Nie wiem, czy tylko ja mam takie problemy? Czy to coś ze mną jest nie tak?
Ale jeszcze trochę i chyba z tym zwariuję

Moi niedoszli teściowie sa
mistrzami w doprowadzaniu mnie do szału.
Wszystko miedzy nami układało sie całkiem fajnie do momentu zareczyn. Przez
trzy lata relacje były całkiem niezłe i w duchu cieszyłam się, ze nie trafiło
mi się najgorzej jeśl chodzi teściów. Jak się okazuje do czasu....
Po zaręczynach się zaczęło... Niby chcą aby syn ułozył sobie życie, ale
czasem zastanawiam się czy aby na pewno ze mną... Bo to co wyprawiają
przechodzi ludzkie pojęcie....
Ostatnio kością niezgody stało się nasze wesele. Planowaliśmy ślub na lipiec
tego roku.. czasu niewiele... martwilismy się czy uda się wszytsko
pozałatwiać... no i prawie się udało... Traf chciał, ze zespół na którym nam
zalezało jest akurat wolny, sala też (pojutrze mieliśmy wpłącić zaliczkę)...
więc czego chciec więcej...
Rodice mego N. nie zgadzają się z naszymi wyborami... zespół już
przeforsowaliśmy, gorzej z salą uważają, ze jest zbyt droga... Fakt nie jest
może najtańsza, ale z drugiej strony do tych najdoroższych w mieście też nie
należy (120 zł/os.). Poza tym znalezienie sali na około 180 -190 osób też nie
jest proste, bo większośc jest na max 140-150. Ale oni tego nie chcą
zrozumieć. Twierdzą, ze można zapłącić 60 - 70 zł/osobę więc oni ani myślą
przepłacać. Dodam tylko, ze takie ceny rzeczywiście są, ale jakieś 60 km od
naszego miejsca zamieszkania w pzydrożnych zajazdach.
Rozumiem problem z kasą, ale ni jak nie porafię pojąć ich toku rozumowania.
Oni myslą, ze jak będa partycypowac w kosztach (nas nie stać na samodzielne
sfinansowanie całej imprezy) to sami wybiora nam miejsce na wesele. Ostatnio
łaskawie wyrazili zgodę, aby ślub był w mojej parafii (tu też meli swoją
wizję).
Z moim rodzicami nie mamy żadnego problemu, mówią, ze to nasza sprawa, co
gdzie i jak i się nie wtrącają. Nasz pomysł z salą badzo im się spodobał i
chociaz też nie są ludźmi majętnymi powiedzieli, ze damy rade. Zmniejszymy o
pare osób listę gości i po bólu. Zaproponowaliśmy taki sam pomysł rodzicom
mego N. i byli oburzeni. Oni mieli osatnio na liście około 140 osób (lista
wciąz rośnie!!!) i nie zamierzają nikogo odpuścić. Moja lista gości to około
60 osób (do neocjacji).
Wkurza mnie to, ze chcą żyć ponad stan. Zapraszają tłum ludzi, za których nie
są w stanie zapłacić. To znaczy są, o ile impreze zorganizujemy gdzieś hen
hen przy jakiejś trasie..

Mi wogóle ngdy nie zalezało na weselu, ale skoro sa takie naciski, to
pomślałam o.k. niech będzie. Ale uznałam, ze miejsce wbierzemy z moim N. Jak
widać się nie da.
Zaproponował im dwa inne warianty. Ślub + obiad dla najbliżzej rodziny (mój
tato twierdzi, ze zapłąci za wszystkich, skoro oni są tacy skąpi) ewentualnie
sam ślub bez wesela, skoro to taki problem. No i się pobrażali

No bo jak
to tak? Wesela nie będzie??? Nie może tak być!! Kurcze, jak by to wesele
miało być wyznacznikiem tego jakie bezdie nasze przyszłe życie.
Z moim N. też już nie potrafię rozmawiać. Niby zgadza się ze mną, ale też nie
chce się przeciwstawiać rodzicom. Jest między młotem a kowadłem. Rozumiem, ze
wesele nie może może być kościa niezgody. Ale jak rodzice N. proponują, ze
mam czekać jeszcze rok (chociaz mam 31 lat i znamy się ponad 3 lata) na slub,
bo oni teraz ma inne wydatki (spełniaja swoje marzenia) to mnie cholera
bierze.
Wczoraj N. powiedział mi, że już ma tego wszystkiego dość i nie chce żadnego
ślubu... a ja mam ochotę wygarnąć "teściom", ze niszczą życie swego syna
tylko dlatego, że mają ochotę potańczyć na jakimś wiejskim weselu.. Poszliby
lepiej na dancing... Egoiści myślący tylko o własnej przyjemności.
Bo uwierzcie mi, ze do miejsc, które oni wskazują wstyd by mi było zaprosić
własnych gości.
Dlaczego ci ludzie nie mierzą swoich zamiarów na siły? Chcą kupić mercedesa w
cenie malucha... Rujnują nam życie... ciekawe czy przy okazji spowiedzi
wielkanocnej wspomną o tym księdzu...
Czy mieliście podobne problemy? Może to wcale nie wygląda tak źle? Może ja
rzeczywiście jestem przewrażliwiona i przesadzam? Sama już nie wiem.....