anniszka
16.01.06, 16:49
Moi Drodzy. Chcialabym, zebyscie ocenili nastepujaca sytuacje; wlasnie
wrocilam ze spotkania z kierowniczka hotelu, w ktorym mialo odbyc sie moje
wesele i jestem dosc mocno wytracona z rownowagi. Kilka miesiecy temu
dokonywalam wstepnej rezerwacji sali na czerwiec. Wesele mialo byc dosc
skromne, na 40 osob maksymalnie, a koszt po 110 zl od osoby. Jestem
nauczycielka, zarabiam niecale 900 zl miesiecznie (moj narzeczony ponad 800)
i na nasze wesele zbieramy pieniadze dokladnie 13 miesiecy, liczac sie ostro
z kazdym grosikiem. Dzis, na drugim zaznaczam, spotkaniu z kierowniczka
lokalu dowiedzialam sie znienacka, ze koszty podskoczyly do 130 zl, cyt. "na
wszelki wypadek", gdyby ktos z gosci sie nie zjawil. Jakos to przelknęlam,
ale nastepna informacja po prostu mnie powalila. Chodzi o kelnerow i
kucharzy, ktorzy wprawdzie pracuja za normalna pensje, ale...
istnieje "tradycja", pewien dziwny zwyczaj, ze KAZDA Z TYCH OSOB dostaje od
mlodych po weselu 100zl napiwku, co w sumie daje 600zl. Zrezygnowalam z
wynajecia samochodu, zrezygnowalam z profesjonalnego fotografa, oszczedzam,
gdzie tylko moge, nawet na wyglad sukni nie zwracalam wiekszej uwagi, tylko
na salon, w ktorym ja kupowalam - oferowal ciekawe promocje - i gdy teraz mam
lekka reka oddac 600 zl to mnie - brzydko mowiac - szlag trafia. Dzwonilam do
kolezanek, ktore niedawno braly slub, pytalam o ich znajomych - nikt nigdzie
nie uskutecznia takiego procederu! Moja mama zadzwonila do owej kierowniczki,
pytala, czy to konieczne i dowiedziala sie, ze tak wypada, i ze obsluga
niezbyt dobrze nas zapamieta, jesli owych pieniedzy nie zaplacimy. To nie
jest teoretycznie obowiazkowe, ale dano nam do zrozumienia, ze potraktuje sie
nas, jak gosci, powiedzmy, nizszej kategorii. Ciekawa jestem bardzo, co wy o
tym sadzicie. Czy ktos tez byl przymuszany do dawania napiwku?? mam wrazenie,
ze ktos "jezdzi" mi po sumieniu i bardzo mi sie to nie podoba...