Dodaj do ulubionych

Radośc życia, bliskość intymność...

14.11.06, 16:58
...poprostu seks we wszystkich smakach i kolorach. Wytęskniony, oczekiwany,
romantyczny, delikatny lub nagły, gwałtowny, nieokiełznany, spontaniczny,
dziki, bezpruderyjny. Topik 26 - letniej dziewicy, która spędza noce w jednym
łóżku ze swym narzeczonym, ale na nic sobie nie pozwalają, zgromadził już
ponad 240 postów na tym forum i ponad setkę na sąsiednim. Wypowiadały sie
zarówno młode kobiety czerpiące z niesakramentalnego seksu radośc życia jak i
te, które w zgodzie ze swoimi poglądami i wiarą - nie pozwolą sobie na nic
przed ślubem i na niewiele ponad "wypełnienie obowiązku małżeńskego " po
nim. "Mówienie o seksie z dziewicą, to jak rozmowa ze ślepym o kolorach" - to
celna choć kąśliwa uwaga. Ale może jednak napiszecie coś o radości którą dał
wam seks PRZED powiedzeniem sakramentalnego "Tak" i PRZED 26 urodzinami -
zależnie co było pierwszewink)) Kropla drąży skałę...
Obserwuj wątek
    • ozi29 Re: Radośc życia, bliskość intymność... 14.11.06, 17:18
      ambx napisał:

      "Mówienie o seksie z dziewicą, to jak rozmowa ze ślepym o kolorach" - to
      > celna choć kąśliwa uwaga.

      Zgadza sie bardzo celna uwaga!;P

      Ale może jednak napiszecie coś o radości którą dał
      > wam seks PRZED powiedzeniem sakramentalnego "Tak"

      Mi sex przed slubem daje to, iz w zupełnosci utwierdzam sie w przekonaniu, ze
      to wlasnie z tym człowiekiem chce byc do konca zycia!
      Bo czegoz to wiecej chciec...
      "Kochamy sie jak szaleni", uzupełniamy sie w 100 %, nie mozemy zyc bez siebie,
      a do tego wszystkiego znakomicie układa nam sie w "łożku" a dla mnie to wazne!
      A najwazniejsze dla mnie jest to, ze "robie to" z człowiekiem, ktorego kocham
      najbardziej na swiecie i bedzie moim mezem!
      • justysialek Re: Radośc życia, bliskość intymność... 14.11.06, 21:34
        Ja jestem rok po ślubie. Zaczelismy sypiac ze sobą ponad 4 lata temu, czyli
        wiecej niz 3 lata przed ślubem. Nigdy przenigdy nie wpłynęło to negatywnie na
        nasz związek! Uważam, że wręcz przeciwnie. Widzisz mój mąz był wcześniej
        prawiczkiem i początki naprawdę nie były łatwe. Zanim doszło do właściwego
        stosunku minęło pół roku pieszczot, pettingu, podchodów i prób, które kończyły
        się frustracją i nierzadko płaczem. Bardzo nerwowo do tego podchodził i miał
        problemy z erekcją, potem ja z tego wszystkiego miałam problemy z nawilżeniem
        itd. Daruje wam resztę.
        W każdym razie nauczylismy sie siebie (i seksu) i w porównaniu z tym co było na
        poczatku to teraz jesteśmy mistrzami. Wcale nam sie nie znudziło. Wręcz
        odwrotnie, mamy coraz większą ochotę. Szczerze mówiąc, to dopiero od jakiegoś
        czasu mam z tego naprawdę ogromną frajdę. Nie wiem, jak mozna mówic o głębokim
        związku, jeśli nie dzieli sie z partnerem tej sfery!
        Bardzo mi żal tych dziewczyn, które najpierw czekały do 26 roku zycia, teraz
        czeka je dużo pracy i frustracji, a juz niedługo będzie dzidzia i zabawa sie
        skończy (albo znacznie ograniczy). Naprawdę. Duzo straciły. Sa jakieś 6 lat do
        tyłu jesli chodzi o rozwój seksualny. Nie oszukujmy się: na pewno nie osiągna
        tego co ja i mój mąż w 4 lata np w rok! Stracony czas!
        • beksa.lala Bzdury 14.11.06, 21:43
        • magdam26 to ludzie aż takie problemy mają.....:) 15.11.06, 08:53
          Jestem całym sercem za rozpoczynaniem współżycia PO ślubie. Ale przyznaję - do
          głowy mi nie przyszło, że ktoś może mieć takie problemy w tej kwestii.

          Justysialek pisze:
          >Widzisz mój mąz był wcześniej prawiczkiem i początki naprawdę nie były łatwe.
          Zanim doszło do właściwego stosunku minęło pół roku pieszczot, pettingu,
          podchodów i prób, które kończyły się frustracją i nierzadko płaczem. Bardzo
          nerwowo do tego podchodził i miał problemy z erekcją, potem ja z tego
          wszystkiego miałam problemy z nawilżeniem itd. Daruje wam resztę.<

          My zaczęlismy seks tuz po ślubie , po 6 latach bycia razem. Nie mamy pojęcia o
          problemach o których ty wspominasz. Stosunki są cudownym spełnieniem naszej
          miłosci, z fizycznego punktu widzenia -również. Nie zdarza nam się brak
          nawilżenia ,erekcji ( tej to nawet nadmiar jest) czy stosunki poniżej
          przepisowych 15 minut smile.
          I dlatego podejrzewam - ze najistotniejsza w momencie rozpoczynania
          współżycia jest wzajemna bliskość, przyjażń i zaufanie -a to osiaga sie przez
          wiele lat bycia ze sobą , w wielu sytuacjach razem. Tego prawdopodobnie
          brakuje osobom rozpoczynajacym wspóżłycie przed ślubem , osobom koncentrującym
          sięna "szlifowaniu warsztatu seksualnego" zanim zwiażą sie z sobą na całe życie.


      • psycholog30 będzie albo nie będzie 15.11.06, 08:25
        > A najwazniejsze dla mnie jest to, ze "robie to" z człowiekiem, ktorego kocham
        > najbardziej na swiecie i bedzie moim mezem!<

        Właśnie o to chodzi, ze dla wielu dziewczyn najważniejsze jest - ze robią to z
        mężem (przyszłym lub aktualnym już).
        Niestety - w wiekszosci przypadków - okazuje sie, ze po kilku
        latach "używania" - facet znajduje sobie inny obiekt, zwykle kobietę z którą
        się żeni. I ta najważniejsza sprawa o której wspominałaś - jest dla dziewczyny
        po rozstaniu (zwłaszcza dziewczyny już koło 30-tki) przyczyną załamania,
        depresji itp. Poczucie zmarnowanych wielu lat ( "bo to przecież miał być mój
        mąż"), poczucie wykorzystania ("oddała siebie nie temu któremu powinna") -
        bardzo odbijają sie na psychice i dalszym życiu takiej, nie najmłodszej już,
        jak to mówiąfaceci - "mocno przechodzonej" - dziewczyny.

        Mnie nikt nie wmówi -ze dziewczyny dobrze robią uprawiając seks przed ślubem.
        Chwilowa przyjemność - wynikajaca z dobrego ukrwienia narządów w obrębie
        miednicy, tużdzież dla niektórych złudne chwilowe poczucie bliskoći - nie są
        warte takiiego ryzyka. Bo taki zwiazek jest na wodzie pisany.
        Zbyt wiele tragedii znam (osobiscie lub ze słyszenia) żebym mogła dać
        sięprzekonać o słusznosci współżycia przed śłubem.
        Pomijam w tym względzie zupełnie kwestię wiary w Boga - któa zresztą traktowana
        jest z wyjatkową hipokryzją wśród młodych osób. Heh...pokolenie JPII.
    • ulka19799 Re: Radośc życia, bliskość intymność... 15.11.06, 08:43
      mój pierwszy raz był beznadziejny...ja młoda, duży ból,jeszcze większy stres-i
      gdy wróciłam do domu po tym "cudownym seksie" cieszyłam się, że to nie noc
      poślubna. potrzebowaliśmy trochę czasu by "nauczyć" się i cieszę się że po
      ślubie nie będzie niemiłych niespodzianek.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka