Dodaj do ulubionych

co zrobic???

07.02.06, 17:51
witam
niestety mam kolejny problem .. sad otóz opowiem do początku mam cudownego
chłopaka niestety tylko moim zdaniem .... chce z nim sie pobrac ale najpierw
chcemy razem zamieszkac ja studiuje zaocznie mam 22 lata szukam pracy byc moze
juz niedługo rozwiaze sie ten problem moj chłopak 26 jest mądry ale nie ma
ukończonych wyższych studiów wiec co chce robic powoli sie rozkreca i zamierz
otworzyc swój biznes Do tej pory jak Sebek miał stała prace bylo ok rodzice
polubili go ale odkad nie pracuje to niestety stosunek mamy do niego sie
zmienił (tato dalej nie ma nic przeciwko) Mama krytykuje go ze jest
nieodpowiedzialny nie ma wyksztalecnia ze ma trudny charakter ze ja sobie nie
poradze Nie mieszkamy w jednym miescie i dlatego spotykamy sie jezdzac do
siebie Mama zawsze robiła z tego problemy wiecznie sie o nie czepiała co
ludzie powiedza nie traktuje nas powaznie Ostatnio rozmawiałysmy i pod wpływem
jej presji powiedziałam jej ze sypiamy razem nie wrzeszczała ale narobiła
paniki ze jestem w ciazy i wogole nie mówiłam jej ze my sypiamy juz półtora
roku tylko ze od niedawna usłyszałam ze sie sprzedałam ze chłopak mnie rzuci
jak ja mogłam to zrobic i wogole !!! Powiedziała ze teraz jeszcze bardziej
podpadł jej moj chłopak Atmosfera w domu jest nie do wytrzymania chyba jedyny
sposób to wyprowadzka do chłopaka Jego rodziece sa w porzadku nie robia
zadnych problemów i mozemy u nich zamieszkac Polubili mnie bardzo Dogadujemy
sie super Co zrobic ???? czy wyprowadzic sie i jak mama zobaczy ze dajemy rade
sami to nas zaakceptuje w koncu???? Sami chcemy nazbierac pienadze na ślub a
miszkanie u jego rodziców nie bedzie nas zbyt duzo kosztowac wiec na pewno cos
odłozymy nie musi to byc chuczny bal... Powiedziałam jej ze to ja bede
decydowac o swoim zyciu i usłyszałam ze nie koniecznie Wiem ze jak zostane w
domu to mama zrobi wszytsko zeby nas rozdzielic a ja bede albo z Nim albo z
nikim .....
Obserwuj wątek
    • iwona147 Re: co zrobic??? 07.02.06, 18:39
      Moim zdaniem najlepszym wyjsciem jest wyprowadzenie sie z domu do chlopaka.
      Mama w koncu zmięknie kiedy zatęskni za tobą. Jezeli go kochasz to mama powinna
      cie zrozumiec.
    • evelisia Re: co zrobic??? 07.02.06, 20:07
      ja na Twoim miejscu wyprowadziła się z domu. daj mamie czas na przemyślenie
      całej sytuacji. wszystko będzie dobrze. pozdrawiam
    • mimblaa Re: co zrobic??? 07.02.06, 21:36
      Porażająca bezmyślność. Można ją usprawiedliwić młodym wiekiem. Fatalne
      podejscie do problemu. Uhh, tu już gorzej. Życzę Ci wszystkiego najlepszego,
      ale nie mam pewności, ze Twój wybranek okaże się rycerzem na białym koniu. I
      nie chodzi tu tylko o nie skończone studia. Idealizujesz go po prostu, bo nie
      znasz go dobrze, nie widzisz codziennie, nie znosisz jego spadków formy i nie
      rozwiązujesz problemów. NIGDY nie powiesz, ze go znasz i za niego ręczysz, bo
      będzie to monstrulane kłamstwo - nawet za siebie nie możesz ręczyć, bo
      każde "gdybanie" można wsadzić w kieszeń...Zamieszkanie razem to jest sposób,
      ale na pewno nie w proponowanej tu formie, na litość!... Wyprowadzisz sie od
      rodziców, we wzajemnej niechęci i animozjach, i co? Rodziców sobie nie
      wybieramy, musimy żyć z takimi, jakich mamy. Nabzdyczych się na nich i co? A
      jak będziesz potrzebowała pomocy i nikt inny nie będzie chciał jej udzielić? A
      honor? A wzajemne urazy? Cięzko jest wrócić po takich przeżyciach. No, chyba ze
      w waszej rodzinie sprawy rozwiązuje się za pomocą wrzasków,a później wszyscy
      zapadają na amnezję i już jest słodko...A jak Twój ukochany sie na Ciebie
      wypnie? (nie wnikajmy z jakich powodów, takie bywa po prostu życie).A rodzice
      jacy są tacy są, ale nie poderzewam, ze się od Ciebie odwrócą. No, chyba, że
      sobie na to cięzko zapracujesz... Z całym szacunkiem: uprawianie seksu nie
      świadczy o dojrzałości, a już na pewno nie można tego traktowac jako karty
      przetargowej w układaniu sobie życia. Po drugie: jesteś jeszcze młodziutka -
      wiem, wiem, myślisz sobie w tej chwili, ze jesteś dojrzała i ustabilizowana,
      wiesz wszystko, ale UWIERZ: jeszcze kilka razy w życiu będziesz wychodziła z
      takiego założenia, a Życie (oby jak najmniej boleśnie) Ci to założenie
      zweryfikuje. To nie przepowiednia ani a fatum: człowiek po prostu się rozwija i
      z perspektywy czasu na te same wydarzenia patrzy zupełnie innaczej..I tak mi
      się jeszcze pomyślało: owszem, forum jest jakimś wyjściem, sposobem na
      wygadanie sie, ale jakimś smutkiem napawa mnie świadomośc, ze młody człowiek
      szuka pomocy w takim miejscu- to oznacza, ze nie potrafi znaleźć jej obok, u
      ludzi bliskich. Może chodzi o kwestię umiejętności rozmowy, znalezienia
      zrozumienia? Co poradzą Ci obce osoby w internecie? Nie znają Ciebie, ani
      Twojego chłopaka, rodziców. Jak moga naprawdę pomóc? Wyrażą opinię "wg mnie" i
      cześć. Nie biorą odpowiedzialności za to co piszą, nie muszą mieć złej woli,
      ale z racji wymienionych wyżej argumentów nie koniecznie ich rady pokryją się z
      tym, co naprawdę powinnaś uczynić.
      Nie martw się, z najgorszej sytuacji człowiek wychodzi żywy, serce nie pęka, a
      że żyć dalej trzeba, to można podnieść się z każdego upadku i wygrzebac z
      kazdego dołka. Zaufaj sobie i MYŚL do przodu - nie wyjdziesz na tym źle.Uffff,
      trochę długawo, ale mam okropny charakter, który nie pozwala mi przejśc
      obojętnie wg podobnych wypowiedzi. Pozdrawiam smile
      • twitti Re: co zrobic??? 08.02.06, 08:11
        Powinnas moim zdaniem najpierw przygotowac swoja mame do tego ze chcesz sie
        wyprowadzic a nie tak od razu spakowac sie i wyfrunac! twoja mama nie bedzie na
        to przygotowana i moze ja to bardzo zabolec! a twoj chlopak jesli snuje z Toba
        plany nie moze ci sie najpierw oswiadczy! Twoi rodzice moze inaczej wtedy
        spojrza na wasza milosc! dodam, ze ja moich rodzicow bardzo dlugo przekonywalam
        ze chce sie wyprowadzic! na koncu po prostu wyznaczylam date wyprowadzki! mieli
        czas zeby sie z tym pogodzicsmile i jeszcze mi pomogli sie przeniesc z tobolami do
        niegosmile ale wiem ze zawsze moge wrocic, dlatego ze wyprowadzilam sie bez klótni
        i zalow! tak wiec przemysl to! pozdrawiam
        • askiem Re: co zrobic??? 08.02.06, 08:21
          Zgadzam się z Mimblaa i Twitti! smile

          Może to zabrzmi dość drastycznie, ale mamę masz tylko jedną a wspaniałych
          facetów możesz jeszcze mieć... Oczywiście życzę ci dużo, dużo szczęścia,
          miłości i powodzenia, ale postaraj się najpierw uregulować stosunki z mamą.
          Praca też by się przydała (i tobie i chłopakowi), jeśli chcecie mieszkać razem
          (nawet u przyszłych teściów)...
          3mam kciuki!
          Powodzenia.
          • twitti Re: co zrobic??? 08.02.06, 08:31
            Brak pracy to powod dla ktorego warto jeszcze poczekac! ja natomiast uwazam ze
            nie powinno sie poswiecac milosci dla rodzicow!trzeba dbac zarowno o kontakty z
            rodzina jak i z nazeczonym!ja na twoim miejscu bym wlasnie poczekala az sie
            wszystko ulozy, burza minie i znow bedzie dobrze! a przede wszystkich musi
            chociaz jedno z was znalezc prace, bo chyba troche gluppio tak pasozytowac na
            rodzicachsmile
    • bogui Re: co zrobic??? 08.02.06, 13:32
      Twoja mama kieruje się troską o Ciebie. Ta troska przybiera trudną do
      zniesienia formę dla Ciebie i Twojego chłopaka, ale jestem przekonana, że
      chodzi właśnie o twoje dobro i przyszłość. Niestety Mama nie potrafi otwarcie i
      dojrzale porozmawiać o swoich obawach, nieco "spanikowała" i próbuje na siłę
      Cię obronić przed ewentualnymi trudami i rozczarowaniami, których to czarne
      wizje zapewne szaleją w jej głowie. Spróbuj na to tak popatrzeć i może zacznij
      z nią rozmiawiać w duchu: Mamo, rozumiem, że się o mnie martwisz, powiedz mi co
      najbardziej cie niepokoi i zastanówmy się razem jak twoje niepokoje rozwiać. Co
      do pracy, nawet jeśli chłopak by ją miał w tej chwili, to czasy mamy niepewne i
      nie ma żadnej gwarancji, że będzie ją miał za rok czy 5 lat. W życiu w ogóle
      nie ma sytuacji gwarantowanych. Trzeba tylko uczyć się stawiać czoła trudnym
      sytuacjom, one są naturalnym elementem życia. Oczywiście twoja Mama nie chce
      abyś jako tak młoda osoba musiała predwcześnie dojrzewać zmagając się z
      przeciwnościami. Dziewczyny mają rację, postaraj się najpierw dogadać z mamą
      (ale ona też musi uszanować Twoją osobę), wczuwając się w jej sytuację. Pozatym
      mieszkanie z chłopakiem a widywanie się to dwie zupełnie inne sprawy. Tobie i
      jemu też przyda się jeszcze trochę czasu próby. Nic tego nie zepsuje, jeśli
      naprawde się kochacie i macie wolę pracować nad związkiem. Bo związek - chcemy
      tego czy nie - to ciągła praca. Życzę szczęścia!
      • agnrek Re: co zrobic??? 08.02.06, 13:39
        Sama zamieszkałam w wieku 22 lat z o rok młodszym facetem. Zdecydowanie za
        wcześnie było na taką dorosłość. Swoje dziecko przed tak pochopną decyzją też
        będę chronić na pewno.
    • samotnoscwsieci2006 Re: co zrobic??? 08.02.06, 14:05
      przeczytałam uważnie wasze wypowiedzi
      ja wcale nie chce na siłe dorosłosci chcemy zamieszkac razem bo chcemy sie
      poznac lepiej zobaczyc czy mozemy na siebie liczyc w trudnych sytuacjach jak
      bedzie gdy bedziemy przebywac ze soba 24h na dobe
      dopuki nie znajde pracy to sie nie przeprowadze
      tylko mama traktuje nas jak male dzieci nie rusz nie dotykaj człowiek uczy sie
      na błedach... mama wyszla za mąz w wieku 20 lat i dała rade a dla mnie
      przedstawia same czarne wizje, ze wszytsko sie nie uda ze nie damy rade ....
      zero poparcia i jeszcze jej słowa ze to ona bedzie mi zycie ukladac... ona do
      tej pory dzwoni do swojej mamy i sie spowiada ze wszytskiego ja tak nie chce !!
      • mimblaa Re: co zrobic??? 08.02.06, 17:08
        Dorosnąc nie, ale zamieszkać tak? I będziecie się bawili w przyjęcia z
        plastikową zastawą, do których będziecie wsuwać piaskowe niby-ciastka? Nie
        można zjeśc ciastka i mieć ciastka - albo jedno, albo drugie. Decyzja o
        zamieszkaniu razem jest jedną z najważniejszych życiowych decyzji. A jak się
        poznacie i okaże się, ze nie możecie na siebie liczyc? Masz 22 lata - jesteś
        bardzo młodziutka, a dla swojej mamy zawsze będziesz DZIECKIEM. Czytając co
        napisałaś, wcale się Twojej mamie nie dziwię, że się o Ciebie
        trzęsie: "DOPUKI", matko jedyna... Poza tym co to za podejście: "...nie znajde
        pracy to sie nie przeprowadze"?!?! A jak znajdziesz to co, adieu Fruziu i matka
        Ci nie potrzebna?? Dobra jest, dopóki Cię karmi, ubiera i daje dach nad głową,
        a Ty co? Tak się dajesz unieszczęśliwiać, biedulko, tak?
        Mama Cię kocha i przedstawia czarne wizje, bo jak widać, Ty widzisz wyłącznie
        różowe aspekty dorosłości. Dowodem wielkiej mądrości i miłości jest chęć
        ustrzeżenia dziecka przed złym losem, przed przykrymi doświadczeniami, ktorych
        doświadczyło sie na własnej skórze. A jak Ty byś się czuła, jakby Twoja córka
        oświadczyła w wieku lat 22: wyprowadzam się, oboje nie mamy pracy, ale zwalimy
        się teściom na głowę i będą mnie za to wielbić do końca swoich dni. Życie na
        łasce u matki, to katorga, a u teściowej to miód?? A skoro jesteś przeciwna jej
        czarnowidztwu, to udowodnij, ze nie ma racji: podciągnij się z ortografii,
        znajdź pracę i zaproponuj, ze przez 0,5 roku będziesz opłacała czynsz, zeby
        udowodnić, że jesteś dojrzała i potrafisz o siebie zadbać.
        A Twoja mama dzwoni do swojej mamy i rozmawiają sobie - wg Ciebie to spowiedz
        ale widocznie im obu pasuje. A Ty siedzisz sama przed monitorem i nabzdyczona
        na cały świat klikasz w klawisze... I kto tu ma lepiej?
        • samotnoscwsieci2006 Re: co zrobic??? 08.02.06, 18:15

          od kilku dobrych lat nie biore od mamy wogole pieniadzy jakiegos tam
          kieszonkowego czy cos tam podobnego ani na ubrania ani na nauke zawsze zbierałam
          pieniadze z jakis urodzin, świąt, jezdziałam do babci sprztałam i pomagałam
          nawet na polu jak trzeba było i oni mnie wspirali jak nie pracowałam... teraz
          tez sama sobie opłacam studia z pieniadzy która zarabiam z korepetycji, mam
          jeszcze oszczednosci z ostatniej pracy, pozatym mam stypendium naukowe i tez nie
          biore pieniadzy wiec nie mówi ze probuje byc dorosła i kaprysze i siedze na
          garnuszku mamy bo jak było w domu iezko to i ja pomagałam jak trzeba bylo I na
          ślub tez sami sobie nazbieramy i dlatego chcemy razem zamieszkac u jego rodziców
          zeby mozna bylo odłozyc troche pieniadzy Dlatego powiedziałam ze zamieszkamy jak
          znajdziemy stała prace bo bez tego nie zamierzam porywac sie z motyką na słonce
          i siedziec na garnuszku u jego rodziców bo powiedzielismy ze oczywiscie tez sie
          bedziemy do rachunkow dokładac a nie zerowac na nich.Wiec nie mów mi ze ja
          jestem kaprysna mała dziewczynka której znudziło sie siedziec w domu Ja chce
          poprostu zacząc swoje zycie wiem ze rodzice nam nie pomoga nie kupia mieszkania
          samochodu czy cos innego bo wiem ze nawet ich za 2 czy 3lata nie bedzie na to
          stac dlatego szukam innej drogi Chcem tylko ich wsparcia a nie podcinania
          skrzydel juz na starcie .....


          co do ortografii i literówek to wynika ona z szybkości pisma niestety nie siedze
          na internecie tylko dla przyjemności ale kończe internetowe kursy bo niestety
          nasz Urząd Pracy nie oferuje nic w tej chwili...
          • mimblaa Re: co zrobic??? 08.02.06, 20:40
            Gdybym chciała podciąc Ci skrzydła i miała Cię za głupią, walnęłabym na
            początku ostrą krytyke i cześć. Albo w ogóle nie zabierałabym głosu. A jednak
            poświęciłam czas i napisałam słów kilka, bo wyjrzała z tego postu dziewczyna
            nie głupia, ale ogłupiała jakaś i musiałam się odezwać.
            Nie masz się o co obrażać i burmuszyć: nie przyjaźnimy się, nawet nie znamy i
            tak jak pisałam wczesnie: jakichkolwiek rad od ludzi z Inetu nie traktuj
            kategorycznie. Co do reszty: teraz dopiero powinnam wsiąść na Ciebie i
            przełożyć przez kolano, bo oto proszę ujawniła się dziewczyna która nie jest
            beznadziejną zapatrzoną w siebie kretynką. Z moim narzeczonym pracujemy oboje,
            utrzymujemy sie sami, bierzemy prace dodatkowe i w końcu, po 4 latach
            zarobiliśmy tyle, zeby wesele mozna było zorganizować. Skoro jako tako masz
            ułożone w głowie i potrafisz myśleć, to nie powinnaś trwać w błędnym
            przekonaniu, ze wszystko się JAKOŚ ułoży, bez względu na to, co zrobicie. Nie
            zaczynaj swojego dorosłego życia od psucia stosunków z mamą i obrażania się za
            to, co jakas obca osoba pisze Ci w Inecie. Ja wyraziłam tylko swoje zdanie, co
            nie oznacza, ze masz od razu skakać do Wisły albo w inny sposób przejmowac się
            tym, co napisałam. Moze zamiast tego usiądźcie z kartką i długopisem, spiszcie
            wszystko, policzcie, rozłózcie w czasie, realnie podejdźcie do sprawy. Ja
            naprawdę nie widzę w jaki sposób mieszkanie na garnuszku teściów jest lepsze,
            niż mieszkanie u mamy i w jaki sposób, nie pracując, można "nazbierać"
            pieniądze. Kobieto, jeśli żyjesz z korepetycji, to ile u Ciebie kosztuje 1
            godzina?!... Zyczę Ci wspaniałej teściowej, ale mama to mama. A do komentarzy
            na publicznym forum nie podchodź tak emocjonalnie, szkoda nerwów smileLicz się po
            prostu z tym, ze moga tu wejśc wszyscy i napisać, co im się żywnie podoba -
            niekoniecznie zgodnego z Twoimi oczekiwaniami. A jeśli przez mój komentarz,
            nawet niezbyt słodki raz jeszcze przemyślisz sprawę, to o to przecież chodziło,
            prawda? Powodzenia na kursie smile

      • bogui Re: co zrobic??? 09.02.06, 09:14
        Trochę sobie to jeszcze przemyślałam i przeczytałam powyższe uzupełnienia,
        które sporo wyjaśniają. Twoja mama wcześnie wyszła za mąż i - chociaż jej
        małżeństwo (jak rozumiem) trwa i jest ok, na początku musiała się zderzyć z
        twardą rzeczywistością, skoro teraz przenosi swoje lęki na ciebie. Rozumiem, bo
        znam to z własnego życia, że cos takiego może być toksyczne. Ja też przez lęki
        moich rodziców do pewnego momentu byłam jakby pozbawiona własnego życia; nie
        mogłam zdobyć doświadczenia i wyrobić sobie o czymś poglądu, bo się do tego nie
        dotykałam - żeby nie niepokoić rodziców. To bardzo utrudniło mi później życie
        na wielu płaszczyznach i ciągnie się za mną chociaż nad tym pracuję.
        Ale wracająd do Ciebie: z kolejnych postów wyłania się obraz twojej osoby
        rzeczywiście nieco dojrzalszy. Godne pochwały jest to, że chcesz (chcecie)
        podjąć próbę wspólnego życia, macie odwagę się z tym zmierzyć. Musisz chyba
        rozważyć sama ze sobą czy jesteś gotowa - to nie do końca dobre słowo - czy
        liczysz się z porażką. Z tym, że wspólne codzienne życie obnaży słabość waszego
        związku. No i co wtedy, jak sobie wyobrażasz taką sytuację. Dlatego myślę, że
        powinnaś jeszcze raz podjąć próbę rozmowy z mamą, także o tym co by było gdyby
        (czego nie życzę)coś ci nie wyszło z chłopakiem. Rozważ to głęboko i wyobraź
        sobie kilka scenariuszy wydarzeń, a najlepiej przegadaj je ze wszystkimi
        zaangażowanymi w tę sytuację (z chłopakiem i "teściami"). Co do Mamy - nie ma
        co palić mostów, ale zbyt długo pozostawać w oderwaniu od rzeczywistości to też
        nie jest wyjście. Powodzenia w każdej decyzji!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka