Miałam tego nie pisać, ale czytając Wasze posty zmieniłam zdanie. Przez długi
czas nie interesowałam się specjalnie wiaraa starałam się postępować zgodnie
ze swoim sumieniem, ale nie uważałam, że śpiąc ze swoim facetem, którego
kocham popełniam grzech. Kiedy zastanawiałam się nad religią, to trudno było
mi zapomnieć o psychologii i antropologii i nie potrafiłam podejść do wiary
bez dystansu poznawczego. Wiedziałam, że ludzie potrzebują religii, żeby nie
czuć się samotnymi, żeby mieć sens życia. Że Dekalog to przecież podstawowy
zbiór praw, praw, które pokrywają się w większości z prawami cywilnymi,
ogólnomoralnymi. Są jednak tacy, którzy nie potrafią ich przestrzegać sami z
siebie i potrzebują nakazów z góry, leku przed karą, by się powstrzymać od
łamania tych praw/zasad moralnych. Oczywiście nie chodzi o to, ze wybieram z
religii tylko to, co mi pasuj, a resztę olewam, chociaż wiem, że to zło. Po
prostu nie uważam, że zapłodnienie In vitro, antykoncepcja, czy seks
przedmałżeński to najcięższe grzechy, jeżeli w ogóle są grzechem. Wydaje mi
się, że kościół dlatego nie wskazuje na niuanse, bo boi się, ze człowiek się
pogubi w swoich życiowych wyborach. Kościół nie może zmienić swoich poglądów,
nie może być tolerancyjny, tak jakby większość z nas tego chciała, kolejne
odstępstwa ciągnęłyby za sobą następne. Np. gdyby uznał, że homoseksualizm
nie jest grzechem, to istniałaby możliwość, że pedofile zażądają też praw dla
siebie. Oczywiście, ze jest ogromna różnica pomiędzy homoseksualizmem a
pedofilią, ale kościół musi stać na straży 100 % normy, żeby zapobiec
ludzkiej tendencji do dewiacji. Śmieszą mnie te nakazy, by nie oglądać
pornografii, nie masturbować się, nie dotykać się podczas seksu z partnerem.
Jednak kiedy się nad tym głębiej zastanowiłam, to zrozumiałam co mają na celu
te zakazy. Człowiek szybko się nudzi swoimi doznaniami, więc
szuka ‘intensyfikaczy’- różne zabawy seksualne, seks grupowy itp. Osoby,
które nie znają ‘innego’, nie mają doświadczeń, są może w mniejszym stopniu
skazane na nudę seksem i ich związek ma większe szanse żeby się tego ustrzec.
Oczywiście są pary, które eksperymentują, ale nigdy nie przekroczą
niebezpiecznej granicy, tzn. nie skrzywdzi ich to psychicznie lub fizycznie
(choć trudno to im samym stwierdzić, bo nie są obiektywni). Myślę, że ta
nawet niewielka szansa szkody dla człowieka takich odstępstw od zasad religii
powoduje, że kościół musi dawać człowiekowi te sztywne ramy i nie chodzi oto,
żeby człowiek trzymał się ich bezdyskusyjnie i bezrefleksyjnie, ale by
pamiętał o nich, gdy się zagubi. Wkurza mnie zatem, kiedy księża potępiają
człowieka, tak jakby zapominali po co jest wiara.
TU DO TWITTI A PROPOS SPOWIEDZI PRZEDŚLUBNEJ (Wspominam o Tobie, bo mamy
podobna sytuację i podejście- tak mi się wydaje

):
Ponieważ poważnie traktuję swój ślub, to spowiedź była dla mnie równie ważna,
chciałam szczerze wyznać swoje grzechy. Poszłam do kościoła św. Anny na
Krakowskim Przedmieściu i chyba nigdy nie wyszłam z kościoła w tak złym
stanie psychicznym. Mieszkam z moim narzeczonym od 2lat i śpimy ze sobą.
Jednak kiedy poszliśmy do księdza, który udziela nam ślubu pogadać o
przygotowaniach- w lutym tego roku, to poprosił nas o to, żebyśmy żyli w
czystości. Najpierw narzeczony odniósł Siudo tego ze śmiechem, ale kiedy ja
powiedziałam, że lepiej nas to przygotuje do ślubu i nasza noc poślubna
będzie też fajniejsza, to stwierdził, ze mam rację. Do dzisiaj udaje nam się
zachować czystość. Podczas spowiedzi powiedziałam księdzu jaka jest sytuacja:
że mieszkamy ze sobą, że spaliśmy ze sobą, że od 4 miesięcy żyjemy w
czystości i że pobieramy się za 2 miesiące. Mówiłam też o tym, że narzeczony
leczy się z depresji i bywa w ciężkich stanach- ciężkich dla Niego (ze czasem
nie jestem wyrozumiała- uważałam, ze to mój grzech). Ksiądz się zapytał ile
ma lat mój narzeczony. Powiedziałam, że 38 (ja mam 23), ale nie miał nigdy
zony ani dzieci, normalnie pracuje i jest przecudowny. Ksiądz mi na to:”
dziewczyno, żyjesz w strasznym grzechu nieczystości(słyszał, że od 4 miesięcy
się nie kochaliśmy i obiecałam, ze tak zostanie), Twój narzeczony natomiast
żeruje na Tobie(bo jest starszy1), jest chory i powinnaś go zostawić, bo
chyba nie chcesz być niańka”, ja na to „ale przecież ja go kocham i chyba
chorych osób tym bardziej nie powinno się opuszczać (mój narzeczony tak poza
wszystkim nie jest chory, tylko czasem wpada w dołki, a tak normalnie
funkcjonuje), ksiądz mi na to: ”to nie miłość, to naiwność dziecko. Nie dam
Ci rozgrzeszenia, chyba, że w przeciągu paru dni wyprowadzisz się od
narzeczonego i zastanowisz się nad ślubem, bo źle wam wróżę”. Wyobrażacie to
sobie? Jesteśmy tacy szczęśliwi razem, bardzo się kochamy, ksiądz nas ocenia
jak domorosły psycholog…Poza tym wymyślił jeszcze tę wyprowadzkę, mimo, że
żyjemy jak brat z siostrą. Mieszkanie razem to tez grzech. Nigdy w życiu nie
zraziłam się tak do instytucji spowiedzi. Ech… Przepraszam za ten dłuuugi
post, ale chciałam się wyżalić.