Dodaj do ulubionych

10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż...

26.10.09, 12:37
Na początek mój
przedślubny pamiętnik
Obserwuj wątek
    • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 12:42
      Z pamiętnika panny Emily – piątek 09.10.2009, 1 dzień przed ślubem


      Piątek rozpoczęliśmy wcześnie. Mąż farbował mi włosy, a ja moczyłam
      paznokcie w acetonie. Niestety dzień wcześniej pani z salonu na
      literę S. spieprzyła mi żel na jednym paznokciu, a na reszcie był
      zrobiony byle jak. Tak się wkurzyłam, że postanowiłam go sobie
      ściągnąć za wszelką cenę. Tak więc w tym celu zakupiłam aceton i
      przy pomocy pilniczka oraz namaczania udało mi się pozbyć żelu.
      Musiałam też ściąć do zera moje i tak mega krótkie paznokcie, bo
      były cienkie i bardzo zniszczone po tych torturach. A miało być tak
      pięknie – wydawało mi się, że na żelu (nie mylić z tipsami) lakier
      będzie się lepiej i dłużej trzymał. Farbowanie też nie wyszło.
      Kupiłam nową farbę i wyszły mi plamy na głowie. A miało być tak
      pięknie.

      W międzyczasie kurier dostarczył przesyłkę. To była moja biżuteria
      na zamówienie. Na żywo wyglądała duuuużo lepiej niż na zdjęciach.
      Ale mimo wszystko czułam jakiś niedosyt.

      O 10 mieliśmy ostatnią lekcję tańca. Wszystko wychodziło super. Ale
      nie wiem czemu, jakoś mieliśmy złe przeczucia co do sukienki, że
      może nie udać się w niej zatańczyć. Co innego spodnie na treningu, a
      co innego długa kiecka z trenem. Chyba w złą godzinę były te myśli,
      ale o tym potem.

      Po tańcach pojechaliśmy do drukarni odebrać naszą poligrafię. Miała
      być na środę. Na dodatek drukarz coś pochrzanił z formatami i część
      była nie taka jak trzeba. Ale to akurat wyszło na dobre.

      Potem wybraliśmy się na ostatnie przedślubne zakupy. Okazały się
      jednak przedostatnie. Pojechaliśmy do Złotych Tarasów, bo w głowie
      mi tkwiło, że jest tam taki jeden sklep z bielizną i że właśnie tam
      i nigdzie indziej kupię sobie podwiązki. Chciałam niebieskie, ale
      nie było. Pani miała na stanie dwie ostatnie białe podwiązki. Po
      długiej chwili wahania, nabyłam je. To był jednak dobry zakup, bo
      były naprawdę śliczne. I dobrze, że nie niebieskie, bo by były od
      czapy.

      Kupiliśmy też w Lambercie zapasową koszulę dla męża, tym razem w
      kolorze białym. Postanowiliśmy, że w ostaniej chwili zadecydujemy co
      założy na ślub – białą czy ecru. Była ecru, a biała przydała się na
      sesję. Wychodząc ze sklepu w ostatniej chwili kątem oka zobaczyłam
      coś czerwonego. To była czerwona mucha w białe kropki. Idealna na
      oczepiny! Szukaliśmy takiej w kilku sklepach, ale nigdzie nie było.
      I nagle bingo!

      Na 16 miałam umówioną panią od paznokci w sklepie S. w Reducie. Pani
      zrobiła mi z moich koszmarków naprawdę cudo. Miałam śliczny frencz.

      Potem pojechałam do mojego starego fryzjera na farbę. Ponieważ nie
      ma tam zapisów, to niestety musiałam zmarnować trochę czasu na
      czekanie w kolejce. Ale w końcu, po ponad 2 godzinach wyszłam z
      pięknym nowym kolorem, dopasowanym w miarę możliwości do treski.

      Na koniec były ostatnie zakupy. Jak zwykle niezawodna Galeria
      Mokotów. Ponieważ nie byłam przekonana co do mojej biżuterii na
      zamówienie, to postanowiłam nabyć coś gotowego od Swarovskiego.
      Dobrze, że miałam wcześniej już coś upatrzone na wszelki wypadek, bo
      poszło dość sprawnie.

      Ostani zakup tego dnia – koszulka nocna na noc poślubną…

      Bardzo późno wróciliśmy do domu. Ale niestety nie po to, aby od razu
      pójść spać i się wyspać na sobotę. Mieliśmy jeszcze bardzo dużo
      rzeczy do zrobienia. Mąż już w trakcie, gdy byłam u fryzjera
      próbował drukować naszą poligrafię. Nie szło mu to zbyt dobrze i
      trzeba było to skończyć. Namęczył się nad tym okrutnie. Przez
      pomyłkę drukarza z formatami nic nie szło dobrze. Ale w końcu
      wpadłam na pomysł, aby nie robić oddzielnie winietek i bilecików do
      prezentów dla gości, tylko wszystko zrobić razem na jednym
      kartoniku. Od razu nasza drukarka zaczęła współpracować, a i
      winietko-bileciki wyszły całkiem fajnie. Chyba nawet lepiej niż
      gdyby były oddzielnie.

      Ja w międzyczasie, gdy akurat nie dodawałm otuchy mężowi i drukarce,
      zajmowałam się pakowaniem nas na sobotę. Chodziłam po całym
      mieszkaniu i zbierałam wszystko co się tylko mogło przydać. Uzbierał
      się tego niezły stosik na środku dywanu w salonie.

      Spać poszliśmy o godzinie 2 w nocy. Właściwie tylko z rozsądku, żeby
      choć trochę się wyspać, bo pracy mieliśmy jeszcze dużo przed sobą...
      • dorothy_mills Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 13:01
        chce więceeeeeeeeeeeej smile
        Gratulacje dla WASsmile kiss
        brakowało nam Ciebie wink
      • najta Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 14:21
        No jak to?!?!? Urwałaś opowieść na piątku wieczór! Prosimy o ciąg dalszy!!! I
        fotki!!
      • lili-2008 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 14:23
        Emi, więcej, więcej, więcej!
      • abigail83 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 14:37
        GRATULACJE serdeczne!
        tak w ogole podziwiam Twoja zimna krew, gdybym ja miala kupowac
        dzien przed slubem jeszcze jakies elementy garderoby/nie miala w
        rekach bizuterii, tobym z nerwow... gdybym w ogole miala cos innego
        do zalatwienia niz spa i skubanie róż na płatki, efekt byłby marny big_grin
        • lili-2008 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 14:49
          Ja miałam podobnie. Dzień przed ślubem kupowałam szal, a biżu, którą zamówiłam
          przyszła w złym kolorze (nie wiedzieć czemu w zielonym) i drżałam z niepokoju,
          czy dojdzie do piątku ta właściwa (na szczęście doszła). Chusteczkę czerwoną do
          kieszonki dla męża kupiliśmy w dzień ślubu, w sklepie obok mojego fryzjerabig_grin
      • marina111 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 16:41
        Emily czytając twoją relacje czuje się jak bym czytała swoją relację z szalonego
        dnia przed tylko ze my dodatkowo dzień przed ślubem odwiedzilismy USC i kościół
        zeby zmienić nazwiska. uncertain

        Czekam na ciąg dalszy smile
        • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 19:57
          Wiedziałam, że na pewno o czymś zapomnę.

          Muszę dodać, że po tym jak odebraliśmy poligrafię z drukarni,
          pojechaliśmy do resturacji zawieźć pudełeczka na prezenty dla gości.
          Na szczęście w restauracji były jakieś praktykantki i manager
          obiecał, że one zajmą się pakowaniem trufli. Ale oczywiście wszystko
          musiało być po mojemu, czyli 2 białe i 2 czarne ułożone w
          szachownicę. Trochę się obsługa zaczęła śmiać jak zobaczyli minę
          cukiernika, gdy mu to mówiłam, bo to on miał to nadzorować. Ale
          wszystko ładnie mi spakowali tak jak chciałam.

          Byliśmy też na jeszcze jednych zakupach bieliźnianych w sklepie W.
          na placu 3 krzyży. W ostatniej chwili zdecydowałam, że jednak białe
          pończochy nie będą pasować i kupiłam 2 pary cielistych. I jeszcze
          kilka drobiazgów dla mnie i dla męża.

          A wieczorem, gdy byliśmy w Galerii, to jeszcze poszukiwałam
          wstążeczki do wiązania kokardek na tych pudełeczkach od prezentów.
          Wstążeczkę oczywiście kupiłam, ale nie została użyta. Skoro nie było
          oddzielnych bilecików, które miały być przymocowane tą wstążeczką,
          to nie było sensu jej dawać. Zresztą pudełeczka były same w sobie
          tak ozdobne, że doszłam do wniosku, że za dużo by było tego
          szczęścia...
          • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 20:14
            SOBOTA 10.10.2009 - ranek

            W sobotę obudziłam się o 7. Spałam tylko 5 godzin i byłam ledwo
            przytomna.
            Na początek była szybka korekta brwi, bo już mi zdążyło przez 3 dni
            coś poodrastać. Potem depilacja nóg, którą miałam zrobić dzień
            wcześniej, ale zabrakło mi czasu i prysznic. Mycie włosów
            postanowiłam zrobić u fryzjera.

            Z rozsądku zjadłam małe śniadanko. Nie byłam ani głodna, ani nie
            miałam na nie ochoty i czasu, ale zjeść coś trzeba było. No więc
            moje ślubne śniadanko to 6 ciasteczek dietetycznych i kawa. Te
            ciastka to moja ostania deska ratunku, gdy nie mam czasu ani ochoty
            nic szykować. Są specjalne od dietetyka i nieźle się można nimi
            najeść, choć wyglądają bardzo niepozornie.

            O 10 miałam umówione czesanie. Miał mnie zawieźć mąż, ale walczył z
            drukarką i z poligrafią. Nie było sensu żeby tracił czas na wożenie
            mnie, więc pojechałam taksówką. I już tutaj włączył mi się pierwszy
            dzwonek alarmowy. Miasto było lekko zakorkowane, co było dziwne jak
            na sobotę i tę godzinę, i jechało się tak sobie, ale byłam
            punktualnie. Trochę się zdziwiłam, gdy weszłam do salonu, bo moja
            stylistka czesała akurat kogoś innego. Pomyślałam – co jest grane?
            Ale siedzę spokojnie i czekam co będzie. Druga stylistka umyła mi
            głowę, a w tym czasie moja skończyła czesać poprzednią klientkę. Od
            razu wzięła się za moje upięcie. Tym razem poszło całkiem sprawnie.
            Jednak próbna fryzura to dobry pomysł. Kokardka też wyszła lepiej.
            Czesanie skończyło się ok. 12:10. Niestety w salonie nie działał
            terminal i musiałam jeszcze się udać po gotówkę do bankomatu po
            drugiej stronie ulicy. Wróciłam do salonu, zapłaciłam za czesanie i
            pobiegłam do taksówki, która czekała na mnie już ze 20 minut.

            W czasie czesania cały czas byłam pod telefonem. Uzgadniałam z mężem
            poligrafię, usadzenie gości, plan stołów, co ma zrobić, co zabrać,
            co spakować. Co chwila dzwoniła też Flora w sparwie kwiatów i
            dekoracji. Musiałam też powiadomić restaurację o zminie ustawienia
            stołów. Miało być 7, ale mąż się pomylił w obliczeniach i usadzaniu
            gości, i wyszło 8. Łatwiej było zmienić stoły w restauracji niż
            jeszcze raz wszystko drukować od nowa. Nie było zresztą już na to
            czasu. Martwiłam się też co z kwiatami, bo zamówiłam 7 bukietów na
            stoły. Ale Flora, moja wybawczyni, wpadła na pomysł, że przy naszym
            stole tj. pary młodej będą nasze bukiety ślubne, tj. mój, świadkowej
            i do rzucania na oczepiny. Kazałam tylko w restauracji przygotować 3
            puste wazony i wszystko wyszło ok.

            Następna w kolejności była wizyta w salonie S., gdzie rano
            zadzwoniłam w panice, bo moje 2 dni wcześniej doklejone kępki rzęs
            coś zaczęły mi się chwiać, i coś tam już wypadło. Pani kosmetyczka
            wszysto mi ładnie poprawiła i dokleiła kilka dodatkowych kępek.
            Wszystko w ramach poprzedniej ceny. Pytała mnie też o paznokcie, co
            było z nimi nie tak, więc chyba wieść się rozniosła po salonie. Ale
            z rzęs byłam bardzo zadowolona.

            Do pierwszej mało już brakowało, a ja zastawiałam się co dalej
            robić. Na pierwszą byłam umówiona w hotelu z makijażystką i
            fotografem. Miałam ochotę wrócić do domu i pomóc meżowi zabrać się
            ze wszystkimi klamotami, ale już nie było czasu. Postanowiłam jednak
            złapać taksówkę i pojechałam do hotelu...
            • lili-2008 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 23:30
              Emi, normalnie jakbym film oglądała i przed najciekawszą sceną była reklamabig_grin
              Nie dręcz nas więcejsmile
              Dodam, że mieszkam bardzo blisko atelier Czajki i jak wychodziłam z domu, żeby jechać pilnować remontu zastanawiałam się, czy jesteś właśnie u fryzjerawink Ale czytając relację widzę, że za długo wylegiwałam się w łóżku, a Ciebie już nie byłowink
    • sajolina Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 14:13
      zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia!big_grin no i gratulacje oczywiściesmile
      • misialka06 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 14:20
        GRATULACJE!!!
        Ślicznie wyglądaliście.... smile
        Czekamy na dalszy ciąg relacji.....
        • mrozonka82 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 15:31
          EMI- raz jeszcze GRATULACJE smile I prosimy o jeszcze!
          Ależ nas torturujesz smile dozujesz i dozujesz swoje posty z aptekarską
          precyzją smile
    • dorothy_mills Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 23:30
      Emily nie leń się tongue_out
      • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 26.10.09, 23:59
        Ciąg dalszy jutro, czyli za minutkę wink
        • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 00:20
          Przygotowania

          W hotelu byłam dosłownie chwilę przed 13. W trakcie meldowania się,
          w hallu pojawił się fotograf. Mimo, że nigdy się nie spotkaliśmy
          (wszystko załatwiałam z jego eks-żoną), to od razu wiedziałm, że to
          on. No przyznaję, widziałm w necie jego zdjęcie. W recepcji
          poinformowano mnie, że pani manager pragnie mnie osobiście powitać w
          hotelu. No więc musiałam chwilę zaczekać, aż do mnie zejdzie. W
          sumie miłe to, choć nie wiem czy potrzebne, bo zabierało mi czas.
          Ale skoro tak chciała, to proszę bardzo. Potem wraz z fotografem
          udaliśmy się do apartamentu. I tutaj szok. Hotel przygotował dla nas
          bardzo miłą niespodziankę. Na stoliku stał tort, a w coolerze
          chłodził się szampan. Na stole zaś były przygotowane śliczne
          przekąski. Miałam zamiar sama coś takiego zamówić, ale zabrakło
          czasu. A tu taka niespodzianka! Bardzo to było miłe. Poprosiłam
          fotografa, że dopóki nikogo nie ma (i jest jeszcze porządek), to
          żeby porobił trochę zdjęć apartamentu. Sama nie miałam co ze sobą
          zrobić, bo męża też jeszcze nie było, a i pani makijażystka wysłała
          sms-a, że się chwilę spóźni, bo nawet pociągi miały w ten dzień
          opóźnienia, a ona jechała z Grodziska. Ostatecznie była ok. 13:30 i
          od razu wzięła się do malowania. W tym czasie fotograf uwiecznił już
          wszystko co było na tę chwilę godne uwagi i zaczął fotografować
          mnie. Zabronił mi się patrzeć w obiektyw, a jak mi się to
          przydarzyło to mi pokazywał język tongue_out Muszę przyznać, że malowanie
          się przed obiektywem aparatu to bardzo dobry pomysł. Makijaż wygląda
          zupełnie inaczej na zdjęciach i fotograf miał kilka sugestii co do
          mojego make-upu, za co jestem mu wdzięczna. Niestety, nie miałam
          próbnego makijażu. Miałam mieć 2 dni wcześniej, ale musiałam go
          odwołać, bo umówiłam się na czyszczenie zębów na tę samą godzinę i
          trzeba było coś wybrać. Malowanie było z przerwami, bo zaczęli się
          pomału schodzić ludzie. Przyjechał kamerzysta, potem mąż ze
          wszystkimi klamotami. Wcześniej zastanawialiśmy się jak on się
          zabierze ze wszystkim z samochodu do pokoju, ale wpadłam na pomysł,
          że przecież w hotelach są wózki bagażowe i mój mąż zajechał z
          bagażami jak na filmie. Oczywiście wózek pchał bagażowy.

          Mąż zanim przyjechał do hotelu, pojechał do restauracji, żeby
          zawieźć poligrafię – winietko-bileciki, menu, numerki stołów i plan
          stołów. Bardzo się martwił o ten plan stołów, bo wszystko było
          zdekompletowane. Mieliśmy wielki arkusz 70 x 100 cm w rulonie, który
          trzeba było naprostować, do tego wydrukowane stoliki i taśmę
          dwustronnie klejącą. Zostawił im to wszystko, prosząc żeby coś z
          tego zrobili. Na szczeście wszystko udało się idealnie. Obsługa
          poradziła sobie bardzo dobrze. Jak zobaczyliśmy później plan stołów,
          to byliśmy pod wrażeniem, a mąż cały czas nie mógł wyjść ze
          zdumienia, że tak dobrze to wyszło.

          W trakcie malowania przypomniałam sobie, że miałam się przebrać w
          szlafrok, który naszykował dla mnie hotel. Nie posiadam swojego
          szlafroka, bo uważam to za zbędny gadżet. Kamerzysta zgodził się, że
          faktycznie będzie lepiej, gdy zamiast czarnej bluzki, założę coś
          białego, bo będzie bardziej fotogenicznie. No więc pobiegłam się
          przebrać.

          Chwilę potem kamerzysta stwierdził, że będzie się zbierać, bo musi
          jechać do kościoła, żeby tam wszystko poustawiać. Ale zastąpił go
          kolega i nakręcił resztę przygotowań i błogosławieństwo.

          A potem zaczęli przybywać pozostali goście. Przyjechała nasza
          świadkowa, moja przyjaciółka E. wraz ze swoim facetem. Przywieźli
          też moją mamę i jej narzeczonego. Moja mama była kolejna do
          makijażu. Ja w tym czasie poszłam zmienić bieliznę na ślubną, a mąż
          prasował sobie koszulę i ciągle gdzieś się kręcił.

          Od czasu gdy skończyłam się malować, zamknęłam się w sypialni obok i
          postanowiałm się szykować. Ale miałam też krótką chwilę słabości, bo
          zrobiło mi się niedobrze. Na szczęście przeszło mi bez wrażeń. Przy
          kolejnych zerknięciach do salonu, zauważyłam, że przybyli też teście
          oraz nasz świadek – brat męża z żoną i ich córeczką.

          W pewnym momencie postanowiłam się już ubrać w sukienkę. Zawołałam
          fotografa i zaczęło się. Pomagała mi świadkowa. I tutaj nastąpił
          zonk. Sukienka była za długa! Nie wiem jak to się stało? Buty te
          same co na przymiarce, a ja się potykam o kieckę! Wpadłam w panikę.
          Mało co się nie poryczałam. Przyszła moja mama, a ja jej mówię , że
          ma wziąć nożyczki i mi ją obciachać. Mama patrzy na mnie z
          przerażeniam, a ja myślę tylko jak ja zatańczę pierwszy taniec? Z
          resztą sobie jakoś poradzę, ale do pierwszego tańca mieliśmy
          przygotowany od miesiąca na indywidualnych lekcjach tańca specjalny
          układ, gdzie nie miałam stać jak słup soli tylko wywijać po
          parkiecie! Przecież nie dam rady z zadługą kiecką! Mąż też się
          zmartwił, bo naprawdę starał się na lekcjach i wszystko w końcu
          wychodziło nam idealnie. Nawet zakończenie zgraliśmy w takt muzyki,
          co nie było łatwe, bo zawsze zostawało nam jeszcze pół refrenu, a tu
          taki zonk! W tym momencie nie było wyjścia jak wdrożyć plan B czyli
          taniec-bujaniec. Bardzo mnie to rozczarowało. Mam nadzieję, że
          zatańczymy jednak nasz pierwszy taniec na sesji video i będzie on
          jednak uwieczniony. Tylko, że goście już go nie zobaczą.

          Sukienka jest o ok. 2-3 cm za długa. Ja na pewno nie urosłam.
          Żałuję, że nie przymierzyłam jej w domu, bo wyszło by to wcześniej i
          zdążyłabym coś z tym zrobić. A tak przewisiała na wieszaku 3
          tygodnie nietknięta, a ja żyłam w błogiej nieświadomości o
          zbliżającej się katastrofie.

          W trakcie pobytu w hotelu kilka razy dzwoniłam do recepcji, żeby
          przysłali fryzjerkę, żeby mi upięła woalkę. No nie mogłam się na nią
          doczekać, aż się w końcu wyjaśniło, że w salonie myśleli, że to ja
          do nich zejdę. No fajnie, w kiecce ślubnej do fryzjera. Ale w końcu
          pani przyszła i mi upięła tę woalkę. Potem było trochę pozowania –
          zapinałam mężowi spinki, chociaż już miał zapięte, a sama zakładałam
          kolczyki patrząc w okno. Mało wygodne, bo ja takich rzeczy bez
          lusterka nie potrafię. Doszłam też do wniosku, że moja piękna
          bielizna nie nadaje się, bo za bardzo widać mi biustonosz. W
          ostatniej chwili postanowiłam zminić stanik na taki do głąbokich
          dekoltów. Teraz już nic nie było widać. To był trzeci komplet
          bielizny. Jak widać wszystkie się przydały.

          W międzyczasie przyjechała też Flora z jeszcze jedną panią i
          przywiozły kwiaty. Trochę popozowałam z bukietem. Dziewczyny upięły
          też butonierki i poszły dekorować auto. Ustaliłam też, na własną
          zgubę zresztą, żeby rożki z płatkami róż i cukierki do kościoła
          włożyły do bagażnika. Ale o tym potem.

          A potem było już coś ok. 16 i najwyższy czas był na
          błogosławieństwo...
          • lili-2008 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 08:35
            Emi, minęło ponad 8 h od ostatniej części, dawaj dalejbig_grin
            I nie martw się, moja sukienka też chyba była za długauncertain
            • monikapers Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 10:32
              moja tez, ostatnio wlasnie o tym pisalam, one poszalaly te projektantki wink
              • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 11:21
                Błogosławieństwo

                W salonie był straszny bajzel. W ciągu całych przygotowań kręcił się
                wokół niezły tłumek ludzi. Oprócz nas było w sumie 16 osób i każdy
                miał jakieś swoje klamoty. Ale jakoś uprzątneliśmy bałagan i
                rozłożyliśmy na stoliku co trzeba, czyli mój bukiet ślubny, moją
                świecę chrzcielną (męża gdzieś zaginęłą w mrokach historii), wodę
                święconą z kropidłem, biblię oraz figurki naszych patronów – św.
                Wojciecha i św. Izabeli Francuskiej. To był jeden z prezentów od
                rodziców męża. Ustawiliśmy się na środku salonu, przed nami moja
                mama i rodzice męża. Za nimi narzeczony mojej mamy. A za nami nasi
                świadkowie. Reszta schowała się gdzieś na korytarzu, a pani
                makijażystka gdzieś za kwiatem i firanką. Obok na kanapie rozsiedli
                się fotograf z kamerzystą.

                Prowadzącym ceremonię był ojciec męża, który widać było że był
                trochę zdenerwowany. Z naszej strony wszystko mówił mąż, i pomimo że
                czytał z kartki, to patrzyłam na niego ze zdziwniem, skąd on wie
                kiedy i co mówić. Dobrze, że ja nic nie musiałam robić, bo chyba
                miałam jakiś moment wyłączenia. Gdy przyszło do święcenia, teść
                którego to była rola, obleciał z kropidłem cały pokój i poświęcił
                wszystkich, łącznie z fotografem, kamerzystą i makijażystką, która
                jeszcze bardziej chowała się za kwiatem. Potem fotograf powiedział,
                że pierwszy raz coś takiego spotkał i było to bardzo fajne. Mnie to
                akurat wkurzało, bo teść latał wszędzie i szukał wnuczki, żeby ją
                pokropić, a to przecież było nasze błogosławieństwo. W końcu i tak
                jej nie znalazł.

                Po błogosławieństwie wszyscy wyruszyli do kościoła. My zostaliśmy
                jeszcze na chwilę w pokoju, żeby zabrać kilka drobiazgów, czyli
                niezbędnik, który się na szczęście nie przydał. Ale wiadomo jak to
                jest, jak coś jest potrzebne to nigdy tego nie ma, a jak się coś
                weźmie, to się nigdy nie przyda. Moja mama zabrała mój bukiet, też
                nie wiem po co, i już się bałam, że z nim pojechała, ale okazało
                się, że czekała na nas przy windzie. Mieliśmy zrobić sobie zdjęcia
                na schodach w hallu, ale fotograf już sobie pojechał, bo się bał że
                nie zdąży dojechać. Nie mamy też zdjęć auta, czym mój mąż jest
                bardzo rozczarowany, bo samochody to jego hobby. Na szczęście udało
                się to uwiecznić na video. W ogóle część rzeczy będzie na video, a
                część na fotach. Tak jakoś dziwnie wyszło. Chyba jednak video to nie
                jest taki zły pomysł. Może uda się zrobić zdjęcia ze stop-klatek.

                W drodze do kościoła znowu były korki. Na Starówce była jakaś
                impreza i Krakowskie Przedmieście było zamknięte dla ruchu. Ale nasz
                kierowca postanowił się tym nie przejmować i przejechał przez Plac
                Zamkowy. A pani z Zarządu Terenów Publicznych, gdy składałam wniosek
                o przepustkę na wjazd, wyraźnie mówiła, żeby tylko nie jechać przez
                plac. Teść dzielnie podążał za nami. A jechaliśmy z prędkością może
                5 km na godzinę. Wszędzie pełno ludzi i miałam wrażenie, że każdy
                się gapi na naszą dekorację na masce. Chyba była trochę nietypowa.
                Chociaż też nie do końca wyszła tak jak chciałam. Ale dekoracja
                klamek była śliczna. Pomimo trudności na drodze dojechaliśmy dość
                szybko pod samą ketedrę. Byliśmy ok. 16:30. Ja się w ogóle dziwię,
                że tego dnia nigdzie się nie spóźniliśmy. Bo my spóźniamy się zawsze
                i wszędzie. Naprawdę bałam się, że nie zdążymy na własny ślub. Ale
                jak się później okazało pod kościołem byliśmy prawie pierwsi.

                Początkowo mieliśmy plan, aby razem z rodzicami witać gości przed
                wejściem do kościoła, ale było trochę zimno, i wszyscy strasznie się
                nagle zaczęli o mnie martwić, że zmarznę i żeby wejść do środka. No
                więc weszliśmy do kruchty i tam czekaliśmy aż do mszy. Pojawił się
                mój brat z żoną i pogadaliśmy sobie trochę. Świadek zaniósł tacę z
                obrączkami oraz kartki od spowiedzi do zakrystii. Po drugiej stronie
                stali rodzice, a teść latał to w jedną to w drugą zajmując się
                jakimiś mało ważnymi moim zdaniem rzeczami. Pytał o jakieś dziwne
                rzeczy jakby stracił głowę. Przyczepił się też do nas jakiś żebrak,
                coś tam nam gadał. Potem jak już byliśmy ustawieni ze świadkami pod
                chórem i czekaliśmy na rozpoczęcie mszy, to rozdawał nam święte
                obrazki i znowu coś gadał. Miałam ochtę posłać go gdzie pieprz
                rośnie, bo mnie wkurzał, ale w końcu dał nam spokój. Rozejrzałam się
                też po kościele i nigdzie nie widziałam moich wianków na ławki.
                Dopiero na kilka minut przed mszą patrzę, a tu Flora jednak wiesza
                je. Wianek na drzwi zawisł dosłownie w ostaniej chwili. Pojawiło się
                też kilku naszych gości, ale ławki były puste. Brakowało gości
                autokarowych. Na kwadrans przed mszą teść mówi do nas, że dzwoniła
                ciocia, która była kierownikiem grupy autokarowej, i że stoją w
                korku gdzieś na Ochocie. No to ładnie. Mieli być pół godziny przed
                mszą, a tu się może okazać, że ich w ogóle nie będzie.

                Kilka minut przed 17 zaczęła rozbrzmiewać muzyka - skrzypce i
                organy. Ustawiliśmy się pod chórem i czekamy. Ja co chwila pytałam,
                która jest godzina. Nie lubię być bez zegarka. Było już po 17, a tu
                ciągle nic. W końcu zabrzmiał dzwonek na mszę...
                • dorothy_mills Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 11:34
                  Emily, kiedy mozemy liczyc na jakies zdjęcia wink prosimy o cos na
                  zachęte wink
                  • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 11:55
                    Zdjęć na razie nie mam. Przejrzałam wszystko i mam tylko prywatne
                    tj. cywilne z Paryża, które pojawią się w odpowiedniej chwili.
                    • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 11:56
                      Jeszcze raz dziękuję WSZYSTKIM za życzenia!!!

                      kiss
                      • anka0127 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 15:01
                        Emily, jeszcze raz wszystkiego najlepszego. Podziwiam Twoją pracowitość i
                        skrupulatność nawet na tym ostatnim etapie, czyli relacji smile
                        --
                        https://www.suwaczek.pl/cache/d0d4ce4b41.png
                • lili-2008 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 11:37
                  ale trzymasz w napięciusmile
          • caprichito Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 11:12
            emily,

            jak fajnie sie Ciebie czyta. Wspolczuje bardzo z ta sukienka!
            Gratuluje wyjscia za maz po raz drugi i zycze duzo szczescia smile
            • stylwia1978 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 07:33
              No właśnie, o co chodzi z tym DRUGIM ŚLUBEM????????????
              • diabla Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 08:00
                Jak to o co chodzi - mężatka cywilna bierze ślub kościelny ze swoim mężem.
                Tylko nie rozumiem, czemu nazywa się "panną" skoro nią nie jest?

                Ale i tak gratuluję.
                • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 11:24
                  diabla napisała:

                  > Jak to o co chodzi - mężatka cywilna bierze ślub kościelny ze
                  swoim mężem.
                  > Tylko nie rozumiem, czemu nazywa się "panną" skoro nią nie
                  jest?

                  Jak to nie?
                  To jak mam się nazywać "pani młoda" zamiast "panna młoda"?
                  tongue_out
                  • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 11:31
                    Msza św.

                    Zgodnie z umową z księdzem proboszczem, stoimy i czekamy pod chórem,
                    aż trzech księży koncelebransów ucałuje ołtarz i do nas podejdzie.
                    Na czele ksiądz proboszcz z katedry, a za nim nasi dwaj księża -
                    goście. Powitali nas i ruszyli z powrotem do ołtarza. My powolutku
                    za nimi. Umawialiśmy się z organistą, że utwór na wejście jest długi
                    i że mamy iść powoli. I tak było, bo moja za długa sukienka nie
                    pozwoliła na szybkie tempo. Tak więc szliśmy wolno i majestatycznie
                    i chyba nikt się nie domyślał, że prawdziwa przyczyna to moja
                    kiecka. Jak wychodziliśmy, to było dokładnie tak samo. Na wejście po
                    raz pierwszy zaśpiewał chór i było bosko. Niestety w ławkach
                    nieliczni goście. To było dziwne uczucie i było mi przykro, że
                    wchodzimy do prawie pustego kościoła.
                    W drodze do ołtarza zauważyłam, że zgodnie z wcześniejszymi
                    ustaleniami brat-kościelny nie położył chodnika. Trochę się
                    wcześniej bałam, czy się nie będziemy jednak ślizgać na kamiennej
                    posadzce w drodze do ołtarza, bo oboje z mężem mieliśmy buty na
                    skórzanych podeszwach, ale nic się nie działo. Był zatem tylko sam
                    dywan pod ołtarzem i na nim ustawione fotele i klęczniki. Nie było
                    też krzeseł z przodu ławek, tylko przestawione były do bocznych naw
                    kościoła. A z boku nie wiem po co, stał szpetny stolik do
                    podpisywania dokumentów. Nie wiem po co, bo my nic nie
                    podpisywaliśmy i byliśmy jedynym ślubem tego dnia, więc na pewno nie
                    przydał się na innym ślubie. Chyba coś pokręcili.
                    Jak już podeszliśmy blisko ołtarza, to w końcu mogłam przyjrzeć się
                    z bliska zamówionym kwiatom. Oboje z mężem spojrzeliśmy na siebie
                    zdziwieni. Bo niby wszystko się zgadzało - kwiaty, kolor,
                    kompozycja, tylko coś mało tych kwiatów było. Jak na cenę co za nie
                    zapłaciliśmy to stanowczo za mało. Policzyłam nawet róże w bukiecie
                    przed nami i mi wyszło coś ponad 20 kwiatów na cały kosz. Może i te
                    róże miały duże kwiaty, ale ginęły one w całości kompozycji.
                    Gdy byliśmy na obiedzie u teściów po powrocie z podróży, to
                    powiedzieli, że kwiaty były przepiękne. My się patrzymy zdziwieni,
                    co oni mówią. No, ale im się podobało. Byli w katedrze na mszy
                    tydzień po naszym ślubie i nasze kwiaty wciąż stały. I były piękne.
                    Ja mam inne zdanie.

                    Po zajęciu miejsc ksiądz proboszcz rozpoczął mszę od powitania.
                    Witał nas, gości, naszych dwóch księży. W ogóle dużo i długo mówił,
                    zresztą bardzo dowcipnie. Byliśmy we wrześniu na 2 ślubach w
                    katedrze i też były powitania, ale nie tak długie jak to nasze.
                    Zastanawiałam się o co chodzi. I doszłam do wniosku, że ksiądz chyba
                    specjalnie tak to przedłużał, bo w trakcie powitania wreszcie
                    dotarli do kościoła nasi spóźnieni goście autokarowi i proboszcz
                    chyba chciał im dać czas na zajęcie miejsc. Był jakiś mały hałas,
                    ale nie mogłam się odwrocić żeby się pogapić co się z tyłu dzieje. A
                    to byli spóźnieni goście.
                    W ogóle w trakcie mszy miałam straszną ochotę co chwila odwrócić i
                    się rozejrzeć, zwłaszcza gdy śpiewał chór, ale głupio by to
                    wyglądało. Jeszcze nie widziałm, żeby jakaś panna młoda oglądała się
                    za siebie spod ołtarza. No więc stałam niewzruszona jak skała.
                    Miałam też obawy, że strasznie wszystko będzie mnie swędzić. Nie
                    wiem dlaczego, ale w większości wypadków, jak jestem w kościele, to
                    dostaję jakiejś okropnej swędziawki. I nie daj B. żebym się raz
                    podrapała, bo już do końca mszy będę się drapać. Oczywiście wraz z
                    wyjściem z kościoła wszystko mija. Na szczęście nic takiego mi się
                    nie przydażyło. Nie miałam też większych problemów z sukienką. Przy
                    pierwszym klęczeniu coś tam mi się ciągnęło, ale poradziłam sobie, a
                    potem już było ok. I tylko raz świadkowa poprawiła mi sukienkę, ale
                    niewiele tego było.

                    Na czytania wybraliśmy ze ST - stworzenie mężczyzny i kobiety. To
                    czytał teść. Psalm responsoryjny zaśpiewał solista z chóru.
                    Zaplanowane było też drugie czytanie z NT - pochwała prawdziwej
                    miłości. To czytał świadek. Ale zanim doszedł do mównicy, to
                    organista wyrwał się i zaczął grać Alleluja. Nie wiem co mu przyszło
                    do głowy, bo co najmniej 2 razy mu mówiłam, że będą 2 czytania. Nasz
                    świadek stał zdezorientowany przy mównicy i patrzył w kierunku
                    chóru, ale organista nie przestawał grać. A widziałam na górze jak
                    byliśmy u niego, że ma takie kapownicze lusterko jak na filmach o
                    więzieniach i nie wiem czemu w nie nie spojrzał. Nawet się kurde
                    żalił, że za granicą to mają kamery i monitory, a u nas tylko takie
                    lusterka. I że też się nie zdziwił, że chór milczy zamiast śpiewać.
                    W końcu ksiądz proboszcz podszedł do mikrofonu i oznajmił, że będzie
                    jeszcze drugie czytanie. Organista od razu zamilkł. W sumie trawło
                    to może kilka-kilkanaście sekund, ale co mi zepsuł oprawę mszy to
                    moje. Nie powinnam mu w ogóle zapałcić za usługę. A tak się
                    zachwycał „ach co to będzie za ślub, co za piękny ślub, ślub roku”
                    itd. po tym jak się dowiedział, że będzie chór na ślubie i zrobił
                    nam takie coś. Byłam strasznie zła. No, ale w końcu świadek został
                    dopuszczony do głosu.

                    Potem była Ewanglia - Jezus i Maryja na weselu w Kanie Galilejskiej.
                    To oczywiście czytał ksiądz proboszcz. Kazanie wygłosił nasz gość.
                    Potem żałował, że nie zapytał nas wcześniej jakie będą czytania, bo
                    w ostatniej chwili zrezygnował z przygotowanej przemowy i
                    improwizował. Kazanie podobało mi się tak sobie, ale nie pamiętam
                    szczegółów o czym było...
                    • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 11:37
                      Ślub

                      A potem był sakrament małżeństwa. Błogosławił nas ksiądz, który
                      błogosławił też rodziców męża i jego brata. Potem stwierdził, że to
                      niebywałe, bo nawet w Stanach skąd pochodzi, taka historia się
                      jeszcze mu nie przytrafiła, żeby jeden ksiądz bogosławił i rodziców
                      i ich dzieci. To był mój pomysł, żeby błogosławił nas wujek męża i
                      jestem z niego bardzo dumna. Do pomocy miał ze strony męża naszego
                      drugiego zaproszonego księdza i z mojej strony księdza proboszcza z
                      katedry. To się przydało, bo nikt nam nie machał mikrofonem przed
                      nosem, tylko ładnie go sobie przekazywali z tyłu. Ale zanim do nas
                      jeszcze podeszli, to musiałam zapytać o jedną rzecz, o której
                      zapomniałam na rozmowie z proboszczem przed ślubem. Mianowicie,
                      zapomniałam zapytać, czy możemy się pocałować po przysiędze, a
                      bardzo mnie to dręczyło. Nasz drugi ksiądz oczywiście się zgodził. W
                      ogóle jego pomoc była nieoceniona, bo cały czas po cichutku mówił
                      nam co mamy robić. Że mamy się odwrócić do siebie, że mamy pocałować
                      obrączki, że mamy się pocałować, że mamy się odwrócic do księdza
                      itd. I cały czas mówił do męża, żeby się trochę uśmiechnął, bo jest
                      strasznie poważny. Pewnie w ogóle wyglądaliśmy jak dwa sztywniaki.
                      Ja się trochę starałam uśmiechać i spoglądałam na męża, ale on był
                      wpatrzony przed siebie i zero uśmiechu. A mnie pod koniec mszy
                      zrobiło się słabo, i zastanawiałm się co by było jakbym sobie
                      troszeczkę zemdlała. To już drugi raz tego dnia, myślałam, że
                      zasłabnę. Najpierw na przygotowaniach w hotelu, a teraz w kościele.
                      Potem miałam jeszcze trzeci kryzys w trakcie przyjęcia, ale w sumie
                      nic się nie stało. Ale wywracałam oczami w kościele, że chyba nawet
                      na kamerze to widać. Mam nadzieję, że to wytną. A jak się robi 3
                      znaki krzyża świętego przy ewangeli, to tylko mi pierwszy wyszedł, a
                      potem sama nie wiem co machałam ręką. Mam nadzieję, że to też wytną.

                      Gdy był znak pokoju, wycałowaliśmy się z mężem w policzki, i w tym
                      momencie powiedziałam, że podchodzimy do rodziców. Udało mi się nie
                      potknąć w sukience. Komunię przyjęliśmy pod 2 postaciami. Dobre,
                      słodkie białe winko mają w tej katedrze. Szkoda, że napiłam się
                      tylko kropelkę, bo mi zasychało w gardle. Mąż nawet chciał wziąć
                      piersiówkę z wodą i popijać w trakcie mszy, ale mu zabroniłam. No
                      jak by to wyglądało? Przecież nikt by nie uwierzył, że to nie
                      alkohol. Niestety nie wszyscy wiedzą, że mój mąż od ostatniej
                      choroby to całkowity abstynent, i później w trakcie wesela ze 2 razy
                      jacyś goście mocno go namawiali, żeby się z nimi napił. Niestety mąż
                      musiał odmawiać i nie wiem czy ktoś się nie poczuł obrażony.

                      Na spotkaniu z proboszczem zapomniałam jeszcze o jednej rzeczy,
                      mianowicie żeby nie było zbierania na tacę. Ale wydaje mi się, że
                      tego nie było, ale pewności nie mam.

                      Na wyjście moja od dawna planowana muzyka – toccata i fuga Bacha.
                      Szkoda, że tak krótko ją słyszeliśmy.

                      A oto program muzyczny całej mszy:

                      Przed liturgią: J. Pachelbel: Canon (skrzypce + organy)
                      Wejście: WAMozart: Jubilate Deo (chór + organy)
                      Kyrie: gregorianka (chór a cappella)
                      Psalm: Pełna jest ziemia nr 33 (solista z chóru)
                      Alleluja: Kuras (chór + organy)
                      O Stworzycielu – (chór a cappella)
                      Ofiarowanie: Ubi caritas – gregorianka (chór a cappella)
                      Agnus Dei: Leo Delibes (chór + organy)
                      Komunia: C.Franck – Panis angelicus (chór + skrzypce + organy)
                      Po błogosławieństwie: Caccini (?): Ave Maria (chór + skrzypce +
                      organy)
                      Wyjście: J.S.Bach (?) – Toccata i fuga in d BWV 565 (organy)
                      • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 11:45
                        Życzenia i powitanie

                        Po mszy wyszliśmy przed kościół, mimo, że ktoś wcześniej namawiał
                        nas żeby życzenia były w kościele, bo jest zimno. Mnie wcale nie
                        było zimno. O takich rzeczach się w ogóle nie myśli w takich
                        momentach. Kamerzysta nas podprowadził pod jakiś reflektor, który
                        oświetlał fasadę katedry, żeby miał światło do kamerowania, bo
                        pomału robiło się już ciemno. Najpierw złożyliśmy życzenia sobie z
                        mężem nawzajem. A potem kolejka gości. Poszło dość szybko, bo mało
                        ludzi było.
                        Pod koniec życzeń dopiero zauważyałm, że za nami stoi jakaś kapela
                        warszawska i hałasuje. W ogóle wcześniej ich nie zauważyałm. Byłam
                        strasznie zła, że mi psują ślub i że ich ktoś nie przegonił. Mąż
                        potem mówił, że jeden z nich co chwila go zaczepiał i podsuwał
                        czapkę czy coś na pieniądze, ale mąż był zajęty, a poza tym nie miał
                        przy sobie żadnych pieniędzy. Byłam strasznie wkurzona na teściów,
                        bo omawialiśmy ten temat wcześniej, żeby nie dopuścić do takiej
                        sytuacji (i z tym żebrakiem to samo), ale oni w ogóle chyba
                        potracili głowy. A dzisiaj teściowa, mówiła, że jej się to bardzo
                        podobało i było takim miłym akcentem. No masz! Ale to był nasz ślub.
                        Dopiero jak już prawie odjeżdżaliśmy, to widziałam, że świadek dał
                        im jakieś pieniądze i sobie poszli. No i to był na „kwartet
                        smyczkowy” wink

                        W tak w ogóle to na wyjście z kościoła mieliśmy być obsypani
                        płatkami róż. Fotograf był uprzedzony i czekał na nie. A tu kurde
                        zonk! Nie ma płatków. Nie ma też cukierków dla gości. Zastanawiałam
                        się nawet, dlaczego Flora mi tego nie dała, przecież obiecała.
                        Pomyślałam, że pewnie dlatego, że jej nie zapłaciłam za całość,
                        pewnie się obraziła i zabrała. Różne dziwne rzeczy mi przychodziły
                        do głowy. Na śmierć zapomniałam, że to wszystko czeka na nas w
                        bagażniku. A Flora naszykowała przepiękne kosze! To jest jedna z
                        tych rzeczy, których mi najbardziej żal. Mężowi też. Potem, gdy
                        jechaliśmy na przyjęcie do restauracji i rozmawialiśmy o tym z
                        mężem, to naszemu kierowcy przypomniało się, że coś tam ma w
                        bagażniku. Noż kurczę! Czy nie mógł sobie przypomnieć o tym
                        wcześniej? Byłam taka zła, że nakrzyczałam na męża.
                        Ale postanowiałm, że to się nie może zmarnować. Teście wszystko
                        obfotografowali, cukierki częściowo rozdaliśmy pod koniec wesela, na
                        wyjście. Resztę do tej pory dojadamy. Dzisiaj teście mówili nam, że
                        wujek rozdawał je dzieciom w autokarze w drodze powrotnej i mieli z
                        tym mnóstwo uciechy. A płatki zabraliśmy do Paryża i były użyte na
                        sesji foto oraz potem sami sobie nakręciliśmy na video naszę wersję
                        konfetti z płatków pod wieżą Eiffla.

                        Na marginesie taka uwaga - chyba za dużo jednak na siebie wzięłam.
                        Powinnam mieć kogoś do pomocy. Teraz to wiem, że im więcej się
                        planuje tym więcej rzeczy może się nie udać. Wydawało mi, że
                        wynajęcie koordynatorki w dniu ślubu, to wywalone pieniądze. Że nikt
                        lepiej ode mnie nie ogarnie całości, ale myliłam się. Sama nie byłam
                        w stanie podołać wszystkiemu. I jeszcze na koniec dobiły mnie
                        pretensje od Flory, że miałam marną świadkową, że ona powinna się
                        wszystkim zając itd. A ja chciałam, żeby goście byli gośćmi. Żeby
                        się bawili, a nie zajmowali naszymi sprawami. Wszyscy potracili w
                        ogóle głowy, łącznie ze mną. Makijażystka miała mi namalować kreski,
                        ale już nie zdążyła. Miała pomalować męża, żeby się nie świacił w
                        kamerze, i też tego nie zrobiła. Kupiłam nawet specjalnie dla niego
                        puder transparentny na wszelki wypadek i też nie było czasu, żeby go
                        użyć. Miałam mu poprawić butonierkę, bo mu jakoś dziwnie zwisała,
                        ale też nie było czasu. W ogóle wszystko bym dzisiaj zmieniła, ale
                        to się już nie wróci.

                        Przed odjazdem spod kościoła, kazałam mężowi zabrać wianek z drzwi
                        wejściowych na pamiątkę i odjechaliśmy. Pomalutku pojechaliśmy na
                        parking, gdzie stał autobus. A tam wszyscy czekają na moją mamę. Ja
                        im mówię, że ona pojechała ze świadkową, ale teść się upierał, że
                        nie, że on musi zadzwonić i się upewnić. No żesz,chyba lepiej znam
                        moją mamę i wiem, że krzywdy sobie zrobić nie da. Szkoda tylko, że
                        nic nikomu nie powiedziała. W końcu się znalazła, w miejscu gdzie
                        przewidywalam i autokar ruszył. My pojechaliśmy trochę inną drogą,
                        bo kierowcy coś się ubzdurało, że jedziemy do hotelu. Ale w końcu
                        trafiliśmy do restauracji. Patrzymy, a tuż przed nami dopiero
                        zajeżdża autokar. Kierowca ciamajda, zamiast wjechać na parking, to
                        wysadził ludzi na ulicy i musieli kawałek podejść, a lekko kropiło
                        już o tej porze. Daliśmy gościom chwilę żeby dotarli do sali i
                        ruszylismy za nimi. Przepakowaliśmy wszystko z wynajętego auta do
                        samochodu teścia. Ledwo się tam wszystko mieściło. Teść rozdał
                        kwiaty od gości – gościom, żeby zanieśli je na salę. Kazaliśmy im
                        wszystkim iść i sami powoli poszliśmy za nimi. Przed wejściem stały
                        zapalone latarnie. W ogóle nie w tym miejscu co miały być, bo miały
                        otaczać restaurację, ale w sumie dobrze się stało, bo oświatlały
                        drogę do wejścia, a po dworzu i tak by nikt nie chodził, więc nie
                        byłoby sensu ustawiać je gdzie indziej.

                        Weszliśmy do restauracji, a tam kolejka do toalety. No więc znowu
                        czekamy, aż wszyscy skończą, ale w końcu postanowiliśmy już dłużej
                        nie czekać. Gdy przechodziliśmy przez oranżerię w drodze do
                        pawilonu, słyszałam jak DJ nas zapowiadał – o, już idą, już idzie
                        młoda para itp. Na wejściu stoi szereg kelnerów oraz nasi rodzice, a
                        teść trzyma chleb. Nie wiem co się robi z tym chlebem, bo za mało na
                        weselach bywamy. Marnie to wyszło. Mąż coś próbował go ugryźć, ale
                        był twardy jak kamień. Ja jak to zobaczyłam, to powiedziałam, że
                        tego nie chcę. Pytałam się co my mamy z tym zrobić, ale wszyscy
                        dookoła stali i się na nas patrzyli, głupio uśmiechając. Nikt słowa
                        nie powiedział. Mąż w końcu oddał ten chleb. A moja mama już
                        wcześniej kilka razy mówiła mi jakiś wierszyk „co wybierasz - chleb,
                        pana młodego…” i mnie uczyła odpowiedzi. Myślałam, że go teraz
                        powie, ale na weselu ją zamurowało. Cisza. Potem dostaliśmy wódkę.
                        Oczywiście w obu kieliszkach była woda. Gdyby była wódka żadne z nas
                        by jej nie wypiło. Ja udałam, że się krzywię i rzuciłam kieliszkiem
                        do tyłu. Oczywiście od razu się obejrzałam, gdzie poleciał. Za nami
                        stał fortepian i bałam się że go uszkodzę, a to jakiś zabytek był.
                        Na szczęście trafiłam w podłogę obok pedałów. Mąż rzucił tak blisko
                        za siebie, że się pochlapał resztką wody. Potem od razu dostaliśmy
                        szampana i był pierwszy toast. Chyba zainicjowany przez DJa.
                        Następnie zajęliśmy swoje miejsca. Jeszcze kątem oka dostrzegliśmy
                        nasz plan stołów ustawiony na sztaludze. Obsługa się postarała,
                        wyszedł dobrze. Mąż przez całe wesele i długo potem nie mógł
                        uwierzyć, że ta cała poligrafia tak dobrze wyszła...
                        • misself Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 12:00
                          Motyw z fortepianem mnie zabił... Śmiałam się dobre kilka minut, choć domyślam
                          się, że Tobie nie było do śmiechu.

                          W każdym razie serdeczne gratulacje!
                        • lili-2008 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 12:09
                          No Emi, czekam na dalszą częśćsmile Na Twoim miejscu nie przejmowałabym się tak
                          niedociągnięciami, one zawsze są, zawsze coś nie wyjdzie. Powinnaś wspominać ten
                          dzień z radością i nie myśleć o tym co się nie udałowink
                          • dorothy_mills Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 12:13
                            O podknięciach wiecie tylko Wy wink założe sie,że goście byli
                            zachwyceni wszystkim bez wyjatku smile
                            • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 12:17
                              dorothy_mills napisała:

                              > O podknięciach wiecie tylko Wy wink założe sie,że goście byli
                              > zachwyceni wszystkim bez wyjatku smile

                              Dorotko!!!
                              Masz absolutną rację!!!
                              Ale to trochę boli, że coś tam nie powychodziło, tak jak sobie
                              zamierzyłam.
                              Ale potwierdzam - goście zachwyceni i nikt niczego nie zauważył. Jak
                              mówię do teściów, że coś tam było nie tak, to oni się dziwią. No,
                              ale też nie są do końca obiektywni wink


                              • chloe30 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 14:14
                                emily_valentine napisała:

                                > dorothy_mills napisała:
                                > > Ale to trochę boli, że coś tam nie powychodziło, tak jak sobie
                                > zamierzyłam.
                                >

                                Nie miało szans, skoro ze wszystkim biegałas na ostatnia chwilę (z
                                winy włanej lub nie).
                                relacje z drobiazgowo przygotowywanego ślubu czyta jak się jak
                                horror, no to jest osiągnięcie smile
                                • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 14:35
                                  Chloe,
                                  Relację piszę ku przestrodze innych panien młodych wink
                                  A jeśli komuś się coś nie podoba to bardzo proszę nie czytać lub
                                  chociaż nie komentować.
                                  Ewentualnie można do mnie napisać na @.

                                  • chloe30 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 14:45
                                    Ja lubię horrory, także mnie sie podoba.
                                    Nie wiem tez dlaczego nie miałabym komewntowac, ale ok, mogę to
                                    zrobic gdzie indziej smile
                                    • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 14:52
                                      Chloe, nie wciągaj mnie w awanturkę.
                                      Naprawdę, mam za sobą wystarczająco dużo wpadek, żeby mnie jeszcze
                                      dodatkowo dołować.
                                      Komentarzy nie zabraniam.

                                      pzdr smile
                                      • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 14:56
                                        Acha,
                                        Pomimo, że sporo rzeczy nie wyszło tak jak chciałam, to nie
                                        nazwałabym tego horrorem.
                                        Może też relacja jest na smutno, ale taka już moja natura. Nawet
                                        gdyby wszystko się udało, to i tak bym znalazła dziurę w całym.
                                        Taka jestem tongue_out
                                        • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 15:04
                                          Na smutno...
                                          Chyba zaczekam na zdjęcia. Na zdjęciach raczej nie będzie widać
                                          tego, że coś tam wg. mnie nie wyszło. Może one jakoś mnie obronią,
                                          że jednak nie wszystko wyszło aż tak źle.
                                          Żałuję, że napisałam cokolwiek złego na temat swojego wesela.
                                          Powinnam wyrażać się tylko w samych superlatywach.
                                          • mademoiselle_catastrophe Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 15:13
                                            Skarbie nie przejmuj się opinią jakiejś znudzonej, zazdrosnej pindy, a przede
                                            wszystkim zakop już te małe porażki głęboko pod ziemią i zapomnij o nich.

                                            A może byś tak wreszcie opowiedziała co się udało i czy gościom się podobało?
                                            Jestem pewna że plusów jest 100 razy więcej niż minusów smile
                                            • misself Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 15:18
                                              Ja też jestem przekonana o tym, że większość się jednak udała smile Perfekcjoniści
                                              już tak mają, skupiają się na tym, co się nie udało, wiem to doskonale, bo mam
                                              podobnie.

                                              Pewnie gdybym była na Twoim miejscu, moja relacja byłaby podobna - tylko ja się
                                              nauczyłam patrzeć na bright side of life dzięki mojemu Mężczyźnie, który
                                              zawsze nie tylko szuka dziury w całym, ale i ją znajduje. Dwie marudy w jednym
                                              mieszkaniu to już by było za dużo, więc się przeprogramowałam smile
                                            • dorothy_mills Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 15:20
                                              Katastrofo kiedy Twoja relacja wink zbieraj sie do pisaniatongue_out mam
                                              nadzieje,ze obylo sie bez kafastrof winktongue_out
                                              • mademoiselle_catastrophe Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 15:25
                                                dobra obiecuję że wieczorem opowiem o moich katastrofach tongue_out
                        • mrozonka82 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 12:22
                          Myślałam, że jestem prefekcjonistką, ale Ty EMI jesteś Prawdziwą
                          Perfekcjonistką przez duże P! Szkoda się zamartwiać takimi
                          drobiazgami! Choć rozumiem Cię doskonale, po dzis dzień nie mogę
                          przeboleć np. tego, że nie upewniłam się kilka razy jak będzie
                          ubrany zespół (wydawało mi się oczywiste że elegancko, a oni jacyś
                          tacy rozhehłani byli smile), albo tego, żę florystka źle przygotowała
                          butonierkę dla męża i nie dało się jej przypiąć- musieliśmy wciśnąć
                          ją do kieszeni marynarki(a toć to nieprawidłowo!) smile)
                          Z perspektywy czasu jednak jestem przekonana, że nie ma co takimi
                          kwestiami zaprzątać sobie głowy.
                          BTW- Ubawił mnie fragment gdzie opisałaś jak w trakcie mszy
                          zliczałaś róże w bukiecie smile)))
                          • mademoiselle_catastrophe Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 12:42
                            Emi wielkie gratulacje kiss smile

                            Co do tych drobiazgów które się nie udały.. zawsze tak jest. Sama tego
                            doświadczyłam na własnym ślubie i było mi cholernie ciężko to przeboleć, ale
                            wytłumaczyłam sobie że żadna pierdoła nie zepsuje mi wspomnienia tych cudownych
                            chwil jakie wtedy przeżyłam, i jest git smile

                            Pozdrawiam smile
                            • lili-2008 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 12:47
                              Katastrofko, a kiedy doczekamy się Twojej relacji ze ślubu (i zdjęć)?wink Chyba,
                              że coś przegapiłamwink
                              • mademoiselle_catastrophe Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 12:59
                                lili nie mogę się zmobilizować tongue_out
                                • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 13:05
                                  Echhhh...
                                  Mnie też było ciężko się zmobilizować.
                                  Z jednej strony chciałabym zapomnieć jak najszybciej o wszelkich
                                  wpadkach, z drugiej nie dajecie mi spokoju i każecie pisać... wink
                                  • dorothy_mills Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 15:25
                                    Emily niejedna z nas nie zorganizowałaby takiego ślubu jakim był
                                    Twój wink PERFEKCJONISTKO tongue_out przez niektore jak widac przemawia
                                    zazdrość wink
                                    Ps. nie moge sie doczekac,az zobacze zdjecia Twojego bukietu wink
                                    • chloe30 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 15:30
                                      dorothy_mills napisała:

                                      > przez niektore jak widac przemawia
                                      > zazdrość wink
                                      >
                                      Jezu co wy z tą zazdrością??
                                      Mój ślubno był dawno temu i nawet wpadki miło wspominam.

                                      Wiedziałam, że jak napisze cos do gwiazdy forumowej to zbiegna się
                                      obrończynie, kopac z koniem sie nie będę, klaszczcie sobie nawzajem.
                                      • dorothy_mills Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 15:37
                                        chloe30 ona po pewnym czasie też bedzie wpadki miło wspominac.
                                        Poprostu mam zasade,ze nie lubie poslubnej krytyki.
                                        • madziaq Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 17:11
                                          Ale to nie była nawet krytyka... ja tez nie lubię jak ktoś już po slubie pisze
                                          dziewczynie, dajmy na to, że fryzurę miała beznadziejną, makijaż ją postarzał a
                                          suknia to szczyt bezguścia, bo to nic nie wnosi, poza robieniem komuś
                                          przykrości. Ale Chloe nic takiego nie napisała. Przyznam, że mnie tez dziwnie
                                          się czyta relację ze ślubu, w której panna młoda opisuje po kolei, że wkurzyła
                                          się na teścia, nakrzyczała na męża, kierowca o czymś tam zapomniał, jak on mógł,
                                          za mało kwiatków był w bukiecie i wszystko po kolei nie tak. Wygląda to jak
                                          opowieść o jakiejś porażce życia...

                                          Zazwyczaj dziewczyny nawet jak teściowa usiadła na bukiet, kot zjadł pończochy a
                                          mąż powiedział "i nie dopuszczę cię aż do śmierci", piszą o swoim ślubie jak o
                                          wydarzeniu radosnym a nie paśmie nieszczęść tongue_out

                                          Jasne, jak mi się nie podoba, mogę nie czytać. Ale nie to, że mi się nie podoba,
                                          ciekawa byłam jak ten forumowy ślub roku wyszedł, więc chcę przeczytać. Ale ton
                                          opisu mnie dziwi i chyba nie tylko mnie, z tego co widzę.
                                • monikapers Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 13:10
                                  a mi jakos tak smutno.... czekam cierpliwie na cd i licze, ze jakis blysk w
                                  koncu sie pojawi
                        • bell82 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 15:12
                          Emily milo sie ciebie czyta, jestes bardzo skrupulatna, momentami chyba az za ;]
                          zycze wszystkiego najlepszego na nowej drodze zycia, jednak co mnie ubodło-
                          kazdy ma prawo przebywac kolo kosciola, czy to jakas kapela czy zebrak, jak
                          mozesz pisac ze ktos mial ich siła przegonić??? i jak niby popsuli ci slub?
                          milei takie samo prawo tam stac jak ty..zachowujesz sie troche jak rozwydzona
                          ksiezna Walii ;]
                          • misself Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 15:19
                            Każdy ma prawo przebywać w pobliżu kościoła, ale niekoniecznie już nagabywać
                            ludzi o pieniądze... Zwłaszcza ludzi, którzy będąc ubrani w stroje odświętne
                            raczej nie mają przy sobie portfela z drobnymi smile
                            • lili-2008 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 17:27
                              Ja myslę, że oni nie pomyśleli nawet, że Młoda Para nie ma przy sobie pieniędzy. Chcieli wykorzystać nadarzającą się okazję. Gdy my wyjeżdżaliśmy po ślubie ze starego miasta w lbn co chwilę mieliśmy robioną "bramę" przez dzieciaki, które też chciały pieniędzy. Nie uważam jednak, że zepsuły mi ślubwink Wiem, że to się zdarza. To tylka chwila, nic nie znacząca. Trudno też, żeby w takim miejscu, w jakim znajduje się kościół, gdzie Emi brała ślub oczekiwać, że nikt nie będzie się interesować, czy że nie spróbuje "wykorzystać" okazji.
                              Myślę, że odganianie namolnego bezdomnego przez teściów wyglądałoby jeszcze gorzejwink Tak trochę nieludzkowink
                              • misself Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 18:16
                                lili-2008 napisała:
                                > Myślę, że odganianie namolnego bezdomnego przez teściów wyglądałoby jeszcze gor
                                > zejwink Tak trochę nieludzkowink

                                No tak, jak "spieprzaj, dziadu" wink
                              • stworzenje Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 19:43
                                lili-2008 napisała:

                                > starego miasta w lbn co chwilę mieliśmy robioną "bramę" przez dzieciaki, które
                                > też chciały pieniędzy. Nie uważam jednak, że zepsuły mi ślubwink Wiem, że to się


                                dzieciakom daliśmy bombonierkę dorwały się do nas pod kościołem przed wejściem.
                                Dobra wychodzimy po mszy,a tu one w towarzystwie trochę większych i wódkę chcą!
                                Mój szwagier od razu rzucił pytanie,bo zobaczył, że delikatnie okupują nasz
                                samochód: który ma tu 18 lat? i minuta osiem i prysnęły spod kościoła.
                          • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 18:25
                            Bell,
                            Ja też mam prawo myśleś i pisać co uważam za stosowne.
                            To co sobie pomyślałam na jakiś temat to jedno, a to co zrobiłam to
                            drugie. A ponieważ piszę o wszystkim, to piszę również o negatywnych
                            myślach i emocjach. A jeśli chodzi o tego żebraka czy kapelę, to
                            byli oni tam tylko po to, aby wyciągnąć od nas pieniądze. Niestety
                            naciągacze są wszędzie i zdania swojego na ten temat nie zmienię.
                            A poza tym znalazałam na ten temat kiedyś wątek, aby uważać na takie
                            sytuacje w katedrze, bo się czesto zdrzają. Rozmawialiśmy o tym z
                            teściami i dlatego to mnie tak wkurzyło, że nie zareagowali.
                            A nazywanie mnie jakąś rozwydrzoną księżną jest conajmniej nie na
                            miejscu. Czy ja kogoś wyzywam w ten sposób?
                            • agawa48 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 18:33
                              A mnie się bardzo podoba Twoja relacja. Pokazuje, że nawet najbardziej
                              szczegółowo zaplanowane wesele nie obędzie się bez wpadek, które pewnie z
                              biegiem czasu będziecie wspominać z uśmiechem na ustach smile. Goście na pewno
                              niczego nie zauważyli. Ja czekam na ciąg dalszy smile. Pozdrawiam i gratuluję smile
                              • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 19:04
                                Psy szczekają, karawana idzie dalej.
                                Niedługo dalsza cześć relacji.

                                • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 19:15
                                  Wesele

                                  Po zajęciu miejsc DJ powitał wszystkich gości w naszym imieniu oraz
                                  poprosił zaproszonego księdza by odmówił modlitwę przed posiłkiem.
                                  Tę modlitwę miałam już dawno wymyśloną, tzn. że będzie, ale nic
                                  księdzu wcześniej nie mówiliśmy. Dopiero w trakcie składania życzeń
                                  pod kościołem poprosiłam o to. Ale wiadomo, dla księdza to nie
                                  pierwszyzna. Wyszedł na środek parkietu i krótko i dowcipnie odmówił
                                  modlitwę. Wszyscy zaczęli się śmiać, pierwsze lody zostały
                                  przełamane i rozpoczęło się podawanie obiadu. Najpierw zupa – żurek.
                                  Po zupie mieliśmy zrobić prezentację gości. Mieliśmy z mężem przejść
                                  się wokół stolików i bardzo krótko powiedzieć kto jest kto. Miałam
                                  to zrobić ja. DJ co chwila do nas podchodził i pytał co teraz
                                  robimy. My na to, że nie damy rady, że może po głównym daniu. Na
                                  główne danie była cielęcina w sosie grzybowym z kopytkami. Niestety
                                  prezentacji gości nie zrobiliśmy. Ja byłam tak wyczerpana fizycznie
                                  i emocjonalnie, że nie byłam w stanie w ogóle wstać. Jak już
                                  usiadłam na krześle, to miałam wrażenie, że ważę ze 2 tony i że będę
                                  tak siedzieć do końca świata i nic mnie nie ruszy. Żałuję, że nie
                                  było tej prezentacji, bo potem kilka osób pytało się mnie – a która
                                  to twoja mama?, a który to twój btrat?, a ten pan to kto?, a ta pani
                                  to teściowa? itd. itp. W trakcie obiadu był też toast. Wstaliśmy z
                                  mężem i mój mąż nawet bez problemu podziękował gościom za przybycie.
                                  Mówił krótko, ale treściwie. Na koniec ja podziękowałam jeszcze za
                                  życzenia, kwiaty i prezenty. Nie wiem czy potrzebnie. Nasz DJ
                                  zainicjował też jedno „gorzko”, które musieliśmy poprawić na
                                  życzenie gości. Myślałam, że go uduszę, bo nie lubię się całować
                                  publicznie. Na koniec był deser. Zamówiliśmy go na 3 dni przed
                                  ślubem, bo zostało nam trochę pieniędzy. Wybrałam bezę z sosem
                                  waniliowym i owocami. Mój mąż nawet nie tknął żadnego z dań. To
                                  jest zupełnie nie podobne do niego, bo potrafi zjeść wszystko. Tak
                                  był zdenerwowany i miał tak ściśnięty żołądek, że pomimo usilnych
                                  moich namówień nic nie zjadł. Aż żal było patrzeć jak kelnerzy
                                  zabierają jego nietknięte porcje. Mój mąż to oaza spokoju i nigdy
                                  się nie denerwuje. Trudno mi było uwierzyć, że aż tak go to wszystko
                                  wzięło. Ja natomiast zjadłam całą zupę, połowę drugiego i cały
                                  deser. Ale też i porcje nie były zbyt duże.

                                  W trakcie obiadu jeden z kelnerów przyniósł mi przesyłkę. To były
                                  kwiaty od jednego z gości, który nie mógł być na ślubie. To było
                                  bardzo miłe zaskoczenie. Polecam ten sposób przekazywania życzeń.

                                  A po obiedzie przyszła pora na pierwszy taniec. Sama nie wiem jak
                                  zebrałam na to siły. Niestety zamiast naszego układu był zwykły
                                  bujaniec. Ja się patrzyłam tylko na męża, a on mówi do mnie w pewnym
                                  momencie – patrz zdjęcia nam robią. Ja się rozglądam, a tu wszyscy z
                                  aparatami, z komórkami nas łapią w kadrze. Nie wiem po co, bo to był
                                  zwykły taniec. Z całego układu udało nam się zrobić ładne
                                  zakończenie tj. ukłon, który mieliśmy wyćwiczony. A potem zaczęła
                                  się zabawa. Od razu sporo gości ruszyło na parkiet. W ogóle muszę
                                  przyznać, że parkiet ani razu nie był pusty. Bałam się, że goście
                                  będą siedzieć za stołami i nikt się nie będzie bawił. Ale jednak
                                  nasz DJ puszczał tak świetną muzykę, że wszyscy fajnie się bawili.
                                  Hit za hitem, aż szkoda było schodzić z parkietu. Było co prawda
                                  kilka osób, które w ogóle nie zbliżyły się do parkietu i ja je
                                  rozumiem, bo my też zazwyczaj na weselach poświęcamy się konsumpcji.
                                  W którymś momencie poprosił mnie do tańca nasz ksiądz od modlitwy,
                                  stwierdzając, że nie wypada mu tańczyć z nikim innym. A potem jak
                                  zaczął obtańcowywać panie, to aż miło było patrzeć. Został królem
                                  parkietu. A wszyscy goście łącznie z DJem nie mogli wyjść z podziwu.
                                  Po obiedzie kelnerzy zaczeli wnosić jedzenie do bufetów. Zaczęła też
                                  działać pierwsza stacja live cooking z pierogami. Ja zjadłam 2 i mąż
                                  też 2. To był chyba jego pierwszy posiłek na weselu. Potem się
                                  trochę rozkręcił i częściej zaglądał do bufetu. Ja natomiast zjadłam
                                  jeszcze tylko szynkę z drugiej stacji live i do tego jakieś
                                  zapiekane ziemniaki z bufetu. A jedzonko podobno było pyszne,
                                  gościom smakowało. To też była moja obawa, że goście mogą czuć się
                                  skrępowani, żeby tak chodzić do bufetów i sobie samemu nakładać. Ale
                                  jednak niepotrzebnie, bo goście świetnie się potrafili sami obsłużyć
                                  i nikt się nie krępował. Dobrym rozwiazaniem było ustawienie bufetów
                                  w pawilonie czyli na sali weselnej, a nie w oranżarii. Wtedy na
                                  pewno spożycie by było mniejsze.

                                  W trakcie wesela starliśmy się porozmawiać z gośćmi, ale i tak nie
                                  udało się ze wszystkimi. Podchodziliśmy do stolików, łapaliśmy gości
                                  gdzieś w przelocie, w palarni. Szkoda, bo chciałam ze wszystkimi
                                  zamienić choć słowo. Ale para młoda ma za dużo obowiązków. Trzeba
                                  wybrać – albo rozmowy, albo tańce, albo zabawa, albo pilnowanie
                                  wszystkiego. Nam się udało wszystkiego po trochu. Goście nam się
                                  trochę porozłazili po całej restauracji. Palmiarnia była fajnym
                                  miejscem na kameralne tête-à-tête. Kilka razy odwiedziliśmy też
                                  kącik dla dzieci. To był strzał w 10! Opiekunka była fantastyczna,
                                  dzieci zachwycone, rodzice jeszcze bardziej. Początkowo opiekunka
                                  była zamówiona na 4 godziny, ale dzieci tak dobrze się z nią bawiły,
                                  że została do końca wesela. Dzieci było raptem 8 sztuk w wieku od 3
                                  do 10 lat. Wszyscy byli pod niesamowitym wrażeniem, że dzieciom w
                                  ogóle nie chce się spać tylko się bawią. Utworzyła się nawet jakaś
                                  para wink
                                  • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 19:33
                                    Oczepiny i tort

                                    Około północy przyszła pora na oczepiny. Zmieniłam buty na różowe.
                                    Były strasznie niewygodne i okropnie bolały mnie w nich nogi. Ale
                                    wytrzymałam w nich do końca. Kobieca próżność... Jak już wcześniej
                                    pisałam goście nam się rozeszli i na parkiecie stałam tylko ja ze
                                    świadkową. DJ wywoływał panny na wydaniu, ale coś nie bardzo były
                                    chętne. W końcu wkurzona podeszłam do męża i świadka, którzy
                                    wpatrywali się w nas uśmiechnięci i zadowoleni nie wiem z czego i
                                    jakby nie widzieli, że stoję wkurzona. Nie wiem co sobie myślał mój
                                    mąż? Kazałam im iść i wyciągać babki na parkiet. W końcu pojawiło
                                    się kilka pań i DJ zaczał grać moją zamówioną piosenkę czyli Beyonce
                                    Single Ladies. Panie dookoła w kółeczku, a ja w środku kręciłam się
                                    z zamkniętymi oczami. Bukiet złapała młodziutka kuzynka męża. Potem
                                    były oczepiny pana młodego. Panowie byli bardziej chętni do zabawy,
                                    ale i tak trzeba ich było trochę wyciągać na parkiet. W rytm muzyki
                                    do Greka Zorby zrobili tak ciasne kółko, że mąż ledwo zdołał rzucić
                                    muchą. Muchę złapał młodziutki kuzyn męża. Potem był pierwszy taniec
                                    nowej młodej pary. Jak się później okazało, dla nowego pana młodego
                                    to był pierwszy taniec w życiu. Dookoła tańczyli inni goście, a wraz
                                    z nową piosenką namówiłam męża żebyśmy się zamienili partnerami z
                                    nową młodą parą. Po tańcu nowa panna młoda chciała mi oddać bukiet,
                                    ale podarowałam go jej, bo był specjalnie dla niej zamówiony. Nowy
                                    pan młody dostał muchę z oczepin. Nie chcieliśmy im tego odbierać.

                                    Oczepiny to jedyne zabawy na weselu. Więcej nic nie było. Żadnych
                                    konkursów, pociągów, pokazów itd. Bardzo się z tego cieszę, bo
                                    byłoby to zupełnie niepotrzebne.

                                    Po oczepinach przyszła pora na tort. Ale zanim podano tort,
                                    poszliśmy do kuchni, a właściwie do chłodni go obejrzeć. Tak
                                    naprawdę miałam rzucić okiem na moją paterę, czy wygląda dobrze i
                                    ewentualnie zmienić ją na coś innego. Ale jak zobaczyłam tort, to
                                    zupełnie zapomniałam o paterze. Tort był dla mnie bardzo ważny.
                                    Rozmawiałam na ten temat z managerką restauracji wielokrotnie od
                                    samego początku. Dałam zdjęcie na wzór. Zapewniła mnie, że będzie
                                    dokładnie taki jak na zdjęciu. I niestety, do tego ze zdjęcia był
                                    podobny jak dzień do nocy. Nawet nie chce go opisywać. Powiedziałm
                                    tylko do managera, że tort mi się nie podoba i że jest mi bardzo
                                    przykro, po czym wyszliśmy z mężem. Usiadłam załamana za stołem
                                    dodając ten nieszczęsny tort do całej już listy porażek. Właściwie
                                    to tort był jedyną porażką na weselu. Mąż gdzieś poszedł, po czym
                                    wrócił i pyta mnie co zrobić z tortem. Ja mu mówię, że mi wszystko
                                    jedno. On na to co ma powiedzieć obsłudze, bo go pytają o to. W
                                    końcu wymyśliłam, żeby zdjęli wszystkie ozdoby i tak podali tort. Po
                                    oczepinach DJ zapowiedział tort. Aż się skręciłam w środku na to co
                                    zobaczę. Najpierw ujrzałam race na torcie. A miało nic takiego nie
                                    być. Potem DJ się przyznał, że tak ustalił z obsługą. Że co?!? A
                                    fotograf stwierdził że to było fotogeniczne i że tort był w
                                    porządku. A co zrobiła obsługa z moim nieszczęsnym tortem? Zdjęła
                                    wszelkie dekoracje, dodała trochę bitej śmietany i posypała tort
                                    jakimś złotym proszkiem. Nawet nie wyglądał tak źle. Ale do
                                    wymarzonego daleko mu było. Zaczęliśmy go kroić. W całym tym
                                    zamieszaniu zapomnieliśmy nakarmić się pierwszym kawałkiem, tylko od
                                    razu zanieśliśmy pierwsze 4 porcje rodzicom. Potem usiedliśmy za
                                    stołem, a obsługa podała nam nasze porcje. Jedyna rzecz jaka
                                    rehabilituje ten tort, to to, że był bardzo smaczny. Wybraliśmy smak
                                    tiramisu i mnie smakowało. Nie wiem jak gościom, ale ja oceniam
                                    według siebie. Oceniam go wysoko, chociaż jestem dość krytyczna. Po
                                    torcie nastąpiła druga stacja live cooking i dalsza zabawa.

                                    Fotograf i kamerzysta zakończyli pracę trochę przed pierwszą czyli
                                    zgodnie z umową. W ogóle to miałam wrażenie, że ich nie ma. Jak była
                                    najfajniejsza zabawa na parkiecie, to ich nigdy nie było. Jak już
                                    przychodzili to robiło się „normalnie”. Albo ja ich nie widziałam
                                    albo nie zwróciłam uwagi. Ale mam nadzieję, że udało im się coś
                                    złapać. A w kościele to w ogóle widziałam tylko 1 kamerzystę, który
                                    stał z mojej strony i miał kamerę na statywie skierowaną przez całą
                                    mszę na nas. Drugi trochę się kręcił, ale mało go widziałam.
                                    Natomiast fotograła zobaczyłam dopiero jak się skończyła msza. Nawet
                                    myślałam, że w ogóle go nie było. Ale oczywiście był. I był tak
                                    dyskretny, że zupełnie nam nie przeszkadzał. Pełen profesjonalizm.
                                    Taki właśnie powinien być fotograf na ślubie. Ślub się bierze dla
                                    samego sakramentu, a nie po to aby ładne fotki potem były. Chociaż
                                    na ładne kadry też liczę wink

                                    Muszę powiedzieć, ży wybawiłam się całkiem nieźle na własnym weselu.
                                    Kilka razy zatańczyliśmy razem z mężem. Kilku panów mnie wykończyło
                                    na parkiecie. Ale większość tańczyłam sama, najlepiej bawiąc się ze
                                    świadkową, z którą świetnie się potrafię dogadać w tańcu. Nawet
                                    fotograf później mówił, że nieźle wywijałam ze świadkową. Niestety
                                    nasi panowie, byli raczej przykuci do krzeseł i musiałyśmy sobie
                                    radzić same.

                                    Wesele skończyło się ok. 3 czyli zgodnie z planem. Po mału goście
                                    się zbierali do domu, ale największa grupa – nasi goście autokarowi
                                    wytrwali do końca. Mąż przed oczepinami przyniósł kosz z cukierkami,
                                    co to miały być w kościele i ustawił go w bufecie. Goście częstowali
                                    się nimi przy wyjściu. Jeden wujek chciał zabrać cały koszyk, i
                                    ledwo udało się mu to wyperswadować. Musiałam tłumaczyć, że koszyk
                                    musimy zwrócić, bo należy do florystki. Nazajutrz okazało się, że
                                    jednak kosze są nasze, a nie wypożyczone.

                                    W trakcie wesela, dostawaliśmy od gości koperty i prezenty. Pod
                                    kościołem mało kto się na to zdecydował. Po zakończeniu imprezy
                                    trzeba było wszystko zapakować do samochodu. Zabraliśmy też
                                    wszystkie kwiaty, które były wystawione wokół fortepianu w wazonach.
                                    Nie chciałam żeby leżały całą noc w bagażniku, bo by się zupełnie
                                    zmarnowały. Chciałam żeby goście widzieli, że szanujemy kwiaty od
                                    nich i doceniamy ten gest. Obsługa naszykowała też jedzenie z
                                    bufetów do zabrania. My zgarnęliśmy pozostałą poligrafię i kilka
                                    nietkniętych pudełeczek z truflami jako prezenty dla gości.
                                    Większość goście albo zjedli na miejscu albo sobie zabrali, ale
                                    kilka zostało na stołach. Znikneły też wszystkie winietki i menu.
                                    Goście brali sobie na pamiątkę. Menu mieliśmy tylko po jednym na
                                    stole. Miały być po dwa, ale mąż nie zdążył więcej wydrukować.
                                    Więcej niż 2 nie chcieliśmy, bo mąż stwierdził, że będą się potem
                                    walać po stałach i po podłodze i nie ma sensu robić dla każdego. Ale
                                    jakby były po 2 na stół to by było akurat. W trakcie pakowania nasz
                                    świadek rozliczał się z obsługą i DJem. W ogóle mąż dał mu wszystkie
                                    pieniądze i kazał się za nas rozliczać. Dobrze, że tak się stało, bo
                                    gdybyśmy mieli jeszcze to robić to już w ogóle na nic nie było by
                                    czasu. Nasi goście wypili też kilka drinków z baru, który nie był
                                    wliczony w cenę. Chcialiśmy za to zapłacić, ale manager nam to
                                    sprezentował. Chyba w ramach przeprosin za tort. Bukiety na stołach
                                    zostały w restauracji, tylko 2 z nich wziął sobie DJ. O 4 byliśmy
                                    już na parkingu i świadek odwiózł nas do hotelu. Mieliśmy tylko moje
                                    buty ze ślubu oraz koperty od gości. Resztę zabrali teście.

                                    Co do samego wesela, to DJ, który się na tym zna stwierdził, że
                                    widać było, że goście byli lekko przytłoczeni miejscem. Zwłaszcza
                                    na początku wesela, gdy czekali na nasze przybycie. Ale poradzili
                                    sobie światnie. MZ nikt się nie czuł skrępowany i wszyscy dobrze się
                                    bawili. Ten aspekt wypadł dużo powyżej moich oczekiwań.
                                    Po weselu słyszeliśmy opinie gości (przekazane przez teściów), że
                                    ślub był przepiękny, a wesele, bajkowe, exclusive itd. Pomimo kilku
                                    porażek, wszystko wypadło raczej dobrze. Dzisiaj zrobiłabym kilka
                                    rzeczy inaczej, ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Kiedyś na
                                    pewno będę się z tego w
                                    • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 19:49
                                      Przekroczyłam 8000 znaków...


                                      C.D.

                                      Kiedyś na pewno będę się z tego wszystkiego śmiać, traktując
                                      moje "porażki" jako element, który urozmaicił i ubarwił imprezę. Ale
                                      jeszcze nie dzisiaj. Na szczęście pamięć mam dobrą, ale krótką big_grin

                                      KONIEC

                                      Chciałam jeszcze opisać dzień po, poprawiny, sesję w Paryżu itd.,
                                      ale nic nie mam przygotowane, a i klimat w moim wątku mało temu
                                      sprzyja. Powiem jedynie, że przynajmniej tutaj wszystko udało się
                                      świetnie smile

                                      pozdrawiam i dziękuję za życzenia smile


                                      • lili-2008 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 19:56
                                        Emi, na pewno było wspaniale, znając siebie byłabym zachwycona, będąc gościem (byłam kiedyś na podobnym ślubie i weselu)smile teraz czekamy na zdjęciasmile
                                      • budyniowa123 opisz emi opisz:) 28.10.09, 19:57
                                        Jestem strasznie ciekawa zdjęć, zwłaszcza, że my na naszą sesję (już małżeńską)
                                        ciągle czekamy, bo pogoda nie sprzyjasmile

                                        Co do Twojej relacji: faktycznie, dużo potknięć wychwyciłaś, ale tak chyba mają
                                        osoby z gruntu perfekcyjnebig_grin Moja babcia taka była i założę się, że jakby jej
                                        tort zły podali to zakasałaby rękawy i piekła na miejscu nowybig_grin

                                        Osobiście w ogóle nie dziwię ci się, że wkurzyli cię żebracy i pseudo-orkiestra
                                        (nie lubię wymuszania i stawiania kogos pod ścianą) Od nas (jak szlismy
                                        odwiedzić ciocię do szpitala, w strojach) też dwóch żebraków wycyganiło kaskętongue_out
                                        Ale potraktowałam to jako uścisk ręki żula na szczęscietongue_out

                                        Fajnie, że udały się poprawny i Paryż, a co do ślubu podziwiam, że tyle
                                        zapamiętałaś szczegółówbig_grin Ja część rzeczy dopiero ze zdjęć sobie przypomniałamsmile
                                        (np wygląd tortu)
                                        • emily_valentine Re: opisz emi opisz:) 28.10.09, 20:30
                                          Akurat ten nieszczęsny żebrak, nic od nas w sumie nie chciał. Jest
                                          mi przykro, że są na świecie biedni ludzie i dlatego właśnie go
                                          jednak nie pogonilismy. Ale wkurzał mnie akurat w tym momencie.
                                          Chciałam się wyciszyć, uspokoić wewnętrznie, a tu ktoś mnie zaczepia
                                          i coś gada nie na temat. Gdyby w tamtym momencie zrobił to ktoś
                                          inny, to też bym była wkurzona. Ja nie chciałam słuchać o problemach
                                          innych, bo swoich miałam aż nadto. Może i egoistyczne, ale chyba
                                          każdy ma prawo do odrobiny prywatności. Zwłaszcza w takiej chwili.
                                          • emily_valentine Re: opisz emi opisz:) 28.10.09, 20:38
                                            Wklejam z innego
                                            wątku:


                                            The best of...

                                            "Żeby nie było, że wszystko potoczyło się źle, to napiszę tylko, że
                                            jestem bardzo zadowolona z hotelu, w którym mieliśmy przygotowania.
                                            Apartament boski! Katering przepyszny i na dodatek gratis. Ślub -
                                            jakaś obca pani podeszła do teściowej i powiedziała, że na tak
                                            pięknym ślubie jeszcze nigdy nie była. Trzej księża super! A chór to
                                            poprostu poezja. Zrobili taki nastrój, że mogliby nigdy nie
                                            przestawać śpiewać. Akompaniament skrzypiec przeprawiał o ciarki.
                                            Goście zachwyceni. Wesele - cóż powiedzieć. Jedzenie przepyszne.
                                            Estetyka miejsca zachwycająca. Goście bawili się świetnie. Chyba ani
                                            razu nie widziałam pustego parkietu. DJ i muzyka idealna na świetną
                                            zabawę. Był i lekki jazzik przy obiedzie, jak i przekrój przez same
                                            super hity. Zaproszony ksiądz odmówił krótką, ale dowcipną modlitwę
                                            przed posiłkiem, czym rozbawił towarzystwo i przełamał pierwsze
                                            lody. Potem był królem parkietu! Chyba nie miałam też lepszego
                                            pomysłu, jak wynajęcie opiekunki do dzieci. To był strzał w 10! I
                                            dzieci, i rodzice, i pozostali goście zachwyceni! Ja też niczego
                                            sobie się prezentowałam. Fryzura z kokardką wyszła całkiem fajnie.
                                            Do tego woalka - to chyba najlepszy element mojego stroju".

                                            Napisałam to 2 dni po ślubie smile
                                          • budyniowa123 Re: opisz emi opisz:) 28.10.09, 20:39
                                            Może i egoistyczne, ale chyba
                                            > każdy ma prawo do odrobiny prywatności. Zwłaszcza w takiej chwili.
                                            Ma. I uważam, ze nie ważne: żebrak czy grajek obcy ludzie powinni uszanować to,
                                            że dla kogoś to ważna chwila nie nie muszą wtrącać swoich trzech groszy itp.

                                            W każdym razie: czekam na ciąg dalszy Losów Pani Emilysmile
                                            A co z tortem było nie tak?
                                            • lili-2008 Re: opisz emi opisz:) 28.10.09, 20:43
                                              Ale jak już się wtrącą (czasu się nie cofnie) nie ma sensu robić z tego tragediiwink
                                            • emily_valentine Re: opisz emi opisz:) 28.10.09, 20:54
                                              Budyniu, akurat tort to tak naprawdę jedyna poważna wpadka na weselu
                                              i nie chciałabym do niej wracać. Na szczęście udało się ten tort
                                              jakoś uratować i tego się będę trzymać smile
                                              • budyniowa123 Re: opisz emi opisz:) 28.10.09, 21:02
                                                najważniejsze, że uratowanysmile

                                                No emi, pokaż choć malutkie zdjęcie... bo przecież nie można tak ludzi torturowaćsmile
                                                • emily_valentine Re: opisz emi opisz:) 28.10.09, 21:08
                                                  Ale ja nie mam jeszcze żadnych zdjęć ze ślubu.
                                                  Jeśli to Cię pocieszy, to mogę wstawić tylko z wyjazdu do Paryża.
                                                  • monikapers Re: opisz emi opisz:) 28.10.09, 21:19
                                                    TAK TAK TAK TAK TAK TAK TAK
                                                    Emi, no pewnie, ze wrzucaj ten paryz, przeciez my juz tu nogami od tygodni
                                                    przebieramy, nie drecz nas dluzej....
                                              • monikapers Re: opisz emi opisz:) 28.10.09, 21:18
                                                Ale jak bylo w Paryzu????????
                                                Emi opowiedz, na ta relacje najbardziej czekalam, tak dluuuuugo sad
                                                Nie daj sie prosic i napisz jak Paryz, jak Wy, jak Tworki, jak bylo, zreszta co
                                                Ci bede mowic ?????????
                                                Reszte olej /sorry/ emocje i perfekcjonizm nakrecaja spirale, a i tak
                                                zapamietasz tylko piekne chwile, tort ze zdjecia zrobcie sobie na rocznice smile
                                                i z glowy

                                      • pcimcia999 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 20:13
                                        A ja uważam, że twoja szczegółowa relacja będzie bardzo przydatna w przygotowaniach do ślubu i wesela. Wyciągnęłam kilka wniosków i fajnie, że SZCZERZE opowiadasz nam, co się nie udało, bądź mogło być lepsze. Dla mnie oczywiste jest to, że i tak to był jeden z najpiękniejszych dni w Twoim życiu, a relacja miała być dla nas, forumowiczek, wskazówką w przygotowaniach weselnych.
                                        Serdecznie gratuluję i życzę wszystkiego dobrego smile
                                        • freciczka Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 20:40
                                          Trudno mi powiedzieć jakbym ja odebrała te wszystkie niedociągnięcia, o których
                                          piszesz, ale ja też to odbieram jako czepianie się o szczegóły. Z jednej strony
                                          piszesz że nie zauważyłaś że było zimno przed kościołem (bo w takiej chwili nie
                                          zwraca się na to uwagi) a z drugiej zauważasz małą ilość kwiatów w bukiecie i to
                                          podczas ślubu...
                                          Nie oceniam, bo być może sama bym tak zareagowała, ale myślę że gdyby wszystko
                                          nie było tak szczegółowo zaplanowane to takie duperele nie psułyby Ci humoru.
                                          Mam nadzieję, że niedługo spojrzysz na to z dystansu i nie będziesz tak
                                          rozpamiętywać tych w sumie małych potknięć.
                                          Gratulujemy z Narzeczonym i życzymy wszystkiego dobrego!!
                                          • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 20:51
                                            Freci, może jak ktoś to przeczyta, to właśnie uniknie moich
                                            problemów. Zbyt drobiazgowo zaplanowana impreza też może się nie
                                            udać. Trzeba iść trochę na żywioł albo... zatrudnić konsultantkę wink

                                            A co do tego, że w trakcie życzeń nie było mi zimno, to zdałam sobie
                                            z tego sprawę dopiero później. W samochodzie kierowca włączył
                                            ogrzewanie i dopiero wtedy poczułam, że trochę jednak zmarzłam.
                                            Podobnie było z tą kapelą. Ja ją zauważyłam dopiero pod koniec
                                            życzeń. Co nie znaczy, że jak czegoś w porę nie zauważyłam, to tego
                                            nie było wink
                                            • freciczka Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 21:09
                                              Oczywiście, że się przydasmile
                                              Właśnie o to mi chodzi- że jak się zbyt szczegółowo wszystko zaplanuje to jest
                                              więcej rzeczy, które mogą nie wyjść!!a poza tym nastawia się człowiek, że ma być
                                              "idealnie" i jak coś odbiega od tego planu to już katastrofa...
                                              My postanowiliśmy popłynąć z prądem i zobaczymy co z tego wyjdzie big_grin
                                              Jednego jestem pewna- tego dnia nie mam zamiaru niczym się przejmować !!
                                              • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 21:26
                                                Założenie bardzo dobre!
                                                Też takie miałam. A jak wyszło to widać. Myślałam, że mam wszystko
                                                zaplanowane i o niczym nie zapomniałam. W związku z czym nie
                                                przewidywałam nic złego. Ale los bywa przewrotny wink
                                    • odsrodkowa Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 19:02
                                      Emi gratuluję ogromnie smile

                                      I mam nadzieję mimo wszystko na zdjęcia smile
                        • mama1bartk-a Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 02.11.09, 10:22
                          Boże jakie głupia relacja i nudna jak flaki z olejem aż sięniedobrze
                          robi............ble
                      • chloe30 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 13:32
                        Mąż nawet chciał wziąć
                        piersiówkę z wodą i popijać w trakcie mszy, ale mu zabroniłam. No
                        jak by to wyglądało? Przecież nikt by nie uwierzył, że to nie
                        alkohol


                        a nawet jakby byli pewni że woda to głupio wygląda PM popijający w
                        trakcie ceremonii.
              • kr_ka_11 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 08:02
                stylwia1978 napisała:

                > No właśnie, o co chodzi z tym DRUGIM ŚLUBEM????????????

                ten był kościelny, wcześniej był cywilny.
    • diameh Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 00:15
      Czekam z wypiekami na ciag dalszysmile Serdeczne gratulacjesmile
      • makkk Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 11:47
        Wszystkiego najlepszego Emily!
        • kr_ka_11 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 12:00
          ja również gratuluje Emi, i życzę wszystkiego naj naj smile pisz dalej, bo
          fantastycznie się to czyta.
          • kruszynka173 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 27.10.09, 14:31
            Muszę przyznać że pierwszy raz czytam relacje ze ślubu z takim
            napięciem nie mogąc doczekać się dalszej części smile

            Emily wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia!!!!
            • lapwing123 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 14:50
              Emily,
              gratuluję.

              odnoszę wrażenie, że cała relacja jest trochę smutna. za dużo rzeczy wiedziałaś,
              że nie wyszło. Ty to wiedziałaś i do końca nie potrafiłaś radować się chwila.
              takie mam odczucia. ale być może się mylę.

              czekam na zdjęcia smile
              • gwiazdka3333 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 17:58
                Serdecznie gratuluję a jeszcze serdeczniej .... współczuję.
                Byłam przekonana,że tak perfekcyjnie zaplanowane wesele jest czymś
                niesamowitym, nawet zazdrościłam takiego pełnego zaangażowania i
                dopięcia wszystkiego na ostatni guzik. Przecież nie każdy ma takie
                możliwości finansowe jak Emili i nie każdy może mieć tyle
                wspaniałości na weselu i ślubie.
                Teraz nikomu nie życzę i nie zazdroszczę takich przygotowań. W dniu
                ślubu miałam tyle emocji ( samych radosnych, ewentualnie
                wzruszeń ),że nie myślałam nawet o takich szczegółach jak Ty !
                W życiu nie wpadłabym na to aby policzyć róze w bukiecie !!! Oceniać
                ich ilość i jakość. Pilnować tego czy się uśmiecham podczas mszy czy
                nie ... Byłam non stop uśmiechnięta - szczęśliwa !!! Mój mąz
                również smile Nawet się wzruszyłam podczas przysięgi. Ciekawa jestem
                czy pozwoliłabyś sobie na to ... a łzy wzruszenia mojego taty
                podczas błogosławieństwa były najpiękniejsze !!!
                A Ci "żebracy" pod Kościołem ...

                Emili to nie był spektakl w teatrze tylko Twój ślub ! Byliście tam
                dla siebie ??? czy tylko dla spektaklu ?
                Jestem przekonana,że gościom się wszystko podobało ! Tylko nie wiem
                czy czasami oni nie mieli więcej emocji (pozytywnych i wzruszeń) od
                Ciebie ...
                • z_meetropolii Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 19:26
                  trochę smutna ta twoja relacja... wytykasz same niepowodzenia. Przecież ślub
                  jest dla was, to wy ślubujecie sobie że będziecie z sobą na zawsze i to jest
                  najważniejsze. Uważam, że nie warto za bardzo skrupulatnie planować swojego
                  ślubu/wesela bo później czujemy się jak na egzaminie i sprawdzamy czy każdy
                  punkt jest wypełniony. Mam nadzieje ,ze mimo wszystko był to dla ciebie
                  szczęśliwy dzień, że wybawiłaś się na weselu i szybko zapomnisz o niedociągnieciach
                • k.l2 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 21:46
                  Gwiazdko, calkowicie sie z Toba zgadzam.
                  No, poza jednym.. powyzszy opis sprawia wg mnie wrazenie,ze to byl
                  bardziej spektakl niz slub... Biorac pod uwage to, co Emily pisala
                  wczesniej, myslen,ze dla niej tym prawdzuwym, szczesliwym slubem byl
                  cywilny. I dlatego, choc z opoznieniem, to tamtego Emily CI
                  gratuluje!

                  Ja rozumiem prefekcjonizm, zwlaszcza jak sie wydaje duzo pieniedzy,
                  ale to liczenie roz mnie rozwalilo. I pisanie,ze najwazniejszy jest
                  sakrament.. chwile po komentarzu o Komunii (dobre winko, szkoda,ze
                  nie wypilam wiecej, bo w gardle mi zaschlo..). Przepraszam Emily, ze
                  komentuje,ale naprawde szkoda... I tak jak mowisz, ku przestrodze dla
                  innych.
                  • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 21:59
                    Nie mam zamiaru przejmować się więcej żadnymi komentarzami.
                    Zrozumieć mnie mogłaby tylko osoba, która by była na moim miejscu. A
                    to się przecież nigdy nie stanie.
                    Nie mam zamiaru też więcej się usprawiedliwiać i wyjaśniać. Każdy ma
                    prawo do własnych odczuć i myśli. I ja też.
                    Piszcie sobie co chcecie. Za chwilę i tak zapomnicie o mnie, a ten
                    wątek zniknie w mrokach tego forum...

                    • lili-2008 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 22:26
                      Emi, przepraszam, że się wtrącam (absolutnie nie chcę Cię urazić), ale wydaje mi się, że każda z nas albo była albo będzie na Twoim miejscu... każdej z nas coś się nie udało, nie znalazłyśmy na wszystko czas (np. ja na dokładne wydepilowanie nógwink), każda z nas była przerażona jakimś niedociągnięciemsmile ale ślub i wesele to tylko jeden dzień w skali całego życia. Wiadomo, że każdy chciałby, żeby wszystko się udało co zostało zaplanowane pieczołowicie, ale nie ma co się oszukiwać - nigdy tak nie będzie. Tylko trzeba wtedy na chwilę zamknąć oczy, zakląć i odpuścićsmile I cieszyć się tym co sie udałosmile
                      Mam nadzieję, że jak najszybciej zapomnisz o tym co złe, a pozostanie Ci w pamięci tylko to co dobresmile Szkoda nerwów.
    • deczko Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 21:19
      Rozumiem, ze w glowie mialas idealna uroczystosc, ale sluby rzadza sie swoimi
      prawami i nawet koordynator, tak naprawde nic nie pomoze, zawsze cos pojdzie nie
      tak.

      Zamiast przezywac slub, Ty sie skupilas na nic nie znaczacych szczegolach dla
      ogolu, nie powinnas tez sie nimi przejmowac. Zebracy na starowce to niestety
      smutna rzeczywistosc. Wchodzilas do kosciola i bylo malo ludzi w lawkach, ale w
      koncu dotarli. A w sumie wyjscie jest wazniejsze nie wejscie. smile itp. itd.

      Rozumiem, ze sprawa tortu mogla Ciebie rozlozyc na lopatki, ale najwazniejsze,
      ze smakowal i nikt sie nie zatrul. smile

      Ja mam duza rodzine i bylam na wielu weselach. Jak sa oczepiny panny sie nie
      kwapia do lapania welonu. Faceci lubia gry zespolowe. smile


      Najwazniejsze teraz sa zdjecia i film. Trzymam kciuki, zebys nie byla nimi
      rozczarowana.
      • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 28.10.09, 21:36
        Deczko, lejesz miód na moje zbolałe serce i moje nerwy jak
        postronki. Tak zawsze mówi mój mąż - jak tam nerwy jak postronki?
        Łatwo mu mówić, bo on to się niczym w ogóle nie przejmuje.
        Tak też staram się zawsze do wszystkiego podchodzić - przekuć
        negatywy na pozytywy.
        Zapomnieliśmy o płatkach róż - były w Paryżu.
        Zapomnieliśmy o cukierkach pod kościołem - były na przyjęciu.
        Nie było pięknego pierwszego tańca - zatańczymy na sesji video.
        Tort - w końcu wyszedł całkiem nieźle.
        itd, itp, etc
        Podsumowując, to są właściwie 4 rzeczy które najbardziej mnie bolą.
        Ale jakoś tak mam, że robię z igły widły i wszystko wyolbrzymiam.
        Mój mąż oprócz płatków róż niczego nie żałuje. Teściowie wprost
        zachwyceni. Goście również.
        Jedyne do czego mogę się przyczepić, to ja sama. W końcu się do tego
        przyznałam tongue_out






        • sympatyczna1980 a mi w tej jszych dni w zyrelacji brakuje......... 28.10.09, 22:00
          no własnie... brakuje mi po prostu miłości, troche tak jakbym czytała
          sprawozdanie z obejrzanego meczu, czy filmu a nie jednego z najwazniejszych dni
          w życiu. Tro9che sucho i pusto napisane.

          ale mimo wszystko życze ci wszystkiego dobrego i dużo szczęścia smile
          • misself Re: a mi w tej jszych dni w zyrelacji brakuje.... 28.10.09, 22:52
            sympatyczna1980 napisała:

            > no własnie... brakuje mi po prostu miłości, troche tak jakbym czytała
            > sprawozdanie z obejrzanego meczu, czy filmu a nie jednego z najwazniejszych
            dni w życiu.

            Mam wielką nadzieję, że po ślubie czeka mnie jeszcze dużo o wiele ważniejszych i
            piękniejszych dni... Czego i każdej z was życzę.
    • anczija smutna puenta... 28.10.09, 22:07
      W paru slowach. Przykro mi to stwierdzic ale to najgorsza relacja z
      jaka sie spotkalam. Niestety jestes przykladem na to,ze zasobnosc
      portfela weselnego i nadmierna brobiazgowosc rozmija sie z cala idea
      i swietnoscia tego dnia. I wlasnie ten konflikt priorytetow powinien
      byc glowna przestroga dla innych!
      Tym bardziej przykre,iz wydawalo mi sie,ze jestes dojrzala kobieta(w
      koncu bylas juz mezatka od jakiegos czasu) a tu tak niewywazone
      emocje. Odnosze wrazenie,ze zapomnialas o tym co bylo najwazniejsze
      tego dnia, a skupilas sie na...no wlasnie na czym??? Bardzo smutne
      to podejscie.
      Kurcze jak sobie przypomne nasz dzien slubu to usmiech nie znikal z
      twarz i ta ogromna radosc! Spytsz o niedosciagniecia-nie brakowalo
      ale to drobiazgi. W polowie wesela moja mama zachorowala bardzo
      powaznie i musielismy wezwac pogotowie.To bylo przykre.Ale to co ty
      piszesz...Zmeczylam sie...
      • sympatyczna1980 a mi w tej relacji brakuje............. 28.10.09, 22:09
        tak mial być zatytuowany post
      • emily_valentine foto 28.10.09, 22:14
        Paryż


        • lili-2008 Re: foto 28.10.09, 22:19
          pięęęękne tłobig_grin piękny pocałunek na tle tłabig_grin
          • emily_valentine Re: foto 28.10.09, 22:31
            Dzięki Lili smile

            To dla tych wszystkich, którzy twierdzą, że skoro nie napisałam, że
            miałam w dniu ślubu motyle w brzuchu, nie ćwierkały mi skowronki i
            nie siedział mi amorek na ramieniu celując w mojego męża, to znaczy,
            że go nie kocham, że ze ślubu zrobiliśmy cyrk, teatr i
            przedtawienie, brakowało tylko biletów itd.
            Pewnie też ktoś się znajdzie, kto napisze, że zdjęcie też
            wykalkulowane, bo czekaliśmy aż na wieży zaczną migotać światełka.

            Więcej relacji i zdjęć nie będzie. Jak ktoś się zmęczył, to może
            sobie wreszcie odpocząć. Aczkolwiek obowiązku nie było, aby czytać
            to co ja napiszę.

            Żegnam







            • lili-2008 Re: foto 28.10.09, 22:55
              Emi, mam nadzieję, że chociaż na priva wyślesz zdjęciasad
            • laracroft82 Re: foto 29.10.09, 00:21
              emily_valentine napisała:

              > Dzięki Lili smile
              >
              > To dla tych wszystkich, którzy twierdzą, że skoro nie napisałam, że
              > miałam w dniu ślubu motyle w brzuchu, nie ćwierkały mi skowronki i
              > nie siedział mi amorek na ramieniu celując w mojego męża, to znaczy,
              > że go nie kocham, że ze ślubu zrobiliśmy cyrk, teatr i
              > przedtawienie, brakowało tylko biletów itd.
              > Pewnie też ktoś się znajdzie, kto napisze, że zdjęcie też
              > wykalkulowane, bo czekaliśmy aż na wieży zaczną migotać światełka.
              >
              > Więcej relacji i zdjęć nie będzie. Jak ktoś się zmęczył, to może
              > sobie wreszcie odpocząć. Aczkolwiek obowiązku nie było, aby czytać
              > to co ja napiszę.
              >
              > Żegnam


              bez przesady, czy wszystkim sie musi wszystko podobac?? wiecej krytycyzmu w
              stosunku do siebie, bo oszalejesz kobieto..
              • misself Re: foto 29.10.09, 00:51
                laracroft82 napisała:
                >
                > bez przesady, czy wszystkim sie musi wszystko podobac?? wiecej krytycyzmu w
                > stosunku do siebie, bo oszalejesz kobieto..

                Przecież cała relacja była o tym, co jej się nie podobało, utrzymana w tonie
                bardzo krytycznym, to zostało skrytykowane, a teraz napadasz na nią za to, że
                nie jest wobec siebie krytyczna? Zdecydujcie się smile
                • laracroft82 Re: foto 29.10.09, 09:50
                  misself napisała:

                  > laracroft82 napisała:
                  > >
                  > > bez przesady, czy wszystkim sie musi wszystko podobac?? wiecej krytycyzmu
                  > w
                  > > stosunku do siebie, bo oszalejesz kobieto..
                  >
                  > Przecież cała relacja była o tym, co jej się nie podobało, utrzymana w tonie
                  > bardzo krytycznym, to zostało skrytykowane, a teraz napadasz na nią za to, że
                  > nie jest wobec siebie krytyczna? Zdecydujcie się smile


                  bardziej chodzilo mi o o to ze emily napisała, ze nie bedzie juz wiecej
                  poweselnych wrazen zdjec bo komus cos tam sie zle czyta i sie nie podoba...ale
                  tak bedzie zawsze, nie powinna tak brac do siebie krytyki innych, bo chciała
                  idealnie, a nie wyszło...
            • emiwiki Re: foto 29.10.09, 10:34
              Emi wróć i pokaż zdjęcia please smile
              Chyba się nie przejmiesz tymi zawistnymi zazdrośnicami, które z żalu
              i zazdrości pękają i tylko czekają żeby się na kimś wyżyć.
              Sądzę, że większość jednak patrzy z podziwem i poprostu z
              ciekawością jak wyglądał ten Wasz Wielki Dzień, a przede wszystkim
              sesja w Paryżu.
        • misself Re: foto 28.10.09, 22:54
          Tak się całujecie na tym zdjęciu, jakbyście nie chcieli przestać... I te emocje
          wyrażają to wszystko, czego żadne słowa nie potrafią.

          Gratuluję męża i zazdroszczę Paryża smile
        • 3mila_m bosz ja miałam tak samo!!!! 29.10.09, 09:08
          Emily dopiero teraz przeczytałam Twój wątek, bo od ślubu rzadko jestem na forum,
          i wiesz co?
          Miałam to samo z płatkami! Moja Mama o nich zapomniała! Nikt nas niczym nie
          obsypał jak wychodziliśmy z kościoła nawet głupim ryżem, było mi mega przykro...
          Byliśmy od tej pory z mężem na 3 ślubach i jak były płatki róż mój Mąż szeptał
          mi do ucha "błagam Cię tylko nie płacz". I z tańcem też tak samo... Okazało się
          że w sukni ślubnej nie da rady wytańczyć wyćwiczonego układu. Ale z tego co wiem
          tak to się właśnie kończy na 90% wesel, przynajmniej u moich koleżanek. Po
          prostu dlatego że z wiadomych przyczyn nikt nie ćwiczy tańca w sukni ślubnej!
          Ja ogólnie nie zwierzałam się z moich wpadek na forum, po 4 miesiącach śmieję
          się już z prawie wszystkich. Prawie, bo przez te płatki róż, którymi nikt nas
          nie obsypał chce mi się płakać do tej pory!Rozumiem i pozdrawiam, nie obrażaj
          się na forumki (zwłaszcza te co jeszcze są przed)
          Pzdr!
          • zewelinal zalosne 29.10.09, 09:34
            ja mialam slub i wesle w tym samym czasie co ty czyli 10.10.2009 i
            jestes mega szczesliwa bo wszystko bylo idealnie smile
            ale ja to tak mocno przezywalam ze swoim mezem ze od momentu wejscia
            do kosciola nie pamietam nic oprocz mojego meza i ksiedza!!!
            wogole nie wiedzialam co sie dzieje kto byl kogo nie bylo to nie
            istotne, i to jest w tym wszystkim piekne !!!
            lawki puste, zebrak pomagajacy zbierac pieniadze, wybacz ale bardzo
            dziecinne myslenie, na to nie masz wplywu, a jak dobry fotograf to
            tego nie zobaczysz na zdjeciach, ja wogole nie maietam zeby mi ktos
            zdjecia robil i kamerowal podczas mszy sw no ale to kwestia co dla
            kogo jest wazniejsze, i po twojej calej relacji ciesze sie ze mam
            miej kasy bo jestem poprostu szczesliwa!!!!! a ty tak sie skupialas
            na glupich pie...ch, goscie nawet ich nie zauwazyli a ty teraz
            rozpaczasz! odpowiedz sobie na pytanie czy warto bylo robic taka
            szopke....
            • budyniowa123 Re: zalosne 29.10.09, 09:53
              ciesze sie ze mam
              > miej kasy bo jestem poprostu szczesliwa!!!!!
              jakoś ci nie wierzę, wiesz... że się cieszysz że masz mniej kasy...

              a ty tak sie skupialas
              > na glupich pie...ch, goscie nawet ich nie zauwazyli a ty teraz
              > rozpaczasz!
              Gdzie emi rozpacza? Bo jakoś nie zauważyłam. Po prostu zauważa co poszło nie tak.

              wogole nie wiedzialam co sie dzieje kto byl kogo nie bylo to nie
              > istotne, i to jest w tym wszystkim piekne !!!
              Mam rozumieć, ze nie robliscie wczesniej listy gosci? Nie zastanawialiście się
              kogo zaprosić? Nie rozwoziliście zaproszeń? No bo skoro TO NIE BYŁO ISTOTNE to
              chyba poszliście na żywioł, kto chciał to przyszedł?

              ja wogole nie maietam zeby mi ktos
              > zdjecia robil i kamerowal podczas mszy sw no ale to kwestia co dla
              > kogo jest wazniejsze
              Aha, czyli nie zamawialiście fotografa, kamerzysty? Skoro nie, to nic dziwnego
              że o nim nie myślałaś. Wtedy faktyczni nie było to ważne dla ciebie. A jeśli
              tak, to chyba za niego sama nie płaciłaś, skoro nie miałaś poczucia, że w jakiś
              sposób powinnaś kontrolować pracę podwykonawców.

              >jestes mega szczesliwa bo wszystko bylo idealnie smile

              twoje szczęście. Myślę, że emi też jest mega szczęśliwa, ale nie dlatego, że
              "wszystko było idealnie" ale dlatego że jest żoną. Skoro ciebie tak cieszy, że
              dzień był perfekcyjny, a emi oceniasz po tym, że krytykuje OTOCZKĘ slubu to
              chyba dla ciebie jest ona najważniejsza, a nie dla emi...
              • lili-2008 Re: zalosne 29.10.09, 09:59
                przesadzasz budyniowa, jak ktoś ocenia Emi to źle, ale innych oceniać można
                (zwłaszcza nie mając zielonego pojęcia o tej osobie)
                • budyniowa123 Re: zalosne 29.10.09, 10:09
                  mam w nosie, czy ocenia się emi, czy zia, czy kogokolwiek z tego forum. Nie mam
                  w nosie jak się ocenia. I czy ta ocena ma jakąś wartość.
                  Mam swoje zdanie co do krytykowania kogokolwiek (tu akurat emi), ze to, że nie
                  przedstawia wyidealizowanej wizji wesela.
                  Wg politycznej poprawności forum wszystko ma być słodko, miło, wzniośle,
                  pięknie. A jeśli ktoś się odważył napisać, że nie wszystko organizacyjnie
                  wypaliło, to się zaczyna ocena: nie ślubu, nie przyjęcia, tylko
                  personalna ocena osoby rzekomo nieczułej i zmanierowanej. DNO brak dystansu
                  Uważam, że skoro siedzą ludzie na tym forum to otoczka slubu jest dla nich
                  ważna, ale z obłudy uważają, że nie robi na nich wrażenia.

                  Nie jest najważniejsza- z tym się zgodzę, ale przecież emi nigdzie nie napisała,
                  że była. I nie dała też tego odczuć.

                  Jakby np mi się kiecka zalała przed slubem herbatą to bym się załamała, a potem
                  napisała na forum, że byłam załamana! A niektóre osoby napisałyby mi: jak to!
                  załamana w dzień ślubu! Ty płytka dziewczyno ty...
                  • lili-2008 Re: zalosne 29.10.09, 10:20
                    Bardzo złe wnioski wysnuwasz Budyniowa. Nie sądzę, żeby większość osób miała coś
                    przeciwko temu, że Emi opisuje niedociągnięcia. Sądzę, że chodzi o coś innego.
                    • budyniowa123 Re: zalosne 29.10.09, 10:26
                      chodzi o to, że nie przysłodziła. Gdyby do tych niedociągnięć dopisała jeszcze
                      zdania o motylkach, wzruszeniach i odjętej mowie byłoby ok.
                      Pytanie tylko, czy miała taki obowiązek, bo chyba każdy pisze w swojej relacji
                      to co chce, a nie to co by się innym miło czytało.
                      • lili-2008 Re: zalosne 29.10.09, 10:37
                        Ja mam zupełnie inne odczucia.
                        • budyniowa123 Re: zalosne 29.10.09, 10:42
                          a o tym już trudno dyskutowaćsmile
                          Każdy ma prawo do swoich.
                          Powiem szczerze, że do włączenia się do tej dyskusji sprowokował mnie motyw (a
                          raczej motywy) wytykania komuś finansów.
                          Chyba jestem przeczulona na tym punkcie, ale strasznie mnie to drażni... nie
                          lubię oceniania kogokolwiek przez pryzmat tego na co może sobie pozwolić.
                          • lili-2008 Re: zalosne 29.10.09, 10:51
                            Ja też tego nie lubię, ale niestety zdarza się to bardzo częstouncertain
                          • zewelinal KASA!!!!!!!!!!!!!!! 29.10.09, 11:17
                            bede mowila o pieniadzach bo po piewsze to nie temat tabu a po
                            drugie tez mam prawo sie wypowiedziec!!!!!!!!!!!!!
                            mnie na wiekszosc bajerow ze slubu emi nie stac i co za tym idzie
                            nawet nie zawracalam sobie tym glowy ale dlaczego odrazu ze jestem
                            zazdrosna? jestem biedniejsza i szczesliwsza i ten watek to
                            udowadnia!
                            SZCZERE ALE PRAWDZWE! I BUDYNIOWA MOZESZ KRYTYKOWAC MNIE ILE CHCESZ
                            a tez mam prawo do wypowiadania sie, ja jej nie krytykuje ja
                            stwierdzam fakty (daleka jestem od zadrosci)
                            • budyniowa123 Re: KASA!!!!!!!!!!!!!!! 29.10.09, 11:27
                              nie próbuję ci udowodnić, że jesteś zazdrosna- pewnie nie jesteś.
                              Ale ja uważam, że wytykanie komukolwiek kasy lub jej braku jest nieeleganckie.
                              Ot i tyle.
                              > jestem biedniejsza i szczesliwsza i ten watek to
                              > udowadnia!
                              niczego to nie udowadnia i nie wiem skąd wiesz, że jesteś szczęśliwsza.

                              > SZCZERE ALE PRAWDZWE! I BUDYNIOWA MOZESZ KRYTYKOWAC MNIE ILE CHCESZ
                              pewnie mogę, ale nie chcę. Ja tez mam prawo uważać, że pewne kwestie należy
                              przemilczeć.
                              Jakbym w jakmś wątku napisała pod np zdjęciami, ze są średnio fajne, ale pewnie
                              kasy nie starczyło i biedak nie może liczyć na nic więcej to by mnie na forum
                              zjedzono (i słusznie).
                              A na wytykanie w drugą stronę panuje powszechne przyzwolenie.
                            • dorothy_mills Re: KASA!!!!!!!!!!!!!!! 29.10.09, 11:54
                              zewelinal a po czym oceniasz,że Emi jest nieszczesliwa?? napisała to
                              gdzies? Nie sądze,ze odkryłaś to po technicznej relacji ze ślubu
                              Emily. Nie każdy ma ochote pisać o swoich uczuciach do
                              forumek,ktorych nie zna.
                          • madziaq Re: zalosne 29.10.09, 11:19
                            Szczerze mówiąc, to w tym konkretnym przypadku trudno się temu oprzeć. Ja tez
                            nie lubię oceniania ludzi przez pryzmat ich portfela, ale chyba nawet bardziej
                            drażni mnie jak ktoś się z zawartością swojego portfela obnosi. A w swoim wątku
                            przedślubnym praktycznie w każdym wpisie Emily pisała, że kupili mężowi krawat
                            (piąty na wszelki wypadek wink) za 350 zł, że bielizna kosztowała 1200 zł,
                            układanie fryzury 300 zł a pończochy po 85 zł za parę, przy czym par były 3 tongue_out
                            (cen co do grosza nie sprawdziłam, ale rząd wielkości się zgadza). Wątpię, żeby
                            akurat to komuś coś dało, a na wielu osobach pewnie zrobiło wrażenie popisywania
                            się kasą. Nie wierzę, że E. nie zdawała sobie sprawy, że np 80 zł za parę
                            pończoch to dla znakomitej większości osób cena astronomiczna.

                            Jej kasa, jej sprawa. Ale niejednokrotnie napadano tu na dziewczyny, które
                            chwaliły się, że np. kupiły suknię za 10 tys. a na kwiaty wydały drugie 10 tys,
                            że niby czym tu się chwalić. No i nie ma się faktycznie czym chwalić - kto ma i
                            chce to wydaje, kto nie ma, ten oszczędza, ale przedstawianie kosztorysu całego
                            wesela powoduje tylko - zamierzone moim zdaniem - wrażenie, że panna młoda śpi
                            na pieniądzach. I nie jest to moim zdaniem objaw klasy tongue_out

                            Żeby nie było, że jestem wredną zazdrośnicą, tak samo mnie denerwuje jak ktoś
                            pisze, że on to całe wesele za tysiąc złotych urządził, więc widać się da, a kto
                            wydaje więcej, to nie ma szacunku dla pieniędzy i biedy ludzkiej. Ogólnie
                            uważam, że powoli tworzący się w Polsce zwyczaj nie rozmawiania o kasie jest
                            godzien pochwały i krzewienia tongue_out
                            • mamavinca Popieram!!!! 29.10.09, 11:32
                              > uważam, że powoli tworzący się w Polsce zwyczaj nie rozmawiania o
                              kasie jest
                              > godzien pochwały i krzewienia tongue_out
                      • sajolina Re: zalosne 29.10.09, 10:43
                        Budyniowa,
                        nie sądzę, że chodzi o motylki i ściśnięte gardło, takich rzeczy nikt nie musi
                        opisywać, bo to bardzo prywatna sprawa.Z resztą nic się tu nie musi. Po prostu
                        pewnym zaskoczeniem była relacja, w której PM skupia się w zasadzie tylko i
                        wyłącznie na tym co się nie udało i jest zaskoczona, że udało się cokolwiek i że
                        ktokolwiek mógł być zadowolony. Trochę przykro i szkoda. Tyle.
                  • misself Re: zalosne 29.10.09, 11:47
                    budyniowa123 napisała:

                    > Uważam, że skoro siedzą ludzie na tym forum to otoczka slubu jest dla nich
                    > ważna, ale z obłudy uważają, że nie robi na nich wrażenia.

                    W pełni się z Tobą zgadzam.
                    Jest tu mnóstwo wątków, w których użytkowniczki konsultują się, czy tyle wódki
                    to wystarczy, czy tyle kwiatów to nie za mało, czy ta sukienka pasuje do tej
                    fryzury. Skoro tak, to uważają, że to istotne, bo gdyby nie było dla nich
                    istotne, to by nie pisały o tym na forum smile

                    Podejście "wszystko nam się podoba" tworzy atmosferę Doliny Muminków, a chyba
                    nie o to chodzi. Krytykujmy, ale z głową - naprawdę trudno oceniać czyjeś emocje
                    w dniu ślubu, jeśli się nie jest tą osobą.

                    Mnie relacja w stylu "to była magiczna chwila... nic nie pamiętam, the end"
                    trochę by znużyła (pominę fakt, że trąci Harlequinem), a o rzucaniu kieliszkiem
                    w fortepian przeczytałam z przyjemnością smile To jednak nie znaczy, że dla emily
                    to nie była magiczna chwila... Tylko po prostu tego nie napisała. Ocenianie
                    kogokolwiek po tym, czego nie napisał, jest jeszcze głupsze niż ocenianie po
                    tym, co napisał.
                • zewelinal Re: zalosne 29.10.09, 10:10
                  oczywiscie ze robilam to o czym napisalas ale to nie jest wazne w
                  dniu slubu i nie mam nad tym czuwac, nie pisz bredni ze mam patrzec
                  czy mi fotograf zdjecia robi i ze patrze na kase!! bronisz jej bo
                  wiesz ze mam racje, sama dobrze rozumiesz zo to nie jest wazne w
                  dniu samego slubu i juz, to ona powinna miec wiecej luzu a nie ja, a
                  ty daj sobie spokoj bo nie masz racji
                  • budyniowa123 Re: zalosne 29.10.09, 10:19
                    bronisz jej bo
                    > wiesz ze mam racje,
                    tak, własnie tak robię. Że też udało ci się to odkryć!

                    ale to nie jest wazne w
                    > dniu slubu

                    Tego w życiu nie zrozumiem: dlaczego skoro wiele z was pisze, że NIE JEST TO
                    WAŻNE, to siedzi, wybiera, przebiera itp.
                    Dla mnie było ważne: jak będę wyglądała, kto przyjdzie itp. Dlatego wcześniej
                    nad tym myślałam, wybierałam bukiety itd. Jakby to nie było ważne, poszłabym z
                    marszu w codziennej sukience.

                    >to ona powinna miec wiecej luzu a nie ja
                    pewnie powinna, co sama przyznała. Że za dużo na siebie wzięła. No i co w
                    związku z tym? To powód, żeby wytykać jej, że mogła sobie pozwolić poszaleć
                    finansowo?

                    Mi nie chodzi o to, żeby bronić emi, bo nie jestem jej adwokatem. Bronię mojego
                    zdania co do tego, co jest poliycznie poprawne na tym forum i czemu odrobina
                    wyłamania się z konwencji od razu powoduje lawinę takich samych argumentów,
                    posądzeń o płytkość itp.

                    A na twój post odpowiedziałam, bo uważam że OBRZYDLIWYM zwyczajem jest wytykanie
                    komuś tego, że jest zamożny i podawanie tego jako argumentu.
                    • mala_mujer Re: zalosne 29.10.09, 10:32
                      a ja się z tobą, Budyniowa, zgodzę

                      trochę rzeczywiście mnie przygnębiła relacja Emi, a czekałam na nią
                      jako niemy wielbiciel długo

                      największym grzechem Emi jest chyba właśnie wyłamanie się z
                      konwencji pt. najpierw praktyczne plany i kalkulacje na forum na
                      kilkanaście miesięcy przed, a potem ciach i "byłam księżniczką i to
                      najpięknieszy dzień w moim życiu"

                      teraz sobie myślę, że moja relacja wyglądałaby podobnie - może
                      nakłady finansowe będą mniejsze, ale nie wyobrażam sobie, jak piszę
                      na forum internetowym, albo mówię komuś poza najbliższymi, o
                      motylkach, serduszkach i niewiadomo jakich przeżyciach
                      szczera, praktyczna relacja jest wyjściem sensownym i na pewno się
                      przyda

                      to, że ktoś nie ma potrzeby się tłumaczyć, z tego ile wydał, a potem
                      wyzewnętrzniać się i lukrować przed obcymi, w zasadzie ludźmi - no
                      naprawdę niewybaczalne i dziwaczne wink
                    • sajolina Re: zalosne 29.10.09, 11:56
                      uważam że OBRZYDLIWYM zwyczajem jest wytykanie
                      komuś tego, że jest zamożny i podawanie tego jako argumentu.



                      Zgadzam się. Nie bardzo wiem, co tu jest właściwie do wytykania.
                • anczija Re: zalosne 29.10.09, 10:51
                  dokladnie,zgadzam sie. Wielkorotnie czytalam niemile wpisy w watkach
                  innych osob i wtedy nikt nie wazyl slow tylko pisal co myslal,
                  ostro...dlaczego? A w tym watku pelnym smutku, goryczy i pesymizmu
                  az sie prosi zeby powiedziec stop? Wrecz zlosc mnie bierze na takie
                  podejscie i fochy doroslej kobiety!
                  • anczija mialo byc do wpisu lili... 29.10.09, 10:54
          • budyniowa123 trochę dystansu dziewczyny! 29.10.09, 09:45
            ... że jak niektórym się nie poleje cukrem jak się o slubie opowiada, to od razu
            oznacza, że ślub był bee, a relacje jescze gorsza...

            Emi opisała (wychodząc z założenia że komuś to się przyda) TECHNICZNA stronę
            slubu i wesela. Na prawdę nie każdy ma dar i ochotę rozpisywać się co poczuł
            jak uklęknął przed rodzicami, czy jak mówił przysięge.

            A wy od razu, że slub smutny, a ona nieczuła...
            Jasne, jakby napisała w "słitaśny" sposób to by się posypało, że pięęęknie i w
            ogóle...

            Uważam, że relacja emi jest w 100% bardziej przydatna, sensowna, z dystansem i
            konkretna niż większość love-story na tym forum.
            Można z niej wyciągnać konkretne wnioski, a i czyta się ją za humorem (mnie ona
            nie przygnębiła)

            Jak dla mnie emi ma duużo dystansu i do siebie i do slubu skoro tak swój dzień
            opisała i wam tez by się przydało troche dystansu do waszej IDEALNEJ WIZJI TEGO
            DNIA. Gdzie wszystko może pójsc kiepsko a wam uśmiech z twarzy nie spełźnie...
            Jasne, ciekawe tylko w takim razie po co kupujecie ssuknie za 2 tys (ojej,
            polała mi sie winem przed slubem- ale nie szkodzi!) zamawiacie i wybieracie
            orkiestre (upili się, ale co tam!) a fotograf wszystkie fotki prześwietli.

            A wy potem na forum zamieścicie relacje: nic się nie udało, ale byłam cały czas
            TAKA szczęsliwa i ani razu złosc mnie nie wzięła, bo miałam motylki w brzuchu.
            Bleeee

            Emi, ja gratuluję odwagi
            • najta Re: trochę dystansu dziewczyny! 29.10.09, 10:06
              O właśnie, mnie też ta relacja nie przygnębia, z ciekawością przeczytałam
              wszystko i czekam na więcej. Sądzę, że po czyimś ślubie można być trochę milszym
              i nie dopiep**ać się tak bardzo. Pomagajmy sobie zamiast wypominać kto ile ma
              kasy etc.

              Gratulacje Emily!

            • sajolina Re: trochę dystansu dziewczyny! 29.10.09, 10:08
              Hmm, szkoda Emi,że Cię tyle rzeczy dotknęło na własnym ślubie,ale myślę, że jak
              obejrzysz relację video i fotki, to ci przejdzie, bo zobaczysz jak pięknie było
              w rzeczywistości.

              Najważniejsze, że dopisali goście, jedzenie było znakomite, a dj grał dla Was, a
              nie tylko dla siebie. Na drugi raz będziesz może bardziej uodporniona na wpadkismile
              • misself Re: trochę dystansu dziewczyny! 29.10.09, 11:55
                sajolina napisała:
                >
                > Najważniejsze, że dopisali goście, jedzenie było znakomite, a dj grał dla Was,
                > a
                > nie tylko dla siebie. Na drugi raz będziesz może bardziej uodporniona na wpadki smile

                Że tak sparafrazuję sygnaturkę stworzenje: na ślubie, jak w życiu, nie ma powtórzeń.

                big_grin
                Czego każdemu życzę wink
            • chocoladette Re: trochę dystansu dziewczyny! 29.10.09, 10:39
              Problem w tym, ze to właśnie Emily zabrakło dystansu do siebie. Opisała swój
              ślub z perspektywy "wpadek" (które nota bene dla większości nie miałyby
              wielkiego znaczenia) w tonie "nic mi się nie udało, a miało być tak pięknie".

              Jestem przekonana, ze dla gości ślub i wesele były perfekcyjne i nikt nic nie
              zauważył.

              Szkoda tylko, że Emily wyrazila sie o swoim slubie jako najwieksza porazka, jaka
              sie jej przytrafila. Mysle, ze ten watek mozna pokazywac przewrazliwionym pannom
              mlodym, ktorych glownym celem w zyciu przez 2 lata jest zorganizowanie slubu i
              wesela.

              A Emily zachowala sie bardzo niedojrzale. Zalozyla watek na otwartym forum,
              gdzie kazdy moze wejsc, przeczytac i komentowac i dziwi sie, ze nie kazdy pieje
              z zachwytu nad jej slubem, a co niektorzy posuneli sie do ostrzejszej krytyki. A
              co, nie wolno im? Owszem, wolno.

              Wiecej luzu i dystansu do siebie!!!
      • gwiazdka3333 smutna puenta...te same odczucia co anczija 29.10.09, 10:32
        Tak właśnie chciałam to napisać ale napisałam odrobinę inaczej smile
        • gwiazdka3333 bzdury !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 29.10.09, 10:53
          Relacja ze ślubu to relacja ze ślubu i Emili pisząc ją na pewno nie
          myślała tylko o tym,żeby ustrzec inne dziewczyny przed wpadkami
          tylko relacjonowała najważniejsze wydarzenie w swoim życiu ! Zresztą
          co to za wpadki ... za mała ilość kwiatów w bukiecie ?!? uncertain

          Najbardziej mnie irytuje to,że teraz obraziła się,bo ktoś śmiał ją
          skrytykować... Nie raz przekonywała dziewczyny na forum,że nie warto
          się obrażać itp.
          A już w ogóle nie mogę zapmnieć o tym jak wszystkie piętnowały Zia
          za jej podejście do ślubu i wesela i za przykład stawiano Emili.
          A czym one się różnią ???? Czym ???
          Chyba tylko tym,że ZIa jest szczera i o wszystkim mówi wprost, nie
          ukrywa co jest dla niej ważne a Emili doskonale się ukrywała ... a
          teraz wyszło szydło z worka smile I nie ma się co dziwić forumką,że są
          rozczarowane ... bo Emili wydawała się ... inna.
        • zoselin1987 nie rozumiem... 29.10.09, 10:54
          o co chodzi w całej tej dyskusji!

          Większość dziewczyn czekała z wypiekami na twarzy na relację emily. Dziewczyna
          opisała wszystko z taką dokładnością,że aż dziw bierze.
          Chciałyście- to i macie.
          Emily sama mówiła,że jest STRASZNĄ PERFEKCJONISTKĄ. Zresztą nie musiała tego
          pisać,bo dało to się zauważyć śledząc jej przygotowania do ślubu.
          Jedna PM jest taką perfekcjonistką jak emily, a inna nie zwróciłaby w życiu
          uwagi na różnego typu rzeczy,które opisywała emily.
          I nie sądzę,że jest to kwestia tego,że dla emily liczyła się tylko cała ta
          otoczka... no bez przesady.
          Każdy przeżywa na swój sposób. To,że emily podczas mszy przeliczyła kwiaty w
          wazonach to nic dla mnie zdrożnego.
          Znając samą siebie wiem,że ja nie zwróciłabym pewnie w takiej chwili w ogóle na
          to uwagi. Emily tak. I co z tego? Jej sprawa.
          Nie rozumiem oburzenia niektórych dziewczyn.

          p.s Życzę dużo szczęścia Emily. I żeby nigdy nie dopadła Was rutyna,bo to
          najgorsze co może być < przynajmniej dla mnie wink>
          • gold-fish carpe diem 29.10.09, 11:16
            Zaczęłam czytać tę relację i nie dałam rady...
            Mi by się nie chciało tyle pisać.
            ,,To,że emily podczas mszy przeliczyła kwiaty w
            wazonach to nic dla mnie zdrożnego."
            Nie, to się szaleństwo... pewnie na porodówce zauważy że położna ma
            dwutygodniowe odrosty winkEmily życzę Ci szczęścia, naprawdę. Życie
            skłąda się ze szczegółów, ale też z radosci chilą. Carpe diem!
        • mamavinca Re: smutna puenta...te same odczucia co anczija 29.10.09, 11:04
          Emi, podziwiam Cie za Twoj perfekcjonalizm ale Twoja relacja jest
          tylko potwierdzeniem dla mnie zasasy ze slub powinien byc tylko
          jeden.A to dlatego ze przy pierwszym slubie(cywilnym) skupiaja sie
          cale emocje-dreszczyk szczesia,lzy wzruszenia, ze bedzie sie za
          chwile zona. Natomiast drugi slub(koscielny) juz nie jest takim
          emacjonalnym przezyciem poniewaz jest sie juz malzenstwem i tak
          naprawde wiele sie nic nie zmienia.Dlatego przezycia wenetrzne jakie
          towarzysza przy pierwszym slubie splywaja na drugi plan lub zupelnie
          ich nie ma a skupiamy sie na tym by bylo pieknie wizualnie i aby
          wszystkim wszystko sie podobalo.
          Nie zrozum mnie zle, nie oceniam Cie negatywnie.Jestem
          najzwyczajniej zwolenniczka slubu konkordatowego( aby piekno
          zewnetrzne i wewnetrzne tego WYJATKOWEGO dnia szlo w parze).
        • buziaaa Re: smutna puenta...te same odczucia co anczija 29.10.09, 11:07
          Ja rownież musze przyznać, że czytając pamiętnik emi i początek
          relacji ze ślubu byłam zafascynowana. Wszystko perfekcyjne piękne,
          drogie i myślałam sobie - ja tak nie miałam. Po kolejnych częściach
          relacji okazało się, że po wyjściu z koscioła emi stwierdziła, ze
          jakas kapela i zebrak chcą zepsuc jej ślub, w drodze do sali
          nakrzyczała na męża, a tort okazał się nie taki jak byc powinien, co
          stało się największą porażką wesela - to jest smutne.

          Nasz ślub i nasze wesele wcale nie było lepsze od którejkolwiek z
          was, bo dla każdej z nas to wyjątkowy i niepowtarzalny dzień. Nie
          miałam też markowej sukni, auta za ponad 1000 zł, fajerwerków i
          lampionów - nawet o tym nie pomyslałam. Chciałam tylko być przy moim
          mężu. Dzięki temu oglądając zdjęcia mogę wzruszać się patrząc na
          nasze uśmiechnięte twarze i splecione dłonie, a nie płakać czy
          wyrzucać sobie, że pod kościołem nikt nie obsypał mnie specjalnie
          przygotowanymi płatkami. Obsypano nas pieniędzmi i ryżem - może
          nawet długoziarnistym z plastikowej torebki - ale przyniesionym
          przez gości, którzy chcieli to zrobić. Rzucanie grosikami - było
          tego sporo - i co, ze trzeba było zbierać długo - to dla nas.

      • emiwiki Re: smutna puenta... 29.10.09, 10:56
        noi co to kogo obchodzi że Ty unosiłaś się nad ziemią (miałaś
        aureole pewnie nad głową), Emi opisuje swoje odczucia tak jak chce,
        pisze o sprawach przyziemnych, zdaje relacje, reportaż, który nie
        musi chyba być jakimś poematem. I po co piszesz że musieliście
        wzywać pogotowie(przykro mi), licytujesz się kto miał gorzej? Ty
        miałaś taki ślub i wesele, a Emi inne i ok.
        Domagam się wink Emi dalszej relacji na przekór tym kilku osobom
        wrrrrrr które nie mogą sobie odpuścić i z zazdrości im się ulewa.
        • gwiazdka3333 Re: smutna puenta... 29.10.09, 11:00
          Domagam się wink Emi dalszej relacji na przekór tym kilku osobom
          wrrrrrr które nie mogą sobie odpuścić i z zazdrości im się ulewa.

          Tak, strasznie zazdroszcze braku pozytywnych emocji na wlasnym
          slubie. Bardzo.
        • anczija Re: smutna puenta... 29.10.09, 11:06
          Zazdrosci? dzieczyno o czym ty mowisz? wink
        • laracroft82 Re: smutna puenta... 29.10.09, 11:14
          emiwiki napisała:

          Domagam się wink Emi dalszej relacji na przekór tym kilku osobom
          > wrrrrrr które nie mogą sobie odpuścić i z zazdrości im się ulewa.


          yyy czego, bo nie za bardzo rozumiem???ładny hotel czy samochod sa to
          materialne rzeczy na ktore kazda z nas sobie pozwoli jezeli bedzie miala ochote...
    • foczkaka Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 10:51
      Dziewczyny głupio jakoś, wydaje mi się że nie powinno się oceniać kogos juz PO
      ślubie, przynajmniej nie w taki sposób. Co i nnego przed, gdy sie ktos jeszcze
      zastanawia, wybiera, można powiedziec co się mysli o sukni, o planach na wesele itd.
      Po weselu, mozna spytać dlaczego coś było tak a nie inaczej, choćby po to, by na
      własnym slubie wiedziec co i jak zorganizować. Nie wiem, moga się nam nie
      podobać zdjęcia, film moze byc nudny, ale powiedzieć komuś że miał smutne
      wesele? że go nie przeżywał, że zrobił szopke?
      Nawet jeśli tak było, to jego sprawa, a każda PM, jakich by nie miała
      priorytetów, chce swój ślub pamiętac jak najlepiej.

      To że Emi widzi teraz tyle niedociągnięć - może stres jej jeszcze nie opadł wink
      Ja np przezywałam jeszcze ze 2 tygodnie po weselu, conajmniej. A Emily przeciez
      przygotowywała się dłuugo i bardzo i nic dziwnego, że jak o drobiazgach
      rozmyślała tyle przed weselem, to myśli o nich i po. Czego się spodziewałyście,
      ze o leje rzeczy, które przez wiele miesięcy zajmowały tyle jej uwagi?

      Fakt, ja na własnym ślubie widziałam tylko męża, większości faktów nie
      zanotowałam w pamięci, i do piero po wszystkim bliscy mi o nich opowiadali. Ale
      ja też nie jestem drobiazgowa, a do przygotowań slubnych nie przykładałam aż
      takiej wagi. Kwestia charakteru.

      Tobie Emily zyczę byc przestała myślec tym co nie do końca wyszło, za do tobrze
      zapamiętała całą reszte. Na pewno będziecie mieć piękne zdjęcia i piękne
      wspomnienia. A w ogóle to dużo szczęścia w życiu małżenskim zycze, bo to
      przeciez jest najwazniejsze.

      I Wrzuć zdjęcia, bo połowa forum z ciekawości umiera wink
      • caprichito Do Emily 29.10.09, 12:01
        Emily,

        ja uwazam, ze Twoja relacja bardzo sie przydala nam wszystkim, ktore
        sie dopiero przygotowuja do tego dnia. Tego calego jadu wylanego w
        Twoim watku przez inne dziewczyny nawet nie bede komentowac. Szkoda
        tylko, ze taki fajny watek tak oszpecono.
        Nie przejmuj sie.
        Przykro mi z powodu tortu, niestety to sie bardzo czesto zdarza
        aczkolwiek dziwi fakt, ze cos takiego stalo sie w Belvedere.
        Chyba nauczone Twoimi bledami powinnysmy podpisywac aneksy do umowy
        zakladajace zwrot kasy jesli tort bedzie inny od zamowionego hehe.
        Ja tez mam nadzieje, ze jednak nie bedziesz sie przejmowac i
        pokazesz zdjecia. Chociazby na prv.
        Pozdrawiam Cie serdecznie
      • monikczek79 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 12:14
        w kwestii epatowania pieniędzmi-uważam, że Emily jest miła
        dziewczyną, ale przykłada dużą uwagę do pieniedzy. Jak tu juz jej
        wielokrotnie wypomniano - na kazdym prawie kroku pokazywała, że
        wszystko jest takie drogie. Nie wiem czy to cos wnosiło do sprawy
        podawanie cen za wszystkie rzeczy, ale cóż. Mnie samą bardziej
        śmieszy fakt, że wydawane były czyjeś pieniądze-nawet jeżeli one
        były własnego męża. Ja jestem totalną, niestety, materialistką, ale
        dumnie mogę powiedzieć, że wydaję to co sama zarabiam. Głupio mi by
        było chwalić się, że wydałałm tyle i tyle np na bieliznę wiedząc, że
        nie były to stricte moje pieniądze. W pewnym wieku wypada byc na
        własnym utrzymaniu-nawet jak mąż świetnie zarabia.
        I też uważam, że Emily jest gwiazdą tego forum i u niej trzeba sie
        wszystkim zachwycać. Jak ktoś tego nie robi to jest zawistną
        pindziąsmile
        • e.milia Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 12:28
          Pomijam inne kwestie, ale akurat nie powinno nikogo obchodzić skąd Emili czy
          ktokolwiek inny ma pieniądze i na co je wydaje.
        • foczkaka Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 12:38
          monikczek, nie trzeba się zachwycac. Ale zauwaz że zwykle jeśli czyjaś
          stylizacja, zdjęcia slubne się nie podobaja, to z grzeczności tego nie piszemy,
          nie komentujemy w ogóle. Co innego ocenić czyjeś przygotowania, a co innego już
          po fakcie powiedzieć twoje wesele było do kitu.

          Co do finansowania i utrzymywania to IMO niedojrzałe jest bycie na utrzymaniu
          rodziców. Natomiast to kto w małżenstwie ile zarabia, kto pracuje, a kto nie, to
          juz jest sprawa tylko tych dwojga ludzi. Jeśli któremuś będzie przeszkadzało że
          finansuje wydatki drugiego, to wprowadzą rozdzielnośc majątkowa. Są małżeństwem
          i to tylko i wyłącznie ich sprawa ile które zarabia i co finansuje.
          • chocoladette Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 13:19
            foczkaka napisała:

            > monikczek, nie trzeba się zachwycac. Ale zauwaz że zwykle jeśli czyjaś
            > stylizacja, zdjęcia slubne się nie podobaja, to z grzeczności tego nie piszemy,
            > nie komentujemy w ogóle. Co innego ocenić czyjeś przygotowania, a co innego już
            > po fakcie powiedzieć twoje wesele było do kitu.

            Ja nie zauwazylam, zeby ktos krytykowal wesele Emily jako takie. Jedyne, co
            zostalo skrytykowane to podejscie Emily do samego slubu juz po fakcie.
            Jestem pewna, ze gdyby Emily pokazala tu zdjecia ze slubu nie byloby sie do
            czego przyczepic i z pewnoscia wszyscy goscie byli zachwyceni.

            Poza tym, nie uwazam, ze krytykowanie slubu po fakcie jest jakims nietaktem.
            Jesli ktos ujawnia sie na ogolnie dostepnym forum, to musi byc ciezko naiwny
            myslac, ze komu nie bedzie sie podobalo, to nie bedzie sie odzywal. Moim
            zdaniem, krytyka (bez obrazania nikogo) jeszcze nikogo nie zabila i trzeba miec
            mocno zachwiane poczucie wlasnej wartosci, zeby przejmowac sie opiniami nieznych
            ossob na forum.
    • freciczka Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 12:39

      Dżizas!!ale się porobiło...w tym wszystkim aż trudno znaleźć wątki z relacją...
      Na początku też trochę potępiałam Emily za tak suchą relację, ale przecież
      napisała że to jest ku przestrodze...
      A poza tym im dłużej się nad tym zastanawiam to nawet potrafię ją
      zrozumieć...czasem tez tak reaguję jak coś nie wychodzi, szczególnie jak się na
      to poświęciło mnóstwo czasu...
      Mimo wszystko mam nadzieję, że podczas swojego ślubu nie będę miała czasu ani
      głowy do zastanawiania się nad szczegółami!
      Jest spora szansa że to się uda ponieważ nie jestem aż tak drobiazgowa i nawet
      mnie trochę denerwują opisy przygotowań zarówno emily jak i zia, ale w związku z
      tym ich nie czytamsmile.
      • k.l2 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 12:54
        Pozwole sobie zacytowac
        "Ślub w konsulacie, świadkowe (2 dziewczyny) z konsulatu, ślub w
        piątek, dojazd metrem, ciuchy zwykłe (ja w spodniach), bez fryzjera,
        makijażystki, bukietu, toastu, marszu Mendelsona, gości (byliśmy
        sami we dwoje), fotografa (pani z konsulatu zrobiła nam zdjęcia
        naszym aparatem), kamerzysty, przyjęcia itd.
        Potem dalsze zwiedzanie Paryża, croissanty z budki na ulicy, po
        południu obiad w restauracji we dwoje.
        Jedyna rzecz, którą mieliśmy to obrączki.
        Genaralnie potraktowaliśmy to wydarzenie jako wyjazd wakacyjny ze
        ślubem. Dodatkowo była podróż przedślubna jak i poślubna "

        Opis rowniez pozbawiony motylkow w brzuchu itp. A jednak brzmi
        inaczej. Pewnie, inna konwencja - ale mam wrazenie,ze nie tylko.
        • szonik1 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 13:01
          Abstrahując od osoby emily i jej poglądów ( i moich na jej poglądy) i całej
          otoczki slubno-weselnej ten fragment (utrzymany w klimatach typu "Mikołajek i
          inne chłopaki") jest super (dalej juz nie mialam czasu czytac):
          "Prowadzącym ceremonię był ojciec męża, który widać było że był
          trochę zdenerwowany. Z naszej strony wszystko mówił mąż, i pomimo że
          czytał z kartki, to patrzyłam na niego ze zdziwniem, skąd on wie
          kiedy i co mówić. Dobrze, że ja nic nie musiałam robić, bo chyba
          miałam jakiś moment wyłączenia. Gdy przyszło do święcenia, teść
          którego to była rola, obleciał z kropidłem cały pokój i poświęcił
          wszystkich, łącznie z fotografem, kamerzystą i makijażystką, która
          jeszcze bardziej chowała się za kwiatem. Potem fotograf powiedział,
          że pierwszy raz coś takiego spotkał i było to bardzo fajne. Mnie to
          akurat wkurzało, bo teść latał wszędzie i szukał wnuczki, żeby ją
          pokropić, a to przecież było nasze błogosławieństwo. W końcu i tak
          jej nie znalazł.
          Albo się myle,albo ma dziewczyna (nieświadome może...?)poczucie obserwacji i humoru.
        • freciczka Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 13:10
          k.l2 napisał(a):

          > Pozwole sobie zacytowac
          > "Ślub w konsulacie, świadkowe (2 dziewczyny) z konsulatu, ślub w
          > piątek, dojazd metrem, ciuchy zwykłe (ja w spodniach), bez fryzjera,
          > makijażystki, bukietu, toastu, marszu Mendelsona, gości (byliśmy
          > sami we dwoje), fotografa (pani z konsulatu zrobiła nam zdjęcia
          > naszym aparatem), kamerzysty, przyjęcia itd.
          > Potem dalsze zwiedzanie Paryża, croissanty z budki na ulicy, po
          > południu obiad w restauracji we dwoje.
          > Jedyna rzecz, którą mieliśmy to obrączki.
          > Genaralnie potraktowaliśmy to wydarzenie jako wyjazd wakacyjny ze
          > ślubem. Dodatkowo była podróż przedślubna jak i poślubna "
          >
          Ech to jest moje marzenie...cichy ślub...tylko my dwoje...gdzieś daleko od
          teściowej wariatki i matki-pesymistki.
          No ale cóż, życie to sztuka kompromisów a Narzeczony chce być otoczony
          wianuszkiem starych ciotek na ślubie big_grin
        • mamavinca k.l2 29.10.09, 13:11

          Piekny fragmnent ktory zacytowalas. Ale...Pomysl teraz sobie , ze
          owa para bierze za lat kilka slub koscielny. I co? Beda czuli taka
          sama spontanicznosc?Takie same emocje? Chyba nie... Odnies teraz ta
          sytuacje do Emi.Wszyscy zapominaja ze ona juz meza miala!Slub
          koscielny byl dla niej postawieniem kropki nad i.
          • k.l2 Re: k.l2 29.10.09, 13:21
            Ja zacytowalam wlasnie Emily i zgadzam sie z Toba,ze ciezko
            chyba przy drugim slubie po wielu latach wspolnego zycia odczuwac te
            same emocje.
            Dlatego uwazam,ze -biorac pod uwage podejscie MP do slubu wyrazone
            wlasnie w tych dwoch opisach
            (bo jakie bylo naprawde nikt z nas sie
            nie dowie) - cywilny byl ich SLUBEM, a koscielny bardziej przypominal
            dobrze wyrezyserowany spektakl...
      • milen-a7770 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 13:15
        Jestem czytelniczką tego forum z doskoku, w sumie sama nie wiem
        dlaczego smile Ale lubię sobie poczytać jak to się teraz idzie ubranym
        do ślubu, co się podaje itp. - swój piękny wymarzony ślub miałam 10
        lat temu, dziś już ze mnie wiekowa żonka z dwójką dzieci smile . W
        życiu bym nie pomyślała, że będę tu zabierać głos. Przygotowania Emi
        czytało mi się super fajnie, czasem się dziwiłam jej drobizgowości,
        ale jak pisała taka już jest. A Wy przedtem jednym chórem ... Emi
        Emi Emi dawaj zdjęcia , wszystkiego najlepszego, wracaj już ... A
        teraz tyle złośliwych komentarzy. Każdy człowiek jest inny i inaczej
        przeżywa pewne wydarzenia i nie możecie stwierdzić że to była
        szopka, że sztywno, że to czy tamto sramto..... Na pewno było
        pięknie i elegancko, co nie znaczy że jak ktoś nie miał przyjęcia w
        Belvedere i sukni Cymbeline z najnowszej koleckji to miał
        beznadziejnie, każdy ma ten swój dzień. Bardzo chciałabym zobaczyć
        fotki :smile)))
        • pocket.size Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 13:55
          Ja, również jak milen-a7770 poczytuję forum od czasu do czasu, bez powodu właściwie (chociaż dla odmiany jestem panną ). Wątki Emily czytałam bardzo chętnie, taka mała telenowela się zrobiłasmile Po ślubie sprawdzałam forum co jakiś czas, czy już przypadkiem nie wróciła z Paryża. Ucieszyłam się na kolejny, tym razem ślubno-weselny, odcinek. Przeczytałam, pośmiałam się i czekałam na kolejny post. Szczerze mówiąc bardzo się zdziwiłam, jak przeczytałam pierwsze złośliwe komentarze. Czytając to forum ma się wrażenie, że znacie się nie od dziś, jesteście koleżankami, panuje tu fajna atmosfera. A w pewnym momencie miałam wrażenie, że czytam forum Onetu. Odniosłam podobne wrażenia do milen-a7770. Uważam, że to sprawa Emily, czy się przejmuje ilością róż czy nie. To jej sprawa czy płacze z powodu brzydkiego tortu czy nie. Jej odczucia są w tym momencie ważne, a nie to, czy goście coś zauważyli. Czy nie można napisać: "Spoko, Emily, czułaś się okropnie, ale nie to było najważniejsze, za parę lat (być może nawet dni) będziesz się z tego śmiać."? Tylko zaraz zarzuty: "a gdzie magia, gdzie miłość? " Pomijając, że to była czysto techniczna relacja, ku przestrodze pewnie, a nie rozprawka na temat "Jak przeżyłam swoje wesele". Każdy przezywa ten dzień po swojemu. Emily, w związku ze swoją perfekcyjnością, przeżywała szczegóły. i nic Wam do tego. Jej głowa, jej myśli, jej nerwy. Jak wali się drobiazg za drobiazgiem to naprawdę może się uzbierać wielka kula żali. Ale to nie znaczy, że Emily nie przeżyła swojego ślubu i wesela duchowo i magicznie.
          Nie na miejscu wydaje mi się wytykanie Emily ile kasy wydała na wesele. Jej kasa - jej sprawa. Jej sprawa czy to pieniądze jej, jej męża, rodziców czy cioci Stasi. Ja nie wiem ile w sumie wydała, nie interesuje mnie to. Ale jeśli ktoś ma 100.000 to dlaczego ma robić wesele za 30.000? (to przykład, jak mówię - nie znam liczb). Przy różnej ilości kasy mamy różne priorytety. I nie nam oceniać priorytety innych.

          Emily, życzę tobie i twojemu mężowi wszystkiego najlepszego we wspólnej przyszłości. Napracowałaś się przed weselem, aby było wspaniałe. Dobrze, ze goście się dobrze bawili, bo w sumie o to chodzi. A ty masz teraz nowe doświadczenia, które wykorzystasz przy okazji organizacji 20 rocznicy ślubu czy cośsmile
          Pozdrawiam!

          PS A najbardziej mi szkoda, że zdjęć nie zobaczę! smile
          • lili-2008 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 14:00
            Chciałam skromnie zauważyć, że najbardziej złośliwe komentarze pochodzą od
            nowych nickówwink Albo od takich, które pojawiają się bardzo rzadko na forum,
            najczęściej po to, żeby zostawić właśnie złośliwy komentarz.
            • milen-a7770 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 14:16
              Ai jeszcze dodam słowo do postu którejś forumowiczki, co napisała,
              że w pewnym wieku należy się samemu utrzymywać i wydawać tylko swoje
              przez siebie zarobione pieniądze. Wybacz, ale to mnie powaliło,
              kazdy żyje jak uważa, czasem małżeństwa mają osobne konta i chwalą
              to sobie, ale wybacz że co ja niby jako żona nie mogę sobie nic
              kupić za pieniądze męża albo dowrotnie ????????? Ja mam wspólne
              konto z mężem od lat właśnie 10-ciu i cały ten czas wydaję nasze
              wspólne pieniądze, nie zważając na to za czyje zostały zakupione
              moje kolejne buty np. I nie widzę też nic niewłaściwego w tym, że np
              niepracująca żona dobrze zarabiającego męża wydaje jego pieniądze,
              bądź też mało zarabiający małżonek wydaje wydaje więcej bo drugie
              zarabia też więcej. To z tych wywodów wynika że np . matka siedząca
              w domu z dziećmi na bezpłatnym wychowawczym - bo jej się nienależy z
              racji takiej, że mają za duże dochody nie może sobie nic przez dwa
              lata kupić bo nie zarabia ??????????? Za dużo w tym wątku Wy
              właśnie dziewczyny zwracacie na pozycję materialną Emily, tylko nie
              wiem właśnie dlaczego , skoro jesteście takie skromne i tylko
              przezycia duchowe są dla Was ważne smileMa to wydaje - dla mnie proste
              jak kij i do głowy czytając jej posty nie przyszło mi, że szpanuje
              tym, że ją stać smile
              • emiwiki Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 15:56
                Emi jest chyba silną osobą nie tak łatwo poddającą sie złosliwym
                uwagom.
                No niestety na każdym forum znajdą się trole czy inne zonki, które
                tak potrafią człowiekowi zepsuć i uprzykrzyć życie że się
                wszystkiego odechciewa.

                Emily mam nadzieję że jesteś ponad to i wrócisz do nas ze
                zdjęciami i dalszą relacją, bo jest super ciekawa i pouczajaca dla
                innych planujacych swój ślub.
            • zoselin1987 lili 29.10.09, 22:03
              lili-2008 napisała:

              > Chciałam skromnie zauważyć, że najbardziej złośliwe komentarze pochodzą od
              > nowych nickówwink Albo od takich, które pojawiają się bardzo rzadko na forum,
              > najczęściej po to, żeby zostawić właśnie złośliwy komentarz.

              Tu akurat nie mogę się z Tobą nie zgodzić wink
              Faktycznie coś w tym jest. Pytanie tylko : zbieg okoliczności czy coś w tym jest?
              • zoselin1987 Re: lili 29.10.09, 22:09
                zoselin1987 napisała:

                > lili-2008 napisała:
                >
                > > Chciałam skromnie zauważyć, że najbardziej złośliwe komentarze pochodzą o
                > d
                > > nowych nickówwink Albo od takich, które pojawiają się bardzo rzadko na foru
                > m,
                > > najczęściej po to, żeby zostawić właśnie złośliwy komentarz.
                >
                > Tu akurat nie mogę się z Tobą nie zgodzić wink
                > Faktycznie coś w tym jest. Pytanie tylko : zbieg okoliczności czy coś w tym jes
                > t?

                Wyszło mi trochę masło maślane, ale to przez ciężki dzień smile
                Generalnie chciałam powiedzieć,że się z Tobą zgadzam i też to zauważyłam.
                • lili-2008 Re: lili 29.10.09, 22:31
                  no przecież to standard na każdym forumwink
    • deczko Mam nadzieje, ze to przeczytasz 29.10.09, 14:10
      >Jedyne do czego mogę się przyczepić, to ja sama. W końcu się do tego
      przyznałam


      Gdyby nie Ty, nie byloby tak pieknej uroczystosci, zaplanowanej na tip top,
      goscie byli zachwyceni, co sama podkreslilas.
      Twoj perfekcjonizm, troche neurotyczny, wpedza Cie teraz w poczucie winy, bo
      kilka szczegolow poszlo nie tak. Musisz powiedziec sobie: "Mialam piekny slub i
      wesele", bo taka jest prawda. smile
      • zabciap Dajcie tej biednej dziewczynie spokój!!! 29.10.09, 14:49
        Nie rozumiem po co ta cała "awantura"? Najpierw połowa dziewczyn z
        forum za przeproszeniem sra się żeby Emi napisała szczegółową
        relację ze ślubu a potem ją krytykujecie i atakujecie za to w jaki
        sposób to wszystko opisała. Napisała to co czuła. Lepiej żeby
        kłamała, że wszystko jej się podobało i było super itp...? Osobiście
        nigdy nie czytuje tego typu relacji bo po prostu mnie denerwują. I
        radzę to samo wszystkim dziewczynom komentującym z zawiścią i
        zazdrością. Skończcie już tą dyskusję bo ona nie ma sensu. Komu się
        nie podoba podejście Emi to niech poprostu jej nie czyta! Po co
        zaraz takie wredne komentarze? Jej życie i jej sprawa jak je sobie
        układa i ile pieniędzy wydaje.

        Ps. Życzę Ci Emi wszystkiego dobrego na nowej drodze życia!
    • zia86 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 15:51
      Cieszę się, że byłam chora i ominęła mnie ta cała awantura, bo bym
      chyba nie zdzierżyła i coś niemiłego napisała.
      Dziewczyny wstydziłybyście się! Jak można krytykować kogoś, mówiąc,
      że miał zimny i smutny ślub. Jak można coś takiego oceniać po relacji
      która nie oddaje pewnie wszystkiego. Cieszy was to? Trzeba dowalić
      komuś. Bo się tak "chwalił" pieniędzmi i tak wszystko planował i
      teraz coś nie wyszło, haha dobrze mu tak. Takie podejście wyziera z
      waszych postów.
      Wiecie, że Emi jest perfekcjonistką, ja prawdę mówiąc spodziewałam
      się takiej relacji.
      Emi, niczym się nie przejmuj, wiesz jakie niektóre dziewczyny na
      forum potrafią być. Mnie relacje czytało się bardzo dobrze. Fajnie,
      że tak wszystko szczegółowo opisałaś. Ja wiem, że robiłaś to też ku
      przestrodze dla innych. wink Ja wyczuwam w tej relacji dużo dystansu i
      poczucia humoru. Przy niektórych fragmentach naprawdę się uśmiałam.
      Napisz dalej, proszę. smile A niepochlebnymi komentarzami się nie
      przejmuj. Tak samo jak małymi wpadkami, tak jak napisałaś, zapomnisz
      o nich i będziecie się z tego śmiać. Jeszcze raz gratulacje!
      • agawa48 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 16:39
        Nie sądziłam, że to kiedyś napiszę, ale zgadzam się z tym co napisała zia86smile
      • nati.82 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 16:43
        Podczas ślubu i wesele panny gwiazdy forumowej Emily coś poszło nie tak?!
        niemożliwe! mimo drobiazgowych przygotowań, zwracania uwagi na pierdoły,
        przygotowywania uroczystości w najdrobniejszych szczególach? I ona biedna z
        całości pamięta głównie te wpadki? i obraża się nie po raz pierwszy, że ktoś
        śmie powiedzieć, że jest niedojrzałą pannicą? i zabiera swoje zabawki z tej
        piaskownicy? nieeeeeewiarygodne ślijcie jej teraz listy przepraszające
        • bell82 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 17:08
          ja tez tego nie rozumie, napsiałam jeden post w ktorym zlozylam zyczenia, jednak
          smialam napsiac cos co mogło mi sie nie spodobac i zaraz posypały sie lawiny
          slow na temat takich jak ja ze zazdrosnice, zawistne itd..ludzie czy wy powazni
          jestescie, czy nikt nie ma prawa do wyrazenia konstruktywnej krytyki??? po to
          jest forum, na nie do wałzenia sobie wzajemnie do tylkow a niektore tak sie tu
          zachowuja...nie wiem czy to takie szczere...co do autorki, to faktycznie
          przesada nie dopuszczac do siebie ani odrobine słow krytyki bo od razu obraza
          majestatu...faktycznie teraz to wyglada jak gwiazda forumowa, ktorej trzeba
          tylko słodzic bo inaczej juz sie jest feee...bez przesady
          • nati.82 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 17:21
            Nie wiesz, że Emily to gwiazda tego forum, można ją podziwiać, oglądać,
            zachwycać się i to wszystko. Wszystkie jej przytakują i to jej się podoba. Ale
            jeśli ktoś obiektywnie przeczyta choćby całą relację, w której tak się żali, że
            nie było IDEALNIE, to się zastanawia, czy nie pisze tego przypadkiem panienka z
            gimnazjum, takie to głupoty.
          • zia86 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 17:24
            Bell sama sobie przeczysz. Jaka krytyka może być konstruktywna PO
            ślubie? Co można zmienić? Nic. Ja jestem jak najbardziej za
            konstruktywną krytyką ale wtedy kiedy ona jest konstruktywna, a nie
            kiedy ma za zadanie dowalić tylko komuś, kto i tak już nic nie może
            zrobić.
            • gwiazdka3333 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 17:35
              ZIA ! Jak Cię lubię tak się z Tobą nie zgadzam smile

              Nikt nikomu nie dowala. Emili sama sobie chyba dowaliła tym ślubem,
              bo to wszystko ją przerosło - tak WNIOSKUJĘ czytając jej relację.
              Nie wiem, może taki był zamysł,żeby opisać swój ślub z masą "wpadek"
              i niedociągnięc a my tu wszystkie miałyśmy ją przekonywać,że było
              bosko i ma się nie przejmować ...
              Oczywiście 10 zamiast 12 róż w bukiecie nie powinno jej w tym dniu
              obchodzić i to żadna wpadka ale przecież na miłość boską ona jest
              dorosłą kobietą !
            • bell82 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 18:29
              zia86 napisała:

              > Bell sama sobie przeczysz. Jaka krytyka może być konstruktywna PO
              > ślubie? Co można zmienić? Nic. Ja jestem jak najbardziej za
              > konstruktywną krytyką ale wtedy kiedy ona jest konstruktywna, a
              nie
              > kiedy ma za zadanie dowalić tylko komuś, kto i tak już nic nie
              może
              > zrobić.


              ale ja nikomu nie chcialam dowalac, jak pisałam wczesniej ubodło
              mnie to ze zebrak czy jakas kapela nie miala chyba prawa stac kolo
              kosciola, bo widocznie sa rowni i rowniejsi...tyle w temacie
          • misself Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 30.10.09, 14:40
            bell82 napisała:

            > czy nikt nie ma prawa do wyrazenia konstruktywnej krytyki???

            Nie wiem, jak może brzmieć konstruktywna krytyka ślubu, który miał już miejsce.
            "Następnym razem nie organizuj tak szczegółowo"?

            Kłopot w tym, że jest naprawdę spora różnica pomiędzy spokojnym napisaniem, co
            się komuś nie podoba, a postem pełnym ocen personalnych.
    • ni24 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 18:09
      rzeczywiscie relacja troche dluga nie przeczytalam wszystkiego(przyznaje bez
      bicia)) watek rzeczywiscie zasmiecony niepotzrebnymi wstawkami..w kazdym razie
      ja sie przylaczam do zyczensmile,i jak wszyscy inni postuluje wiecej zdjec!!!! bo 1
      z paryza to stanowczo za malosmile emi
      • milen-a7770 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 18:54
        Konstruktywna krytyka rzecz jasna jest potrzebna, tylko nie każdy
        rozumie co się pod tym słowem kryje.Opis przygotowań Emi czytam już
        od dłuższego czasu, wtedy na całym długim wątku nie było ani jednej
        z Was, która by taką konstruktywną krytykę wyraziła i napisła to co
        piszecie teraz, teraz się ujawniacie ze swoimi dopiekającymi
        uwagami. Ja aż tak drobiazgowa nie jestem uwierzcie mi daleko mi do
        Emi, ale czasem sobie w stresie liczę różne śmieszne rzeczy tak już
        mam. Więc może wrzućcie na luz i odczepcie się od liczenia tych
        róż. smile)
    • lapwing123 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 21:49
      a ja się zgadzam z dziewczynami krytykującymi.

      i przestańcie tu bronic emily, ona chyba ma swoje lata i umie sama sie obronić.

      po prostu w opisie skupiła się na drobiazgach nic nie znaczących a nie na
      miłości. to był ślub reżyserowany, więc ona jako scenarzysta i wszystko w jednym
      skupiła się na porażkach
      • milen-a7770 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 22:11
        Ktoś może krytykować, ktoś drugi może bronić jak ma ochotę - bez
        wzgledu na wiek krytykowanej osoby smile A tak na marginesie każdy ślub
        jest reżyserowany.......... a co może nie ???? Np. takie video, te
        wszystkie wstępy, zdjęcia z młodych lat itp.. Oprawa muzyczna w
        kościele, piosenka na 1-wszy taniec, dobór muzyki, dekoracje,
        kwiaty, przemowy, podziękowania ... i tak mogłabym wymieniać jeszcze
        długo. Niech się odezwie, która nic nie ustalała ileś m-cy wstecz i
        100 razy pewnych rzeczy nie zmieniała, nie myślała jak będzie
        lepiej, tylko zdała się na los,była tak spontaniczna, że w tym
        jedynym dniu żyła tylko miłością, nie patrzyła na nic tylko na
        przyszłego męża, ubrała się i pojechała do kościoła i potem na salę.
        Co zagrali to było, co dali jeść też ok ....... itd No chyba żadna z
        Was tak nie zrobiła - a to nie jest nic innego jak
        właśnie "reżyserowanie". Tylko jedni są bardziej drobiazgowi inni
        mniej.
        • milen-a7770 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 22:19
          I jeszcze mi się coś przypomniało, któraś dziewczyna napisała, że
          Emi jest księżniczką i nie można nic jej złego powiedzieć, tylko
          chwalić można, bo przecież tyle kasy wydała na to i wszystko jest
          najdroższe tzw. eksclusive więc my to chwalimy. Otóż nie macie
          racji, był ostatnio na forum opis i fotki ze ślubu jednej dziewczyny,
          ( czytający wiedzą o kim mówię smile ), która miała piękny ślub
          cywilny, potem skromne przyjęcie, zwyczajną sukienkę i jak
          przypuszczam zorganizowane to było za dużooooooooooo mniejsze
          pieniądze, ale było elegancko i z klasą, wyglądali pięknie i wszyscy
          byli zachwyceni. Tak więc nie chwali się tylko tego z wyższej półki
          cenowej smile co niektórzy tu zarzucają.
          • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 22:30
            Wtrącę się na chwilę.
            Ja się wcale nie obraziłam. I na pewno nie za krytykę.
            Napisłam tylko, że nie będzie więcej relacji i zdjęć. Wydaje mi się,
            że napisałam aż nadto wink
            Czytam też sobie cały czas, co też inni mają do powiedzenia w mojej
            sprawie. Wygląda na to, że większość lepiej wie ode mnie jak było.
            Doprawdy, OKRUTNIE zabawne big_grin
            • gwiazdka3333 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 23:00
              Eili daj spokój.
              Wiadomo,że teraz tylko ironia Ci pozostała.
              I nie obraziłaś się, wcale,
              Nikt nie wie jak było, bo to był Twój ślub. I to Ty nam napisałaś
              jak było. A było jak było ...
              Więc o co chodzi ??
              • emily_valentine Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 23:08
                Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o... a skąd ja mam to
                wiedzieć? Są inni, którym się wydaje, że wiedzą lepiej wink Ja już
                nic nie wiem. Albo wiem, że nic nie wiem.
                Taki bełkot mi wyszedł. A może to ironia?
                tongue_out
                • gwiazdka3333 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 29.10.09, 23:20
                  Wyśpij się Emili. dobranoc
                  • szonik1 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 30.10.09, 06:23
                    To juz wygląda jak interpretacja interpretacji - emily cos napisala,kazdy
                    wypowiedź przeczytał, zinterpretował i doszukuje się 2,3 i 10-go dna. Nie
                    czytałam nigdy drobiazgowych postów emily odn.poszukiwań i przygotowań,bo to
                    zupełnie nie mój styl, ale sądząc po właśnie tych przygotowaniach,opis samego
                    zdarzenia i skupienie na detalu jest adekwatne do poprzednich wpisów i
                    charakterystyczne dla dokładności auorki. Nie wiem, czemu się dziwicie i
                    krytykujecie. Wcześniej nie było ani jednego słowa krytyki, teraz nagle spadł
                    rzęsisty deszcz. Wcześniej żadna z Was nie napisala,ze np. drażni ją takie
                    podejście do sprawy, a teraz... trudno,zeby po amoku materialnym, w którym emily
                    organizowała całe wesele, miała przyjśc relacja typu 3 zdania pt. "było
                    cudownie". Wg mnie emily spokojnie mogłabyś zająć się konsultacją ślubną jako
                    zajęciem dochodowym. Wtedy mogłabyś organizować, a z drugiej str. nikt by Ci nie
                    zarzucał, że nie ma w Tobie "duchowości".
                    • deczko Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 30.10.09, 11:27
                      szonik1 napisała:

                      > Wg mnie emily spokojnie mogłabyś zająć się konsultacją ślubną jako
                      > zajęciem dochodowym. Wtedy mogłabyś organizować, a z drugiej str. nikt by Ci ni
                      > e
                      > zarzucał, że nie ma w Tobie "duchowości".

                      Do takiej pracy, przede wszystkim potrzeba dystansu, a tu niestety tego brak. To
                      praca z ludzmi, a ludzie sa rozni i czasami w warunkach krytycznych, zachowuja
                      sie irracjonalnie. Sluby to ryzykowny biznes, bo pannie mlodej zawsze cos sie
                      nie spodoba.

                      Podobnie jest z opisami, fotkami ze slubow na forum. Ktos wklei zdjecia i niezle
                      je skrytykuja, czasami naprawde obrazliwie, a ten ktos zdjec nie usunie, bo umie
                      znosic krytyke i ponosic konsekwencje ububliczniania zdjec w internecie, albo
                      jest na tyle prozny, ze nic go to nie obchodzi. Ktos inny po jednej uwadze,
                      usuwa zdjecia i znika. Jesli nie jestesmy w stanie wytrzymac krytyki, to po
                      prostu nie ma co sie tak uzewnętrzniać, ani publikowac fotek. Warto sie nad tym
                      zastanowic piszac, publikujac na Forum.
    • szampanna Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 30.10.09, 10:37
      Wszystkiego dobrego, Emily, na nowej (albo odnowionej wink) drodze
      życia. Chciałam wrzucić życzenia, jak pokażesz zdjęcia, ale widzę,
      że nie ma raczej szans.
      Myślę jednak, że gdybyś je pokazała, trochę milej by było i nam, bo
      czekałyśmy, i Tobie - bo pewnie wreszcie przeczytałabyś kilka
      ciepłych słów. Współczuję Ci tego perfekcjonizmu, bo obrócił się
      przeciw Tobie, ale nie wątpię, że korzyść dla wyglądu była wink
    • bursztynek22 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 30.10.09, 10:43
      Emi, nie rób mi tego, czekam z utęsknieniem na fotki twojej woalki
      bo sama myślę o podobnej fryzurze i nakryciu głowy. Wbijasz mi nóż w
      serce!
      • milen-a7770 Re: 10.10.2009 - panna Emily wyszła za mąż... 30.10.09, 10:54
        Tak tak ... tyle nas trzymałaś w napięciu, a teraz nie pokażesz , bo
        jakieś kilka nowo objawionych nicków się objawiło ze swoją
        interpretacją ???? Jesteśmy cierpliwe, ale bez przesady smile
        • emily_valentine foto 30.10.09, 11:37
          Ok, nie będę taka. Wstawiam jeszcze jedno zdjątko - mój bukiet:

          bukiet


          Mój to ten różowy. Chyba nikt się nie zdziwi, gdy napiszę że trochę
          inaczej go sobie wyobrażałam wink
          Biały bukiet to resztka kwiatów ze stołów weselnych. Coś podobnego
          miała świadkowa oraz nowa panna młoda, czyli mój bukiet do rzucania
          na oczepiny.
          Bukiety są wstawione do kosza, w którym były wcześniej cukierki dla
          gości. Na dole z lewej strony widać kawałek kosza z płatkami róż.
          Miały prześliczny kolor. Wszystkie poleciały na sesji big_grin
          • freciczka Re: foto 30.10.09, 11:51
            No i super!!
            bukiet śliczny!!
          • 1luna1 Re: foto 30.10.09, 12:05
            Ten bukiecik jest bardzo ładnie skomponowany, tylko bardzo źle wyeksponowany.
            Taki bidulek ciśnięty do kosza.
            Bukiet bardzo mi się podoba.
          • caprichito Re: foto 30.10.09, 12:38
            Bardzo fajny bukiet chociaz ja jestem za jednokwiatowymi.
            Emi, wytlumacz mi ociemnialej co to znacza te stacje live cooking?
            To sa podgrzewane patery czy jakis inny misz masz?
            Dzieki wink
            • lili-2008 Re: foto 30.10.09, 12:43
              mnie się wydaje, że to gotowanie na oczach goścismile
              • emily_valentine Re: foto 30.10.09, 12:48
                Live to jest skrzyżowanie gorących pater - podgrzewaczy i gotowania
                na żywo. Mieliśmy stację z pierogami i z szynką i nikt tego nie
                przygotowywał od zera na sali, tj. wałkował ciasto, lepił itd.
                Pierogi były podgrzewane lub podsmażane, a szynka krojona przez
                kucharza zamiast samemu się obsługiwać. Taki life tj. live wink
                • lili-2008 Re: foto 30.10.09, 13:06
                  aaabig_grin
                  haha, a ja myślałam, że lepili te pierogibig_grin
                • caprichito Re: foto 30.10.09, 16:22
                  ja tez bede miala szynke plonaca krojna przez kucharza, ale nie
                  wiedzialam, ze to sie nazywa live cooking tongue_out
                  Fajnie z tymi pierozkami. Ja najprawdopodobniej bede je miala na
                  wiejskim stole.
                  • e.milia Re: foto 30.10.09, 21:03
                    O, ja też myślałam, że to takie pełne gotowanie. To u nas też jest opcja
                    płonącej szynki krojonej przez kucharza, w takim razie. Ale nie wiem, czy się na
                    to zdecydujemy smile
          • bursztynek22 Re: foto 30.10.09, 13:15
            wo-al-ka, wo-al-ka, wo-al-ka, wo-al-ka, WO-AL-KA!!!!!!!!!!!!
            • dorothy_mills Re: foto 30.10.09, 14:10
              Emi wink a ja mam pytanko odnosnie karteczek z podziekowaniami dla
              gości, gdzie je umieściliscie? przy pudełeczkach z truflami na
              stole? wręczaliście gosciom ?
              • emily_valentine Re: foto 30.10.09, 19:27
                Prezenty stały na stole za talerzem. O to był oparty winietko-
                bilecik. Nic nikomu nie wręczaliśmy.


                winietko-bilecik



                prezencik


                trufle


                Zdjęcia zrobione po weselu.
                • dorothy_mills Re: foto 30.10.09, 19:39
                  bardzo podobaja mi sie te winietko-bileciki wink zapisuje do
                  inspiracji wink
                • zia86 Re: foto 30.10.09, 20:04
                  Ślicznie to wyglądało! smile Bardzo mi się podoba i idealnie nawiązuje do
                  zaproszeń. A możesz pokazać zdjęcia planu stołów z których tak
                  zadowolony był mąż? I w ogóle pokaż nam więcej Emi! smile
                  • emily_valentine Re: foto 30.10.09, 20:20
                    Ja już nic więcej nie mam, bo nie robiłam przecież zdjęć na weselu.
                    Dopiero by mi się dostało, gdybym napisała, że wszędzie z aparatem
                    łaziłam wink
                    Od fotografa foty dostanę za ok. 3 miesiące więc mnie na razie nie
                    męczcie tongue_out

                    • monikapers Re: foto 30.10.09, 22:17
                      Emi, za 3 miesiace?????????????????????????????????????????????? W styczniu?
                      Ale i tak nie wierze, zebys nie miala jakis fot Rodzinki, zeby moc wreszcie Cie
                      obejrzec, wyobrazasz sobie? nabija Ci z 300 postow smilesmilesmile
                      POKAZ
                      POKAZ
                      przylaczjacie sie do apelu babki, ktore chcecie zobaczyc EMILY VALENTINE, nasza
                      Gwiazde smile
                      • milen-a7770 Re: foto 30.10.09, 22:19
                        Nie no ja też nie wierzę, że nikt nie zrobił kilku fotek, Emi za 3 m-
                        ce to ja tu umrę z ciekwości co najwyżej !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                        • emily_valentine Re: foto 30.10.09, 23:52
                          Jejku! A dajcie Wy mi święty spokój!
                          Zdjęć nie mam ŻADNYCH z wesela. Jeszcze.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka