Nie wytrzymalam i postanowilam poruszyc temat. Jestem jak najbardziej za
krytyka ale konstruktywna a nie l’art pour l’art. Co za sens ma powiedzenie
komus, ze mial na slubie zle zrobiony/dobrany bukiet, albo, ze mu fotograf
kiepskie zdjecia zrobil? Moze autorom chodzi o "oswiecenie" takiej panny
mlodej - zebys nie myslala, ze ladnie wygladalas?
A i przy konstruktywnej krytyce warto czasem zastanowic sie na slownictwem