Czesc dziewczyny , wiem ze pewnie nie bardzo mozecie mi pomoc ale musze sie
wyzalic...Moja mama zawsze byla konfliktowa osoba , kiedy dowiedziala sie ze
chcemy sie pobrac to obrazila sie ze tata wiedzial wczesniej i przez miesiac
wogole sie nie odzywala do nas ( nie mieszkamy razem ) a to swieta Bozego
Narodzenia byly.Zupelnie inaczej moj tata , od razu stwierdzil ze on chce sie
dolozyc do wesela bo nie wyobraza sobie zeby mial nie pomoc swojej corce. W
koncu stanelo na tym ze czesc kosztow ponosza rodzice P. , czesc moj tata a
czesc my. I wtedy mama sie zaczela wtracac ze ONI tzn. rodzice daja nam kase
i maja cos do powiedzenia. Stwierdzila ze wesele robimy w jakis barakach ( a
nawet nie wie gdzie) i ze mamy osiedlowa orkiestre (tez nie slyszala) i ze
wogole wioche odstawiamy. Potem zmusila mnie zebym poszla z nia ogladac
suknie i doprowadzila mnie do placzu bo upieprzyla sobie jedna sukienke ,
nawet ladna ale zupelnie nie taka jak ja chce ( taka jak maja ksiezniczki w
bajkach). Terroryzuje mnie ta sukienka codziennie - w koncu poddalismy sie z
P. bo to nie do wytrzymania jest i stwierdzilismy ze niech bedzie tak jak ona
chce , my sie bedziemy cieszyc tym ze bedziemy razem. Ale ostatnio mama
przegiela sprawe , wie dobrze ze rodzice P. sa niezbyt bogaci ( bo sama
stweirdzila ze nie maja nic do powiedzenia bo tylko 5 tys sie dokladaja)a ona
zadzwonila do nas i stwierdzila ze znalazla sobie sukienke na nasze wesele
ale chyba jej nie kupi bo to co prawda jakis k...wa Armani ale jest za tani
bo kosztuje tylko 1500 euro ( a do tego jeszcze zakiecik , buty i torebka)a
ona musi blyszczec...Porazka

wiem ze dlugo ale nie mialam sie komu
wyzalic... Stracilam ochote na slub wesele itd. najchetniej bym stad zwiala i
rzucila wszystko...