06.10.04, 11:36
Tak z ciekawości: jak zamierzacie sobie radzić po ślubie? Pytam, bo ciekawa
jestem jak to wygląda u innych. Chodzi mi głównie o sprawy materialne,
mieszkanie itd. My oboje jesteśmy świeżo po studiach (dyplom obroniony w
czerwcu), dopiero co zdobyta pierwsza praca, narazie każde z nas mieszka ze
swoimi rodzicami i nie mamy żadnych widoków na mieszkanie, prawdopodobnie
będziemy wynajmować, jeżeli nam nic z nieba nie spadnie (prawdopodobieństwo
zerowe). Ze ślubem i weselem prawdopodobnie pomogą nam rodzice, chociaż nie
chcemy z nich za dużo ciągnąć. A jakie Wy macie perspektywy?
Obserwuj wątek
    • magdary Re: A co po? 06.10.04, 11:38
      mamy ten luksus, że ja mam mieszkanie swoje własne smile pracę tez posiadam ale
      mój luby własnie ją stracił.. ale juz szuka nowej
      • Gość: vinca Re: A co po? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.10.04, 19:48
        Tzn sama sobie kupiłaś to mieszkanie??
        • magdary Re: A co po? 07.10.04, 05:27
          wziełam kredyt mieszakniowy. czesc mialam ze sprzedaży starego mieszkania. a na
          wyposazenie kuchni dostalam pieniądze od rodziców
    • Gość: askowska Re: A co po? IP: *.NET / *.stella.net.pl 06.10.04, 15:02
      Ja pracuje w jednym mieście,mąż pracuje w drugim mieście - 70 km oddalonych od
      siebie. Mieszkamy każde ze swoimi rodzicami, widujemy się w weekendy. Ale
      pracujemy nad tym by to się zmieniłosmile
    • Gość: Mayka Re: A co po? IP: 217.153.180.* 06.10.04, 15:06
      Ja jeszcze studiuje i pracuje rownoczesnie na umowe zlecenie, moj maz skonczyl
      studia i ma dwa zatrudnienia- jedno umowa zlecenie, drugie narazie na czarno
      czyli nic stalego. Mieszkanie wynajmujemy wpsolnie z dwiema kolezankami. ALe
      jestesmy bardzo szczesliwi ze nie czekalismy z malzenstwem do 30! Sprawy
      materialne sa drugoplanowe poki ma sie cokolwiek by przezycsmileNie przejmuj sie!
      Troche wiary i nadziei!
    • Gość: vinca Re: A co po? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.10.04, 19:58
      Ech, to chyba jeden z madrzejszych wątków na tym forum...
      Jestem chyba w takiej sytuacji jak Ty annasi23. Oboje skończyliśmy studia,
      oboje pracujemy, zarabiamy ja jako tako, on całkiem nieźle. Ale nikt nam nie
      kupi mieszkania, nikt nam nie da działki, nikt nam nie da samochodu. On
      samochód kupił sam za własne pieniadze (+ pożyczone ode mnie). Ponieważ on ma
      własną firmę i wiadomo, że dochody jakie wykazuje nie pozwolą na to by
      jakikolwiek bank dał mu kredyt. Mi też nikt teraz kredytu na mieszkanie nie da,
      bo mam do oddania kredyt studencki, a poza tym na razie pracuję na umowę
      zlecenie.
      Wynajmować niczego nie będziemy bo to strata pieniędzy. Jedyna szansa, to to że
      jego mama zdecyduje się wziąć kredyt na siebie (ale oczywiście nie dołoży do
      tego ani grosza), ale ona na ten pomysł trochę kręci nosem. Czasem jak myślę o
      tym wszystkim to płakać mi się chce - dlaczego jest tak, że każdy dookoła od
      kogoś coś dostaje - od babci, dziadka, rodziców, siostry, brata... A ja cholera
      na każdą pierdołę muszę zapracować sama. Zdaję sobie sprawę z tego, ze w
      dłuższej perspektywie wyjdzie mi i mojemu mężczyźnie to tylko na dobre - bo
      nikomu nic nie będziemy musieli zawdzięczać, ale ile w tym naszej pracy,
      planowania, liczenia tego nie zrozumie nikt kto tego nie przeżył. Ale to tylko
      hartuje człowiekawink
      Życzę powodzenia
      • justynnka Re: A co po? 07.10.04, 08:42
        to teraz jasmile oboje mamy niezłą pracę,mamy swoje mieszkanie- dzięki pomocy mojej
        rodziny-które konczymy dopracowywać w szczególach dekoratorskich, kupiliśmy na
        dwa tygodnie przed ślubem autko za wspólne pieniądze które częsciowo zwróciły
        się z prezentów weselnych. mój mąz jest bardzo odpowiedzialny w kwestii
        zapewnienia rodzinie własciwychj warunków,chociaż niezle zarabia bierze
        dodatkowe zlecenia na czym cierpi nasze życie towarzyskie - ale coś za coś
        • Gość: Aneta Re: A co po? IP: 81.15.254.* 07.10.04, 08:56
          U nas sytuacja przedstawia się następująco: Mój mąż pracuje i jak na tak krótki
          staż to całkiem nieźle jeszcze zarabia. Ja jednak albo nie pracuję, albo tylko
          dorywczo. Mamy własne mieszkanie, które kupili teściowie (i które ciągle nam
          wypominają, więc nie wiem czy to tak fajnie od takich osób coś dostać - to
          pocieszenie dla vinci). Mieszkanko mamy już prawie urządzone, chociaż co rusz
          trzeba coś jeszcze dokupić. Samochodu niestety jeszcze nie posiadamy ale mamy
          go w planach, dość odległych planachsmile Do mieszkania wszystko pokupowaliśmy za
          pieniążki z wesela, jak też za nasze samodzielnie zarobione.
          • Gość: Patrycja Re: A co po? IP: *.sgib.com 07.10.04, 13:54
            My mielismy to szczescie, ze dostalam mieszkanie od rodzicow. Ale przed slubem
            juz bylismy sporo po studiach i mielismy obydwoje prace i odlozone
            oszczednosci. Gdyby nie "prezent" od rodzicow, wynajelibysmy lub wzielisbysmy
            kredyt na wlasne.

            Pobieranie sie bez pracy, ukonczonej szkoly i oszczednosci jest dosyc
            lekkomyslne. A lepiej wynajac niz mieszkac katem u rodzicow, bo co to za
            samodzielnosc?
    • Gość: lorien Re: A co po? IP: *.chello.pl 07.10.04, 15:15
      bardzo długo zastanawialiśmy się nad ślubem. STwierdziliśmy, że musimy mieć
      własne mieszkanie i oboje stałą pracę. Ślub będzie we wrześniu 2005, za miesiąc
      odbieramy nasze mieszkanie spółdzielcze lokatorskie na które sami uzbieraliśmy
      (mamy po 24 lata) plus trochę moi rodzice dołożyli. Znaleźlismy takie
      mieszkanie jako jedyna szansa na zamieszkanie razem (nie trzeba było płacić
      całości tylko 40% wartości mieszkania). A było to tak: ja studiuję zaocznie i
      dopiero od roku mam stałą pracę wcześniej tylko zlecenia. Mój narzeczony też
      studiował zaocznie (tydzień temu się obronił) i pracował w 2 miejscach w sumie
      od 3.40 rano do 18:30, codziennie. Nie było łatwo ale opłacało się. Mieliśmy
      szczęście ze akurat 2 miesiące temu dostał świetną pracę (no może nie dużo
      płatną ale ciekawą) teraz zbieramy tylko na przyjęcie weselne ewentualnie
      trochę rodzice jego dołożą, ale tylko dlatego, że chcą. Nic nie uzależniamy od
      nikogo. Sami o wszystkim decydujemy i nikomu nie musimy być wdzięczni. Jedynie
      sobie bo ciężką pracą do czegoś doszliśmy.

      moje koleżanki zastanawiają sie jak to mozliwe że uzbieraliśmy tyle na
      mieszkanie, ale one siedzą w barach i łażą po sklepach kupując ciągle nowe
      ciuchy a ja pracuję i w miare możliwości nadwyżkę kasy odkładałam, tak było
      przez 3 lata)
      • Gość: zolwik Re: A co po? IP: *.icpnet.pl 25.10.04, 08:55
        cześć
        mam pytanie skąd jesteś i jak wam się udało zdobyć mieszkanie lokatorskie bo
        też takiego szukam?
      • Gość: LILA Re: A co po? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.04, 15:36
        WITAM.
        MY JESTEŚMY ponad miesiąc po ślubie mieszkamy razem w mieszkanku babciu,
        które wykupiliśmy przed ślubem na własność zaczynają sie raty!wink
        Samochodzik mamy .... ale mąż choruje na nowy bo twierdzi że ten juz
        ludwo jeździ...dziwne bo dopiero 4 lata...ale cóz...
        PRACUJEMY OBOJE...jakie zarobki?? Mamy podobne pensje...razem ok 4000zł.
        Ale....a nie wazne nie powinnam marudzić..smileogólnie zaczynamy wspolne
        życie a jak bedzie to sie okaże..! Pozdrawiam
    • Gość: a Re: A co po? IP: *.bochnia.pl / *.bochnia.pl 08.10.04, 22:47
      Rok po ślubie.
      Mieszkamy na parterze domu moich rodziców.
      200 metrów dalej po malutku budujemy swój własny (wolałabym mieszkać w jednej
      izbie z rodzicami przez 20 lat niż iść do bloku - taka moja mała fobia wink... )
      Mąż pracuje, ja łapie "fuchy" - żadko ale jak się trafi to niezła... no i znowu
      studiuję smile
      pozdrawiam
    • Gość: Paula Re: A co po? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.04, 16:25
      u nas " podobno" o brak perspektyw wszystko się rozbija. on twierdzi, że nas
      nie stać: na dom z ogrodem, na ślub... skończyliśmy studia 2 lata temu, on ma
      stałą pracę i chyba zawsze będzie jakąś miał,i to w zawodzie, ja też pracuję,
      chociaż jestem nieszczęśliwa z powodu mojej pracy (nie mam "pleców" jak on).
      jestem coraz bardziej zniechęcona, bo chyba nie można przesadzać w żadną
      stronę, np. czekać aż będziemy starzy, bo teraz nas nie stać... mi już nie chce
      się czekać. myślałam, że jak się kocha, to można razem pokonać różne
      przeciwności...
    • Gość: Salsa Re: A co po? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.04, 02:56
      No my mieliśmy wielkiego farta z mieszkaniem, rodzice mojego męża odziedziczyli
      w spadku 3 pokoje na Starym Mokotowie, bardzo stylowo zrobione, w takim
      klimacie jeszcze z lat 50. No i mieszkanko poszło za sporą sumę, do tego moi
      rodzice dołozyli prawie 40 000 i kupiliśmy 4 pokojowe nowiutkie mieszkanie.
      Samochody, meble (na razie dwa pokoje, zrobiona kuchnia i łazienka) to już nasz
      wkład.
      Owszem, mamy dobre dochody, ale to raczej wynik naszej cięzkiej pracy aniżeli
      układow czy wielkich inwestycji rodziców, bo pochodzimy z przeciętnie
      sytuowanych rodzin. Ja po maturze nie dostałam się na anglistyke i ponad rok
      pracowałam w USA, potem już na studiach też 3 lata z rzędu jeździłam na Work
      and Travel. Mój mąż podobnie - przez kilka lat z rzędu spędzal wakacje pracując
      za granicą. Dzięki temu odłożyliśmy sporą sumę pieniędzy, która starczyła na
      samochód dla każdego z nas i na urządzenie wesela, i to co mamy teraz w
      mieszkaniu. Ale najważnejsze, ze dzięki temu wyszlifowałam angielski dzięki
      któremu mam teraz świetną i dobrze płatną pracę.

      Niestety, ma kilka przyjaciółek, które nie miały tyle szczęścia co my jeśli
      chodzi o mieszkanie - i muszą wynajmować. Na kredyt zwykle też nie mogą liczyć,
      bo pracuja na zlecenie. I tak kółko się zamyka sad
    • Gość: ankatr Re: A co po? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.10.04, 13:17
      hej!my mieszkamy na poddaszu,które ciągle remontujemy i powiększamy część
      mieszkalną.idzie powoli,ale robimy to sami i nikt się nie wtrąca,co jest chyba
      najważniejsze.dom nie jest nasz, ale może kiedyś załatwimy sprawy spadkowe.mamy
      samochód(używany i na kredyt),ja jestem na wychowawczym,mąż pracuje żyjemy
      skromnie i bez szaleństw,restauracji,kina,wczasów ale jesteśmy szczęśliwi.nie
      martw się na zapas,bo nie warto.radzę nie mieszkać po ślubie z rodzicami bo
      prędzej czy później dojdzie do nieporozumień.pozdrawiam.
    • Gość: annasi Re: A co po? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.04, 10:42
      A u nas wszystko powoli się układa i jestem strasznie szczęśliwa z tego powodu.
      Ślub w sierpniu przyszłego roku, na razie nie mamy jeszcze sali ani nic,
      chociaż kręcimy się koło tego, chodzimy na kursy przedmałżeńskie i taniec smile
      (super sprawa, polecam!). No i najważniejsze - moja mama zdecydowała się
      odstąpić nam mieszkanie, które do tej pory wynajmowała. Strasznie się cieszę i
      mimo że często padam ze zmęczenia po pracy to jestem szczęśliwa jak nigdy. Nie
      mogę się jużdoczekać wspólnego życia. Pozdrawiam wszystkich przygotowujących
      się!
      • Gość: erka Re: A co po? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 25.10.04, 09:39
        A u mnie nic się nie układa od dawna - nie możemy liczyć na rodziców - od 10
        lat mieszkamy każde u swoich rodziców (na to możemy liczyć) - jesteśmy razem
        ale osobno - nie mamy pieniędzy nie mamy nic odłożone ale mamy pracę i siebie -
        to wszystko - no i można dostać na głowę jak wkoło wszyscy szczęsliwi,
        dorabiają się, zmieniają samochody (nie mamy), mieszkania, dodam że ślubu też
        nie mamy! Odwagi na wspólne życie też nie
        • Gość: Aneta do Erki IP: 81.15.254.* 25.10.04, 15:02
          Erko trochę więcej odwagi i optymizmu. Wierz mi nie wszyscy mają swoje
          mieszkania i zmieniają samochody. To jest w dzisiajszych trudnych czasach
          niewielki procent. Wasza sytuacja wcale nie jest aż tak zła. Jak piszesz oboje
          macie pracę a to bardzo dużo. Na rodziców pomoc nie możecie liczyć i może i
          lepiej, po co mają Wam potem wypominać to co dali. My od 4 miesięcy jesteśmy
          małżeństwem, samochodu nie mamy i szybko pewnie mieć nie będziemy chyba, że
          kupimy jakiegoś grata aby było czym jeździć. Mieszkanie fakt mamy, kupili
          teściowie. Oboje bardzo tego żalujemy, bo ciągle nam to wypominają i dosłownie
          żyć nie dają. Ja paracy nie mam, za to mąż pracuje - dobrze że chociaż on ma
          dobrą pracę.
          Wasza sytuacja nie jest wcale taka zła. Oboje pracujecie, więc chyba możecie
          zdecydować się na małżeństwo i oboje zamieszkać u jednych z rodziców albo nawet
          wynająć stancję. Popatrz na to wszystko co masz z większym optymizmem, nadzieją
          i odwagą przede wszystkim. A co najważniejsze w Waszej sytuacji to macie
          siebie, od 10 lat. To bardzo dużo.
          • Gość: Erka Re: do Erki IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 26.10.04, 08:17
            Dziękuję za pocieszenie - jak pisałam ten poprzedni post to miałam zły dzień -
            czasami takie są - dzisiaj jestem pełna werwy i radości - wszystko mnie cieszy
            i musze powiedzieć ze od wielu lat kocham tego samego wspaniałego człowieka i
            na pewno kiedyś bedziemy mogli budzić się obok siebie. I dzisiaj nawet cieszę
            się że moja przyjaciółka mebluje kolejne - 3 mieszkanie - ma chyba z 5 samochód
            i 3 dzieci - ja też jestem szczęsliwa - trzeba być radosnym i doceniać to co
            się posiada - nawet jak jest tego niewiele (z materialnych rzeczy) bo tej mojej
            miłości nie można przeliczyć na materialne rzeczy
    • Gość: esme Re: A co po? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.04, 13:02
      Dobre pytanie w temacie. Po co?
      Mamy mieszkanie, mamy samochód, troche dlugów, pracę.... Ale co z tego kiedy po
      czar prysł a pozostały kłopoty. A ślub tylko utrudnia. Wahałam się ale nie
      miałam odwagi się wycofać. Tak więc moja rada dla niezdecydowanych - nie
      wiążcie się jeśli nie macie absolutnej pewności. Życie później może ostro dać w
      d... Jestem gotowa zostawić mieszkanie, samochód byle być z moją prawdziwą
      miłością nawet za cenę zaczynania wszystkiego od zera. Teraz mam tą pewność.
      Ale człowiek uczy sie na błędach, tylko szkoda że nie cudzych.
      Pozdrawiam
      • Gość: kl Re: A co po? IP: *.net 26.10.04, 08:43
        Proste pytanie,trzeba nawet takie czytac ze zrozumieniem.
      • Gość: vinca Re: A co po? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.10.04, 09:53
        Co ślub utrudnia?
        Z Twojego postu wnioskuję, że rzucanie sie z jednych ramion w inne...
    • lilka.k Re: A co po? 26.10.04, 11:22
      A nam właśnie nasze mieszkanie spadło z nieba, mieszkałam najpierw w nim sama
      przez rok,potem wprowadził się mój narzeczony, pourządzaliśmy sobie je
      fajnie,niedawno kupilismy samochód, w przyszłym roku rodzice fundują ślub i
      wesele. To fakt,że oboje w miarę dobrze zarabiamy,ale mój narzeczony jest
      pracoholikiem,wie sam do wszytskiefo doszedł..
      Ja zaczęłam studia on skończył, więc jest fajnie.
      Teraz tylko slub i już mogę mieć dzidziusia,ale chyba najpierw kupimy większe
      mieszkanie lub zaczniemy się budować....
      Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka