieszonki dla męża kupiliśmy w dzień ślubu, w sklepie obok mojego fryzjera Odpowiedz Link Zgłoś
marina111 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 16:41 Emily czytając twoją relacje czuje się jak bym czytała swoją relację z szalonego dnia przed tylko ze my dodatkowo dzień przed ślubem odwiedzilismy USC i kościół zeby zmienić nazwiska. Czekam na ciąg dalszy Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 19:57 Wiedziałam, że na pewno o czymś zapomnę. Muszę dodać, że po tym jak odebraliśmy poligrafię z drukarni, pojechaliśmy do resturacji zawieźć pudełeczka na prezenty dla gości. Na szczęście w restauracji były jakieś praktykantki i manager obiecał, że one zajmą się pakowaniem trufli. Ale oczywiście wszystko musiało być po mojemu, czyli 2 białe i 2 czarne ułożone w szachownicę. Trochę się obsługa zaczęła śmiać jak zobaczyli minę cukiernika, gdy mu to mówiłam, bo to on miał to nadzorować. Ale wszystko ładnie mi spakowali tak jak chciałam. Byliśmy też na jeszcze jednych zakupach bieliźnianych w sklepie W. na placu 3 krzyży. W ostatniej chwili zdecydowałam, że jednak białe pończochy nie będą pasować i kupiłam 2 pary cielistych. I jeszcze kilka drobiazgów dla mnie i dla męża. A wieczorem, gdy byliśmy w Galerii, to jeszcze poszukiwałam wstążeczki do wiązania kokardek na tych pudełeczkach od prezentów. Wstążeczkę oczywiście kupiłam, ale nie została użyta. Skoro nie było oddzielnych bilecików, które miały być przymocowane tą wstążeczką, to nie było sensu jej dawać. Zresztą pudełeczka były same w sobie tak ozdobne, że doszłam do wniosku, że za dużo by było tego szczęścia... Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 20:14 SOBOTA 10.10.2009 - ranek W sobotę obudziłam się o 7. Spałam tylko 5 godzin i byłam ledwo przytomna. Na początek była szybka korekta brwi, bo już mi zdążyło przez 3 dni coś poodrastać. Potem depilacja nóg, którą miałam zrobić dzień wcześniej, ale zabrakło mi czasu i prysznic. Mycie włosów postanowiłam zrobić u fryzjera. Z rozsądku zjadłam małe śniadanko. Nie byłam ani głodna, ani nie miałam na nie ochoty i czasu, ale zjeść coś trzeba było. No więc moje ślubne śniadanko to 6 ciasteczek dietetycznych i kawa. Te ciastka to moja ostania deska ratunku, gdy nie mam czasu ani ochoty nic szykować. Są specjalne od dietetyka i nieźle się można nimi najeść, choć wyglądają bardzo niepozornie. O 10 miałam umówione czesanie. Miał mnie zawieźć mąż, ale walczył z drukarką i z poligrafią. Nie było sensu żeby tracił czas na wożenie mnie, więc pojechałam taksówką. I już tutaj włączył mi się pierwszy dzwonek alarmowy. Miasto było lekko zakorkowane, co było dziwne jak na sobotę i tę godzinę, i jechało się tak sobie, ale byłam punktualnie. Trochę się zdziwiłam, gdy weszłam do salonu, bo moja stylistka czesała akurat kogoś innego. Pomyślałam – co jest grane? Ale siedzę spokojnie i czekam co będzie. Druga stylistka umyła mi głowę, a w tym czasie moja skończyła czesać poprzednią klientkę. Od razu wzięła się za moje upięcie. Tym razem poszło całkiem sprawnie. Jednak próbna fryzura to dobry pomysł. Kokardka też wyszła lepiej. Czesanie skończyło się ok. 12:10. Niestety w salonie nie działał terminal i musiałam jeszcze się udać po gotówkę do bankomatu po drugiej stronie ulicy. Wróciłam do salonu, zapłaciłam za czesanie i pobiegłam do taksówki, która czekała na mnie już ze 20 minut. W czasie czesania cały czas byłam pod telefonem. Uzgadniałam z mężem poligrafię, usadzenie gości, plan stołów, co ma zrobić, co zabrać, co spakować. Co chwila dzwoniła też Flora w sparwie kwiatów i dekoracji. Musiałam też powiadomić restaurację o zminie ustawienia stołów. Miało być 7, ale mąż się pomylił w obliczeniach i usadzaniu gości, i wyszło 8. Łatwiej było zmienić stoły w restauracji niż jeszcze raz wszystko drukować od nowa. Nie było zresztą już na to czasu. Martwiłam się też co z kwiatami, bo zamówiłam 7 bukietów na stoły. Ale Flora, moja wybawczyni, wpadła na pomysł, że przy naszym stole tj. pary młodej będą nasze bukiety ślubne, tj. mój, świadkowej i do rzucania na oczepiny. Kazałam tylko w restauracji przygotować 3 puste wazony i wszystko wyszło ok. Następna w kolejności była wizyta w salonie S., gdzie rano zadzwoniłam w panice, bo moje 2 dni wcześniej doklejone kępki rzęs coś zaczęły mi się chwiać, i coś tam już wypadło. Pani kosmetyczka wszysto mi ładnie poprawiła i dokleiła kilka dodatkowych kępek. Wszystko w ramach poprzedniej ceny. Pytała mnie też o paznokcie, co było z nimi nie tak, więc chyba wieść się rozniosła po salonie. Ale z rzęs byłam bardzo zadowolona. Do pierwszej mało już brakowało, a ja zastawiałam się co dalej robić. Na pierwszą byłam umówiona w hotelu z makijażystką i fotografem. Miałam ochotę wrócić do domu i pomóc meżowi zabrać się ze wszystkimi klamotami, ale już nie było czasu. Postanowiłam jednak złapać taksówkę i pojechałam do hotelu... Odpowiedz Link Zgłoś
lili-2008 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 23:30 Emi, normalnie jakbym film oglądała i przed najciekawszą sceną była reklama Nie dręcz nas więcej Dodam, że mieszkam bardzo blisko atelier Czajki i jak wychodziłam z domu, żeby jechać pilnować remontu zastanawiałam się, czy jesteś właśnie u fryzjera Ale czytając relację widzę, że za długo wylegiwałam się w łóżku, a Ciebie już nie było Odpowiedz Link Zgłoś
sajolina Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 14:13 zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia! no i gratulacje oczywiście Odpowiedz Link Zgłoś
misialka06 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 14:20 GRATULACJE!!! Ślicznie wyglądaliście.... Czekamy na dalszy ciąg relacji..... Odpowiedz Link Zgłoś
mrozonka82 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 15:31 EMI- raz jeszcze GRATULACJE I prosimy o jeszcze! Ależ nas torturujesz dozujesz i dozujesz swoje posty z aptekarską precyzją Odpowiedz Link Zgłoś
dorothy_mills Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 23:30 Emily nie leń się Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 23:59 Ciąg dalszy jutro, czyli za minutkę Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 00:20 Przygotowania W hotelu byłam dosłownie chwilę przed 13. W trakcie meldowania się, w hallu pojawił się fotograf. Mimo, że nigdy się nie spotkaliśmy (wszystko załatwiałam z jego eks-żoną), to od razu wiedziałm, że to on. No przyznaję, widziałm w necie jego zdjęcie. W recepcji poinformowano mnie, że pani manager pragnie mnie osobiście powitać w hotelu. No więc musiałam chwilę zaczekać, aż do mnie zejdzie. W sumie miłe to, choć nie wiem czy potrzebne, bo zabierało mi czas. Ale skoro tak chciała, to proszę bardzo. Potem wraz z fotografem udaliśmy się do apartamentu. I tutaj szok. Hotel przygotował dla nas bardzo miłą niespodziankę. Na stoliku stał tort, a w coolerze chłodził się szampan. Na stole zaś były przygotowane śliczne przekąski. Miałam zamiar sama coś takiego zamówić, ale zabrakło czasu. A tu taka niespodzianka! Bardzo to było miłe. Poprosiłam fotografa, że dopóki nikogo nie ma (i jest jeszcze porządek), to żeby porobił trochę zdjęć apartamentu. Sama nie miałam co ze sobą zrobić, bo męża też jeszcze nie było, a i pani makijażystka wysłała sms-a, że się chwilę spóźni, bo nawet pociągi miały w ten dzień opóźnienia, a ona jechała z Grodziska. Ostatecznie była ok. 13:30 i od razu wzięła się do malowania. W tym czasie fotograf uwiecznił już wszystko co było na tę chwilę godne uwagi i zaczął fotografować mnie. Zabronił mi się patrzeć w obiektyw, a jak mi się to przydarzyło to mi pokazywał język Muszę przyznać, że malowanie się przed obiektywem aparatu to bardzo dobry pomysł. Makijaż wygląda zupełnie inaczej na zdjęciach i fotograf miał kilka sugestii co do mojego make-upu, za co jestem mu wdzięczna. Niestety, nie miałam próbnego makijażu. Miałam mieć 2 dni wcześniej, ale musiałam go odwołać, bo umówiłam się na czyszczenie zębów na tę samą godzinę i trzeba było coś wybrać. Malowanie było z przerwami, bo zaczęli się pomału schodzić ludzie. Przyjechał kamerzysta, potem mąż ze wszystkimi klamotami. Wcześniej zastanawialiśmy się jak on się zabierze ze wszystkim z samochodu do pokoju, ale wpadłam na pomysł, że przecież w hotelach są wózki bagażowe i mój mąż zajechał z bagażami jak na filmie. Oczywiście wózek pchał bagażowy. Mąż zanim przyjechał do hotelu, pojechał do restauracji, żeby zawieźć poligrafię – winietko-bileciki, menu, numerki stołów i plan stołów. Bardzo się martwił o ten plan stołów, bo wszystko było zdekompletowane. Mieliśmy wielki arkusz 70 x 100 cm w rulonie, który trzeba było naprostować, do tego wydrukowane stoliki i taśmę dwustronnie klejącą. Zostawił im to wszystko, prosząc żeby coś z tego zrobili. Na szczeście wszystko udało się idealnie. Obsługa poradziła sobie bardzo dobrze. Jak zobaczyliśmy później plan stołów, to byliśmy pod wrażeniem, a mąż cały czas nie mógł wyjść ze zdumienia, że tak dobrze to wyszło. W trakcie malowania przypomniałam sobie, że miałam się przebrać w szlafrok, który naszykował dla mnie hotel. Nie posiadam swojego szlafroka, bo uważam to za zbędny gadżet. Kamerzysta zgodził się, że faktycznie będzie lepiej, gdy zamiast czarnej bluzki, założę coś białego, bo będzie bardziej fotogenicznie. No więc pobiegłam się przebrać. Chwilę potem kamerzysta stwierdził, że będzie się zbierać, bo musi jechać do kościoła, żeby tam wszystko poustawiać. Ale zastąpił go kolega i nakręcił resztę przygotowań i błogosławieństwo. A potem zaczęli przybywać pozostali goście. Przyjechała nasza świadkowa, moja przyjaciółka E. wraz ze swoim facetem. Przywieźli też moją mamę i jej narzeczonego. Moja mama była kolejna do makijażu. Ja w tym czasie poszłam zmienić bieliznę na ślubną, a mąż prasował sobie koszulę i ciągle gdzieś się kręcił. Od czasu gdy skończyłam się malować, zamknęłam się w sypialni obok i postanowiałm się szykować. Ale miałam też krótką chwilę słabości, bo zrobiło mi się niedobrze. Na szczęście przeszło mi bez wrażeń. Przy kolejnych zerknięciach do salonu, zauważyłam, że przybyli też teście oraz nasz świadek – brat męża z żoną i ich córeczką. W pewnym momencie postanowiłam się już ubrać w sukienkę. Zawołałam fotografa i zaczęło się. Pomagała mi świadkowa. I tutaj nastąpił zonk. Sukienka była za długa! Nie wiem jak to się stało? Buty te same co na przymiarce, a ja się potykam o kieckę! Wpadłam w panikę. Mało co się nie poryczałam. Przyszła moja mama, a ja jej mówię , że ma wziąć nożyczki i mi ją obciachać. Mama patrzy na mnie z przerażeniam, a ja myślę tylko jak ja zatańczę pierwszy taniec? Z resztą sobie jakoś poradzę, ale do pierwszego tańca mieliśmy przygotowany od miesiąca na indywidualnych lekcjach tańca specjalny układ, gdzie nie miałam stać jak słup soli tylko wywijać po parkiecie! Przecież nie dam rady z zadługą kiecką! Mąż też się zmartwił, bo naprawdę starał się na lekcjach i wszystko w końcu wychodziło nam idealnie. Nawet zakończenie zgraliśmy w takt muzyki, co nie było łatwe, bo zawsze zostawało nam jeszcze pół refrenu, a tu taki zonk! W tym momencie nie było wyjścia jak wdrożyć plan B czyli taniec-bujaniec. Bardzo mnie to rozczarowało. Mam nadzieję, że zatańczymy jednak nasz pierwszy taniec na sesji video i będzie on jednak uwieczniony. Tylko, że goście już go nie zobaczą. Sukienka jest o ok. 2-3 cm za długa. Ja na pewno nie urosłam. Żałuję, że nie przymierzyłam jej w domu, bo wyszło by to wcześniej i zdążyłabym coś z tym zrobić. A tak przewisiała na wieszaku 3 tygodnie nietknięta, a ja żyłam w błogiej nieświadomości o zbliżającej się katastrofie. W trakcie pobytu w hotelu kilka razy dzwoniłam do recepcji, żeby przysłali fryzjerkę, żeby mi upięła woalkę. No nie mogłam się na nią doczekać, aż się w końcu wyjaśniło, że w salonie myśleli, że to ja do nich zejdę. No fajnie, w kiecce ślubnej do fryzjera. Ale w końcu pani przyszła i mi upięła tę woalkę. Potem było trochę pozowania – zapinałam mężowi spinki, chociaż już miał zapięte, a sama zakładałam kolczyki patrząc w okno. Mało wygodne, bo ja takich rzeczy bez lusterka nie potrafię. Doszłam też do wniosku, że moja piękna bielizna nie nadaje się, bo za bardzo widać mi biustonosz. W ostatniej chwili postanowiłam zminić stanik na taki do głąbokich dekoltów. Teraz już nic nie było widać. To był trzeci komplet bielizny. Jak widać wszystkie się przydały. W międzyczasie przyjechała też Flora z jeszcze jedną panią i przywiozły kwiaty. Trochę popozowałam z bukietem. Dziewczyny upięły też butonierki i poszły dekorować auto. Ustaliłam też, na własną zgubę zresztą, żeby rożki z płatkami róż i cukierki do kościoła włożyły do bagażnika. Ale o tym potem. A potem było już coś ok. 16 i najwyższy czas był na błogosławieństwo... Odpowiedz Link Zgłoś
lili-2008 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 08:35 Emi, minęło ponad 8 h od ostatniej części, dawaj dalej I nie martw się, moja sukienka też chyba była za długa Odpowiedz Link Zgłoś
monikapers Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 10:32 moja tez, ostatnio wlasnie o tym pisalam, one poszalaly te projektantki Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 11:21 Błogosławieństwo W salonie był straszny bajzel. W ciągu całych przygotowań kręcił się wokół niezły tłumek ludzi. Oprócz nas było w sumie 16 osób i każdy miał jakieś swoje klamoty. Ale jakoś uprzątneliśmy bałagan i rozłożyliśmy na stoliku co trzeba, czyli mój bukiet ślubny, moją świecę chrzcielną (męża gdzieś zaginęłą w mrokach historii), wodę święconą z kropidłem, biblię oraz figurki naszych patronów – św. Wojciecha i św. Izabeli Francuskiej. To był jeden z prezentów od rodziców męża. Ustawiliśmy się na środku salonu, przed nami moja mama i rodzice męża. Za nimi narzeczony mojej mamy. A za nami nasi świadkowie. Reszta schowała się gdzieś na korytarzu, a pani makijażystka gdzieś za kwiatem i firanką. Obok na kanapie rozsiedli się fotograf z kamerzystą. Prowadzącym ceremonię był ojciec męża, który widać było że był trochę zdenerwowany. Z naszej strony wszystko mówił mąż, i pomimo że czytał z kartki, to patrzyłam na niego ze zdziwniem, skąd on wie kiedy i co mówić. Dobrze, że ja nic nie musiałam robić, bo chyba miałam jakiś moment wyłączenia. Gdy przyszło do święcenia, teść którego to była rola, obleciał z kropidłem cały pokój i poświęcił wszystkich, łącznie z fotografem, kamerzystą i makijażystką, która jeszcze bardziej chowała się za kwiatem. Potem fotograf powiedział, że pierwszy raz coś takiego spotkał i było to bardzo fajne. Mnie to akurat wkurzało, bo teść latał wszędzie i szukał wnuczki, żeby ją pokropić, a to przecież było nasze błogosławieństwo. W końcu i tak jej nie znalazł. Po błogosławieństwie wszyscy wyruszyli do kościoła. My zostaliśmy jeszcze na chwilę w pokoju, żeby zabrać kilka drobiazgów, czyli niezbędnik, który się na szczęście nie przydał. Ale wiadomo jak to jest, jak coś jest potrzebne to nigdy tego nie ma, a jak się coś weźmie, to się nigdy nie przyda. Moja mama zabrała mój bukiet, też nie wiem po co, i już się bałam, że z nim pojechała, ale okazało się, że czekała na nas przy windzie. Mieliśmy zrobić sobie zdjęcia na schodach w hallu, ale fotograf już sobie pojechał, bo się bał że nie zdąży dojechać. Nie mamy też zdjęć auta, czym mój mąż jest bardzo rozczarowany, bo samochody to jego hobby. Na szczęście udało się to uwiecznić na video. W ogóle część rzeczy będzie na video, a część na fotach. Tak jakoś dziwnie wyszło. Chyba jednak video to nie jest taki zły pomysł. Może uda się zrobić zdjęcia ze stop-klatek. W drodze do kościoła znowu były korki. Na Starówce była jakaś impreza i Krakowskie Przedmieście było zamknięte dla ruchu. Ale nasz kierowca postanowił się tym nie przejmować i przejechał przez Plac Zamkowy. A pani z Zarządu Terenów Publicznych, gdy składałam wniosek o przepustkę na wjazd, wyraźnie mówiła, żeby tylko nie jechać przez plac. Teść dzielnie podążał za nami. A jechaliśmy z prędkością może 5 km na godzinę. Wszędzie pełno ludzi i miałam wrażenie, że każdy się gapi na naszą dekorację na masce. Chyba była trochę nietypowa. Chociaż też nie do końca wyszła tak jak chciałam. Ale dekoracja klamek była śliczna. Pomimo trudności na drodze dojechaliśmy dość szybko pod samą ketedrę. Byliśmy ok. 16:30. Ja się w ogóle dziwię, że tego dnia nigdzie się nie spóźniliśmy. Bo my spóźniamy się zawsze i wszędzie. Naprawdę bałam się, że nie zdążymy na własny ślub. Ale jak się później okazało pod kościołem byliśmy prawie pierwsi. Początkowo mieliśmy plan, aby razem z rodzicami witać gości przed wejściem do kościoła, ale było trochę zimno, i wszyscy strasznie się nagle zaczęli o mnie martwić, że zmarznę i żeby wejść do środka. No więc weszliśmy do kruchty i tam czekaliśmy aż do mszy. Pojawił się mój brat z żoną i pogadaliśmy sobie trochę. Świadek zaniósł tacę z obrączkami oraz kartki od spowiedzi do zakrystii. Po drugiej stronie stali rodzice, a teść latał to w jedną to w drugą zajmując się jakimiś mało ważnymi moim zdaniem rzeczami. Pytał o jakieś dziwne rzeczy jakby stracił głowę. Przyczepił się też do nas jakiś żebrak, coś tam nam gadał. Potem jak już byliśmy ustawieni ze świadkami pod chórem i czekaliśmy na rozpoczęcie mszy, to rozdawał nam święte obrazki i znowu coś gadał. Miałam ochtę posłać go gdzie pieprz rośnie, bo mnie wkurzał, ale w końcu dał nam spokój. Rozejrzałam się też po kościele i nigdzie nie widziałam moich wianków na ławki. Dopiero na kilka minut przed mszą patrzę, a tu Flora jednak wiesza je. Wianek na drzwi zawisł dosłownie w ostaniej chwili. Pojawiło się też kilku naszych gości, ale ławki były puste. Brakowało gości autokarowych. Na kwadrans przed mszą teść mówi do nas, że dzwoniła ciocia, która była kierownikiem grupy autokarowej, i że stoją w korku gdzieś na Ochocie. No to ładnie. Mieli być pół godziny przed mszą, a tu się może okazać, że ich w ogóle nie będzie. Kilka minut przed 17 zaczęła rozbrzmiewać muzyka - skrzypce i organy. Ustawiliśmy się pod chórem i czekamy. Ja co chwila pytałam, która jest godzina. Nie lubię być bez zegarka. Było już po 17, a tu ciągle nic. W końcu zabrzmiał dzwonek na mszę... Odpowiedz Link Zgłoś
dorothy_mills Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 11:34 Emily, kiedy mozemy liczyc na jakies zdjęcia prosimy o cos na zachęte Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 11:55 Zdjęć na razie nie mam. Przejrzałam wszystko i mam tylko prywatne tj. cywilne z Paryża, które pojawią się w odpowiedniej chwili. Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 11:56 Jeszcze raz dziękuję WSZYSTKIM za życzenia!!! Odpowiedz Link Zgłoś
anka0127 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 15:01 Emily, jeszcze raz wszystkiego najlepszego. Podziwiam Twoją pracowitość i skrupulatność nawet na tym ostatnim etapie, czyli relacji -- Odpowiedz Link Zgłoś
lili-2008 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 11:37 ale trzymasz w napięciu Odpowiedz Link Zgłoś
caprichito Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 11:12 emily, jak fajnie sie Ciebie czyta. Wspolczuje bardzo z ta sukienka! Gratuluje wyjscia za maz po raz drugi i zycze duzo szczescia Odpowiedz Link Zgłoś
stylwia1978 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 07:33 No właśnie, o co chodzi z tym DRUGIM ŚLUBEM???????????? Odpowiedz Link Zgłoś
diabla Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 08:00 Jak to o co chodzi - mężatka cywilna bierze ślub kościelny ze swoim mężem. Tylko nie rozumiem, czemu nazywa się "panną" skoro nią nie jest? Ale i tak gratuluję. Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 11:24 diabla napisała: > Jak to o co chodzi - mężatka cywilna bierze ślub kościelny ze swoim mężem. > Tylko nie rozumiem, czemu nazywa się "panną" skoro nią nie jest? Jak to nie? To jak mam się nazywać "pani młoda" zamiast "panna młoda"? Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 11:31 Msza św. Zgodnie z umową z księdzem proboszczem, stoimy i czekamy pod chórem, aż trzech księży koncelebransów ucałuje ołtarz i do nas podejdzie. Na czele ksiądz proboszcz z katedry, a za nim nasi dwaj księża - goście. Powitali nas i ruszyli z powrotem do ołtarza. My powolutku za nimi. Umawialiśmy się z organistą, że utwór na wejście jest długi i że mamy iść powoli. I tak było, bo moja za długa sukienka nie pozwoliła na szybkie tempo. Tak więc szliśmy wolno i majestatycznie i chyba nikt się nie domyślał, że prawdziwa przyczyna to moja kiecka. Jak wychodziliśmy, to było dokładnie tak samo. Na wejście po raz pierwszy zaśpiewał chór i było bosko. Niestety w ławkach nieliczni goście. To było dziwne uczucie i było mi przykro, że wchodzimy do prawie pustego kościoła. W drodze do ołtarza zauważyłam, że zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami brat-kościelny nie położył chodnika. Trochę się wcześniej bałam, czy się nie będziemy jednak ślizgać na kamiennej posadzce w drodze do ołtarza, bo oboje z mężem mieliśmy buty na skórzanych podeszwach, ale nic się nie działo. Był zatem tylko sam dywan pod ołtarzem i na nim ustawione fotele i klęczniki. Nie było też krzeseł z przodu ławek, tylko przestawione były do bocznych naw kościoła. A z boku nie wiem po co, stał szpetny stolik do podpisywania dokumentów. Nie wiem po co, bo my nic nie podpisywaliśmy i byliśmy jedynym ślubem tego dnia, więc na pewno nie przydał się na innym ślubie. Chyba coś pokręcili. Jak już podeszliśmy blisko ołtarza, to w końcu mogłam przyjrzeć się z bliska zamówionym kwiatom. Oboje z mężem spojrzeliśmy na siebie zdziwieni. Bo niby wszystko się zgadzało - kwiaty, kolor, kompozycja, tylko coś mało tych kwiatów było. Jak na cenę co za nie zapłaciliśmy to stanowczo za mało. Policzyłam nawet róże w bukiecie przed nami i mi wyszło coś ponad 20 kwiatów na cały kosz. Może i te róże miały duże kwiaty, ale ginęły one w całości kompozycji. Gdy byliśmy na obiedzie u teściów po powrocie z podróży, to powiedzieli, że kwiaty były przepiękne. My się patrzymy zdziwieni, co oni mówią. No, ale im się podobało. Byli w katedrze na mszy tydzień po naszym ślubie i nasze kwiaty wciąż stały. I były piękne. Ja mam inne zdanie. Po zajęciu miejsc ksiądz proboszcz rozpoczął mszę od powitania. Witał nas, gości, naszych dwóch księży. W ogóle dużo i długo mówił, zresztą bardzo dowcipnie. Byliśmy we wrześniu na 2 ślubach w katedrze i też były powitania, ale nie tak długie jak to nasze. Zastanawiałam się o co chodzi. I doszłam do wniosku, że ksiądz chyba specjalnie tak to przedłużał, bo w trakcie powitania wreszcie dotarli do kościoła nasi spóźnieni goście autokarowi i proboszcz chyba chciał im dać czas na zajęcie miejsc. Był jakiś mały hałas, ale nie mogłam się odwrocić żeby się pogapić co się z tyłu dzieje. A to byli spóźnieni goście. W ogóle w trakcie mszy miałam straszną ochotę co chwila odwrócić i się rozejrzeć, zwłaszcza gdy śpiewał chór, ale głupio by to wyglądało. Jeszcze nie widziałm, żeby jakaś panna młoda oglądała się za siebie spod ołtarza. No więc stałam niewzruszona jak skała. Miałam też obawy, że strasznie wszystko będzie mnie swędzić. Nie wiem dlaczego, ale w większości wypadków, jak jestem w kościele, to dostaję jakiejś okropnej swędziawki. I nie daj B. żebym się raz podrapała, bo już do końca mszy będę się drapać. Oczywiście wraz z wyjściem z kościoła wszystko mija. Na szczęście nic takiego mi się nie przydażyło. Nie miałam też większych problemów z sukienką. Przy pierwszym klęczeniu coś tam mi się ciągnęło, ale poradziłam sobie, a potem już było ok. I tylko raz świadkowa poprawiła mi sukienkę, ale niewiele tego było. Na czytania wybraliśmy ze ST - stworzenie mężczyzny i kobiety. To czytał teść. Psalm responsoryjny zaśpiewał solista z chóru. Zaplanowane było też drugie czytanie z NT - pochwała prawdziwej miłości. To czytał świadek. Ale zanim doszedł do mównicy, to organista wyrwał się i zaczął grać Alleluja. Nie wiem co mu przyszło do głowy, bo co najmniej 2 razy mu mówiłam, że będą 2 czytania. Nasz świadek stał zdezorientowany przy mównicy i patrzył w kierunku chóru, ale organista nie przestawał grać. A widziałam na górze jak byliśmy u niego, że ma takie kapownicze lusterko jak na filmach o więzieniach i nie wiem czemu w nie nie spojrzał. Nawet się kurde żalił, że za granicą to mają kamery i monitory, a u nas tylko takie lusterka. I że też się nie zdziwił, że chór milczy zamiast śpiewać. W końcu ksiądz proboszcz podszedł do mikrofonu i oznajmił, że będzie jeszcze drugie czytanie. Organista od razu zamilkł. W sumie trawło to może kilka-kilkanaście sekund, ale co mi zepsuł oprawę mszy to moje. Nie powinnam mu w ogóle zapałcić za usługę. A tak się zachwycał „ach co to będzie za ślub, co za piękny ślub, ślub roku” itd. po tym jak się dowiedział, że będzie chór na ślubie i zrobił nam takie coś. Byłam strasznie zła. No, ale w końcu świadek został dopuszczony do głosu. Potem była Ewanglia - Jezus i Maryja na weselu w Kanie Galilejskiej. To oczywiście czytał ksiądz proboszcz. Kazanie wygłosił nasz gość. Potem żałował, że nie zapytał nas wcześniej jakie będą czytania, bo w ostatniej chwili zrezygnował z przygotowanej przemowy i improwizował. Kazanie podobało mi się tak sobie, ale nie pamiętam szczegółów o czym było... Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 11:37 Ślub A potem był sakrament małżeństwa. Błogosławił nas ksiądz, który błogosławił też rodziców męża i jego brata. Potem stwierdził, że to niebywałe, bo nawet w Stanach skąd pochodzi, taka historia się jeszcze mu nie przytrafiła, żeby jeden ksiądz bogosławił i rodziców i ich dzieci. To był mój pomysł, żeby błogosławił nas wujek męża i jestem z niego bardzo dumna. Do pomocy miał ze strony męża naszego drugiego zaproszonego księdza i z mojej strony księdza proboszcza z katedry. To się przydało, bo nikt nam nie machał mikrofonem przed nosem, tylko ładnie go sobie przekazywali z tyłu. Ale zanim do nas jeszcze podeszli, to musiałam zapytać o jedną rzecz, o której zapomniałam na rozmowie z proboszczem przed ślubem. Mianowicie, zapomniałam zapytać, czy możemy się pocałować po przysiędze, a bardzo mnie to dręczyło. Nasz drugi ksiądz oczywiście się zgodził. W ogóle jego pomoc była nieoceniona, bo cały czas po cichutku mówił nam co mamy robić. Że mamy się odwrócić do siebie, że mamy pocałować obrączki, że mamy się pocałować, że mamy się odwrócic do księdza itd. I cały czas mówił do męża, żeby się trochę uśmiechnął, bo jest strasznie poważny. Pewnie w ogóle wyglądaliśmy jak dwa sztywniaki. Ja się trochę starałam uśmiechać i spoglądałam na męża, ale on był wpatrzony przed siebie i zero uśmiechu. A mnie pod koniec mszy zrobiło się słabo, i zastanawiałm się co by było jakbym sobie troszeczkę zemdlała. To już drugi raz tego dnia, myślałam, że zasłabnę. Najpierw na przygotowaniach w hotelu, a teraz w kościele. Potem miałam jeszcze trzeci kryzys w trakcie przyjęcia, ale w sumie nic się nie stało. Ale wywracałam oczami w kościele, że chyba nawet na kamerze to widać. Mam nadzieję, że to wytną. A jak się robi 3 znaki krzyża świętego przy ewangeli, to tylko mi pierwszy wyszedł, a potem sama nie wiem co machałam ręką. Mam nadzieję, że to też wytną. Gdy był znak pokoju, wycałowaliśmy się z mężem w policzki, i w tym momencie powiedziałam, że podchodzimy do rodziców. Udało mi się nie potknąć w sukience. Komunię przyjęliśmy pod 2 postaciami. Dobre, słodkie białe winko mają w tej katedrze. Szkoda, że napiłam się tylko kropelkę, bo mi zasychało w gardle. Mąż nawet chciał wziąć piersiówkę z wodą i popijać w trakcie mszy, ale mu zabroniłam. No jak by to wyglądało? Przecież nikt by nie uwierzył, że to nie alkohol. Niestety nie wszyscy wiedzą, że mój mąż od ostatniej choroby to całkowity abstynent, i później w trakcie wesela ze 2 razy jacyś goście mocno go namawiali, żeby się z nimi napił. Niestety mąż musiał odmawiać i nie wiem czy ktoś się nie poczuł obrażony. Na spotkaniu z proboszczem zapomniałam jeszcze o jednej rzeczy, mianowicie żeby nie było zbierania na tacę. Ale wydaje mi się, że tego nie było, ale pewności nie mam. Na wyjście moja od dawna planowana muzyka – toccata i fuga Bacha. Szkoda, że tak krótko ją słyszeliśmy. A oto program muzyczny całej mszy: Przed liturgią: J. Pachelbel: Canon (skrzypce + organy) Wejście: WAMozart: Jubilate Deo (chór + organy) Kyrie: gregorianka (chór a cappella) Psalm: Pełna jest ziemia nr 33 (solista z chóru) Alleluja: Kuras (chór + organy) O Stworzycielu – (chór a cappella) Ofiarowanie: Ubi caritas – gregorianka (chór a cappella) Agnus Dei: Leo Delibes (chór + organy) Komunia: C.Franck – Panis angelicus (chór + skrzypce + organy) Po błogosławieństwie: Caccini (?): Ave Maria (chór + skrzypce + organy) Wyjście: J.S.Bach (?) – Toccata i fuga in d BWV 565 (organy) Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 11:45 Życzenia i powitanie Po mszy wyszliśmy przed kościół, mimo, że ktoś wcześniej namawiał nas żeby życzenia były w kościele, bo jest zimno. Mnie wcale nie było zimno. O takich rzeczach się w ogóle nie myśli w takich momentach. Kamerzysta nas podprowadził pod jakiś reflektor, który oświetlał fasadę katedry, żeby miał światło do kamerowania, bo pomału robiło się już ciemno. Najpierw złożyliśmy życzenia sobie z mężem nawzajem. A potem kolejka gości. Poszło dość szybko, bo mało ludzi było. Pod koniec życzeń dopiero zauważyałm, że za nami stoi jakaś kapela warszawska i hałasuje. W ogóle wcześniej ich nie zauważyałm. Byłam strasznie zła, że mi psują ślub i że ich ktoś nie przegonił. Mąż potem mówił, że jeden z nich co chwila go zaczepiał i podsuwał czapkę czy coś na pieniądze, ale mąż był zajęty, a poza tym nie miał przy sobie żadnych pieniędzy. Byłam strasznie wkurzona na teściów, bo omawialiśmy ten temat wcześniej, żeby nie dopuścić do takiej sytuacji (i z tym żebrakiem to samo), ale oni w ogóle chyba potracili głowy. A dzisiaj teściowa, mówiła, że jej się to bardzo podobało i było takim miłym akcentem. No masz! Ale to był nasz ślub. Dopiero jak już prawie odjeżdżaliśmy, to widziałam, że świadek dał im jakieś pieniądze i sobie poszli. No i to był na „kwartet smyczkowy” W tak w ogóle to na wyjście z kościoła mieliśmy być obsypani płatkami róż. Fotograf był uprzedzony i czekał na nie. A tu kurde zonk! Nie ma płatków. Nie ma też cukierków dla gości. Zastanawiałam się nawet, dlaczego Flora mi tego nie dała, przecież obiecała. Pomyślałam, że pewnie dlatego, że jej nie zapłaciłam za całość, pewnie się obraziła i zabrała. Różne dziwne rzeczy mi przychodziły do głowy. Na śmierć zapomniałam, że to wszystko czeka na nas w bagażniku. A Flora naszykowała przepiękne kosze! To jest jedna z tych rzeczy, których mi najbardziej żal. Mężowi też. Potem, gdy jechaliśmy na przyjęcie do restauracji i rozmawialiśmy o tym z mężem, to naszemu kierowcy przypomniało się, że coś tam ma w bagażniku. Noż kurczę! Czy nie mógł sobie przypomnieć o tym wcześniej? Byłam taka zła, że nakrzyczałam na męża. Ale postanowiałm, że to się nie może zmarnować. Teście wszystko obfotografowali, cukierki częściowo rozdaliśmy pod koniec wesela, na wyjście. Resztę do tej pory dojadamy. Dzisiaj teście mówili nam, że wujek rozdawał je dzieciom w autokarze w drodze powrotnej i mieli z tym mnóstwo uciechy. A płatki zabraliśmy do Paryża i były użyte na sesji foto oraz potem sami sobie nakręciliśmy na video naszę wersję konfetti z płatków pod wieżą Eiffla. Na marginesie taka uwaga - chyba za dużo jednak na siebie wzięłam. Powinnam mieć kogoś do pomocy. Teraz to wiem, że im więcej się planuje tym więcej rzeczy może się nie udać. Wydawało mi, że wynajęcie koordynatorki w dniu ślubu, to wywalone pieniądze. Że nikt lepiej ode mnie nie ogarnie całości, ale myliłam się. Sama nie byłam w stanie podołać wszystkiemu. I jeszcze na koniec dobiły mnie pretensje od Flory, że miałam marną świadkową, że ona powinna się wszystkim zając itd. A ja chciałam, żeby goście byli gośćmi. Żeby się bawili, a nie zajmowali naszymi sprawami. Wszyscy potracili w ogóle głowy, łącznie ze mną. Makijażystka miała mi namalować kreski, ale już nie zdążyła. Miała pomalować męża, żeby się nie świacił w kamerze, i też tego nie zrobiła. Kupiłam nawet specjalnie dla niego puder transparentny na wszelki wypadek i też nie było czasu, żeby go użyć. Miałam mu poprawić butonierkę, bo mu jakoś dziwnie zwisała, ale też nie było czasu. W ogóle wszystko bym dzisiaj zmieniła, ale to się już nie wróci. Przed odjazdem spod kościoła, kazałam mężowi zabrać wianek z drzwi wejściowych na pamiątkę i odjechaliśmy. Pomalutku pojechaliśmy na parking, gdzie stał autobus. A tam wszyscy czekają na moją mamę. Ja im mówię, że ona pojechała ze świadkową, ale teść się upierał, że nie, że on musi zadzwonić i się upewnić. No żesz,chyba lepiej znam moją mamę i wiem, że krzywdy sobie zrobić nie da. Szkoda tylko, że nic nikomu nie powiedziała. W końcu się znalazła, w miejscu gdzie przewidywalam i autokar ruszył. My pojechaliśmy trochę inną drogą, bo kierowcy coś się ubzdurało, że jedziemy do hotelu. Ale w końcu trafiliśmy do restauracji. Patrzymy, a tuż przed nami dopiero zajeżdża autokar. Kierowca ciamajda, zamiast wjechać na parking, to wysadził ludzi na ulicy i musieli kawałek podejść, a lekko kropiło już o tej porze. Daliśmy gościom chwilę żeby dotarli do sali i ruszylismy za nimi. Przepakowaliśmy wszystko z wynajętego auta do samochodu teścia. Ledwo się tam wszystko mieściło. Teść rozdał kwiaty od gości – gościom, żeby zanieśli je na salę. Kazaliśmy im wszystkim iść i sami powoli poszliśmy za nimi. Przed wejściem stały zapalone latarnie. W ogóle nie w tym miejscu co miały być, bo miały otaczać restaurację, ale w sumie dobrze się stało, bo oświatlały drogę do wejścia, a po dworzu i tak by nikt nie chodził, więc nie byłoby sensu ustawiać je gdzie indziej. Weszliśmy do restauracji, a tam kolejka do toalety. No więc znowu czekamy, aż wszyscy skończą, ale w końcu postanowiliśmy już dłużej nie czekać. Gdy przechodziliśmy przez oranżerię w drodze do pawilonu, słyszałam jak DJ nas zapowiadał – o, już idą, już idzie młoda para itp. Na wejściu stoi szereg kelnerów oraz nasi rodzice, a teść trzyma chleb. Nie wiem co się robi z tym chlebem, bo za mało na weselach bywamy. Marnie to wyszło. Mąż coś próbował go ugryźć, ale był twardy jak kamień. Ja jak to zobaczyłam, to powiedziałam, że tego nie chcę. Pytałam się co my mamy z tym zrobić, ale wszyscy dookoła stali i się na nas patrzyli, głupio uśmiechając. Nikt słowa nie powiedział. Mąż w końcu oddał ten chleb. A moja mama już wcześniej kilka razy mówiła mi jakiś wierszyk „co wybierasz - chleb, pana młodego…” i mnie uczyła odpowiedzi. Myślałam, że go teraz powie, ale na weselu ją zamurowało. Cisza. Potem dostaliśmy wódkę. Oczywiście w obu kieliszkach była woda. Gdyby była wódka żadne z nas by jej nie wypiło. Ja udałam, że się krzywię i rzuciłam kieliszkiem do tyłu. Oczywiście od razu się obejrzałam, gdzie poleciał. Za nami stał fortepian i bałam się że go uszkodzę, a to jakiś zabytek był. Na szczęście trafiłam w podłogę obok pedałów. Mąż rzucił tak blisko za siebie, że się pochlapał resztką wody. Potem od razu dostaliśmy szampana i był pierwszy toast. Chyba zainicjowany przez DJa. Następnie zajęliśmy swoje miejsca. Jeszcze kątem oka dostrzegliśmy nasz plan stołów ustawiony na sztaludze. Obsługa się postarała, wyszedł dobrze. Mąż przez całe wesele i długo potem nie mógł uwierzyć, że ta cała poligrafia tak dobrze wyszła... Odpowiedz Link Zgłoś
misself Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 12:00 Motyw z fortepianem mnie zabił... Śmiałam się dobre kilka minut, choć domyślam się, że Tobie nie było do śmiechu. W każdym razie serdeczne gratulacje! Odpowiedz Link Zgłoś
lili-2008 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 12:09 No Emi, czekam na dalszą część Na Twoim miejscu nie przejmowałabym się tak niedociągnięciami, one zawsze są, zawsze coś nie wyjdzie. Powinnaś wspominać ten dzień z radością i nie myśleć o tym co się nie udało Odpowiedz Link Zgłoś
dorothy_mills Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 12:13 O podknięciach wiecie tylko Wy założe sie,że goście byli zachwyceni wszystkim bez wyjatku Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 12:17 dorothy_mills napisała: > O podknięciach wiecie tylko Wy założe sie,że goście byli > zachwyceni wszystkim bez wyjatku Dorotko!!! Masz absolutną rację!!! Ale to trochę boli, że coś tam nie powychodziło, tak jak sobie zamierzyłam. Ale potwierdzam - goście zachwyceni i nikt niczego nie zauważył. Jak mówię do teściów, że coś tam było nie tak, to oni się dziwią. No, ale też nie są do końca obiektywni Odpowiedz Link Zgłoś
chloe30 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 14:14 emily_valentine napisała: > dorothy_mills napisała: > > Ale to trochę boli, że coś tam nie powychodziło, tak jak sobie > zamierzyłam. > Nie miało szans, skoro ze wszystkim biegałas na ostatnia chwilę (z winy włanej lub nie). relacje z drobiazgowo przygotowywanego ślubu czyta jak się jak horror, no to jest osiągnięcie Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 14:35 Chloe, Relację piszę ku przestrodze innych panien młodych A jeśli komuś się coś nie podoba to bardzo proszę nie czytać lub chociaż nie komentować. Ewentualnie można do mnie napisać na @. Odpowiedz Link Zgłoś
chloe30 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 14:45 Ja lubię horrory, także mnie sie podoba. Nie wiem tez dlaczego nie miałabym komewntowac, ale ok, mogę to zrobic gdzie indziej Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 14:52 Chloe, nie wciągaj mnie w awanturkę. Naprawdę, mam za sobą wystarczająco dużo wpadek, żeby mnie jeszcze dodatkowo dołować. Komentarzy nie zabraniam. pzdr Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 14:56 Acha, Pomimo, że sporo rzeczy nie wyszło tak jak chciałam, to nie nazwałabym tego horrorem. Może też relacja jest na smutno, ale taka już moja natura. Nawet gdyby wszystko się udało, to i tak bym znalazła dziurę w całym. Taka jestem Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 15:04 Na smutno... Chyba zaczekam na zdjęcia. Na zdjęciach raczej nie będzie widać tego, że coś tam wg. mnie nie wyszło. Może one jakoś mnie obronią, że jednak nie wszystko wyszło aż tak źle. Żałuję, że napisałam cokolwiek złego na temat swojego wesela. Powinnam wyrażać się tylko w samych superlatywach. Odpowiedz Link Zgłoś
mademoiselle_catastrophe Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 15:13 Skarbie nie przejmuj się opinią jakiejś znudzonej, zazdrosnej pindy, a przede wszystkim zakop już te małe porażki głęboko pod ziemią i zapomnij o nich. A może byś tak wreszcie opowiedziała co się udało i czy gościom się podobało? Jestem pewna że plusów jest 100 razy więcej niż minusów Odpowiedz Link Zgłoś
misself Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 15:18 Ja też jestem przekonana o tym, że większość się jednak udała Perfekcjoniści już tak mają, skupiają się na tym, co się nie udało, wiem to doskonale, bo mam podobnie. Pewnie gdybym była na Twoim miejscu, moja relacja byłaby podobna - tylko ja się nauczyłam patrzeć na bright side of life dzięki mojemu Mężczyźnie, który zawsze nie tylko szuka dziury w całym, ale i ją znajduje. Dwie marudy w jednym mieszkaniu to już by było za dużo, więc się przeprogramowałam Odpowiedz Link Zgłoś
dorothy_mills Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 15:20 Katastrofo kiedy Twoja relacja zbieraj sie do pisania mam nadzieje,ze obylo sie bez kafastrof Odpowiedz Link Zgłoś
mademoiselle_catastrophe Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 15:25 dobra obiecuję że wieczorem opowiem o moich katastrofach Odpowiedz Link Zgłoś
mrozonka82 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 12:22 Myślałam, że jestem prefekcjonistką, ale Ty EMI jesteś Prawdziwą Perfekcjonistką przez duże P! Szkoda się zamartwiać takimi drobiazgami! Choć rozumiem Cię doskonale, po dzis dzień nie mogę przeboleć np. tego, że nie upewniłam się kilka razy jak będzie ubrany zespół (wydawało mi się oczywiste że elegancko, a oni jacyś tacy rozhehłani byli ), albo tego, żę florystka źle przygotowała butonierkę dla męża i nie dało się jej przypiąć- musieliśmy wciśnąć ją do kieszeni marynarki(a toć to nieprawidłowo!) ) Z perspektywy czasu jednak jestem przekonana, że nie ma co takimi kwestiami zaprzątać sobie głowy. BTW- Ubawił mnie fragment gdzie opisałaś jak w trakcie mszy zliczałaś róże w bukiecie ))) Odpowiedz Link Zgłoś
mademoiselle_catastrophe Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 12:42 Emi wielkie gratulacje Co do tych drobiazgów które się nie udały.. zawsze tak jest. Sama tego doświadczyłam na własnym ślubie i było mi cholernie ciężko to przeboleć, ale wytłumaczyłam sobie że żadna pierdoła nie zepsuje mi wspomnienia tych cudownych chwil jakie wtedy przeżyłam, i jest git Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
lili-2008 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 12:47 Katastrofko, a kiedy doczekamy się Twojej relacji ze ślubu (i zdjęć)? Chyba, że coś przegapiłam Odpowiedz Link Zgłoś
mademoiselle_catastrophe Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 12:59 lili nie mogę się zmobilizować Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 13:05 Echhhh... Mnie też było ciężko się zmobilizować. Z jednej strony chciałabym zapomnieć jak najszybciej o wszelkich wpadkach, z drugiej nie dajecie mi spokoju i każecie pisać... Odpowiedz Link Zgłoś
dorothy_mills Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 15:25 Emily niejedna z nas nie zorganizowałaby takiego ślubu jakim był Twój PERFEKCJONISTKO przez niektore jak widac przemawia zazdrość Ps. nie moge sie doczekac,az zobacze zdjecia Twojego bukietu Odpowiedz Link Zgłoś
chloe30 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 15:30 dorothy_mills napisała: > przez niektore jak widac przemawia > zazdrość > Jezu co wy z tą zazdrością?? Mój ślubno był dawno temu i nawet wpadki miło wspominam. Wiedziałam, że jak napisze cos do gwiazdy forumowej to zbiegna się obrończynie, kopac z koniem sie nie będę, klaszczcie sobie nawzajem. Odpowiedz Link Zgłoś
dorothy_mills Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 15:37 chloe30 ona po pewnym czasie też bedzie wpadki miło wspominac. Poprostu mam zasade,ze nie lubie poslubnej krytyki. Odpowiedz Link Zgłoś
madziaq Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 17:11 Ale to nie była nawet krytyka... ja tez nie lubię jak ktoś już po slubie pisze dziewczynie, dajmy na to, że fryzurę miała beznadziejną, makijaż ją postarzał a suknia to szczyt bezguścia, bo to nic nie wnosi, poza robieniem komuś przykrości. Ale Chloe nic takiego nie napisała. Przyznam, że mnie tez dziwnie się czyta relację ze ślubu, w której panna młoda opisuje po kolei, że wkurzyła się na teścia, nakrzyczała na męża, kierowca o czymś tam zapomniał, jak on mógł, za mało kwiatków był w bukiecie i wszystko po kolei nie tak. Wygląda to jak opowieść o jakiejś porażce życia... Zazwyczaj dziewczyny nawet jak teściowa usiadła na bukiet, kot zjadł pończochy a mąż powiedział "i nie dopuszczę cię aż do śmierci", piszą o swoim ślubie jak o wydarzeniu radosnym a nie paśmie nieszczęść Jasne, jak mi się nie podoba, mogę nie czytać. Ale nie to, że mi się nie podoba, ciekawa byłam jak ten forumowy ślub roku wyszedł, więc chcę przeczytać. Ale ton opisu mnie dziwi i chyba nie tylko mnie, z tego co widzę. Odpowiedz Link Zgłoś
monikapers Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 13:10 a mi jakos tak smutno.... czekam cierpliwie na cd i licze, ze jakis blysk w koncu sie pojawi Odpowiedz Link Zgłoś
bell82 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 15:12 Emily milo sie ciebie czyta, jestes bardzo skrupulatna, momentami chyba az za ;] zycze wszystkiego najlepszego na nowej drodze zycia, jednak co mnie ubodło- kazdy ma prawo przebywac kolo kosciola, czy to jakas kapela czy zebrak, jak mozesz pisac ze ktos mial ich siła przegonić??? i jak niby popsuli ci slub? milei takie samo prawo tam stac jak ty..zachowujesz sie troche jak rozwydzona ksiezna Walii ;] Odpowiedz Link Zgłoś
misself Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 15:19 Każdy ma prawo przebywać w pobliżu kościoła, ale niekoniecznie już nagabywać ludzi o pieniądze... Zwłaszcza ludzi, którzy będąc ubrani w stroje odświętne raczej nie mają przy sobie portfela z drobnymi Odpowiedz Link Zgłoś
lili-2008 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 17:27 Ja myslę, że oni nie pomyśleli nawet, że Młoda Para nie ma przy sobie pieniędzy. Chcieli wykorzystać nadarzającą się okazję. Gdy my wyjeżdżaliśmy po ślubie ze starego miasta w lbn co chwilę mieliśmy robioną "bramę" przez dzieciaki, które też chciały pieniędzy. Nie uważam jednak, że zepsuły mi ślub Wiem, że to się zdarza. To tylka chwila, nic nie znacząca. Trudno też, żeby w takim miejscu, w jakim znajduje się kościół, gdzie Emi brała ślub oczekiwać, że nikt nie będzie się interesować, czy że nie spróbuje "wykorzystać" okazji. Myślę, że odganianie namolnego bezdomnego przez teściów wyglądałoby jeszcze gorzej Tak trochę nieludzko Odpowiedz Link Zgłoś
misself Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 18:16 lili-2008 napisała: > Myślę, że odganianie namolnego bezdomnego przez teściów wyglądałoby jeszcze gor > zej Tak trochę nieludzko No tak, jak "spieprzaj, dziadu" Odpowiedz Link Zgłoś
stworzenje Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 19:43 lili-2008 napisała: > starego miasta w lbn co chwilę mieliśmy robioną "bramę" przez dzieciaki, które > też chciały pieniędzy. Nie uważam jednak, że zepsuły mi ślub Wiem, że to się dzieciakom daliśmy bombonierkę dorwały się do nas pod kościołem przed wejściem. Dobra wychodzimy po mszy,a tu one w towarzystwie trochę większych i wódkę chcą! Mój szwagier od razu rzucił pytanie,bo zobaczył, że delikatnie okupują nasz samochód: który ma tu 18 lat? i minuta osiem i prysnęły spod kościoła. Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 18:25 Bell, Ja też mam prawo myśleś i pisać co uważam za stosowne. To co sobie pomyślałam na jakiś temat to jedno, a to co zrobiłam to drugie. A ponieważ piszę o wszystkim, to piszę również o negatywnych myślach i emocjach. A jeśli chodzi o tego żebraka czy kapelę, to byli oni tam tylko po to, aby wyciągnąć od nas pieniądze. Niestety naciągacze są wszędzie i zdania swojego na ten temat nie zmienię. A poza tym znalazałam na ten temat kiedyś wątek, aby uważać na takie sytuacje w katedrze, bo się czesto zdrzają. Rozmawialiśmy o tym z teściami i dlatego to mnie tak wkurzyło, że nie zareagowali. A nazywanie mnie jakąś rozwydrzoną księżną jest conajmniej nie na miejscu. Czy ja kogoś wyzywam w ten sposób? Odpowiedz Link Zgłoś
agawa48 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 18:33 A mnie się bardzo podoba Twoja relacja. Pokazuje, że nawet najbardziej szczegółowo zaplanowane wesele nie obędzie się bez wpadek, które pewnie z biegiem czasu będziecie wspominać z uśmiechem na ustach . Goście na pewno niczego nie zauważyli. Ja czekam na ciąg dalszy . Pozdrawiam i gratuluję Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 19:04 Psy szczekają, karawana idzie dalej. Niedługo dalsza cześć relacji. Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 19:15 Wesele Po zajęciu miejsc DJ powitał wszystkich gości w naszym imieniu oraz poprosił zaproszonego księdza by odmówił modlitwę przed posiłkiem. Tę modlitwę miałam już dawno wymyśloną, tzn. że będzie, ale nic księdzu wcześniej nie mówiliśmy. Dopiero w trakcie składania życzeń pod kościołem poprosiłam o to. Ale wiadomo, dla księdza to nie pierwszyzna. Wyszedł na środek parkietu i krótko i dowcipnie odmówił modlitwę. Wszyscy zaczęli się śmiać, pierwsze lody zostały przełamane i rozpoczęło się podawanie obiadu. Najpierw zupa – żurek. Po zupie mieliśmy zrobić prezentację gości. Mieliśmy z mężem przejść się wokół stolików i bardzo krótko powiedzieć kto jest kto. Miałam to zrobić ja. DJ co chwila do nas podchodził i pytał co teraz robimy. My na to, że nie damy rady, że może po głównym daniu. Na główne danie była cielęcina w sosie grzybowym z kopytkami. Niestety prezentacji gości nie zrobiliśmy. Ja byłam tak wyczerpana fizycznie i emocjonalnie, że nie byłam w stanie w ogóle wstać. Jak już usiadłam na krześle, to miałam wrażenie, że ważę ze 2 tony i że będę tak siedzieć do końca świata i nic mnie nie ruszy. Żałuję, że nie było tej prezentacji, bo potem kilka osób pytało się mnie – a która to twoja mama?, a który to twój btrat?, a ten pan to kto?, a ta pani to teściowa? itd. itp. W trakcie obiadu był też toast. Wstaliśmy z mężem i mój mąż nawet bez problemu podziękował gościom za przybycie. Mówił krótko, ale treściwie. Na koniec ja podziękowałam jeszcze za życzenia, kwiaty i prezenty. Nie wiem czy potrzebnie. Nasz DJ zainicjował też jedno „gorzko”, które musieliśmy poprawić na życzenie gości. Myślałam, że go uduszę, bo nie lubię się całować publicznie. Na koniec był deser. Zamówiliśmy go na 3 dni przed ślubem, bo zostało nam trochę pieniędzy. Wybrałam bezę z sosem waniliowym i owocami. Mój mąż nawet nie tknął żadnego z dań. To jest zupełnie nie podobne do niego, bo potrafi zjeść wszystko. Tak był zdenerwowany i miał tak ściśnięty żołądek, że pomimo usilnych moich namówień nic nie zjadł. Aż żal było patrzeć jak kelnerzy zabierają jego nietknięte porcje. Mój mąż to oaza spokoju i nigdy się nie denerwuje. Trudno mi było uwierzyć, że aż tak go to wszystko wzięło. Ja natomiast zjadłam całą zupę, połowę drugiego i cały deser. Ale też i porcje nie były zbyt duże. W trakcie obiadu jeden z kelnerów przyniósł mi przesyłkę. To były kwiaty od jednego z gości, który nie mógł być na ślubie. To było bardzo miłe zaskoczenie. Polecam ten sposób przekazywania życzeń. A po obiedzie przyszła pora na pierwszy taniec. Sama nie wiem jak zebrałam na to siły. Niestety zamiast naszego układu był zwykły bujaniec. Ja się patrzyłam tylko na męża, a on mówi do mnie w pewnym momencie – patrz zdjęcia nam robią. Ja się rozglądam, a tu wszyscy z aparatami, z komórkami nas łapią w kadrze. Nie wiem po co, bo to był zwykły taniec. Z całego układu udało nam się zrobić ładne zakończenie tj. ukłon, który mieliśmy wyćwiczony. A potem zaczęła się zabawa. Od razu sporo gości ruszyło na parkiet. W ogóle muszę przyznać, że parkiet ani razu nie był pusty. Bałam się, że goście będą siedzieć za stołami i nikt się nie będzie bawił. Ale jednak nasz DJ puszczał tak świetną muzykę, że wszyscy fajnie się bawili. Hit za hitem, aż szkoda było schodzić z parkietu. Było co prawda kilka osób, które w ogóle nie zbliżyły się do parkietu i ja je rozumiem, bo my też zazwyczaj na weselach poświęcamy się konsumpcji. W którymś momencie poprosił mnie do tańca nasz ksiądz od modlitwy, stwierdzając, że nie wypada mu tańczyć z nikim innym. A potem jak zaczął obtańcowywać panie, to aż miło było patrzeć. Został królem parkietu. A wszyscy goście łącznie z DJem nie mogli wyjść z podziwu. Po obiedzie kelnerzy zaczeli wnosić jedzenie do bufetów. Zaczęła też działać pierwsza stacja live cooking z pierogami. Ja zjadłam 2 i mąż też 2. To był chyba jego pierwszy posiłek na weselu. Potem się trochę rozkręcił i częściej zaglądał do bufetu. Ja natomiast zjadłam jeszcze tylko szynkę z drugiej stacji live i do tego jakieś zapiekane ziemniaki z bufetu. A jedzonko podobno było pyszne, gościom smakowało. To też była moja obawa, że goście mogą czuć się skrępowani, żeby tak chodzić do bufetów i sobie samemu nakładać. Ale jednak niepotrzebnie, bo goście świetnie się potrafili sami obsłużyć i nikt się nie krępował. Dobrym rozwiazaniem było ustawienie bufetów w pawilonie czyli na sali weselnej, a nie w oranżarii. Wtedy na pewno spożycie by było mniejsze. W trakcie wesela starliśmy się porozmawiać z gośćmi, ale i tak nie udało się ze wszystkimi. Podchodziliśmy do stolików, łapaliśmy gości gdzieś w przelocie, w palarni. Szkoda, bo chciałam ze wszystkimi zamienić choć słowo. Ale para młoda ma za dużo obowiązków. Trzeba wybrać – albo rozmowy, albo tańce, albo zabawa, albo pilnowanie wszystkiego. Nam się udało wszystkiego po trochu. Goście nam się trochę porozłazili po całej restauracji. Palmiarnia była fajnym miejscem na kameralne tête-à-tête. Kilka razy odwiedziliśmy też kącik dla dzieci. To był strzał w 10! Opiekunka była fantastyczna, dzieci zachwycone, rodzice jeszcze bardziej. Początkowo opiekunka była zamówiona na 4 godziny, ale dzieci tak dobrze się z nią bawiły, że została do końca wesela. Dzieci było raptem 8 sztuk w wieku od 3 do 10 lat. Wszyscy byli pod niesamowitym wrażeniem, że dzieciom w ogóle nie chce się spać tylko się bawią. Utworzyła się nawet jakaś para Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 19:33 Oczepiny i tort Około północy przyszła pora na oczepiny. Zmieniłam buty na różowe. Były strasznie niewygodne i okropnie bolały mnie w nich nogi. Ale wytrzymałam w nich do końca. Kobieca próżność... Jak już wcześniej pisałam goście nam się rozeszli i na parkiecie stałam tylko ja ze świadkową. DJ wywoływał panny na wydaniu, ale coś nie bardzo były chętne. W końcu wkurzona podeszłam do męża i świadka, którzy wpatrywali się w nas uśmiechnięci i zadowoleni nie wiem z czego i jakby nie widzieli, że stoję wkurzona. Nie wiem co sobie myślał mój mąż? Kazałam im iść i wyciągać babki na parkiet. W końcu pojawiło się kilka pań i DJ zaczał grać moją zamówioną piosenkę czyli Beyonce Single Ladies. Panie dookoła w kółeczku, a ja w środku kręciłam się z zamkniętymi oczami. Bukiet złapała młodziutka kuzynka męża. Potem były oczepiny pana młodego. Panowie byli bardziej chętni do zabawy, ale i tak trzeba ich było trochę wyciągać na parkiet. W rytm muzyki do Greka Zorby zrobili tak ciasne kółko, że mąż ledwo zdołał rzucić muchą. Muchę złapał młodziutki kuzyn męża. Potem był pierwszy taniec nowej młodej pary. Jak się później okazało, dla nowego pana młodego to był pierwszy taniec w życiu. Dookoła tańczyli inni goście, a wraz z nową piosenką namówiłam męża żebyśmy się zamienili partnerami z nową młodą parą. Po tańcu nowa panna młoda chciała mi oddać bukiet, ale podarowałam go jej, bo był specjalnie dla niej zamówiony. Nowy pan młody dostał muchę z oczepin. Nie chcieliśmy im tego odbierać. Oczepiny to jedyne zabawy na weselu. Więcej nic nie było. Żadnych konkursów, pociągów, pokazów itd. Bardzo się z tego cieszę, bo byłoby to zupełnie niepotrzebne. Po oczepinach przyszła pora na tort. Ale zanim podano tort, poszliśmy do kuchni, a właściwie do chłodni go obejrzeć. Tak naprawdę miałam rzucić okiem na moją paterę, czy wygląda dobrze i ewentualnie zmienić ją na coś innego. Ale jak zobaczyłam tort, to zupełnie zapomniałam o paterze. Tort był dla mnie bardzo ważny. Rozmawiałam na ten temat z managerką restauracji wielokrotnie od samego początku. Dałam zdjęcie na wzór. Zapewniła mnie, że będzie dokładnie taki jak na zdjęciu. I niestety, do tego ze zdjęcia był podobny jak dzień do nocy. Nawet nie chce go opisywać. Powiedziałm tylko do managera, że tort mi się nie podoba i że jest mi bardzo przykro, po czym wyszliśmy z mężem. Usiadłam załamana za stołem dodając ten nieszczęsny tort do całej już listy porażek. Właściwie to tort był jedyną porażką na weselu. Mąż gdzieś poszedł, po czym wrócił i pyta mnie co zrobić z tortem. Ja mu mówię, że mi wszystko jedno. On na to co ma powiedzieć obsłudze, bo go pytają o to. W końcu wymyśliłam, żeby zdjęli wszystkie ozdoby i tak podali tort. Po oczepinach DJ zapowiedział tort. Aż się skręciłam w środku na to co zobaczę. Najpierw ujrzałam race na torcie. A miało nic takiego nie być. Potem DJ się przyznał, że tak ustalił z obsługą. Że co?!? A fotograf stwierdził że to było fotogeniczne i że tort był w porządku. A co zrobiła obsługa z moim nieszczęsnym tortem? Zdjęła wszelkie dekoracje, dodała trochę bitej śmietany i posypała tort jakimś złotym proszkiem. Nawet nie wyglądał tak źle. Ale do wymarzonego daleko mu było. Zaczęliśmy go kroić. W całym tym zamieszaniu zapomnieliśmy nakarmić się pierwszym kawałkiem, tylko od razu zanieśliśmy pierwsze 4 porcje rodzicom. Potem usiedliśmy za stołem, a obsługa podała nam nasze porcje. Jedyna rzecz jaka rehabilituje ten tort, to to, że był bardzo smaczny. Wybraliśmy smak tiramisu i mnie smakowało. Nie wiem jak gościom, ale ja oceniam według siebie. Oceniam go wysoko, chociaż jestem dość krytyczna. Po torcie nastąpiła druga stacja live cooking i dalsza zabawa. Fotograf i kamerzysta zakończyli pracę trochę przed pierwszą czyli zgodnie z umową. W ogóle to miałam wrażenie, że ich nie ma. Jak była najfajniejsza zabawa na parkiecie, to ich nigdy nie było. Jak już przychodzili to robiło się „normalnie”. Albo ja ich nie widziałam albo nie zwróciłam uwagi. Ale mam nadzieję, że udało im się coś złapać. A w kościele to w ogóle widziałam tylko 1 kamerzystę, który stał z mojej strony i miał kamerę na statywie skierowaną przez całą mszę na nas. Drugi trochę się kręcił, ale mało go widziałam. Natomiast fotograła zobaczyłam dopiero jak się skończyła msza. Nawet myślałam, że w ogóle go nie było. Ale oczywiście był. I był tak dyskretny, że zupełnie nam nie przeszkadzał. Pełen profesjonalizm. Taki właśnie powinien być fotograf na ślubie. Ślub się bierze dla samego sakramentu, a nie po to aby ładne fotki potem były. Chociaż na ładne kadry też liczę Muszę powiedzieć, ży wybawiłam się całkiem nieźle na własnym weselu. Kilka razy zatańczyliśmy razem z mężem. Kilku panów mnie wykończyło na parkiecie. Ale większość tańczyłam sama, najlepiej bawiąc się ze świadkową, z którą świetnie się potrafię dogadać w tańcu. Nawet fotograf później mówił, że nieźle wywijałam ze świadkową. Niestety nasi panowie, byli raczej przykuci do krzeseł i musiałyśmy sobie radzić same. Wesele skończyło się ok. 3 czyli zgodnie z planem. Po mału goście się zbierali do domu, ale największa grupa – nasi goście autokarowi wytrwali do końca. Mąż przed oczepinami przyniósł kosz z cukierkami, co to miały być w kościele i ustawił go w bufecie. Goście częstowali się nimi przy wyjściu. Jeden wujek chciał zabrać cały koszyk, i ledwo udało się mu to wyperswadować. Musiałam tłumaczyć, że koszyk musimy zwrócić, bo należy do florystki. Nazajutrz okazało się, że jednak kosze są nasze, a nie wypożyczone. W trakcie wesela, dostawaliśmy od gości koperty i prezenty. Pod kościołem mało kto się na to zdecydował. Po zakończeniu imprezy trzeba było wszystko zapakować do samochodu. Zabraliśmy też wszystkie kwiaty, które były wystawione wokół fortepianu w wazonach. Nie chciałam żeby leżały całą noc w bagażniku, bo by się zupełnie zmarnowały. Chciałam żeby goście widzieli, że szanujemy kwiaty od nich i doceniamy ten gest. Obsługa naszykowała też jedzenie z bufetów do zabrania. My zgarnęliśmy pozostałą poligrafię i kilka nietkniętych pudełeczek z truflami jako prezenty dla gości. Większość goście albo zjedli na miejscu albo sobie zabrali, ale kilka zostało na stołach. Znikneły też wszystkie winietki i menu. Goście brali sobie na pamiątkę. Menu mieliśmy tylko po jednym na stole. Miały być po dwa, ale mąż nie zdążył więcej wydrukować. Więcej niż 2 nie chcieliśmy, bo mąż stwierdził, że będą się potem walać po stałach i po podłodze i nie ma sensu robić dla każdego. Ale jakby były po 2 na stół to by było akurat. W trakcie pakowania nasz świadek rozliczał się z obsługą i DJem. W ogóle mąż dał mu wszystkie pieniądze i kazał się za nas rozliczać. Dobrze, że tak się stało, bo gdybyśmy mieli jeszcze to robić to już w ogóle na nic nie było by czasu. Nasi goście wypili też kilka drinków z baru, który nie był wliczony w cenę. Chcialiśmy za to zapłacić, ale manager nam to sprezentował. Chyba w ramach przeprosin za tort. Bukiety na stołach zostały w restauracji, tylko 2 z nich wziął sobie DJ. O 4 byliśmy już na parkingu i świadek odwiózł nas do hotelu. Mieliśmy tylko moje buty ze ślubu oraz koperty od gości. Resztę zabrali teście. Co do samego wesela, to DJ, który się na tym zna stwierdził, że widać było, że goście byli lekko przytłoczeni miejscem. Zwłaszcza na początku wesela, gdy czekali na nasze przybycie. Ale poradzili sobie światnie. MZ nikt się nie czuł skrępowany i wszyscy dobrze się bawili. Ten aspekt wypadł dużo powyżej moich oczekiwań. Po weselu słyszeliśmy opinie gości (przekazane przez teściów), że ślub był przepiękny, a wesele, bajkowe, exclusive itd. Pomimo kilku porażek, wszystko wypadło raczej dobrze. Dzisiaj zrobiłabym kilka rzeczy inaczej, ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Kiedyś na pewno będę się z tego w Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 19:49 Przekroczyłam 8000 znaków... C.D. Kiedyś na pewno będę się z tego wszystkiego śmiać, traktując moje "porażki" jako element, który urozmaicił i ubarwił imprezę. Ale jeszcze nie dzisiaj. Na szczęście pamięć mam dobrą, ale krótką KONIEC Chciałam jeszcze opisać dzień po, poprawiny, sesję w Paryżu itd., ale nic nie mam przygotowane, a i klimat w moim wątku mało temu sprzyja. Powiem jedynie, że przynajmniej tutaj wszystko udało się świetnie pozdrawiam i dziękuję za życzenia Odpowiedz Link Zgłoś
lili-2008 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 19:56 Emi, na pewno było wspaniale, znając siebie byłabym zachwycona, będąc gościem (byłam kiedyś na podobnym ślubie i weselu) teraz czekamy na zdjęcia Odpowiedz Link Zgłoś
budyniowa123 opisz emi opisz:) 28.10.09, 19:57 Jestem strasznie ciekawa zdjęć, zwłaszcza, że my na naszą sesję (już małżeńską) ciągle czekamy, bo pogoda nie sprzyja Co do Twojej relacji: faktycznie, dużo potknięć wychwyciłaś, ale tak chyba mają osoby z gruntu perfekcyjne Moja babcia taka była i założę się, że jakby jej tort zły podali to zakasałaby rękawy i piekła na miejscu nowy Osobiście w ogóle nie dziwię ci się, że wkurzyli cię żebracy i pseudo-orkiestra (nie lubię wymuszania i stawiania kogos pod ścianą) Od nas (jak szlismy odwiedzić ciocię do szpitala, w strojach) też dwóch żebraków wycyganiło kaskę Ale potraktowałam to jako uścisk ręki żula na szczęscie Fajnie, że udały się poprawny i Paryż, a co do ślubu podziwiam, że tyle zapamiętałaś szczegółów Ja część rzeczy dopiero ze zdjęć sobie przypomniałam (np wygląd tortu) Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: opisz emi opisz:) 28.10.09, 20:30 Akurat ten nieszczęsny żebrak, nic od nas w sumie nie chciał. Jest mi przykro, że są na świecie biedni ludzie i dlatego właśnie go jednak nie pogonilismy. Ale wkurzał mnie akurat w tym momencie. Chciałam się wyciszyć, uspokoić wewnętrznie, a tu ktoś mnie zaczepia i coś gada nie na temat. Gdyby w tamtym momencie zrobił to ktoś inny, to też bym była wkurzona. Ja nie chciałam słuchać o problemach innych, bo swoich miałam aż nadto. Może i egoistyczne, ale chyba każdy ma prawo do odrobiny prywatności. Zwłaszcza w takiej chwili. Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: opisz emi opisz:) 28.10.09, 20:38 Wklejam z innego wątku: The best of... "Żeby nie było, że wszystko potoczyło się źle, to napiszę tylko, że jestem bardzo zadowolona z hotelu, w którym mieliśmy przygotowania. Apartament boski! Katering przepyszny i na dodatek gratis. Ślub - jakaś obca pani podeszła do teściowej i powiedziała, że na tak pięknym ślubie jeszcze nigdy nie była. Trzej księża super! A chór to poprostu poezja. Zrobili taki nastrój, że mogliby nigdy nie przestawać śpiewać. Akompaniament skrzypiec przeprawiał o ciarki. Goście zachwyceni. Wesele - cóż powiedzieć. Jedzenie przepyszne. Estetyka miejsca zachwycająca. Goście bawili się świetnie. Chyba ani razu nie widziałam pustego parkietu. DJ i muzyka idealna na świetną zabawę. Był i lekki jazzik przy obiedzie, jak i przekrój przez same super hity. Zaproszony ksiądz odmówił krótką, ale dowcipną modlitwę przed posiłkiem, czym rozbawił towarzystwo i przełamał pierwsze lody. Potem był królem parkietu! Chyba nie miałam też lepszego pomysłu, jak wynajęcie opiekunki do dzieci. To był strzał w 10! I dzieci, i rodzice, i pozostali goście zachwyceni! Ja też niczego sobie się prezentowałam. Fryzura z kokardką wyszła całkiem fajnie. Do tego woalka - to chyba najlepszy element mojego stroju". Napisałam to 2 dni po ślubie Odpowiedz Link Zgłoś
budyniowa123 Re: opisz emi opisz:) 28.10.09, 20:39 Może i egoistyczne, ale chyba > każdy ma prawo do odrobiny prywatności. Zwłaszcza w takiej chwili. Ma. I uważam, ze nie ważne: żebrak czy grajek obcy ludzie powinni uszanować to, że dla kogoś to ważna chwila nie nie muszą wtrącać swoich trzech groszy itp. W każdym razie: czekam na ciąg dalszy Losów Pani Emily A co z tortem było nie tak? Odpowiedz Link Zgłoś
lili-2008 Re: opisz emi opisz:) 28.10.09, 20:43 Ale jak już się wtrącą (czasu się nie cofnie) nie ma sensu robić z tego tragedii Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: opisz emi opisz:) 28.10.09, 20:54 Budyniu, akurat tort to tak naprawdę jedyna poważna wpadka na weselu i nie chciałabym do niej wracać. Na szczęście udało się ten tort jakoś uratować i tego się będę trzymać Odpowiedz Link Zgłoś
budyniowa123 Re: opisz emi opisz:) 28.10.09, 21:02 najważniejsze, że uratowany No emi, pokaż choć malutkie zdjęcie... bo przecież nie można tak ludzi torturować Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: opisz emi opisz:) 28.10.09, 21:08 Ale ja nie mam jeszcze żadnych zdjęć ze ślubu. Jeśli to Cię pocieszy, to mogę wstawić tylko z wyjazdu do Paryża. Odpowiedz Link Zgłoś
monikapers Re: opisz emi opisz:) 28.10.09, 21:19 TAK TAK TAK TAK TAK TAK TAK Emi, no pewnie, ze wrzucaj ten paryz, przeciez my juz tu nogami od tygodni przebieramy, nie drecz nas dluzej.... Odpowiedz Link Zgłoś
monikapers Re: opisz emi opisz:) 28.10.09, 21:18 Ale jak bylo w Paryzu???????? Emi opowiedz, na ta relacje najbardziej czekalam, tak dluuuuugo Nie daj sie prosic i napisz jak Paryz, jak Wy, jak Tworki, jak bylo, zreszta co Ci bede mowic ????????? Reszte olej /sorry/ emocje i perfekcjonizm nakrecaja spirale, a i tak zapamietasz tylko piekne chwile, tort ze zdjecia zrobcie sobie na rocznice i z glowy Odpowiedz Link Zgłoś
pcimcia999 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 20:13 A ja uważam, że twoja szczegółowa relacja będzie bardzo przydatna w przygotowaniach do ślubu i wesela. Wyciągnęłam kilka wniosków i fajnie, że SZCZERZE opowiadasz nam, co się nie udało, bądź mogło być lepsze. Dla mnie oczywiste jest to, że i tak to był jeden z najpiękniejszych dni w Twoim życiu, a relacja miała być dla nas, forumowiczek, wskazówką w przygotowaniach weselnych. Serdecznie gratuluję i życzę wszystkiego dobrego Odpowiedz Link Zgłoś
freciczka Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 20:40 Trudno mi powiedzieć jakbym ja odebrała te wszystkie niedociągnięcia, o których piszesz, ale ja też to odbieram jako czepianie się o szczegóły. Z jednej strony piszesz że nie zauważyłaś że było zimno przed kościołem (bo w takiej chwili nie zwraca się na to uwagi) a z drugiej zauważasz małą ilość kwiatów w bukiecie i to podczas ślubu... Nie oceniam, bo być może sama bym tak zareagowała, ale myślę że gdyby wszystko nie było tak szczegółowo zaplanowane to takie duperele nie psułyby Ci humoru. Mam nadzieję, że niedługo spojrzysz na to z dystansu i nie będziesz tak rozpamiętywać tych w sumie małych potknięć. Gratulujemy z Narzeczonym i życzymy wszystkiego dobrego!! Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 20:51 Freci, może jak ktoś to przeczyta, to właśnie uniknie moich problemów. Zbyt drobiazgowo zaplanowana impreza też może się nie udać. Trzeba iść trochę na żywioł albo... zatrudnić konsultantkę A co do tego, że w trakcie życzeń nie było mi zimno, to zdałam sobie z tego sprawę dopiero później. W samochodzie kierowca włączył ogrzewanie i dopiero wtedy poczułam, że trochę jednak zmarzłam. Podobnie było z tą kapelą. Ja ją zauważyłam dopiero pod koniec życzeń. Co nie znaczy, że jak czegoś w porę nie zauważyłam, to tego nie było Odpowiedz Link Zgłoś
freciczka Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 21:09 Oczywiście, że się przyda Właśnie o to mi chodzi- że jak się zbyt szczegółowo wszystko zaplanuje to jest więcej rzeczy, które mogą nie wyjść!!a poza tym nastawia się człowiek, że ma być "idealnie" i jak coś odbiega od tego planu to już katastrofa... My postanowiliśmy popłynąć z prądem i zobaczymy co z tego wyjdzie Jednego jestem pewna- tego dnia nie mam zamiaru niczym się przejmować !! Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 21:26 Założenie bardzo dobre! Też takie miałam. A jak wyszło to widać. Myślałam, że mam wszystko zaplanowane i o niczym nie zapomniałam. W związku z czym nie przewidywałam nic złego. Ale los bywa przewrotny Odpowiedz Link Zgłoś
odsrodkowa Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 19:02 Emi gratuluję ogromnie I mam nadzieję mimo wszystko na zdjęcia Odpowiedz Link Zgłoś
mama1bartk-a Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 02.11.09, 10:22 Boże jakie głupia relacja i nudna jak flaki z olejem aż sięniedobrze robi............ble Odpowiedz Link Zgłoś
chloe30 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 13:32 Mąż nawet chciał wziąć piersiówkę z wodą i popijać w trakcie mszy, ale mu zabroniłam. No jak by to wyglądało? Przecież nikt by nie uwierzył, że to nie alkohol a nawet jakby byli pewni że woda to głupio wygląda PM popijający w trakcie ceremonii. Odpowiedz Link Zgłoś
kr_ka_11 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 08:02 stylwia1978 napisała: > No właśnie, o co chodzi z tym DRUGIM ŚLUBEM???????????? ten był kościelny, wcześniej był cywilny. Odpowiedz Link Zgłoś
diameh Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 00:15 Czekam z wypiekami na ciag dalszy Serdeczne gratulacje Odpowiedz Link Zgłoś
makkk Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 11:47 Wszystkiego najlepszego Emily! Odpowiedz Link Zgłoś
kr_ka_11 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 12:00 ja również gratuluje Emi, i życzę wszystkiego naj naj pisz dalej, bo fantastycznie się to czyta. Odpowiedz Link Zgłoś
kruszynka173 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 14:31 Muszę przyznać że pierwszy raz czytam relacje ze ślubu z takim napięciem nie mogąc doczekać się dalszej części Emily wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
lapwing123 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 14:50 Emily, gratuluję. odnoszę wrażenie, że cała relacja jest trochę smutna. za dużo rzeczy wiedziałaś, że nie wyszło. Ty to wiedziałaś i do końca nie potrafiłaś radować się chwila. takie mam odczucia. ale być może się mylę. czekam na zdjęcia Odpowiedz Link Zgłoś
gwiazdka3333 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 17:58 Serdecznie gratuluję a jeszcze serdeczniej .... współczuję. Byłam przekonana,że tak perfekcyjnie zaplanowane wesele jest czymś niesamowitym, nawet zazdrościłam takiego pełnego zaangażowania i dopięcia wszystkiego na ostatni guzik. Przecież nie każdy ma takie możliwości finansowe jak Emili i nie każdy może mieć tyle wspaniałości na weselu i ślubie. Teraz nikomu nie życzę i nie zazdroszczę takich przygotowań. W dniu ślubu miałam tyle emocji ( samych radosnych, ewentualnie wzruszeń ),że nie myślałam nawet o takich szczegółach jak Ty ! W życiu nie wpadłabym na to aby policzyć róze w bukiecie !!! Oceniać ich ilość i jakość. Pilnować tego czy się uśmiecham podczas mszy czy nie ... Byłam non stop uśmiechnięta - szczęśliwa !!! Mój mąz również Nawet się wzruszyłam podczas przysięgi. Ciekawa jestem czy pozwoliłabyś sobie na to ... a łzy wzruszenia mojego taty podczas błogosławieństwa były najpiękniejsze !!! A Ci "żebracy" pod Kościołem ... Emili to nie był spektakl w teatrze tylko Twój ślub ! Byliście tam dla siebie ??? czy tylko dla spektaklu ? Jestem przekonana,że gościom się wszystko podobało ! Tylko nie wiem czy czasami oni nie mieli więcej emocji (pozytywnych i wzruszeń) od Ciebie ... Odpowiedz Link Zgłoś
z_meetropolii Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 19:26 trochę smutna ta twoja relacja... wytykasz same niepowodzenia. Przecież ślub jest dla was, to wy ślubujecie sobie że będziecie z sobą na zawsze i to jest najważniejsze. Uważam, że nie warto za bardzo skrupulatnie planować swojego ślubu/wesela bo później czujemy się jak na egzaminie i sprawdzamy czy każdy punkt jest wypełniony. Mam nadzieje ,ze mimo wszystko był to dla ciebie szczęśliwy dzień, że wybawiłaś się na weselu i szybko zapomnisz o niedociągnieciach Odpowiedz Link Zgłoś
k.l2 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 21:46 Gwiazdko, calkowicie sie z Toba zgadzam. No, poza jednym.. powyzszy opis sprawia wg mnie wrazenie,ze to byl bardziej spektakl niz slub... Biorac pod uwage to, co Emily pisala wczesniej, myslen,ze dla niej tym prawdzuwym, szczesliwym slubem byl cywilny. I dlatego, choc z opoznieniem, to tamtego Emily CI gratuluje! Ja rozumiem prefekcjonizm, zwlaszcza jak sie wydaje duzo pieniedzy, ale to liczenie roz mnie rozwalilo. I pisanie,ze najwazniejszy jest sakrament.. chwile po komentarzu o Komunii (dobre winko, szkoda,ze nie wypilam wiecej, bo w gardle mi zaschlo..). Przepraszam Emily, ze komentuje,ale naprawde szkoda... I tak jak mowisz, ku przestrodze dla innych. Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 21:59 Nie mam zamiaru przejmować się więcej żadnymi komentarzami. Zrozumieć mnie mogłaby tylko osoba, która by była na moim miejscu. A to się przecież nigdy nie stanie. Nie mam zamiaru też więcej się usprawiedliwiać i wyjaśniać. Każdy ma prawo do własnych odczuć i myśli. I ja też. Piszcie sobie co chcecie. Za chwilę i tak zapomnicie o mnie, a ten wątek zniknie w mrokach tego forum... Odpowiedz Link Zgłoś
lili-2008 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 22:26 Emi, przepraszam, że się wtrącam (absolutnie nie chcę Cię urazić), ale wydaje mi się, że każda z nas albo była albo będzie na Twoim miejscu... każdej z nas coś się nie udało, nie znalazłyśmy na wszystko czas (np. ja na dokładne wydepilowanie nóg), każda z nas była przerażona jakimś niedociągnięciem ale ślub i wesele to tylko jeden dzień w skali całego życia. Wiadomo, że każdy chciałby, żeby wszystko się udało co zostało zaplanowane pieczołowicie, ale nie ma co się oszukiwać - nigdy tak nie będzie. Tylko trzeba wtedy na chwilę zamknąć oczy, zakląć i odpuścić I cieszyć się tym co sie udało Mam nadzieję, że jak najszybciej zapomnisz o tym co złe, a pozostanie Ci w pamięci tylko to co dobre Szkoda nerwów. Odpowiedz Link Zgłoś
deczko Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 21:19 Rozumiem, ze w glowie mialas idealna uroczystosc, ale sluby rzadza sie swoimi prawami i nawet koordynator, tak naprawde nic nie pomoze, zawsze cos pojdzie nie tak. Zamiast przezywac slub, Ty sie skupilas na nic nie znaczacych szczegolach dla ogolu, nie powinnas tez sie nimi przejmowac. Zebracy na starowce to niestety smutna rzeczywistosc. Wchodzilas do kosciola i bylo malo ludzi w lawkach, ale w koncu dotarli. A w sumie wyjscie jest wazniejsze nie wejscie. itp. itd. Rozumiem, ze sprawa tortu mogla Ciebie rozlozyc na lopatki, ale najwazniejsze, ze smakowal i nikt sie nie zatrul. Ja mam duza rodzine i bylam na wielu weselach. Jak sa oczepiny panny sie nie kwapia do lapania welonu. Faceci lubia gry zespolowe. Najwazniejsze teraz sa zdjecia i film. Trzymam kciuki, zebys nie byla nimi rozczarowana. Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 21:36 Deczko, lejesz miód na moje zbolałe serce i moje nerwy jak postronki. Tak zawsze mówi mój mąż - jak tam nerwy jak postronki? Łatwo mu mówić, bo on to się niczym w ogóle nie przejmuje. Tak też staram się zawsze do wszystkiego podchodzić - przekuć negatywy na pozytywy. Zapomnieliśmy o płatkach róż - były w Paryżu. Zapomnieliśmy o cukierkach pod kościołem - były na przyjęciu. Nie było pięknego pierwszego tańca - zatańczymy na sesji video. Tort - w końcu wyszedł całkiem nieźle. itd, itp, etc Podsumowując, to są właściwie 4 rzeczy które najbardziej mnie bolą. Ale jakoś tak mam, że robię z igły widły i wszystko wyolbrzymiam. Mój mąż oprócz płatków róż niczego nie żałuje. Teściowie wprost zachwyceni. Goście również. Jedyne do czego mogę się przyczepić, to ja sama. W końcu się do tego przyznałam Odpowiedz Link Zgłoś
sympatyczna1980 a mi w tej jszych dni w zyrelacji brakuje......... 28.10.09, 22:00 no własnie... brakuje mi po prostu miłości, troche tak jakbym czytała sprawozdanie z obejrzanego meczu, czy filmu a nie jednego z najwazniejszych dni w życiu. Tro9che sucho i pusto napisane. ale mimo wszystko życze ci wszystkiego dobrego i dużo szczęścia Odpowiedz Link Zgłoś
misself Re: a mi w tej jszych dni w zyrelacji brakuje.... 28.10.09, 22:52 sympatyczna1980 napisała: > no własnie... brakuje mi po prostu miłości, troche tak jakbym czytała > sprawozdanie z obejrzanego meczu, czy filmu a nie jednego z najwazniejszych dni w życiu. Mam wielką nadzieję, że po ślubie czeka mnie jeszcze dużo o wiele ważniejszych i piękniejszych dni... Czego i każdej z was życzę. Odpowiedz Link Zgłoś
anczija smutna puenta... 28.10.09, 22:07 W paru slowach. Przykro mi to stwierdzic ale to najgorsza relacja z jaka sie spotkalam. Niestety jestes przykladem na to,ze zasobnosc portfela weselnego i nadmierna brobiazgowosc rozmija sie z cala idea i swietnoscia tego dnia. I wlasnie ten konflikt priorytetow powinien byc glowna przestroga dla innych! Tym bardziej przykre,iz wydawalo mi sie,ze jestes dojrzala kobieta(w koncu bylas juz mezatka od jakiegos czasu) a tu tak niewywazone emocje. Odnosze wrazenie,ze zapomnialas o tym co bylo najwazniejsze tego dnia, a skupilas sie na...no wlasnie na czym??? Bardzo smutne to podejscie. Kurcze jak sobie przypomne nasz dzien slubu to usmiech nie znikal z twarz i ta ogromna radosc! Spytsz o niedosciagniecia-nie brakowalo ale to drobiazgi. W polowie wesela moja mama zachorowala bardzo powaznie i musielismy wezwac pogotowie.To bylo przykre.Ale to co ty piszesz...Zmeczylam sie... Odpowiedz Link Zgłoś
sympatyczna1980 a mi w tej relacji brakuje............. 28.10.09, 22:09 tak mial być zatytuowany post Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: foto 28.10.09, 22:31 Dzięki Lili To dla tych wszystkich, którzy twierdzą, że skoro nie napisałam, że miałam w dniu ślubu motyle w brzuchu, nie ćwierkały mi skowronki i nie siedział mi amorek na ramieniu celując w mojego męża, to znaczy, że go nie kocham, że ze ślubu zrobiliśmy cyrk, teatr i przedtawienie, brakowało tylko biletów itd. Pewnie też ktoś się znajdzie, kto napisze, że zdjęcie też wykalkulowane, bo czekaliśmy aż na wieży zaczną migotać światełka. Więcej relacji i zdjęć nie będzie. Jak ktoś się zmęczył, to może sobie wreszcie odpocząć. Aczkolwiek obowiązku nie było, aby czytać to co ja napiszę. Żegnam Odpowiedz Link Zgłoś
lili-2008 Re: foto 28.10.09, 22:55 Emi, mam nadzieję, że chociaż na priva wyślesz zdjęcia Odpowiedz Link Zgłoś
laracroft82 Re: foto 29.10.09, 00:21 emily_valentine napisała: > Dzięki Lili > > To dla tych wszystkich, którzy twierdzą, że skoro nie napisałam, że > miałam w dniu ślubu motyle w brzuchu, nie ćwierkały mi skowronki i > nie siedział mi amorek na ramieniu celując w mojego męża, to znaczy, > że go nie kocham, że ze ślubu zrobiliśmy cyrk, teatr i > przedtawienie, brakowało tylko biletów itd. > Pewnie też ktoś się znajdzie, kto napisze, że zdjęcie też > wykalkulowane, bo czekaliśmy aż na wieży zaczną migotać światełka. > > Więcej relacji i zdjęć nie będzie. Jak ktoś się zmęczył, to może > sobie wreszcie odpocząć. Aczkolwiek obowiązku nie było, aby czytać > to co ja napiszę. > > Żegnam bez przesady, czy wszystkim sie musi wszystko podobac?? wiecej krytycyzmu w stosunku do siebie, bo oszalejesz kobieto.. Odpowiedz Link Zgłoś
misself Re: foto 29.10.09, 00:51 laracroft82 napisała: > > bez przesady, czy wszystkim sie musi wszystko podobac?? wiecej krytycyzmu w > stosunku do siebie, bo oszalejesz kobieto.. Przecież cała relacja była o tym, co jej się nie podobało, utrzymana w tonie bardzo krytycznym, to zostało skrytykowane, a teraz napadasz na nią za to, że nie jest wobec siebie krytyczna? Zdecydujcie się Odpowiedz Link Zgłoś
laracroft82 Re: foto 29.10.09, 09:50 misself napisała: > laracroft82 napisała: > > > > bez przesady, czy wszystkim sie musi wszystko podobac?? wiecej krytycyzmu > w > > stosunku do siebie, bo oszalejesz kobieto.. > > Przecież cała relacja była o tym, co jej się nie podobało, utrzymana w tonie > bardzo krytycznym, to zostało skrytykowane, a teraz napadasz na nią za to, że > nie jest wobec siebie krytyczna? Zdecydujcie się bardziej chodzilo mi o o to ze emily napisała, ze nie bedzie juz wiecej poweselnych wrazen zdjec bo komus cos tam sie zle czyta i sie nie podoba...ale tak bedzie zawsze, nie powinna tak brac do siebie krytyki innych, bo chciała idealnie, a nie wyszło... Odpowiedz Link Zgłoś
emiwiki Re: foto 29.10.09, 10:34 Emi wróć i pokaż zdjęcia please Chyba się nie przejmiesz tymi zawistnymi zazdrośnicami, które z żalu i zazdrości pękają i tylko czekają żeby się na kimś wyżyć. Sądzę, że większość jednak patrzy z podziwem i poprostu z ciekawością jak wyglądał ten Wasz Wielki Dzień, a przede wszystkim sesja w Paryżu. Odpowiedz Link Zgłoś
misself Re: foto 28.10.09, 22:54 Tak się całujecie na tym zdjęciu, jakbyście nie chcieli przestać... I te emocje wyrażają to wszystko, czego żadne słowa nie potrafią. Gratuluję męża i zazdroszczę Paryża Odpowiedz Link Zgłoś
3mila_m bosz ja miałam tak samo!!!! 29.10.09, 09:08 Emily dopiero teraz przeczytałam Twój wątek, bo od ślubu rzadko jestem na forum, i wiesz co? Miałam to samo z płatkami! Moja Mama o nich zapomniała! Nikt nas niczym nie obsypał jak wychodziliśmy z kościoła nawet głupim ryżem, było mi mega przykro... Byliśmy od tej pory z mężem na 3 ślubach i jak były płatki róż mój Mąż szeptał mi do ucha "błagam Cię tylko nie płacz". I z tańcem też tak samo... Okazało się że w sukni ślubnej nie da rady wytańczyć wyćwiczonego układu. Ale z tego co wiem tak to się właśnie kończy na 90% wesel, przynajmniej u moich koleżanek. Po prostu dlatego że z wiadomych przyczyn nikt nie ćwiczy tańca w sukni ślubnej! Ja ogólnie nie zwierzałam się z moich wpadek na forum, po 4 miesiącach śmieję się już z prawie wszystkich. Prawie, bo przez te płatki róż, którymi nikt nas nie obsypał chce mi się płakać do tej pory!Rozumiem i pozdrawiam, nie obrażaj się na forumki (zwłaszcza te co jeszcze są przed) Pzdr! Odpowiedz Link Zgłoś
zewelinal zalosne 29.10.09, 09:34 ja mialam slub i wesle w tym samym czasie co ty czyli 10.10.2009 i jestes mega szczesliwa bo wszystko bylo idealnie ale ja to tak mocno przezywalam ze swoim mezem ze od momentu wejscia do kosciola nie pamietam nic oprocz mojego meza i ksiedza!!! wogole nie wiedzialam co sie dzieje kto byl kogo nie bylo to nie istotne, i to jest w tym wszystkim piekne !!! lawki puste, zebrak pomagajacy zbierac pieniadze, wybacz ale bardzo dziecinne myslenie, na to nie masz wplywu, a jak dobry fotograf to tego nie zobaczysz na zdjeciach, ja wogole nie maietam zeby mi ktos zdjecia robil i kamerowal podczas mszy sw no ale to kwestia co dla kogo jest wazniejsze, i po twojej calej relacji ciesze sie ze mam miej kasy bo jestem poprostu szczesliwa!!!!! a ty tak sie skupialas na glupich pie...ch, goscie nawet ich nie zauwazyli a ty teraz rozpaczasz! odpowiedz sobie na pytanie czy warto bylo robic taka szopke.... Odpowiedz Link Zgłoś
budyniowa123 Re: zalosne 29.10.09, 09:53 ciesze sie ze mam > miej kasy bo jestem poprostu szczesliwa!!!!! jakoś ci nie wierzę, wiesz... że się cieszysz że masz mniej kasy... a ty tak sie skupialas > na glupich pie...ch, goscie nawet ich nie zauwazyli a ty teraz > rozpaczasz! Gdzie emi rozpacza? Bo jakoś nie zauważyłam. Po prostu zauważa co poszło nie tak. wogole nie wiedzialam co sie dzieje kto byl kogo nie bylo to nie > istotne, i to jest w tym wszystkim piekne !!! Mam rozumieć, ze nie robliscie wczesniej listy gosci? Nie zastanawialiście się kogo zaprosić? Nie rozwoziliście zaproszeń? No bo skoro TO NIE BYŁO ISTOTNE to chyba poszliście na żywioł, kto chciał to przyszedł? ja wogole nie maietam zeby mi ktos > zdjecia robil i kamerowal podczas mszy sw no ale to kwestia co dla > kogo jest wazniejsze Aha, czyli nie zamawialiście fotografa, kamerzysty? Skoro nie, to nic dziwnego że o nim nie myślałaś. Wtedy faktyczni nie było to ważne dla ciebie. A jeśli tak, to chyba za niego sama nie płaciłaś, skoro nie miałaś poczucia, że w jakiś sposób powinnaś kontrolować pracę podwykonawców. >jestes mega szczesliwa bo wszystko bylo idealnie twoje szczęście. Myślę, że emi też jest mega szczęśliwa, ale nie dlatego, że "wszystko było idealnie" ale dlatego że jest żoną. Skoro ciebie tak cieszy, że dzień był perfekcyjny, a emi oceniasz po tym, że krytykuje OTOCZKĘ slubu to chyba dla ciebie jest ona najważniejsza, a nie dla emi... Odpowiedz Link Zgłoś
lili-2008 Re: zalosne 29.10.09, 09:59 przesadzasz budyniowa, jak ktoś ocenia Emi to źle, ale innych oceniać można (zwłaszcza nie mając zielonego pojęcia o tej osobie) Odpowiedz Link Zgłoś
budyniowa123 Re: zalosne 29.10.09, 10:09 mam w nosie, czy ocenia się emi, czy zia, czy kogokolwiek z tego forum. Nie mam w nosie jak się ocenia. I czy ta ocena ma jakąś wartość. Mam swoje zdanie co do krytykowania kogokolwiek (tu akurat emi), ze to, że nie przedstawia wyidealizowanej wizji wesela. Wg politycznej poprawności forum wszystko ma być słodko, miło, wzniośle, pięknie. A jeśli ktoś się odważył napisać, że nie wszystko organizacyjnie wypaliło, to się zaczyna ocena: nie ślubu, nie przyjęcia, tylko personalna ocena osoby rzekomo nieczułej i zmanierowanej. DNO brak dystansu Uważam, że skoro siedzą ludzie na tym forum to otoczka slubu jest dla nich ważna, ale z obłudy uważają, że nie robi na nich wrażenia. Nie jest najważniejsza- z tym się zgodzę, ale przecież emi nigdzie nie napisała, że była. I nie dała też tego odczuć. Jakby np mi się kiecka zalała przed slubem herbatą to bym się załamała, a potem napisała na forum, że byłam załamana! A niektóre osoby napisałyby mi: jak to! załamana w dzień ślubu! Ty płytka dziewczyno ty... Odpowiedz Link Zgłoś
lili-2008 Re: zalosne 29.10.09, 10:20 Bardzo złe wnioski wysnuwasz Budyniowa. Nie sądzę, żeby większość osób miała coś przeciwko temu, że Emi opisuje niedociągnięcia. Sądzę, że chodzi o coś innego. Odpowiedz Link Zgłoś
budyniowa123 Re: zalosne 29.10.09, 10:26 chodzi o to, że nie przysłodziła. Gdyby do tych niedociągnięć dopisała jeszcze zdania o motylkach, wzruszeniach i odjętej mowie byłoby ok. Pytanie tylko, czy miała taki obowiązek, bo chyba każdy pisze w swojej relacji to co chce, a nie to co by się innym miło czytało. Odpowiedz Link Zgłoś
budyniowa123 Re: zalosne 29.10.09, 10:42 a o tym już trudno dyskutować Każdy ma prawo do swoich. Powiem szczerze, że do włączenia się do tej dyskusji sprowokował mnie motyw (a raczej motywy) wytykania komuś finansów. Chyba jestem przeczulona na tym punkcie, ale strasznie mnie to drażni... nie lubię oceniania kogokolwiek przez pryzmat tego na co może sobie pozwolić. Odpowiedz Link Zgłoś
lili-2008 Re: zalosne 29.10.09, 10:51 Ja też tego nie lubię, ale niestety zdarza się to bardzo często Odpowiedz Link Zgłoś
zewelinal KASA!!!!!!!!!!!!!!! 29.10.09, 11:17 bede mowila o pieniadzach bo po piewsze to nie temat tabu a po drugie tez mam prawo sie wypowiedziec!!!!!!!!!!!!! mnie na wiekszosc bajerow ze slubu emi nie stac i co za tym idzie nawet nie zawracalam sobie tym glowy ale dlaczego odrazu ze jestem zazdrosna? jestem biedniejsza i szczesliwsza i ten watek to udowadnia! SZCZERE ALE PRAWDZWE! I BUDYNIOWA MOZESZ KRYTYKOWAC MNIE ILE CHCESZ a tez mam prawo do wypowiadania sie, ja jej nie krytykuje ja stwierdzam fakty (daleka jestem od zadrosci) Odpowiedz Link Zgłoś
budyniowa123 Re: KASA!!!!!!!!!!!!!!! 29.10.09, 11:27 nie próbuję ci udowodnić, że jesteś zazdrosna- pewnie nie jesteś. Ale ja uważam, że wytykanie komukolwiek kasy lub jej braku jest nieeleganckie. Ot i tyle. > jestem biedniejsza i szczesliwsza i ten watek to > udowadnia! niczego to nie udowadnia i nie wiem skąd wiesz, że jesteś szczęśliwsza. > SZCZERE ALE PRAWDZWE! I BUDYNIOWA MOZESZ KRYTYKOWAC MNIE ILE CHCESZ pewnie mogę, ale nie chcę. Ja tez mam prawo uważać, że pewne kwestie należy przemilczeć. Jakbym w jakmś wątku napisała pod np zdjęciami, ze są średnio fajne, ale pewnie kasy nie starczyło i biedak nie może liczyć na nic więcej to by mnie na forum zjedzono (i słusznie). A na wytykanie w drugą stronę panuje powszechne przyzwolenie. Odpowiedz Link Zgłoś
dorothy_mills Re: KASA!!!!!!!!!!!!!!! 29.10.09, 11:54 zewelinal a po czym oceniasz,że Emi jest nieszczesliwa?? napisała to gdzies? Nie sądze,ze odkryłaś to po technicznej relacji ze ślubu Emily. Nie każdy ma ochote pisać o swoich uczuciach do forumek,ktorych nie zna. Odpowiedz Link Zgłoś
madziaq Re: zalosne 29.10.09, 11:19 Szczerze mówiąc, to w tym konkretnym przypadku trudno się temu oprzeć. Ja tez nie lubię oceniania ludzi przez pryzmat ich portfela, ale chyba nawet bardziej drażni mnie jak ktoś się z zawartością swojego portfela obnosi. A w swoim wątku przedślubnym praktycznie w każdym wpisie Emily pisała, że kupili mężowi krawat (piąty na wszelki wypadek ) za 350 zł, że bielizna kosztowała 1200 zł, układanie fryzury 300 zł a pończochy po 85 zł za parę, przy czym par były 3 (cen co do grosza nie sprawdziłam, ale rząd wielkości się zgadza). Wątpię, żeby akurat to komuś coś dało, a na wielu osobach pewnie zrobiło wrażenie popisywania się kasą. Nie wierzę, że E. nie zdawała sobie sprawy, że np 80 zł za parę pończoch to dla znakomitej większości osób cena astronomiczna. Jej kasa, jej sprawa. Ale niejednokrotnie napadano tu na dziewczyny, które chwaliły się, że np. kupiły suknię za 10 tys. a na kwiaty wydały drugie 10 tys, że niby czym tu się chwalić. No i nie ma się faktycznie czym chwalić - kto ma i chce to wydaje, kto nie ma, ten oszczędza, ale przedstawianie kosztorysu całego wesela powoduje tylko - zamierzone moim zdaniem - wrażenie, że panna młoda śpi na pieniądzach. I nie jest to moim zdaniem objaw klasy Żeby nie było, że jestem wredną zazdrośnicą, tak samo mnie denerwuje jak ktoś pisze, że on to całe wesele za tysiąc złotych urządził, więc widać się da, a kto wydaje więcej, to nie ma szacunku dla pieniędzy i biedy ludzkiej. Ogólnie uważam, że powoli tworzący się w Polsce zwyczaj nie rozmawiania o kasie jest godzien pochwały i krzewienia Odpowiedz Link Zgłoś
mamavinca Popieram!!!! 29.10.09, 11:32 > uważam, że powoli tworzący się w Polsce zwyczaj nie rozmawiania o kasie jest > godzien pochwały i krzewienia Odpowiedz Link Zgłoś
sajolina Re: zalosne 29.10.09, 10:43 Budyniowa, nie sądzę, że chodzi o motylki i ściśnięte gardło, takich rzeczy nikt nie musi opisywać, bo to bardzo prywatna sprawa.Z resztą nic się tu nie musi. Po prostu pewnym zaskoczeniem była relacja, w której PM skupia się w zasadzie tylko i wyłącznie na tym co się nie udało i jest zaskoczona, że udało się cokolwiek i że ktokolwiek mógł być zadowolony. Trochę przykro i szkoda. Tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
misself Re: zalosne 29.10.09, 11:47 budyniowa123 napisała: > Uważam, że skoro siedzą ludzie na tym forum to otoczka slubu jest dla nich > ważna, ale z obłudy uważają, że nie robi na nich wrażenia. W pełni się z Tobą zgadzam. Jest tu mnóstwo wątków, w których użytkowniczki konsultują się, czy tyle wódki to wystarczy, czy tyle kwiatów to nie za mało, czy ta sukienka pasuje do tej fryzury. Skoro tak, to uważają, że to istotne, bo gdyby nie było dla nich istotne, to by nie pisały o tym na forum Podejście "wszystko nam się podoba" tworzy atmosferę Doliny Muminków, a chyba nie o to chodzi. Krytykujmy, ale z głową - naprawdę trudno oceniać czyjeś emocje w dniu ślubu, jeśli się nie jest tą osobą. Mnie relacja w stylu "to była magiczna chwila... nic nie pamiętam, the end" trochę by znużyła (pominę fakt, że trąci Harlequinem), a o rzucaniu kieliszkiem w fortepian przeczytałam z przyjemnością To jednak nie znaczy, że dla emily to nie była magiczna chwila... Tylko po prostu tego nie napisała. Ocenianie kogokolwiek po tym, czego nie napisał, jest jeszcze głupsze niż ocenianie po tym, co napisał. Odpowiedz Link Zgłoś
zewelinal Re: zalosne 29.10.09, 10:10 oczywiscie ze robilam to o czym napisalas ale to nie jest wazne w dniu slubu i nie mam nad tym czuwac, nie pisz bredni ze mam patrzec czy mi fotograf zdjecia robi i ze patrze na kase!! bronisz jej bo wiesz ze mam racje, sama dobrze rozumiesz zo to nie jest wazne w dniu samego slubu i juz, to ona powinna miec wiecej luzu a nie ja, a ty daj sobie spokoj bo nie masz racji Odpowiedz Link Zgłoś
budyniowa123 Re: zalosne 29.10.09, 10:19 bronisz jej bo > wiesz ze mam racje, tak, własnie tak robię. Że też udało ci się to odkryć! ale to nie jest wazne w > dniu slubu Tego w życiu nie zrozumiem: dlaczego skoro wiele z was pisze, że NIE JEST TO WAŻNE, to siedzi, wybiera, przebiera itp. Dla mnie było ważne: jak będę wyglądała, kto przyjdzie itp. Dlatego wcześniej nad tym myślałam, wybierałam bukiety itd. Jakby to nie było ważne, poszłabym z marszu w codziennej sukience. >to ona powinna miec wiecej luzu a nie ja pewnie powinna, co sama przyznała. Że za dużo na siebie wzięła. No i co w związku z tym? To powód, żeby wytykać jej, że mogła sobie pozwolić poszaleć finansowo? Mi nie chodzi o to, żeby bronić emi, bo nie jestem jej adwokatem. Bronię mojego zdania co do tego, co jest poliycznie poprawne na tym forum i czemu odrobina wyłamania się z konwencji od razu powoduje lawinę takich samych argumentów, posądzeń o płytkość itp. A na twój post odpowiedziałam, bo uważam że OBRZYDLIWYM zwyczajem jest wytykanie komuś tego, że jest zamożny i podawanie tego jako argumentu. Odpowiedz Link Zgłoś
mala_mujer Re: zalosne 29.10.09, 10:32 a ja się z tobą, Budyniowa, zgodzę trochę rzeczywiście mnie przygnębiła relacja Emi, a czekałam na nią jako niemy wielbiciel długo największym grzechem Emi jest chyba właśnie wyłamanie się z konwencji pt. najpierw praktyczne plany i kalkulacje na forum na kilkanaście miesięcy przed, a potem ciach i "byłam księżniczką i to najpięknieszy dzień w moim życiu" teraz sobie myślę, że moja relacja wyglądałaby podobnie - może nakłady finansowe będą mniejsze, ale nie wyobrażam sobie, jak piszę na forum internetowym, albo mówię komuś poza najbliższymi, o motylkach, serduszkach i niewiadomo jakich przeżyciach szczera, praktyczna relacja jest wyjściem sensownym i na pewno się przyda to, że ktoś nie ma potrzeby się tłumaczyć, z tego ile wydał, a potem wyzewnętrzniać się i lukrować przed obcymi, w zasadzie ludźmi - no naprawdę niewybaczalne i dziwaczne Odpowiedz Link Zgłoś
sajolina Re: zalosne 29.10.09, 11:56 uważam że OBRZYDLIWYM zwyczajem jest wytykanie komuś tego, że jest zamożny i podawanie tego jako argumentu. Zgadzam się. Nie bardzo wiem, co tu jest właściwie do wytykania. Odpowiedz Link Zgłoś
anczija Re: zalosne 29.10.09, 10:51 dokladnie,zgadzam sie. Wielkorotnie czytalam niemile wpisy w watkach innych osob i wtedy nikt nie wazyl slow tylko pisal co myslal, ostro...dlaczego? A w tym watku pelnym smutku, goryczy i pesymizmu az sie prosi zeby powiedziec stop? Wrecz zlosc mnie bierze na takie podejscie i fochy doroslej kobiety! Odpowiedz Link Zgłoś
budyniowa123 trochę dystansu dziewczyny! 29.10.09, 09:45 ... że jak niektórym się nie poleje cukrem jak się o slubie opowiada, to od razu oznacza, że ślub był bee, a relacje jescze gorsza... Emi opisała (wychodząc z założenia że komuś to się przyda) TECHNICZNA stronę slubu i wesela. Na prawdę nie każdy ma dar i ochotę rozpisywać się co poczuł jak uklęknął przed rodzicami, czy jak mówił przysięge. A wy od razu, że slub smutny, a ona nieczuła... Jasne, jakby napisała w "słitaśny" sposób to by się posypało, że pięęęknie i w ogóle... Uważam, że relacja emi jest w 100% bardziej przydatna, sensowna, z dystansem i konkretna niż większość love-story na tym forum. Można z niej wyciągnać konkretne wnioski, a i czyta się ją za humorem (mnie ona nie przygnębiła) Jak dla mnie emi ma duużo dystansu i do siebie i do slubu skoro tak swój dzień opisała i wam tez by się przydało troche dystansu do waszej IDEALNEJ WIZJI TEGO DNIA. Gdzie wszystko może pójsc kiepsko a wam uśmiech z twarzy nie spełźnie... Jasne, ciekawe tylko w takim razie po co kupujecie ssuknie za 2 tys (ojej, polała mi sie winem przed slubem- ale nie szkodzi!) zamawiacie i wybieracie orkiestre (upili się, ale co tam!) a fotograf wszystkie fotki prześwietli. A wy potem na forum zamieścicie relacje: nic się nie udało, ale byłam cały czas TAKA szczęsliwa i ani razu złosc mnie nie wzięła, bo miałam motylki w brzuchu. Bleeee Emi, ja gratuluję odwagi Odpowiedz Link Zgłoś
najta Re: trochę dystansu dziewczyny! 29.10.09, 10:06 O właśnie, mnie też ta relacja nie przygnębia, z ciekawością przeczytałam wszystko i czekam na więcej. Sądzę, że po czyimś ślubie można być trochę milszym i nie dopiep**ać się tak bardzo. Pomagajmy sobie zamiast wypominać kto ile ma kasy etc. Gratulacje Emily! Odpowiedz Link Zgłoś
sajolina Re: trochę dystansu dziewczyny! 29.10.09, 10:08 Hmm, szkoda Emi,że Cię tyle rzeczy dotknęło na własnym ślubie,ale myślę, że jak obejrzysz relację video i fotki, to ci przejdzie, bo zobaczysz jak pięknie było w rzeczywistości. Najważniejsze, że dopisali goście, jedzenie było znakomite, a dj grał dla Was, a nie tylko dla siebie. Na drugi raz będziesz może bardziej uodporniona na wpadki Odpowiedz Link Zgłoś
misself Re: trochę dystansu dziewczyny! 29.10.09, 11:55 sajolina napisała: > > Najważniejsze, że dopisali goście, jedzenie było znakomite, a dj grał dla Was, > a > nie tylko dla siebie. Na drugi raz będziesz może bardziej uodporniona na wpadki Że tak sparafrazuję sygnaturkę stworzenje: na ślubie, jak w życiu, nie ma powtórzeń. Czego każdemu życzę Odpowiedz Link Zgłoś
chocoladette Re: trochę dystansu dziewczyny! 29.10.09, 10:39 Problem w tym, ze to właśnie Emily zabrakło dystansu do siebie. Opisała swój ślub z perspektywy "wpadek" (które nota bene dla większości nie miałyby wielkiego znaczenia) w tonie "nic mi się nie udało, a miało być tak pięknie". Jestem przekonana, ze dla gości ślub i wesele były perfekcyjne i nikt nic nie zauważył. Szkoda tylko, że Emily wyrazila sie o swoim slubie jako najwieksza porazka, jaka sie jej przytrafila. Mysle, ze ten watek mozna pokazywac przewrazliwionym pannom mlodym, ktorych glownym celem w zyciu przez 2 lata jest zorganizowanie slubu i wesela. A Emily zachowala sie bardzo niedojrzale. Zalozyla watek na otwartym forum, gdzie kazdy moze wejsc, przeczytac i komentowac i dziwi sie, ze nie kazdy pieje z zachwytu nad jej slubem, a co niektorzy posuneli sie do ostrzejszej krytyki. A co, nie wolno im? Owszem, wolno. Wiecej luzu i dystansu do siebie!!! Odpowiedz Link Zgłoś
gwiazdka3333 smutna puenta...te same odczucia co anczija 29.10.09, 10:32 Tak właśnie chciałam to napisać ale napisałam odrobinę inaczej Odpowiedz Link Zgłoś
gwiazdka3333 bzdury !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 29.10.09, 10:53 Relacja ze ślubu to relacja ze ślubu i Emili pisząc ją na pewno nie myślała tylko o tym,żeby ustrzec inne dziewczyny przed wpadkami tylko relacjonowała najważniejsze wydarzenie w swoim życiu ! Zresztą co to za wpadki ... za mała ilość kwiatów w bukiecie ?!? Najbardziej mnie irytuje to,że teraz obraziła się,bo ktoś śmiał ją skrytykować... Nie raz przekonywała dziewczyny na forum,że nie warto się obrażać itp. A już w ogóle nie mogę zapmnieć o tym jak wszystkie piętnowały Zia za jej podejście do ślubu i wesela i za przykład stawiano Emili. A czym one się różnią ???? Czym ??? Chyba tylko tym,że ZIa jest szczera i o wszystkim mówi wprost, nie ukrywa co jest dla niej ważne a Emili doskonale się ukrywała ... a teraz wyszło szydło z worka I nie ma się co dziwić forumką,że są rozczarowane ... bo Emili wydawała się ... inna. Odpowiedz Link Zgłoś
zoselin1987 nie rozumiem... 29.10.09, 10:54 o co chodzi w całej tej dyskusji! Większość dziewczyn czekała z wypiekami na twarzy na relację emily. Dziewczyna opisała wszystko z taką dokładnością,że aż dziw bierze. Chciałyście- to i macie. Emily sama mówiła,że jest STRASZNĄ PERFEKCJONISTKĄ. Zresztą nie musiała tego pisać,bo dało to się zauważyć śledząc jej przygotowania do ślubu. Jedna PM jest taką perfekcjonistką jak emily, a inna nie zwróciłaby w życiu uwagi na różnego typu rzeczy,które opisywała emily. I nie sądzę,że jest to kwestia tego,że dla emily liczyła się tylko cała ta otoczka... no bez przesady. Każdy przeżywa na swój sposób. To,że emily podczas mszy przeliczyła kwiaty w wazonach to nic dla mnie zdrożnego. Znając samą siebie wiem,że ja nie zwróciłabym pewnie w takiej chwili w ogóle na to uwagi. Emily tak. I co z tego? Jej sprawa. Nie rozumiem oburzenia niektórych dziewczyn. p.s Życzę dużo szczęścia Emily. I żeby nigdy nie dopadła Was rutyna,bo to najgorsze co może być < przynajmniej dla mnie > Odpowiedz Link Zgłoś
gold-fish carpe diem 29.10.09, 11:16 Zaczęłam czytać tę relację i nie dałam rady... Mi by się nie chciało tyle pisać. ,,To,że emily podczas mszy przeliczyła kwiaty w wazonach to nic dla mnie zdrożnego." Nie, to się szaleństwo... pewnie na porodówce zauważy że położna ma dwutygodniowe odrosty Emily życzę Ci szczęścia, naprawdę. Życie skłąda się ze szczegółów, ale też z radosci chilą. Carpe diem! Odpowiedz Link Zgłoś
mamavinca Re: smutna puenta...te same odczucia co anczija 29.10.09, 11:04 Emi, podziwiam Cie za Twoj perfekcjonalizm ale Twoja relacja jest tylko potwierdzeniem dla mnie zasasy ze slub powinien byc tylko jeden.A to dlatego ze przy pierwszym slubie(cywilnym) skupiaja sie cale emocje-dreszczyk szczesia,lzy wzruszenia, ze bedzie sie za chwile zona. Natomiast drugi slub(koscielny) juz nie jest takim emacjonalnym przezyciem poniewaz jest sie juz malzenstwem i tak naprawde wiele sie nic nie zmienia.Dlatego przezycia wenetrzne jakie towarzysza przy pierwszym slubie splywaja na drugi plan lub zupelnie ich nie ma a skupiamy sie na tym by bylo pieknie wizualnie i aby wszystkim wszystko sie podobalo. Nie zrozum mnie zle, nie oceniam Cie negatywnie.Jestem najzwyczajniej zwolenniczka slubu konkordatowego( aby piekno zewnetrzne i wewnetrzne tego WYJATKOWEGO dnia szlo w parze). Odpowiedz Link Zgłoś
buziaaa Re: smutna puenta...te same odczucia co anczija 29.10.09, 11:07 Ja rownież musze przyznać, że czytając pamiętnik emi i początek relacji ze ślubu byłam zafascynowana. Wszystko perfekcyjne piękne, drogie i myślałam sobie - ja tak nie miałam. Po kolejnych częściach relacji okazało się, że po wyjściu z koscioła emi stwierdziła, ze jakas kapela i zebrak chcą zepsuc jej ślub, w drodze do sali nakrzyczała na męża, a tort okazał się nie taki jak byc powinien, co stało się największą porażką wesela - to jest smutne. Nasz ślub i nasze wesele wcale nie było lepsze od którejkolwiek z was, bo dla każdej z nas to wyjątkowy i niepowtarzalny dzień. Nie miałam też markowej sukni, auta za ponad 1000 zł, fajerwerków i lampionów - nawet o tym nie pomyslałam. Chciałam tylko być przy moim mężu. Dzięki temu oglądając zdjęcia mogę wzruszać się patrząc na nasze uśmiechnięte twarze i splecione dłonie, a nie płakać czy wyrzucać sobie, że pod kościołem nikt nie obsypał mnie specjalnie przygotowanymi płatkami. Obsypano nas pieniędzmi i ryżem - może nawet długoziarnistym z plastikowej torebki - ale przyniesionym przez gości, którzy chcieli to zrobić. Rzucanie grosikami - było tego sporo - i co, ze trzeba było zbierać długo - to dla nas. Odpowiedz Link Zgłoś
emiwiki Re: smutna puenta... 29.10.09, 10:56 noi co to kogo obchodzi że Ty unosiłaś się nad ziemią (miałaś aureole pewnie nad głową), Emi opisuje swoje odczucia tak jak chce, pisze o sprawach przyziemnych, zdaje relacje, reportaż, który nie musi chyba być jakimś poematem. I po co piszesz że musieliście wzywać pogotowie(przykro mi), licytujesz się kto miał gorzej? Ty miałaś taki ślub i wesele, a Emi inne i ok. Domagam się Emi dalszej relacji na przekór tym kilku osobom wrrrrrr które nie mogą sobie odpuścić i z zazdrości im się ulewa. Odpowiedz Link Zgłoś
gwiazdka3333 Re: smutna puenta... 29.10.09, 11:00 Domagam się Emi dalszej relacji na przekór tym kilku osobom wrrrrrr które nie mogą sobie odpuścić i z zazdrości im się ulewa. Tak, strasznie zazdroszcze braku pozytywnych emocji na wlasnym slubie. Bardzo. Odpowiedz Link Zgłoś
anczija Re: smutna puenta... 29.10.09, 11:06 Zazdrosci? dzieczyno o czym ty mowisz? Odpowiedz Link Zgłoś
laracroft82 Re: smutna puenta... 29.10.09, 11:14 emiwiki napisała: Domagam się Emi dalszej relacji na przekór tym kilku osobom > wrrrrrr które nie mogą sobie odpuścić i z zazdrości im się ulewa. yyy czego, bo nie za bardzo rozumiem???ładny hotel czy samochod sa to materialne rzeczy na ktore kazda z nas sobie pozwoli jezeli bedzie miala ochote... Odpowiedz Link Zgłoś
foczkaka Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 10:51 Dziewczyny głupio jakoś, wydaje mi się że nie powinno się oceniać kogos juz PO ślubie, przynajmniej nie w taki sposób. Co i nnego przed, gdy sie ktos jeszcze zastanawia, wybiera, można powiedziec co się mysli o sukni, o planach na wesele itd. Po weselu, mozna spytać dlaczego coś było tak a nie inaczej, choćby po to, by na własnym slubie wiedziec co i jak zorganizować. Nie wiem, moga się nam nie podobać zdjęcia, film moze byc nudny, ale powiedzieć komuś że miał smutne wesele? że go nie przeżywał, że zrobił szopke? Nawet jeśli tak było, to jego sprawa, a każda PM, jakich by nie miała priorytetów, chce swój ślub pamiętac jak najlepiej. To że Emi widzi teraz tyle niedociągnięć - może stres jej jeszcze nie opadł Ja np przezywałam jeszcze ze 2 tygodnie po weselu, conajmniej. A Emily przeciez przygotowywała się dłuugo i bardzo i nic dziwnego, że jak o drobiazgach rozmyślała tyle przed weselem, to myśli o nich i po. Czego się spodziewałyście, ze o leje rzeczy, które przez wiele miesięcy zajmowały tyle jej uwagi? Fakt, ja na własnym ślubie widziałam tylko męża, większości faktów nie zanotowałam w pamięci, i do piero po wszystkim bliscy mi o nich opowiadali. Ale ja też nie jestem drobiazgowa, a do przygotowań slubnych nie przykładałam aż takiej wagi. Kwestia charakteru. Tobie Emily zyczę byc przestała myślec tym co nie do końca wyszło, za do tobrze zapamiętała całą reszte. Na pewno będziecie mieć piękne zdjęcia i piękne wspomnienia. A w ogóle to dużo szczęścia w życiu małżenskim zycze, bo to przeciez jest najwazniejsze. I Wrzuć zdjęcia, bo połowa forum z ciekawości umiera Odpowiedz Link Zgłoś
caprichito Do Emily 29.10.09, 12:01 Emily, ja uwazam, ze Twoja relacja bardzo sie przydala nam wszystkim, ktore sie dopiero przygotowuja do tego dnia. Tego calego jadu wylanego w Twoim watku przez inne dziewczyny nawet nie bede komentowac. Szkoda tylko, ze taki fajny watek tak oszpecono. Nie przejmuj sie. Przykro mi z powodu tortu, niestety to sie bardzo czesto zdarza aczkolwiek dziwi fakt, ze cos takiego stalo sie w Belvedere. Chyba nauczone Twoimi bledami powinnysmy podpisywac aneksy do umowy zakladajace zwrot kasy jesli tort bedzie inny od zamowionego hehe. Ja tez mam nadzieje, ze jednak nie bedziesz sie przejmowac i pokazesz zdjecia. Chociazby na prv. Pozdrawiam Cie serdecznie Odpowiedz Link Zgłoś
monikczek79 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 12:14 w kwestii epatowania pieniędzmi-uważam, że Emily jest miła dziewczyną, ale przykłada dużą uwagę do pieniedzy. Jak tu juz jej wielokrotnie wypomniano - na kazdym prawie kroku pokazywała, że wszystko jest takie drogie. Nie wiem czy to cos wnosiło do sprawy podawanie cen za wszystkie rzeczy, ale cóż. Mnie samą bardziej śmieszy fakt, że wydawane były czyjeś pieniądze-nawet jeżeli one były własnego męża. Ja jestem totalną, niestety, materialistką, ale dumnie mogę powiedzieć, że wydaję to co sama zarabiam. Głupio mi by było chwalić się, że wydałałm tyle i tyle np na bieliznę wiedząc, że nie były to stricte moje pieniądze. W pewnym wieku wypada byc na własnym utrzymaniu-nawet jak mąż świetnie zarabia. I też uważam, że Emily jest gwiazdą tego forum i u niej trzeba sie wszystkim zachwycać. Jak ktoś tego nie robi to jest zawistną pindzią Odpowiedz Link Zgłoś
e.milia Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 12:28 Pomijam inne kwestie, ale akurat nie powinno nikogo obchodzić skąd Emili czy ktokolwiek inny ma pieniądze i na co je wydaje. Odpowiedz Link Zgłoś
foczkaka Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 12:38 monikczek, nie trzeba się zachwycac. Ale zauwaz że zwykle jeśli czyjaś stylizacja, zdjęcia slubne się nie podobaja, to z grzeczności tego nie piszemy, nie komentujemy w ogóle. Co innego ocenić czyjeś przygotowania, a co innego już po fakcie powiedzieć twoje wesele było do kitu. Co do finansowania i utrzymywania to IMO niedojrzałe jest bycie na utrzymaniu rodziców. Natomiast to kto w małżenstwie ile zarabia, kto pracuje, a kto nie, to juz jest sprawa tylko tych dwojga ludzi. Jeśli któremuś będzie przeszkadzało że finansuje wydatki drugiego, to wprowadzą rozdzielnośc majątkowa. Są małżeństwem i to tylko i wyłącznie ich sprawa ile które zarabia i co finansuje. Odpowiedz Link Zgłoś
chocoladette Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 13:19 foczkaka napisała: > monikczek, nie trzeba się zachwycac. Ale zauwaz że zwykle jeśli czyjaś > stylizacja, zdjęcia slubne się nie podobaja, to z grzeczności tego nie piszemy, > nie komentujemy w ogóle. Co innego ocenić czyjeś przygotowania, a co innego już > po fakcie powiedzieć twoje wesele było do kitu. Ja nie zauwazylam, zeby ktos krytykowal wesele Emily jako takie. Jedyne, co zostalo skrytykowane to podejscie Emily do samego slubu juz po fakcie. Jestem pewna, ze gdyby Emily pokazala tu zdjecia ze slubu nie byloby sie do czego przyczepic i z pewnoscia wszyscy goscie byli zachwyceni. Poza tym, nie uwazam, ze krytykowanie slubu po fakcie jest jakims nietaktem. Jesli ktos ujawnia sie na ogolnie dostepnym forum, to musi byc ciezko naiwny myslac, ze komu nie bedzie sie podobalo, to nie bedzie sie odzywal. Moim zdaniem, krytyka (bez obrazania nikogo) jeszcze nikogo nie zabila i trzeba miec mocno zachwiane poczucie wlasnej wartosci, zeby przejmowac sie opiniami nieznych ossob na forum. Odpowiedz Link Zgłoś
freciczka Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 12:39 Dżizas!!ale się porobiło...w tym wszystkim aż trudno znaleźć wątki z relacją... Na początku też trochę potępiałam Emily za tak suchą relację, ale przecież napisała że to jest ku przestrodze... A poza tym im dłużej się nad tym zastanawiam to nawet potrafię ją zrozumieć...czasem tez tak reaguję jak coś nie wychodzi, szczególnie jak się na to poświęciło mnóstwo czasu... Mimo wszystko mam nadzieję, że podczas swojego ślubu nie będę miała czasu ani głowy do zastanawiania się nad szczegółami! Jest spora szansa że to się uda ponieważ nie jestem aż tak drobiazgowa i nawet mnie trochę denerwują opisy przygotowań zarówno emily jak i zia, ale w związku z tym ich nie czytam. Odpowiedz Link Zgłoś
k.l2 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 12:54 Pozwole sobie zacytowac "Ślub w konsulacie, świadkowe (2 dziewczyny) z konsulatu, ślub w piątek, dojazd metrem, ciuchy zwykłe (ja w spodniach), bez fryzjera, makijażystki, bukietu, toastu, marszu Mendelsona, gości (byliśmy sami we dwoje), fotografa (pani z konsulatu zrobiła nam zdjęcia naszym aparatem), kamerzysty, przyjęcia itd. Potem dalsze zwiedzanie Paryża, croissanty z budki na ulicy, po południu obiad w restauracji we dwoje. Jedyna rzecz, którą mieliśmy to obrączki. Genaralnie potraktowaliśmy to wydarzenie jako wyjazd wakacyjny ze ślubem. Dodatkowo była podróż przedślubna jak i poślubna " Opis rowniez pozbawiony motylkow w brzuchu itp. A jednak brzmi inaczej. Pewnie, inna konwencja - ale mam wrazenie,ze nie tylko. Odpowiedz Link Zgłoś
szonik1 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 13:01 Abstrahując od osoby emily i jej poglądów ( i moich na jej poglądy) i całej otoczki slubno-weselnej ten fragment (utrzymany w klimatach typu "Mikołajek i inne chłopaki") jest super (dalej juz nie mialam czasu czytac): "Prowadzącym ceremonię był ojciec męża, który widać było że był trochę zdenerwowany. Z naszej strony wszystko mówił mąż, i pomimo że czytał z kartki, to patrzyłam na niego ze zdziwniem, skąd on wie kiedy i co mówić. Dobrze, że ja nic nie musiałam robić, bo chyba miałam jakiś moment wyłączenia. Gdy przyszło do święcenia, teść którego to była rola, obleciał z kropidłem cały pokój i poświęcił wszystkich, łącznie z fotografem, kamerzystą i makijażystką, która jeszcze bardziej chowała się za kwiatem. Potem fotograf powiedział, że pierwszy raz coś takiego spotkał i było to bardzo fajne. Mnie to akurat wkurzało, bo teść latał wszędzie i szukał wnuczki, żeby ją pokropić, a to przecież było nasze błogosławieństwo. W końcu i tak jej nie znalazł. Albo się myle,albo ma dziewczyna (nieświadome może...?)poczucie obserwacji i humoru. Odpowiedz Link Zgłoś
freciczka Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 13:10 k.l2 napisał(a): > Pozwole sobie zacytowac > "Ślub w konsulacie, świadkowe (2 dziewczyny) z konsulatu, ślub w > piątek, dojazd metrem, ciuchy zwykłe (ja w spodniach), bez fryzjera, > makijażystki, bukietu, toastu, marszu Mendelsona, gości (byliśmy > sami we dwoje), fotografa (pani z konsulatu zrobiła nam zdjęcia > naszym aparatem), kamerzysty, przyjęcia itd. > Potem dalsze zwiedzanie Paryża, croissanty z budki na ulicy, po > południu obiad w restauracji we dwoje. > Jedyna rzecz, którą mieliśmy to obrączki. > Genaralnie potraktowaliśmy to wydarzenie jako wyjazd wakacyjny ze > ślubem. Dodatkowo była podróż przedślubna jak i poślubna " > Ech to jest moje marzenie...cichy ślub...tylko my dwoje...gdzieś daleko od teściowej wariatki i matki-pesymistki. No ale cóż, życie to sztuka kompromisów a Narzeczony chce być otoczony wianuszkiem starych ciotek na ślubie Odpowiedz Link Zgłoś
mamavinca k.l2 29.10.09, 13:11 Piekny fragmnent ktory zacytowalas. Ale...Pomysl teraz sobie , ze owa para bierze za lat kilka slub koscielny. I co? Beda czuli taka sama spontanicznosc?Takie same emocje? Chyba nie... Odnies teraz ta sytuacje do Emi.Wszyscy zapominaja ze ona juz meza miala!Slub koscielny byl dla niej postawieniem kropki nad i. Odpowiedz Link Zgłoś
k.l2 Re: k.l2 29.10.09, 13:21 Ja zacytowalam wlasnie Emily i zgadzam sie z Toba,ze ciezko chyba przy drugim slubie po wielu latach wspolnego zycia odczuwac te same emocje. Dlatego uwazam,ze -biorac pod uwage podejscie MP do slubu wyrazone wlasnie w tych dwoch opisach (bo jakie bylo naprawde nikt z nas sie nie dowie) - cywilny byl ich SLUBEM, a koscielny bardziej przypominal dobrze wyrezyserowany spektakl... Odpowiedz Link Zgłoś
milen-a7770 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 13:15 Jestem czytelniczką tego forum z doskoku, w sumie sama nie wiem dlaczego Ale lubię sobie poczytać jak to się teraz idzie ubranym do ślubu, co się podaje itp. - swój piękny wymarzony ślub miałam 10 lat temu, dziś już ze mnie wiekowa żonka z dwójką dzieci . W życiu bym nie pomyślała, że będę tu zabierać głos. Przygotowania Emi czytało mi się super fajnie, czasem się dziwiłam jej drobizgowości, ale jak pisała taka już jest. A Wy przedtem jednym chórem ... Emi Emi Emi dawaj zdjęcia , wszystkiego najlepszego, wracaj już ... A teraz tyle złośliwych komentarzy. Każdy człowiek jest inny i inaczej przeżywa pewne wydarzenia i nie możecie stwierdzić że to była szopka, że sztywno, że to czy tamto sramto..... Na pewno było pięknie i elegancko, co nie znaczy że jak ktoś nie miał przyjęcia w Belvedere i sukni Cymbeline z najnowszej koleckji to miał beznadziejnie, każdy ma ten swój dzień. Bardzo chciałabym zobaczyć fotki :))) Odpowiedz Link Zgłoś
pocket.size Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 13:55 Ja, również jak milen-a7770 poczytuję forum od czasu do czasu, bez powodu właściwie (chociaż dla odmiany jestem panną ). Wątki Emily czytałam bardzo chętnie, taka mała telenowela się zrobiła Po ślubie sprawdzałam forum co jakiś czas, czy już przypadkiem nie wróciła z Paryża. Ucieszyłam się na kolejny, tym razem ślubno-weselny, odcinek. Przeczytałam, pośmiałam się i czekałam na kolejny post. Szczerze mówiąc bardzo się zdziwiłam, jak przeczytałam pierwsze złośliwe komentarze. Czytając to forum ma się wrażenie, że znacie się nie od dziś, jesteście koleżankami, panuje tu fajna atmosfera. A w pewnym momencie miałam wrażenie, że czytam forum Onetu. Odniosłam podobne wrażenia do milen-a7770. Uważam, że to sprawa Emily, czy się przejmuje ilością róż czy nie. To jej sprawa czy płacze z powodu brzydkiego tortu czy nie. Jej odczucia są w tym momencie ważne, a nie to, czy goście coś zauważyli. Czy nie można napisać: "Spoko, Emily, czułaś się okropnie, ale nie to było najważniejsze, za parę lat (być może nawet dni) będziesz się z tego śmiać."? Tylko zaraz zarzuty: "a gdzie magia, gdzie miłość? " Pomijając, że to była czysto techniczna relacja, ku przestrodze pewnie, a nie rozprawka na temat "Jak przeżyłam swoje wesele". Każdy przezywa ten dzień po swojemu. Emily, w związku ze swoją perfekcyjnością, przeżywała szczegóły. i nic Wam do tego. Jej głowa, jej myśli, jej nerwy. Jak wali się drobiazg za drobiazgiem to naprawdę może się uzbierać wielka kula żali. Ale to nie znaczy, że Emily nie przeżyła swojego ślubu i wesela duchowo i magicznie. Nie na miejscu wydaje mi się wytykanie Emily ile kasy wydała na wesele. Jej kasa - jej sprawa. Jej sprawa czy to pieniądze jej, jej męża, rodziców czy cioci Stasi. Ja nie wiem ile w sumie wydała, nie interesuje mnie to. Ale jeśli ktoś ma 100.000 to dlaczego ma robić wesele za 30.000? (to przykład, jak mówię - nie znam liczb). Przy różnej ilości kasy mamy różne priorytety. I nie nam oceniać priorytety innych. Emily, życzę tobie i twojemu mężowi wszystkiego najlepszego we wspólnej przyszłości. Napracowałaś się przed weselem, aby było wspaniałe. Dobrze, ze goście się dobrze bawili, bo w sumie o to chodzi. A ty masz teraz nowe doświadczenia, które wykorzystasz przy okazji organizacji 20 rocznicy ślubu czy coś Pozdrawiam! PS A najbardziej mi szkoda, że zdjęć nie zobaczę! Odpowiedz Link Zgłoś
lili-2008 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 14:00 Chciałam skromnie zauważyć, że najbardziej złośliwe komentarze pochodzą od nowych nicków Albo od takich, które pojawiają się bardzo rzadko na forum, najczęściej po to, żeby zostawić właśnie złośliwy komentarz. Odpowiedz Link Zgłoś
milen-a7770 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 14:16 Ai jeszcze dodam słowo do postu którejś forumowiczki, co napisała, że w pewnym wieku należy się samemu utrzymywać i wydawać tylko swoje przez siebie zarobione pieniądze. Wybacz, ale to mnie powaliło, kazdy żyje jak uważa, czasem małżeństwa mają osobne konta i chwalą to sobie, ale wybacz że co ja niby jako żona nie mogę sobie nic kupić za pieniądze męża albo dowrotnie ????????? Ja mam wspólne konto z mężem od lat właśnie 10-ciu i cały ten czas wydaję nasze wspólne pieniądze, nie zważając na to za czyje zostały zakupione moje kolejne buty np. I nie widzę też nic niewłaściwego w tym, że np niepracująca żona dobrze zarabiającego męża wydaje jego pieniądze, bądź też mało zarabiający małżonek wydaje wydaje więcej bo drugie zarabia też więcej. To z tych wywodów wynika że np . matka siedząca w domu z dziećmi na bezpłatnym wychowawczym - bo jej się nienależy z racji takiej, że mają za duże dochody nie może sobie nic przez dwa lata kupić bo nie zarabia ??????????? Za dużo w tym wątku Wy właśnie dziewczyny zwracacie na pozycję materialną Emily, tylko nie wiem właśnie dlaczego , skoro jesteście takie skromne i tylko przezycia duchowe są dla Was ważne Ma to wydaje - dla mnie proste jak kij i do głowy czytając jej posty nie przyszło mi, że szpanuje tym, że ją stać Odpowiedz Link Zgłoś
emiwiki Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 15:56 Emi jest chyba silną osobą nie tak łatwo poddającą sie złosliwym uwagom. No niestety na każdym forum znajdą się trole czy inne zonki, które tak potrafią człowiekowi zepsuć i uprzykrzyć życie że się wszystkiego odechciewa. Emily mam nadzieję że jesteś ponad to i wrócisz do nas ze zdjęciami i dalszą relacją, bo jest super ciekawa i pouczajaca dla innych planujacych swój ślub. Odpowiedz Link Zgłoś
zoselin1987 lili 29.10.09, 22:03 lili-2008 napisała: > Chciałam skromnie zauważyć, że najbardziej złośliwe komentarze pochodzą od > nowych nicków Albo od takich, które pojawiają się bardzo rzadko na forum, > najczęściej po to, żeby zostawić właśnie złośliwy komentarz. Tu akurat nie mogę się z Tobą nie zgodzić Faktycznie coś w tym jest. Pytanie tylko : zbieg okoliczności czy coś w tym jest? Odpowiedz Link Zgłoś
zoselin1987 Re: lili 29.10.09, 22:09 zoselin1987 napisała: > lili-2008 napisała: > > > Chciałam skromnie zauważyć, że najbardziej złośliwe komentarze pochodzą o > d > > nowych nicków Albo od takich, które pojawiają się bardzo rzadko na foru > m, > > najczęściej po to, żeby zostawić właśnie złośliwy komentarz. > > Tu akurat nie mogę się z Tobą nie zgodzić > Faktycznie coś w tym jest. Pytanie tylko : zbieg okoliczności czy coś w tym jes > t? Wyszło mi trochę masło maślane, ale to przez ciężki dzień Generalnie chciałam powiedzieć,że się z Tobą zgadzam i też to zauważyłam. Odpowiedz Link Zgłoś
deczko Mam nadzieje, ze to przeczytasz 29.10.09, 14:10 >Jedyne do czego mogę się przyczepić, to ja sama. W końcu się do tego przyznałam Gdyby nie Ty, nie byloby tak pieknej uroczystosci, zaplanowanej na tip top, goscie byli zachwyceni, co sama podkreslilas. Twoj perfekcjonizm, troche neurotyczny, wpedza Cie teraz w poczucie winy, bo kilka szczegolow poszlo nie tak. Musisz powiedziec sobie: "Mialam piekny slub i wesele", bo taka jest prawda. Odpowiedz Link Zgłoś
zabciap Dajcie tej biednej dziewczynie spokój!!! 29.10.09, 14:49 Nie rozumiem po co ta cała "awantura"? Najpierw połowa dziewczyn z forum za przeproszeniem sra się żeby Emi napisała szczegółową relację ze ślubu a potem ją krytykujecie i atakujecie za to w jaki sposób to wszystko opisała. Napisała to co czuła. Lepiej żeby kłamała, że wszystko jej się podobało i było super itp...? Osobiście nigdy nie czytuje tego typu relacji bo po prostu mnie denerwują. I radzę to samo wszystkim dziewczynom komentującym z zawiścią i zazdrością. Skończcie już tą dyskusję bo ona nie ma sensu. Komu się nie podoba podejście Emi to niech poprostu jej nie czyta! Po co zaraz takie wredne komentarze? Jej życie i jej sprawa jak je sobie układa i ile pieniędzy wydaje. Ps. Życzę Ci Emi wszystkiego dobrego na nowej drodze życia! Odpowiedz Link Zgłoś
zia86 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 15:51 Cieszę się, że byłam chora i ominęła mnie ta cała awantura, bo bym chyba nie zdzierżyła i coś niemiłego napisała. Dziewczyny wstydziłybyście się! Jak można krytykować kogoś, mówiąc, że miał zimny i smutny ślub. Jak można coś takiego oceniać po relacji która nie oddaje pewnie wszystkiego. Cieszy was to? Trzeba dowalić komuś. Bo się tak "chwalił" pieniędzmi i tak wszystko planował i teraz coś nie wyszło, haha dobrze mu tak. Takie podejście wyziera z waszych postów. Wiecie, że Emi jest perfekcjonistką, ja prawdę mówiąc spodziewałam się takiej relacji. Emi, niczym się nie przejmuj, wiesz jakie niektóre dziewczyny na forum potrafią być. Mnie relacje czytało się bardzo dobrze. Fajnie, że tak wszystko szczegółowo opisałaś. Ja wiem, że robiłaś to też ku przestrodze dla innych. Ja wyczuwam w tej relacji dużo dystansu i poczucia humoru. Przy niektórych fragmentach naprawdę się uśmiałam. Napisz dalej, proszę. A niepochlebnymi komentarzami się nie przejmuj. Tak samo jak małymi wpadkami, tak jak napisałaś, zapomnisz o nich i będziecie się z tego śmiać. Jeszcze raz gratulacje! Odpowiedz Link Zgłoś
agawa48 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 16:39 Nie sądziłam, że to kiedyś napiszę, ale zgadzam się z tym co napisała zia86 Odpowiedz Link Zgłoś
nati.82 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 16:43 Podczas ślubu i wesele panny gwiazdy forumowej Emily coś poszło nie tak?! niemożliwe! mimo drobiazgowych przygotowań, zwracania uwagi na pierdoły, przygotowywania uroczystości w najdrobniejszych szczególach? I ona biedna z całości pamięta głównie te wpadki? i obraża się nie po raz pierwszy, że ktoś śmie powiedzieć, że jest niedojrzałą pannicą? i zabiera swoje zabawki z tej piaskownicy? nieeeeeewiarygodne ślijcie jej teraz listy przepraszające Odpowiedz Link Zgłoś
bell82 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 17:08 ja tez tego nie rozumie, napsiałam jeden post w ktorym zlozylam zyczenia, jednak smialam napsiac cos co mogło mi sie nie spodobac i zaraz posypały sie lawiny slow na temat takich jak ja ze zazdrosnice, zawistne itd..ludzie czy wy powazni jestescie, czy nikt nie ma prawa do wyrazenia konstruktywnej krytyki??? po to jest forum, na nie do wałzenia sobie wzajemnie do tylkow a niektore tak sie tu zachowuja...nie wiem czy to takie szczere...co do autorki, to faktycznie przesada nie dopuszczac do siebie ani odrobine słow krytyki bo od razu obraza majestatu...faktycznie teraz to wyglada jak gwiazda forumowa, ktorej trzeba tylko słodzic bo inaczej juz sie jest feee...bez przesady Odpowiedz Link Zgłoś
nati.82 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 17:21 Nie wiesz, że Emily to gwiazda tego forum, można ją podziwiać, oglądać, zachwycać się i to wszystko. Wszystkie jej przytakują i to jej się podoba. Ale jeśli ktoś obiektywnie przeczyta choćby całą relację, w której tak się żali, że nie było IDEALNIE, to się zastanawia, czy nie pisze tego przypadkiem panienka z gimnazjum, takie to głupoty. Odpowiedz Link Zgłoś
zia86 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 17:24 Bell sama sobie przeczysz. Jaka krytyka może być konstruktywna PO ślubie? Co można zmienić? Nic. Ja jestem jak najbardziej za konstruktywną krytyką ale wtedy kiedy ona jest konstruktywna, a nie kiedy ma za zadanie dowalić tylko komuś, kto i tak już nic nie może zrobić. Odpowiedz Link Zgłoś
gwiazdka3333 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 17:35 ZIA ! Jak Cię lubię tak się z Tobą nie zgadzam Nikt nikomu nie dowala. Emili sama sobie chyba dowaliła tym ślubem, bo to wszystko ją przerosło - tak WNIOSKUJĘ czytając jej relację. Nie wiem, może taki był zamysł,żeby opisać swój ślub z masą "wpadek" i niedociągnięc a my tu wszystkie miałyśmy ją przekonywać,że było bosko i ma się nie przejmować ... Oczywiście 10 zamiast 12 róż w bukiecie nie powinno jej w tym dniu obchodzić i to żadna wpadka ale przecież na miłość boską ona jest dorosłą kobietą ! Odpowiedz Link Zgłoś
bell82 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 18:29 zia86 napisała: > Bell sama sobie przeczysz. Jaka krytyka może być konstruktywna PO > ślubie? Co można zmienić? Nic. Ja jestem jak najbardziej za > konstruktywną krytyką ale wtedy kiedy ona jest konstruktywna, a nie > kiedy ma za zadanie dowalić tylko komuś, kto i tak już nic nie może > zrobić. ale ja nikomu nie chcialam dowalac, jak pisałam wczesniej ubodło mnie to ze zebrak czy jakas kapela nie miala chyba prawa stac kolo kosciola, bo widocznie sa rowni i rowniejsi...tyle w temacie Odpowiedz Link Zgłoś
misself Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 30.10.09, 14:40 bell82 napisała: > czy nikt nie ma prawa do wyrazenia konstruktywnej krytyki??? Nie wiem, jak może brzmieć konstruktywna krytyka ślubu, który miał już miejsce. "Następnym razem nie organizuj tak szczegółowo"? Kłopot w tym, że jest naprawdę spora różnica pomiędzy spokojnym napisaniem, co się komuś nie podoba, a postem pełnym ocen personalnych. Odpowiedz Link Zgłoś
ni24 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 18:09 rzeczywiscie relacja troche dluga nie przeczytalam wszystkiego(przyznaje bez bicia)) watek rzeczywiscie zasmiecony niepotzrebnymi wstawkami..w kazdym razie ja sie przylaczam do zyczen,i jak wszyscy inni postuluje wiecej zdjec!!!! bo 1 z paryza to stanowczo za malo emi Odpowiedz Link Zgłoś
milen-a7770 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 18:54 Konstruktywna krytyka rzecz jasna jest potrzebna, tylko nie każdy rozumie co się pod tym słowem kryje.Opis przygotowań Emi czytam już od dłuższego czasu, wtedy na całym długim wątku nie było ani jednej z Was, która by taką konstruktywną krytykę wyraziła i napisła to co piszecie teraz, teraz się ujawniacie ze swoimi dopiekającymi uwagami. Ja aż tak drobiazgowa nie jestem uwierzcie mi daleko mi do Emi, ale czasem sobie w stresie liczę różne śmieszne rzeczy tak już mam. Więc może wrzućcie na luz i odczepcie się od liczenia tych róż. ) Odpowiedz Link Zgłoś
lapwing123 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 21:49 a ja się zgadzam z dziewczynami krytykującymi. i przestańcie tu bronic emily, ona chyba ma swoje lata i umie sama sie obronić. po prostu w opisie skupiła się na drobiazgach nic nie znaczących a nie na miłości. to był ślub reżyserowany, więc ona jako scenarzysta i wszystko w jednym skupiła się na porażkach Odpowiedz Link Zgłoś
milen-a7770 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 22:11 Ktoś może krytykować, ktoś drugi może bronić jak ma ochotę - bez wzgledu na wiek krytykowanej osoby A tak na marginesie każdy ślub jest reżyserowany.......... a co może nie ???? Np. takie video, te wszystkie wstępy, zdjęcia z młodych lat itp.. Oprawa muzyczna w kościele, piosenka na 1-wszy taniec, dobór muzyki, dekoracje, kwiaty, przemowy, podziękowania ... i tak mogłabym wymieniać jeszcze długo. Niech się odezwie, która nic nie ustalała ileś m-cy wstecz i 100 razy pewnych rzeczy nie zmieniała, nie myślała jak będzie lepiej, tylko zdała się na los,była tak spontaniczna, że w tym jedynym dniu żyła tylko miłością, nie patrzyła na nic tylko na przyszłego męża, ubrała się i pojechała do kościoła i potem na salę. Co zagrali to było, co dali jeść też ok ....... itd No chyba żadna z Was tak nie zrobiła - a to nie jest nic innego jak właśnie "reżyserowanie". Tylko jedni są bardziej drobiazgowi inni mniej. Odpowiedz Link Zgłoś
milen-a7770 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 22:19 I jeszcze mi się coś przypomniało, któraś dziewczyna napisała, że Emi jest księżniczką i nie można nic jej złego powiedzieć, tylko chwalić można, bo przecież tyle kasy wydała na to i wszystko jest najdroższe tzw. eksclusive więc my to chwalimy. Otóż nie macie racji, był ostatnio na forum opis i fotki ze ślubu jednej dziewczyny, ( czytający wiedzą o kim mówię ), która miała piękny ślub cywilny, potem skromne przyjęcie, zwyczajną sukienkę i jak przypuszczam zorganizowane to było za dużooooooooooo mniejsze pieniądze, ale było elegancko i z klasą, wyglądali pięknie i wszyscy byli zachwyceni. Tak więc nie chwali się tylko tego z wyższej półki cenowej co niektórzy tu zarzucają. Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 22:30 Wtrącę się na chwilę. Ja się wcale nie obraziłam. I na pewno nie za krytykę. Napisłam tylko, że nie będzie więcej relacji i zdjęć. Wydaje mi się, że napisałam aż nadto Czytam też sobie cały czas, co też inni mają do powiedzenia w mojej sprawie. Wygląda na to, że większość lepiej wie ode mnie jak było. Doprawdy, OKRUTNIE zabawne Odpowiedz Link Zgłoś
gwiazdka3333 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 23:00 Eili daj spokój. Wiadomo,że teraz tylko ironia Ci pozostała. I nie obraziłaś się, wcale, Nikt nie wie jak było, bo to był Twój ślub. I to Ty nam napisałaś jak było. A było jak było ... Więc o co chodzi ?? Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 23:08 Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o... a skąd ja mam to wiedzieć? Są inni, którym się wydaje, że wiedzą lepiej Ja już nic nie wiem. Albo wiem, że nic nie wiem. Taki bełkot mi wyszedł. A może to ironia? Odpowiedz Link Zgłoś
gwiazdka3333 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 23:20 Wyśpij się Emili. dobranoc Odpowiedz Link Zgłoś
szonik1 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 30.10.09, 06:23 To juz wygląda jak interpretacja interpretacji - emily cos napisala,kazdy wypowiedź przeczytał, zinterpretował i doszukuje się 2,3 i 10-go dna. Nie czytałam nigdy drobiazgowych postów emily odn.poszukiwań i przygotowań,bo to zupełnie nie mój styl, ale sądząc po właśnie tych przygotowaniach,opis samego zdarzenia i skupienie na detalu jest adekwatne do poprzednich wpisów i charakterystyczne dla dokładności auorki. Nie wiem, czemu się dziwicie i krytykujecie. Wcześniej nie było ani jednego słowa krytyki, teraz nagle spadł rzęsisty deszcz. Wcześniej żadna z Was nie napisala,ze np. drażni ją takie podejście do sprawy, a teraz... trudno,zeby po amoku materialnym, w którym emily organizowała całe wesele, miała przyjśc relacja typu 3 zdania pt. "było cudownie". Wg mnie emily spokojnie mogłabyś zająć się konsultacją ślubną jako zajęciem dochodowym. Wtedy mogłabyś organizować, a z drugiej str. nikt by Ci nie zarzucał, że nie ma w Tobie "duchowości". Odpowiedz Link Zgłoś
deczko Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 30.10.09, 11:27 szonik1 napisała: > Wg mnie emily spokojnie mogłabyś zająć się konsultacją ślubną jako > zajęciem dochodowym. Wtedy mogłabyś organizować, a z drugiej str. nikt by Ci ni > e > zarzucał, że nie ma w Tobie "duchowości". Do takiej pracy, przede wszystkim potrzeba dystansu, a tu niestety tego brak. To praca z ludzmi, a ludzie sa rozni i czasami w warunkach krytycznych, zachowuja sie irracjonalnie. Sluby to ryzykowny biznes, bo pannie mlodej zawsze cos sie nie spodoba. Podobnie jest z opisami, fotkami ze slubow na forum. Ktos wklei zdjecia i niezle je skrytykuja, czasami naprawde obrazliwie, a ten ktos zdjec nie usunie, bo umie znosic krytyke i ponosic konsekwencje ububliczniania zdjec w internecie, albo jest na tyle prozny, ze nic go to nie obchodzi. Ktos inny po jednej uwadze, usuwa zdjecia i znika. Jesli nie jestesmy w stanie wytrzymac krytyki, to po prostu nie ma co sie tak uzewnętrzniać, ani publikowac fotek. Warto sie nad tym zastanowic piszac, publikujac na Forum. Odpowiedz Link Zgłoś
szampanna Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 30.10.09, 10:37 Wszystkiego dobrego, Emily, na nowej (albo odnowionej ) drodze życia. Chciałam wrzucić życzenia, jak pokażesz zdjęcia, ale widzę, że nie ma raczej szans. Myślę jednak, że gdybyś je pokazała, trochę milej by było i nam, bo czekałyśmy, i Tobie - bo pewnie wreszcie przeczytałabyś kilka ciepłych słów. Współczuję Ci tego perfekcjonizmu, bo obrócił się przeciw Tobie, ale nie wątpię, że korzyść dla wyglądu była Odpowiedz Link Zgłoś
bursztynek22 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 30.10.09, 10:43 Emi, nie rób mi tego, czekam z utęsknieniem na fotki twojej woalki bo sama myślę o podobnej fryzurze i nakryciu głowy. Wbijasz mi nóż w serce! Odpowiedz Link Zgłoś
milen-a7770 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 30.10.09, 10:54 Tak tak ... tyle nas trzymałaś w napięciu, a teraz nie pokażesz , bo jakieś kilka nowo objawionych nicków się objawiło ze swoją interpretacją ???? Jesteśmy cierpliwe, ale bez przesady Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine foto 30.10.09, 11:37 Ok, nie będę taka. Wstawiam jeszcze jedno zdjątko - mój bukiet: bukiet Mój to ten różowy. Chyba nikt się nie zdziwi, gdy napiszę że trochę inaczej go sobie wyobrażałam Biały bukiet to resztka kwiatów ze stołów weselnych. Coś podobnego miała świadkowa oraz nowa panna młoda, czyli mój bukiet do rzucania na oczepiny. Bukiety są wstawione do kosza, w którym były wcześniej cukierki dla gości. Na dole z lewej strony widać kawałek kosza z płatkami róż. Miały prześliczny kolor. Wszystkie poleciały na sesji Odpowiedz Link Zgłoś
1luna1 Re: foto 30.10.09, 12:05 Ten bukiecik jest bardzo ładnie skomponowany, tylko bardzo źle wyeksponowany. Taki bidulek ciśnięty do kosza. Bukiet bardzo mi się podoba. Odpowiedz Link Zgłoś
caprichito Re: foto 30.10.09, 12:38 Bardzo fajny bukiet chociaz ja jestem za jednokwiatowymi. Emi, wytlumacz mi ociemnialej co to znacza te stacje live cooking? To sa podgrzewane patery czy jakis inny misz masz? Dzieki Odpowiedz Link Zgłoś
lili-2008 Re: foto 30.10.09, 12:43 mnie się wydaje, że to gotowanie na oczach gości Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: foto 30.10.09, 12:48 Live to jest skrzyżowanie gorących pater - podgrzewaczy i gotowania na żywo. Mieliśmy stację z pierogami i z szynką i nikt tego nie przygotowywał od zera na sali, tj. wałkował ciasto, lepił itd. Pierogi były podgrzewane lub podsmażane, a szynka krojona przez kucharza zamiast samemu się obsługiwać. Taki life tj. live Odpowiedz Link Zgłoś
lili-2008 Re: foto 30.10.09, 13:06 aaa haha, a ja myślałam, że lepili te pierogi Odpowiedz Link Zgłoś
caprichito Re: foto 30.10.09, 16:22 ja tez bede miala szynke plonaca krojna przez kucharza, ale nie wiedzialam, ze to sie nazywa live cooking Fajnie z tymi pierozkami. Ja najprawdopodobniej bede je miala na wiejskim stole. Odpowiedz Link Zgłoś
e.milia Re: foto 30.10.09, 21:03 O, ja też myślałam, że to takie pełne gotowanie. To u nas też jest opcja płonącej szynki krojonej przez kucharza, w takim razie. Ale nie wiem, czy się na to zdecydujemy Odpowiedz Link Zgłoś
bursztynek22 Re: foto 30.10.09, 13:15 wo-al-ka, wo-al-ka, wo-al-ka, wo-al-ka, WO-AL-KA!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
dorothy_mills Re: foto 30.10.09, 14:10 Emi a ja mam pytanko odnosnie karteczek z podziekowaniami dla gości, gdzie je umieściliscie? przy pudełeczkach z truflami na stole? wręczaliście gosciom ? Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: foto 30.10.09, 19:27 Prezenty stały na stole za talerzem. O to był oparty winietko- bilecik. Nic nikomu nie wręczaliśmy. winietko-bilecik prezencik trufle Zdjęcia zrobione po weselu. Odpowiedz Link Zgłoś
dorothy_mills Re: foto 30.10.09, 19:39 bardzo podobaja mi sie te winietko-bileciki zapisuje do inspiracji Odpowiedz Link Zgłoś
zia86 Re: foto 30.10.09, 20:04 Ślicznie to wyglądało! Bardzo mi się podoba i idealnie nawiązuje do zaproszeń. A możesz pokazać zdjęcia planu stołów z których tak zadowolony był mąż? I w ogóle pokaż nam więcej Emi! Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: foto 30.10.09, 20:20 Ja już nic więcej nie mam, bo nie robiłam przecież zdjęć na weselu. Dopiero by mi się dostało, gdybym napisała, że wszędzie z aparatem łaziłam Od fotografa foty dostanę za ok. 3 miesiące więc mnie na razie nie męczcie Odpowiedz Link Zgłoś
monikapers Re: foto 30.10.09, 22:17 Emi, za 3 miesiace?????????????????????????????????????????????? W styczniu? Ale i tak nie wierze, zebys nie miala jakis fot Rodzinki, zeby moc wreszcie Cie obejrzec, wyobrazasz sobie? nabija Ci z 300 postow POKAZ POKAZ przylaczjacie sie do apelu babki, ktore chcecie zobaczyc EMILY VALENTINE, nasza Gwiazde Odpowiedz Link Zgłoś
milen-a7770 Re: foto 30.10.09, 22:19 Nie no ja też nie wierzę, że nikt nie zrobił kilku fotek, Emi za 3 m- ce to ja tu umrę z ciekwości co najwyżej !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
emily_valentine Re: foto 30.10.09, 23:52 Jejku! A dajcie Wy mi święty spokój! Zdjęć nie mam ŻADNYCH z wesela. Jeszcze. Odpowiedz Link Zgłoś