Mój mąż nie chciał ani operatora kamery ani fotografa w kościele. Skutek?
Kilka nieostrych zdjęć zrobionych przez wujka na koniec mszy na których widać
mnie z boku i nic więcej (zdjęcia miała robić rodzina i przyjaciele, ale choć
zapowiadali to teraz mówią, że zabrakło im odwagi, żeby się przemieszczać w
trakcie przysięgi, mszy. Na przyjęciu zdjęcia roblili znajomi naszym (dość
dobrym aparatem), ale też niewypał ... Najwięcej liczyłam na zdjęcia studyjne,
ale pani - najlepsza w mieście - kręciła nosem, że to tylko 3 ujęcia....
Niestety podała taką cenę, że po prostu poskąpiliśmy pieniędzy na więcej ujęć
(200 zł od ujęcia w tym 3 zdjęcia dla nas, kolejne można zakupić za 50 zł) W
końcu się zgodziła (bardzo mi zależało, bo odlądałam jej zdjęcia wcześniej,
bałam się brać jakiegoś amatora, bo ja nie jestem zbyt fotograficzna, a
wdziałam, że ta pani potrafi zdziałać cuda).
W dniu ślubu pani przyjęła nas pospiesznie, bo spieszyła się na sesję do
jakiegoś zameczku innej pary i... skutek mam opłakany... Zapłaciłam krocie za
te zdjęcia, bo sporo zdjęć dokupiliśmy dla naszych gości (miały być
podziękowaniem za przybycie). Teraz leżą głęboko na dnie szuflady, bo po
prostu wyszliśmy koszmarnie. Na jednym zdjęciu mam pół twarzy przykrytej
włosami i welon jest b. brzydko ułożony, na drugim mój mąż wygląda jak
spasiony prosiaczek - nie pytajcie o szczegóły a na trzecim szczerzę swoje
nienajładniejsze jeśli chodzi o kolor zęby - uważam, że nie powinnam się
uśmiechać; na "zamyślonych" zdjęciach wyglądam o niebo lepiej, ale pani się
uparła żebym się uśmiechnęła od ucha do ucha - jakoś tak wyszczerzyłam zęby -
cyknęła i koniec....
Odbieralam zdjęcia, zawstydona efektem (sądziłam, że to moja wina) zapłaciłam
i szybko wyszłam... Teraz rodzina ciosa mi kołki na głowie, że nie powinnam
była płacić, skoro nas tak potraktowano i zdjęcia są daremne...
Dziewczyny nie oszczędzajcie na fotografie i na liczbie ujęć.... bo ja teraz
nie mam żadnej pamiątki i tyle

(((