Dodaj do ulubionych

a ja mam doła

02.08.06, 11:34
Już mi się nic nie chce, najchętniej bym to wszystko olała i odwołała ten
ślub. Poza organizacją ślubu musimy zorganizować sobie mieszkanko. Wszystko
zaczęło być na mojej głowie. To ja wzięłam (jeszcze zanim poznałam
narzeczonego)kredyt na mieszkanko , potem mój ukochany poprosił mnie o rękę,
ustaliliśmy datę i wszystko było pieknie do momentu kiedy trzeba było
cokolwiek zacząć robić.Mieszkanie oddają we wrześniu jednak po pewnych
ustaleniach możemy zacząć je wcześniej robić, i wychodzi na to że tylko mi na
tym zależy to ja załatwiam robotników, to ja wybieram glazurę itp, to ja za
to ja kupiłam pralkę, lodówkę, kuchnię, okap itd i to ja za wszytsko płacę!!
On niby wcześniej miał mi pomóc finansowo ale teraz okazuje się że nie ma
kasy. On zarabia sporo bo 3000 miesięcznie i poza tym że jak już nie mam
pieniędzy to da mi ze 300 zł, i z miesiąca na miesiac mu nie starcza. Jego
rodzice niczym się nie interesują, nawet jego mama nie wiedziała o której
mamy ślub. Jestem już tym wszystkim zmęczona. Nie mam już siły o wszystkim
myśleć o bateri, haczykach, listewkach, wódce, i wszystkim innym.On po
rozmowie twierdzi że mi pomaga tylko że to jest kropla w morzu potrzeb. Moje
argumenty do niego ostatnio nie trafiają.
Musiałam się wyżalić bo jest mi z tym bardzo źle i nie wiem co robić.
Kocham go i on mnie tez tylko wkurza mnie fakt że tylko ja i moja rodzina nam
pomaga.
Jest mi głupio kiedy moja mama sie pyta a jak zamierzają nam pomóc teście,
czy w ogóle ich wesele i mieszkanie interesuje....
Obserwuj wątek
    • twitti Re: a ja mam doła 02.08.06, 11:40
      po pierwsze mozecie zalozyc wspolne konto - nikt nie bedzie mial wtedy wiekszej
      pencjismile (my mamy i to super rozwiazanie).

      po drugie nie wiem jak ci pomocsmile musicie rozmawiac ze soba, przynies mu
      probki, zdjecia np. z netu itp. i nic innego ci nie zostaje albo olac wszystko
      albo zaciac go na sile wciagac w to wszystko!powiedz ze nei mozesz sie
      zdecydowac i kaz mu wybieracsmile

      a tak w ogole to moze powinniscie meblowanie przeniesc po slubie (9 wrzesnia
      tak jak my, prawdasmile) bo to juz nie dlugo wiec coraz wiecej spraw bedzie sie
      nawarstwiacsmile powodzenia i nie martw siesmile
      • ashton Re: a ja mam doła 02.08.06, 11:42
        Tylko skoro on ma takie podejście to czy zgodzi się na wspólne konto?
        • unioncityblue Re: a ja mam doła 02.08.06, 11:56
          po pierwsze, glowa do gory.
          nie zamartwiaj sie podejsciem jego rodzicow, moze po prostu mysla, ze ich syn
          jest dorosly i w zwiazku z tym niepotrzebna mu pomoc, albo ogolnie sa malo
          wspierajacy, moze chca byc tylko goscmi a nie oragnizatorami.
          a z facetem musisz pogadac, bo w koncu niedlugo bedziecie malzenstwem i musicie
          w sobie miec oparcie. zdaje mi sie, ze trzeba kawe na lawe. nie mow, ze
          potrzebujesz wsparcia czy pomocy, albo ze on Ci nie pomaga, tylko konkret: dzis
          zalatwiam to i to, a ty to i to. potrzebna mi kasa na to i na to. oczywiscie
          takie komenderowanie tez nie jest do konca rozwiazaniem, bo w sumie wszystkie
          strategiczne decyzje nadal na Twojej glowie... ale przynajmniej zobaczysz, czy
          w ogole to przynosi jakis skutek, czy on Ci jakoś pomaga jednak.
          ze wspolnym kontem pomysl jest bardzo dobry, bo skoro wspolne zycie, to czemu
          nie konto, albo chociaz zrzutkowe pieniadze ? ty dajesz iles tam i on tez.
          trzymaj sie, bo pewnie jestes tym niezle zmeczona.
        • mb800 Re: a ja mam doła 02.08.06, 12:02
          Na wspólne konto sie zgodzi, tylko wkurza mnie to że on się nie angażuję.
          Byliśmy na zakupach oczywiście pojechał bez złotówki, i wszystko chciał kupić
          najtańsze nie ważne że brzydkie, że najższa kasa, że dużo prądu bierze oby było
          tanio i badziewiaste. Ciągle o wszystkim zapomina o co go poroszę, zaczynam się
          zastanawiać co będzie jak ja zapomnę sad
          Jego rodzice mają w nosie, nie dają złotówki- ok nie muszą, ale najgorsze jest
          to że jeszcze teraz ciągnął od mojego przyszłego, mają 3000 na 2 os i nie
          starcza im wiecznie.Za córusią latają, jak się budowała pomagali non stop a nam
          nawet zainteresowania nie okazują.
          Nigdy nie byłam za rozdzielnością majątkowa, ale to mieszkanie od września
          będzie również jego bo akt będzie podpisany koło grudnia a w nim nie ma nawet
          złotówki jego.
          Jak w końcu poprzenosi jakieś materiały na budowę to potem opowiada jaki to
          jest zmęczony a wieczorem by spotkać się z kumplami przy piwku to ma siłe, na
          rybki pojechac też czas znajduje, na buty za 400 zł ma pieniądze a ja musze
          wziąc wolny dzień w pracy by coś pozałatwiać, pomimo tego że on 2 dni w tyg ma
          wolne i spokojnie mógłby zrobić to sam.
          Gdy z nim rozmawiam np rybkach to twierdzi że to jego hobby i nie chce bym mu
          tego zabraniała- ok niech sobie jeździ ale nie wtedy kiedy sa bardziej
          priorytetowe sprawy, ja już nie mam siły na to wszystko. I jego teksty
          ptrzeciez do slubu mamy jeszcze mnóstwo czasu, na mieszkanie też, tylko on ma
          tylko 1 weekend w miesiącu wolny byśmy mogli razem coś zrobić sad

          dzieki za odzew
    • anulka_1 Re: a ja mam doła 02.08.06, 11:51
      też mam doła, ale zupełnie z innego powodu.
    • gardenia_nowak Re: a ja mam doła 02.08.06, 11:51
      myślę, że czas najwyższy zmusić narzeczonego do rozmowy o pieniądzach.
    • mia1986 Re: a ja mam doła 02.08.06, 11:52
      Hej nie jestes sama, opisze Ci moją sytuacje, jest mniej skomplikowana, ale
      mnie bardzo denerwuje.
      Mieszkanie dostałam od rodziców z calym wyposażeniem, w full wypasie, jest
      wszystko. Mój tata załozył mi tez firme, z której miesięcznie mam o reki 10
      tys zł. Mój luby przeprowadzil sie do mnie rok temu, wtedy tez zaczelismy
      planowac slub. On pracuje, na reke dostaje od 2500 do 3500 zł. Jakby nie było
      sa to jakies pieniadze, umówilismy sie tak że za moje pieniadze bedziemy życ i
      utrzymywac mieszkanie a jego pieniądze będziemy odkładac. Wszytsko było ok,
      uważałam że nie musze go kontrolowac, az do momentu gdy w ostatnich dniach
      postanowił że zmienia samochod, i pieniadze dadzą mu rodziece bo on nie ma. To
      ja na to co zrobiłes z pensja, nie wiem. I na tym stanęło że ja tez nie wiem.
      Wkurzyło mnie to ogromnie, bo najwazniejszy jest jego samochód, nic nie robi
      tylko nad nim biega bo mu sie ubrudzi, i tylko slysze jak jeździsz, nie będe
      nim jeździła bo popsujz, normalnie ma bzika, a jak proszę zrób cos w domu,
      poodkurzaj, umyj łazienkę wtedy słyszę, później, nie chce mi sie itp.
      Rodzice kupili mi działkę i powiedzieli że po slubie pomoga nam sie budować,
      ale rodzice mojego lubego ie bardzo sie do tej pomocy kwapia, to jest kwestia,
      że nie mają pieniedzy uważaja że nie maja takiego obowiązku. Jeżeli oni nic nam
      nie pomoga a mój luby tez będzie miał to głeboko w... to ten do będzie tylko
      moj.

      Nawiązuąc do twojego problemu to twój luby żyje w rozumieniu że przyszedł na
      gotowe nic nie musi tu robic, nie ma czegos takiego że kupił to mieszkanie za
      swoje pieniądze. Spróbuj mu to uswiadomic i pamietaj że 40 min w kościele
      kawałek blachy na palcu i papierowy kwitek niczego nie zmienią, jeżeli juz
      teraz nie zareagujesz to możesz się z tym liczyc że tak będzie cały czas. A nio
      i nie bądź taka głupia i nie dopisuj go do tego mieszkania. Bo nigdy nie masz
      pewnościże bedziesz z nim całe życie.
      • mb800 Re: a ja mam doła 02.08.06, 12:06
        dzięki mia1986 za odzew
        Ale apropo mieszkania to nie wiem właśnie co w takiej sytuacji zrobić bo akt
        notarialny będę podpisywać dopiero koło listopada a on juz będzie wtedy moim
        mężem i będzie to wspólnota majątkowa sad
        • mia1986 Re: a ja mam doła 02.08.06, 12:56
          mój tata prowadzi firmę, którą nabył po slubie, i w razie rozwodu firma była
          by jego a z mamą podzieliłby sie jedynie domem i działkami nad jeziorem. Oni
          nie mają rodzielności majątkowej.A i jeszcze jest tak smieszne że wszystkie
          kredyty leasingi itp moja mama musi podpisywac a do tego nie należy i jak mu
          cos nie wypali to ona bedzie spłacała a jak wezmą rowód to ona nawet kawałka
          firmy nie dostanie.
    • nionczka Re: a ja mam doła 02.08.06, 11:59
      Skoro Ty wzielas kredyt na mieszkanie na siebie, lepiej jest jesli splacasz go
      sama i urzadzasz mieszkanie sama. Wtedy sprawy sa jasne. To jest bardzo wazne.
      Wiec skoro jest Twoje nie mozesz od niego wymagac udzialu w pracach, etc. Co
      innego gdybys chciala go dopisac (co wydaje sie logiczne w tej sytuacji), wtedy
      wymagaj, zeby sie angazowal w urzadzanie i utrzymanie mieszkania rowniez
      finansowo. To nam opowiadasz nie wyglada mi najlepiej. Bo widac, ze facet
      wydaje (albo nie) kase, ale nie jest zainteresowany mieszkaniem dla Was.

      A ze tesciowei nie angazuja sie i nie interesuja, nie szkodzi. Wystarczy, ze im
      przypomnisz godzine slubu dzien przed.
      • twitti Re: a ja mam doła 02.08.06, 12:09
        zawsze mozecie podpisac intercyze, ze mieszkanie jest twoje.. tak w razie co.
        • mb800 Re: a ja mam doła 02.08.06, 12:13
          O tym tez pomyślałam tylko wiem że on nie uważa rozdzielności majątkowej, bo
          dla niego małżeństwo nie kontrakt - kiedyś jeszcze przed zaręczynami
          rozmawialiśmy o tym , wtedy jeszcze nie wiedział że kupiłam mieszkanie
          • arieska Re: a ja mam doła 02.08.06, 12:36
            mb800 napisała:

            > O tym tez pomyślałam tylko wiem że on nie uważa rozdzielności majątkowej, bo
            > dla niego małżeństwo nie kontrakt

            No to dziwny z niego typ-nie uznaje rodzielnosci, ale uznaje za wlasciwy fakt,ze
            Ty za wszystko placisz? Wygodnicki. Jego zachowanie i podejscie naprawde niczego
            dobrego na przyszlosc nie wrozy,wiec lepiej sie zabezpieczyc. Jestem tez
            zdecydowana przeciwniczka wspolnego konta (tzn. moze byc, ale z czesciowymi
            dochodami malzonkow, np. na rachunki itd., reszta absolutnie osobno),a w waszym
            przypadku to tylko klopoty sprowadzi. Nie zgadzam sie z Twitti,ze tu nie bedzie
            mialo znaczenia ile kto zarabia-bedzie i moze tylko zaostrzyc sytuacje. On nadal
            bedzie chetnie korzystac z Twojej czesci konta, ale moze byc niemilo, jesli Ty
            zechcesz wydac jego czesc. Jego obecne zachowanie od razu wrozy spory na tym
            tle. I generalnie to ostatni dzwonek na powazna rozmowe, bo nie wiem, jak
            zamierzacie sie na co dzien dogadywac w kwestiach finansowych.
      • mb800 Re: a ja mam doła 02.08.06, 12:11
        nionczka on wie że mieszkanie będzie nasze nie moje bo akt własności będzie po
        ślubie (to właśnie zależy od developera)i nie ważne że to ja wzięłam kredyt i
        jak komuś opowiada to ciagle słysze że my zrobiliśmy, my kupiliśmy (tylko gdzie
        był wtedy on i choć część jego kasy?) Także chciał czy nie on będzie
        współwłaścicielem - ok , w innym przypadku jakby chociaż sie zaangażował, to
        nie miałabym nic przeciwko.
        On jak dzwoni(bo nie mieszkamy razem) to opwiada mi o kolegach i jakis
        głupotach a nawet nie zapyta się jak idzie glazurnikowi - bo oczywiście tylko
        ja i moja mama jesteśmy non stop na budowie-czy trzeba coś kupić, czy skoro
        wydałam 20 tyś tydzień temu czy mam kasę choćby na bilet do pracy...
        Jak ja mu nic nie powiem to jego nawet to nie interesuje...
        • krysiulka Mb800 02.08.06, 12:42
          Proszę Cię, przesuń datę ślubu. Skoro nic go nie interesuje, a Ty jesteś tak spięta i podenerwowana, wyjdź za niego dopiero za jakiś czas, kiedy akt notarialny mieszkania będzie już "na Ciebie". W najbliższym czasie mieszkania w Polsce będą drożały, więc TWÓJ kapitał bedzie rósł.
          Swoją drogą, skoro facet tak traktuje Wasze wspólne sprawy (a mam wrażenie, że z premedytacją zakłada Ci dren na kieszeń), niech sobie troche poczeka - a Ty bedziesz wiedziała, jakie jest jego FAKTYCZNE podejście do Ciebie.
          Kiedyś, ładnych parę lat temu usłyszałam GENIALNE słowa i dziś polecam Ci je do przemyślenia:
          "Jeśli facet mówi, że kocha, to znaczy, że mówi".
          Bądz dzielna, nie daj sobą pomiatać
          Krysia
          • mb800 Re: Mb800 02.08.06, 12:50
            dzięki za mądre słowa , muszę nad tym chyba tez pomyśleć.
        • nionczka Re: a ja mam doła 02.08.06, 13:43
          NIE rob tego!!! Skoro kredyt jest na Ciebie i Ty go splacasz, nie zgadzaj sie
          na akt wlasnosci na Was oboje. Jesli on ma figurowac rowniez w akcie wlasnosci,
          najpierw dopiszcie go do kredytu rowniez i niech splaca polowe. Wazne, zebys
          miala na wszystko rachunki i pokwitowania, np. ze splata kredytu idzie z
          Twojego konta.

          Ja bym od faceta uciekala gdzie pieprz rosnie, albo go doporowadzila do
          porzadku. Za dobrze ma z Toba, dziewczyna mieszkanie kupuje, placi, bierze
          kredyt na siebie i jeszcze lata za glazurnikami a on przyjdzie na gotowe i
          podpisze akt wlasnosci.

          Najlepiej pogadaj z jakims prawnikiem albo kims kto sie zna na tym wszytskich.
    • anoolek Re: a ja mam doła 02.08.06, 12:25
      A kiedy macie slub?

      Pewnie juz setki razy o tym rozmawialiscie, ale moze warto bys go zapytala, jka
      sobie wyobraza zycie po slubie, wspolna odpowiedzialnosc finansowa, obowiazki
      itp?

      Moze jest tak, ze masz za duzo wszystkiego i dlatego wszystko w czarnych
      barwach. (ja tak czasami mam, slub za 10 dni i tez robimy jednoczesnie remont,
      ktory jest w proszku...)

      Ale moze rzeczywiscie cos jest nie tak, z jego podejsciem i warto to
      przedyskutowac?

      Wiesz, ja mam czesto taka pokuse, by robic wiele rzeczy sama, bo wtedy mam nad
      tym kontrole, zrobie szybciej itp. Ale sie staram hamowac, zeby moj A. mogl tez
      sie zaangazowac, w swoim tempie, po swojemu.
      Ciezko mi to przychodzi, ale widze, ze warto.
      Moze to zupelnie nie na temat i sie madrze, jak tak, to sory, skojarzylo mi sie.

      Pozdrawiam i zycze Ci, Wam wszystkiego dobregosmile))
      • mb800 Re: a ja mam doła 02.08.06, 12:41
        Ja daje mu czas tylko że on zawsze mówi że jest go jeszcze sporo i później o
        czymś zapomina. Wszystko odkłada na ostatnią chwile i później jest panika sad
        Ślub mamy za miesiąc ,a na temat jak to widzi po slubie to twierdzi że damy
        rade jak ze wszystkim tylko że to wtedy znów ja staję na głowie by to załatwić :
        (
        Ciągle o czymś zapomina, a jak ja mu co jakiś czas przypominam bo boję się że
        czegoś nie załatwi to mi gada że ma dość tego ciągłego przypominania i mówienia
        mu co ma robić.
        Powiedział że załatwi prapety(niby po znajomości) załatwia je już 3 m-c i dalej
        ich nie widzę a przez nie wstrzymane sa roboty w pokojach. I tak ze wszystkim.
        Jak 3 m-ce przed remontem poprosiłam by zakręcił się w swoim gronie za jakimś
        fachowce to on mi ciągle przeciez mamy kupe czasu , on to załatwi.
        I co? w sierpniu ja z moja mama szukałam, bo wszyscy dobrzy mieli zaplanowane
        roboty na pół roku.
        • ashton Re: a ja mam doła 02.08.06, 12:43
          Jezusmaria, takie "obiecanki-cacanki" wkurzają mnie bardziej niż kwestie
          finansowe...
          Na dywanik Narzeczonego i to jak najszybciej!!!
          Kawa na ławę, że nie podoba Ci się to a to - innego wyjścia nie widzę, po
          ślubie może być jeszcze gorzej.
    • paolka25 Re: a ja mam doła 02.08.06, 12:40
      Jeśli kredyt wzięłaś na siebie i spłacasz go ze swojego konta to nie byłoby
      problemów w razie rozwodu (odpukać oczywiście!)i mieszkanie byłoby tylko Twoją
      własnością. Nie mniej jednak radziłabym Ci podpisanie intercyzy albo poważne
      zastanowienie się nad zawieraniem związku z takim człowiekiem...
    • magda_z6 Jakie to abstrakcyjne... 02.08.06, 12:41
      Planujecie wspólne życie, a główna część tego wątku toczy się w duch
      przewidywania rozwodu i zabezpieczenia finansowego na tę okoliczność...
      Po co ślub skoro tyle wątpliwości?
      • anoolek Re: Jakie to abstrakcyjne... 02.08.06, 12:44
        Mysle, ze powinnas sie zastanowic, dlaczego on sie tak zachowuje.
        czy sie stara, ale mu nie wychodzi, czy mu nie zalezy i nie traktuje Waszych
        spraw powaznie.
        Bo jesli ta druga opcja, to mozna mniec obawy co do tego cobedzie dalej i moze
        warto sie zastanowic nad slubem?
        Jak dlugo sie znacie?
      • mb800 Re: Jakie to abstrakcyjne... 02.08.06, 12:48
        Nie mam namyśli rozwodu , on też nie. Nigdy tego nie uznawałam!! Ale wiem że
        życie róźnie się układa....
        Poza tym główny wątek dotyczy tego że on mi nie pomaga, że wszystko jest na
        mojej głowie i że jestem już tym wszystkim tak zmęczona , rozmowy ostatnio tez
        nic nie dają, mam wrażenie ze on mnie nawet nie słucha czasami.
        Poza tym przy jego zarobkach powinien mi pomóc finansowo bo z jednej wypłaty
        sam mógłby kupić choćby pralkę... a on na piwko ma, na wyjazdy tez, na rybki
        tymbardziej i nowe buciki a jego pomocy żadnej ani jego rodzicówsad
        Nie rozumiem dlaczego tylko ja mam wkładać i czuwać nad naszą przyszłością.
        Wcześniej dużo o tym rozmawialiśmy i miało byc inaczej.Inaczej nie zgodziłabym
        się na to.
        Musiałam się wyżalić bo męczy mnie to strasznie, mam zaje....ego doła a do tego
        mojego nic ostatnio nie trafia sad nie wiem co robić.
      • arieska Re: Jakie to abstrakcyjne... 02.08.06, 12:53
        magda_z6 napisała:

        > Planujecie wspólne życie, a główna część tego wątku toczy się w duch
        > przewidywania rozwodu i zabezpieczenia finansowego na tę okoliczność...
        > Po co ślub skoro tyle wątpliwości?

        Zycie uczy takiego zabezpieczania sie. Wiekszosci par w dniu slubu przez mysl
        nie przemknie,ze cos sie popsuje,a potem polowa malzenstw sie rozpada.
        Idealistyczna postawa,ze sie zyje sama miloscia moze sie smutno skonczyc. Jest
        tez tzw. zycie, ktore robi swoje i to czesto wbrew przewidywaniom ludzi. Dlatego
        trzeba tez podchodzic zdroworozsadkowo.
        • magda_z6 Re: Jakie to abstrakcyjne... 02.08.06, 13:15
          nie urodziłam się wczoraj i zdaję sobie sprawę z tego, że różnie bywa i nawet
          najbardziej kochające się małżeństwa się rozpadają, jeśli przestają się starać.
          Pytam tylko po co ślub, skoro już przed nim widać, że coś jest nie tak i tylko
          jedna strona staje na głowie, żeby było dobrze?


          • arieska Re: Jakie to abstrakcyjne... 02.08.06, 13:20
            magda_z6 napisała:
            > Pytam tylko po co ślub, skoro już przed nim widać, że coś jest nie tak i tylko
            > jedna strona staje na głowie, żeby było dobrze?
            >
            A z tym sie zgodze w 100%-w tym konkretnym przypadku, ktorego dotyczy watek w
            ogole nie decydowalabym sie na slub z takim facetem, bo czarno to widze skoro
            juz teraz jest jak jest. Myslalam,ze ogolnie potepiasz jakies tam formy
            zabezpieczen i, ze masz skrajnie idealistyczne podejscie smile
            Pozdrawiam.
            • magda_z6 Re: Jakie to abstrakcyjne... 02.08.06, 13:29
              jestem mężatką od półtora miesiąca, więc mam prawo do idealizowania wink))
              A tak na poważnie - dziwi mnie podejście osób, które uważają, że ślub cudownie
              odmieni partnera/-rkę na lepsze. Trzeba dbać o związek. I dlatego nie
              zdecydowałabym się na ślub, gdybym nie była na 100% pewna siebie i męża.
              Wiadomo, że wszystko może się z czasem zdarzyć, ale jak na starcie brak
              przesłanek do tego, że będziemy się oboje starać, żeby było dobrze, to po co
              startować?
              No, ale przecież to wiesz, skoro się ze mną zgadzasz wink))
              Pozdrawiam Cię również.
              • arieska Re: Jakie to abstrakcyjne... 02.08.06, 13:32
                magda_z6 napisała:

                > jestem mężatką od półtora miesiąca, więc mam prawo do idealizowania wink))
                > A tak na poważnie - dziwi mnie podejście osób, które uważają, że ślub cudownie
                > odmieni partnera/-rkę na lepsze.

                Podobno, jesli sie zmienia to tylko na gorsze wink Zycze jak najdluzszej sielanki
                i gratulacje smile
                • magda_z6 Re: Jakie to abstrakcyjne... 02.08.06, 13:39
                  Oj nie strasz- u mnie jest tak dobrze, że już chyba lepiej być nie może, więc
                  niech się lepiej nic nie zmienia wink))
                  A Ty jeszcze przed?
    • psychee Re: a ja mam doła 02.08.06, 13:15
      przykro mi to mówić, ja byłam w bardzo podobnej sytuacji, moj facet w
      identyczny sposób się zachowywał, wszystko było na "mojej" głowie , jego
      wypłaty tez gdzieś znikały etc. liczyli się koledzy, rybki, samochód. Wyszłam
      za niego za mążmimo tysiąca dziwnych myłśi, bo go kochałam i po trosze łudziłam
      się że wyolbrzymiam pewne rzeczy, lub że po ślubie się zmieni. Guzik! Nie
      zmienił się wcale jaki był tak jest nadal tyle ze nie jesteśmy juz razem (po 3
      latach rozwód) Mieszkanie jednak nie było moje a rodziców. Ojcic jakby
      przewidział co się stanie i nie przepisał go na mnie ale prawdę mówiąc miał
      czas by to zrobić. Bylismy jedynie tam lokatorami i zameldowani. Dlatego przy
      rozwodzie nie było jako takich podziałów majątku, nie licząc tego co kupiliśmy
      czy samochodu. We wrześniu biore kolejny ślub tym razem wierzę że z wląściwą
      osobąwink Wszystko planujemy razem, mieszkamy razem od 2 lat, nie mam już tego
      typu myśli jak przed 1 ślubem, każdą wolną chwilę spedzamy razem.Slub
      organizujemy sobie sami, chociaz rodzice chcieli nam go fiansować. Uważamy , że
      tyle ile uważają dadzą nam w prezencie. Nie ma kłotni kto bedzie, kto nie nie
      co będzie a co nie , nikt nam się w nic nie "wpieprza" a co złego to na nassmile
      Przed ślubem musisz się mocno zastanowić z KIM go bierzesz bo miłość bywa
      ślepa. To tak po krótce. Aczkolwiek życzę Ci wsyzstkiego najlepszegosmile smile smile
      • dorka21 Re: a ja mam doła 02.08.06, 14:49
        niestety, po ślubie może być tylko gorzej, nie ma co liczyć na cud. Lepiej od
        razu spojrzec na to trzeżwo i przynajmniej finansowo i materialnie się
        zabezpiczeć. Trzeba tępić darmozjadów i leniuchów.
        • lacitadelle Re: a ja mam doła 02.08.06, 15:02
          jak czytam takie wątki, to się tylko zastanawiam, jak takie widać zaradne i
          inteligentne kobiety mogą znosić takich facetów - nie brak na tym forum dowodów,
          że miłość jest naprawdę ślepa.
    • nowik125 Re: a ja mam doła 02.08.06, 15:25
      UWAŻAJ!! Proszę Cię bardzo uważaj i nie śpiesz się ze ślubem. Niestety jestem
      teraz naocznym obserwatorem tego co dzieje się u mojej koleżanki. Wyszła za mąż
      parę miesięcy temu. Pochodzi z majętnej rodziny, wszystko miała przed ślubem:
      mieszkanie wyposażone na tip top, samochód, super pracę za duże pieniądze w
      rodzinnej firmie, itd. I wyszło szydło z worka: on jest z nią tylko ze względu
      na wygodę, sam nie wniósł nic, a dostał wszystko podane na tacy + zagraniczne
      wyjazdy w zimie, lecie + pomoc w dostaniu sie do dobrej pracy (jej rodzina na
      takie możliwości). Po ślubie było miedzy nimi b. źle aż w końcu powiedział jej
      prosto w oczy, że ożenił się tylko dla tej "otoczki", ale chyba jednak żałuje -
      żałuje tego ślubu i sie wyprowadził - do swoich rodziców, teraz żyje na ich
      koszt..
      Wyszło na to że sobie skalkulował ze mu sie opłaca wziąć z nią ślub, że dużo
      dzięki temu zyska, potem sie jednak rozmyślił, spakował swoje zabawki/ubranka i
      zapomniał o żonie...
      Jeszcze raz mówię: UWAŻAJ
      • laura1231 Re: a ja mam doła 03.08.06, 08:23
        przykra ta sytuacja, bo widać niestety że Twój partner jest niedojrzały.
        Poprzez codzienne drobne sprawy wychodzą cechy charakteru i podejście do życia.
        Ja i mój narzeczony w sumie razem zarabiamy tyle co Twój narzeczony i jakoś
        musi nam starczyć. Nie szastamy pieniędzmi bo wiemy że czekają nas ważniejsze
        wydatki, on jest po prostu nie dojrzały albo cwany i odpowiada mu że wszystko
        finansujesz. Może mieć argumenty że on później będzie rodzinę utrzymywał ale
        jest to bardzo wątpliwe. Ja bym chyba pewnego dnia powiedziała wprost "słuchaj
        zabrakło mi kasy na te listwy, zapłać teraz Ty" jesli odmówi, no to wiesz już
        wzystko.
    • diplomatica to moj misiu jakis aniol :) 02.08.06, 19:40
      to moj rybak jakis aniol na takim tle....

      a tak serio:
      ABSOLUTNIE NIE BADZ FRAJERKA i nie daj sie oskubac spryciarzowi
      naciskaj na rozdzielnosc majatkowa albo na intercyze jesli nie to lepiej sobie
      odpuscic kolesia bo w jego "milosc" bym nie wierzyla jesli jest czysty to nie
      powinno stanowic to dla niego zadnego problemu
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka