mb800
02.08.06, 11:34
Już mi się nic nie chce, najchętniej bym to wszystko olała i odwołała ten
ślub. Poza organizacją ślubu musimy zorganizować sobie mieszkanko. Wszystko
zaczęło być na mojej głowie. To ja wzięłam (jeszcze zanim poznałam
narzeczonego)kredyt na mieszkanko , potem mój ukochany poprosił mnie o rękę,
ustaliliśmy datę i wszystko było pieknie do momentu kiedy trzeba było
cokolwiek zacząć robić.Mieszkanie oddają we wrześniu jednak po pewnych
ustaleniach możemy zacząć je wcześniej robić, i wychodzi na to że tylko mi na
tym zależy to ja załatwiam robotników, to ja wybieram glazurę itp, to ja za
to ja kupiłam pralkę, lodówkę, kuchnię, okap itd i to ja za wszytsko płacę!!
On niby wcześniej miał mi pomóc finansowo ale teraz okazuje się że nie ma
kasy. On zarabia sporo bo 3000 miesięcznie i poza tym że jak już nie mam
pieniędzy to da mi ze 300 zł, i z miesiąca na miesiac mu nie starcza. Jego
rodzice niczym się nie interesują, nawet jego mama nie wiedziała o której
mamy ślub. Jestem już tym wszystkim zmęczona. Nie mam już siły o wszystkim
myśleć o bateri, haczykach, listewkach, wódce, i wszystkim innym.On po
rozmowie twierdzi że mi pomaga tylko że to jest kropla w morzu potrzeb. Moje
argumenty do niego ostatnio nie trafiają.
Musiałam się wyżalić bo jest mi z tym bardzo źle i nie wiem co robić.
Kocham go i on mnie tez tylko wkurza mnie fakt że tylko ja i moja rodzina nam
pomaga.
Jest mi głupio kiedy moja mama sie pyta a jak zamierzają nam pomóc teście,
czy w ogóle ich wesele i mieszkanie interesuje....