Dodaj do ulubionych

Co z tym ślubem...?

11.11.07, 11:48
Jestem załamana, bo moje ślubne plany zawisły na włosku.
Niespodziewanie szef zmienił mi warunki umowy - z etatu na
współpracę. Teraz będę zarabiać mniej, a wysokość pensji nie będzie
stała. W tej sytuacji nie uda nam się sfinansować nawet naszego
skromnego ślubu... Planowaliśmy ślub w górskim kościółku i grill w
ogrodzie dla najbliższych 10 osób. Ale okazuje się, że nawet to za
wielkie wyzwanie. Mieliśmy dokładać wszystkie pieniądze, ktorych nie
wydamy na życie i w ten sposób budżet ślubny miał szansę się
domknąć. Jeśli nie - planowaliśmy małą pożyczkę. Pożyczyć pieniędzy
na całość nie możemy, bo spłacamy kredyt za mieszkanie, a N. od
października musi iść na studia (szef go kieruje, ale nie finansuje
nauki). Mama N. już nam pomogła, ile mogła, na moich rodziców nie
mogę liczyć. Nie wiem już, co robić. Do głowy przychodzą mi trzy
opcje, ale wszystkie wydają mi się niedopuszczalne:
- przenieść ślub na późniejszy termin i zrobić go tak, jak marzymy
(ale nie chcę czekać kilka lat, a pewnie na tym się skończy, jeśli
nie znajdę szybko lepszej pracy, a N. będzie płacił za studia; poza
tym zapłaciliśmy zaliczkę za sukienkę, za dom... puścić to tak koło
nosa...?
- zrezygnować z wymarzonej otoczki - wziąć ślub nie w górach, a na
miejscu, zaprosić rodzinę do domu na obiad (ale płakać mi się chcę,
kiedy pomyślę, że miałoby być tak zwyczajnie, niemal jak w dzień
powszedni, nijak)
- uciec z N. w góry, wziąć tylko świadków i zrealizować plan w
wersjo okrojonej (smutno byłoby mi bez rodziców, ale oni po
pierwsze, w ogóle mnie nie wspierają, po drugie - tata zapowiedział,
że posiedzi na przyjęciu tylko trochę i wróci do domu, bo nie może
zostawić samego psa na tak długo (!), więc i tak przyjęcie dla nich
nie jest ważne, a po trzecie - każdy mógłby pojechać z nami do
kościoła, tylko przyjęcia po nim by ne było) - ale ta wresja też ma
sporo dziur.
Nasz wcześniejszy plan wydaje mi się idealny i okrojony do maksimum.
Zostawiliśmy tylko te elementy, które uważamy za niezbędne i na
prawdę nie ma już czego ciąć. Kiedy pomyślę, że większość robi
wesela na kilkadziesią-kilkaset osób, z różnymi atrakcjami, a mnie
nie stać na skromny ślub marzeń, chce mi się płakać.
Obserwuj wątek
    • mala220 Re: Co z tym ślubem...? 11.11.07, 12:05
      hmmm... ciezko tu cokolwiek powiedziec.. ale mysle ze nie warto przekladac
      slubu, no i nie warto rezygnowac z gor.. bo to bylo Twoje marzenie..
      Pewnie ciezko bedzie Wam samym sobie z tym poradzic.. skoro na Twoich rodzicow
      nie mozecie liczyc, nie mozecie pozyczyc pieniedzy od mamy Twojego N? Ona na
      pewno wie jaka jest sytuacja, i nie mowie o tym zebyscie brali od niej
      pieniadze, ale pozyczyli- a oddacie jak bedziecie mogli.. mysle ze to jest pewne
      rozwiazanie.. Ale tez nie znam sytuacji i nie wiem czy jest Wam w stanie
      pieniadze pozyczyc..

      A Twoi rodzice? i pozyczka od nich na takich warunkach jak pisalam wczesniej?
      albo od babci, dziuadka czy kogos z bliskich znajomych??

      Cóż.. moge zyczyc tylko powodzenia i trzymac kciuki mocno zeby wszystko sie
      jakos ulozylo..
    • kasiulkkaa Re: Co z tym ślubem...? 11.11.07, 12:23
      > Niespodziewanie szef zmienił mi warunki umowy - z etatu na
      > współpracę.
      Jakie są warunki współpracy? Pracujesz w domu czy dalej w miejscu pracy? Jeśli w
      domu, bez problemu można dorobić. Poza tym zawsze możesz odmówić zgody na nowe
      warunki, tyle że wtedy pozostaje szukanie nowej pracy.

      > - przenieść ślub na późniejszy termin i zrobić go tak, jak marzymy
      > (ale nie chcę czekać kilka lat, a pewnie na tym się skończy, jeśli
      > nie znajdę szybko lepszej pracy, a N. będzie płacił za studia;
      Przesadzasz? Jak długie są studia narzeczonego? Kilka lat chcecie oszczedzac na
      imprezę dla 10 osób? To już lepiej wyjedź zarobić za granicę, skoro musisz mieć
      tę imprezę.

      Kiedy pomyślę, że większość robi
      > wesela na kilkadziesią-kilkaset osób, z różnymi atrakcjami, a mnie
      > nie stać na skromny ślub marzeń, chce mi się płakać.
      Zamiast płakać, zastanów się, co potrafisz, i jak to przekuć na zysk.
      • onlymaj Re: Co z tym ślubem...? 11.11.07, 12:30
        przede wszystkim nie rezygnuj ze ślubu!!
        zawsze możesz jakoś dorobić
        • sangritt Re: Co z tym ślubem...? 11.11.07, 20:33
          moze przenieś ślub na póżniej... sukienka przecież nie straci daty
          ważności, a zaliczka na salę... coś za coś

          ja też przekładałam, czekałam, ale w końcu było tak jak chciałam i
          uważam że warto czekać
          choć zaledwie kolacja na 17 os. nie wszyscy robią sztampowe
          weselicha ze schabowym, wódką i wujkiem pod stołem

          a wersja nr 3 dla mnie byłaby zupełnie do przyjęcia, ale jak uważasz
      • wielorak Re: Co z tym ślubem...? 12.11.07, 12:52
        okrojony ślub tzn na jaką kwotę wam wyszedł ostateczny bilans?
    • annajustyna Re: Co z tym ślubem...? 11.11.07, 20:53
      Nie stac Was na tak skromniutka uroczystosc, a kupiliscie mieszkanie??? O zgrozo!
      • kotek1239 Re: Co z tym ślubem...? 11.11.07, 21:28
        moze czytaj uwazniej nastepnym razem ;/ dziewczyna wyraznie napsiała
        ze mieszkanie jest na kredyt i chyba musza go spłacic czyz nie????
        a Ty sie tak nie przejmuj , mozecie jakis czas poczekac ze slubem,
        moze faktycznie jakies dodatkowe zajecie , zawsze jest jakies
        rozwiazanie , głowa do gory
        • annajustyna Re: Co z tym ślubem...? 12.11.07, 22:19
          Wlasnie to mialam na mysli. Jak kto, kto nie ma stabilnosci finansowej, mogl
          wi´ziac kredyt??? To niestety polska specjalnoscsad((
          • kotek1239 Re: Co z tym ślubem...? 13.11.07, 10:52
            jak to jak .. mozliwe, ze ktos wziął na siebie z bliskich osob a oni
            teraz go spłacaja ...
      • vickydt Re: Co z tym ślubem...? 12.11.07, 09:42
        sama jesteś zgroza
    • olimpia_b81 Re: Co z tym ślubem...? 12.11.07, 09:50
      Hmmm.slub mozesz wziasc w gorach jak marzysz,ze swiadkami i moze byc
      tak jak ty chcesz.rodzice moga przyjechac a potem zrobisz skromne
      przyjecie w domu,ogrodzie,na dzialce??
      tyle razy sie tu podkresla ze liczy sie fakt zawarcia malzenstwa a
      nie slub z pompa i nie becz-sa wieksze tragedie.
      • monia515 Re: Co z tym ślubem...? 12.11.07, 09:56
        A na kiedy planowaliście ten ślub? Ile jeszcze czasu zostało?
        I tak z ciekawości- ile kasy będzie Was kosztować ślub + przyjęcie w
        górach? To przyjęcie ma byc w jakiejść karczmie góralskiej czy gdzie?
        • esiaesia Re: Co z tym ślubem...? 12.11.07, 11:43
          Nie widzę tragedi w tym że obiad miałby odbyć się w domu. Również
          wersja 3 jest do przyjecia.
    • morrighan80 Re: Co z tym ślubem...? 12.11.07, 11:56
      Bierz swiadkow i jedz w gory. Dla rodzicow mozecie zrobic obiad -
      bardziej uroczysty ale w domu.
      • kim5 Re: Co z tym ślubem...? 12.11.07, 12:09
        Trochę nie na temat, ale zmiana warunków umowy z etatu na współpracę
        chyba nie jest zgodna z prawem?
      • kavainca Re: Co z tym ślubem...? 13.11.07, 11:15
        podpisuję sie!!!
        nie czekajcie ze ślubem, zróbcie skromny wypad w góry i nie martwcie
        sie niczym. Nie ma potrzeby żebyscie zamaczali sie z tego
        powodu.Kredyt na mieszkanie to wystarczejąco duże obciążenie
        Głowa do góry
    • joannach Re: Co z tym ślubem...? 12.11.07, 12:39
      Przypomina mi sie co kiedys przeczytalam o roznicy w polskiej i
      amerykanskiej mentalnosci. Polak jak ma malo kasy to obnizy swoj
      standart zycia, zrezygnuje z czego sie da i jakos bedzie wegetowac.
      Amerykanin ( umownie, po prostu inna mentalnosc)- zmieni prace,
      znajdzie druga, otworzy biznes, zrobi cos by tej kasy miec tyle ile
      trzeba.
      To uproszczenie ale daje do myslenia.
      Sluchaj, 2 pensje na 2 osoby i nie stac Was na male przyjecie? To
      cos tu jest nie tak.

      wszystkie 3 opcje ktore proponujesz to rezygnacja z marzen (piszesz:
      uciec, czekac, zrezygnowac, plakac..) . Zacznij spelniac marzenia!

      Zamiast akceptowac taki stan rzeczy zastanow sie jak go zmienic.
      Wyobraz sobie jak chcesz zyc i po prostu zacznij do tego dazyc.

      Nie wazne czy chodzi o sukienke, przyjecie, podroze czy cokolkwiek
      Pamietaj, Twoje zycie moze byc takie jak sobie wymarzysz. To zalezy
      tylko od Ciebie!

      Powodzenia
      Joanna

      • morrighan80 Re: Co z tym ślubem...? 12.11.07, 14:01
        Wiesz, jak sie splaca kredyt to faktycznie na resztce pensji sie
        wegetuje i marzenia sa gdziestam. Dla mnie i dla Ciebie (jesli nie
        masz na glowie kredytu) to moze byc abstrakcja, ale postaraj sie
        wczuc w sytuacje osob ktore faktycznie musza kombinowac zeby sie
        wyrabiac od pierwszego do pierwszego. Gdybym miala splacac kredyt to
        nie wiem czy bym cos odlozyla na wesele, tak jak to teraz robie.
        • marinka27 Re: Co z tym ślubem...? 12.11.07, 17:05
          do autorki wątku:
          my nie chcieliśmy wesela hmm... tzn. sami nie wiedzielismy czy
          chcemy czy nie
          ja po obiektywnej i trzeźwej ocenie stwierdziłam, że to głupie tyle
          kasy wydawać, a my mamy inne zobowiązania i wydatki (kredyt na
          mieszkanie i do tych co to piszą "zgroza"-jasne to zgroza dla mnie,
          że będę się liczyć z każdym groszem przez wiele lat, ale wyjścia nie
          mam. uważam za bezsens płacic za wynajem i nigdy nic nie mieć. wole
          płacić ratę. mieszkać gdzieś trzeba, a nikt nam nie może fundnąć
          mieszkania, czy piętra w domu. zresztą nie chciałabym brać raczej)
          postanowione było, że slub bez wesela i wtedy okazało się, że mamie
          jest bardzo przykro, że w zasadzie nie wiadomo jakby to miało być
          (słowa moich rodziców) itd. w końcu narzeczony stwierdził, że może
          jednak zrobimy? i tak poleciało. dałam się wkręcić w niezłe
          weselisko.
          niby fajnie, ale... nadal nie wiem co o tym myśleć
          dlaczego to wszystko pisze? by ci uzmysłowić, że każdy ma jakieś
          smutki i dylematy, nawet ten co to niby ma to wielkie weselicho
          doceń to, że ty w 100% decydujesz o swoich planach i ich realizacji
          i w zasadzie nie musicie się na nikogo oglądać
          no i przede wszystkim jesteście razem. a razem to można wszystko wink
          p.s. do wielu dziewczyn piszących w tym i innych wątkach albo i
          forach
          chciałabym was zapytać ile wy zarabiacie? nie jest to z mojej strony
          jakieś złośliwe pytanie czy coś w tym stylu.
          po prostu często zastanawiam się, czy ja i inni pracujący w moim
          miejscu pracy to ostatnie głupki pracujące za takie nędzne pieniądze?
          bo jak czytam niektóre posty to mam wrażenie, że wy jesteście z
          innej planety, a nie uważam się za taką najbiedniejszą...
          • morrighan80 Re: Co z tym ślubem...? 13.11.07, 12:49
            Heh, u mnie bylo odwrotnie - moj tato zawsze marzyl zebym miala taki
            cichy maly slub w wiejskim kosciolku z mala kupka najblizszej
            rodziny. No ale ze moj maz ma rodzine ogromna, ktora zyje bardzo
            blisko i czesto sie spotyka wiec mamy wesele na ok 100osob. Dla mnie
            ciekawie bedzie tak i tak, a tato jakos przezyje.
            Co do zarobkow to od niedawna weszlam w przedzial (2.5tys, 3tys) na
            reke - niby tajna informacja wiec dokladnej nie podam smile , mieszkam
            ze wspollokatorka (tak jest taniej). Mysle, ze wiekszosci dziewczyn
            w bardzo duzym stopniu pomagaja finansowo rodzice, a czesc jest w
            Anglii/Irlandii, gdzie zarobki sa zazwyczaj stosunkowo wyzsze.
    • ela.buu Re: Co z tym ślubem...? 13.11.07, 15:28
      proponuje poszukac innej pracy
    • marina111 pieniadze od gości 13.11.07, 19:29
      A czy rozwazyłaś spłate przyjęcia za pieniadze zebrane od gości??
      Niektóre sale zgadzaja się na płatnośc reszty (zaliczka przed) po
      weselu. Moze to pozwoli wam uniknąć przekładania ślubu. Ksiądz nie
      powinien brac pieniędzy jesli powiecie ze macie trudną sytuacje
      • kasiulkkaa Re: pieniadze od gości 13.11.07, 20:32
        Nie ma chyba głupszego rozwiązania niż liczenie na pieniądze gości.

        Ksiądz nie
        > powinien brac pieniędzy jesli powiecie ze macie trudną sytuacje.
        A mają?
        • panna-mysz Re: pieniadze od gości 14.11.07, 20:57
          Dziękuję tym z Was, które podnoszą mnie na duchu. Oczywiście, że nie
          będę tylko siedzieć i płakać, że zamierzam dorabiać, szukać pracy.
          Po początkowym załamaniu dostałam power, bo cel mnie naprawdę
          mobilizuje. Ale z drugiej strony patrzę też na sprawę
          odpowiedzialnie. Mówicie: nie załamuj się, nie jęcz. Owszem, dobrze
          myśleć pozytywnie, ale samym optymizmem przyjęcia nie opłacę. Boję
          się, co będzie, jeśli jednak nie uda mi się dorobić tyle, ile
          potrzebujemy i że np. maju (ślub na początku lipca) okaże się, że
          wszystko kupione, a brak np. na jedzenie i na salę. I co wtedy? A
          bez stałej pensji nie zrobię dokładnego biznesplanu… Wtedy odwoływać
          gości to prawdziwy obciach… i przykrość.
          Mamy N. nie wypada już nam prosić. Pomogła, ile mogła. Naprawdę
          wiele. Nie mamy zamożnych dziadków czy cioć.
          Potrzebujemy na całość ok. 10 tys. zł (tak się wydaje, ale koszt
          gości to naprawdę najmniejszy wydatek, majątek to – same wiecie –
          kościół, obrączki i inne stałe elementy).
          Niesprawiedliwe jest to, co napisała jedna z Was, że nie mając
          płynności finansowej wzięliśmy kredyt. Mamy płynność. N. pracuje od
          7 lat i wiedzieliśmy, co robimy. A o ślubie pomyśleliśmy dopiero,
          kilka miesięcy po tym, gdy ja dostałam umowę. To, że się zmieniła –
          było nie do końca w porządku, ale przecież nie będę się o to spierać
          z szefem, bo lepszy rydz niż nic, jak to mówią. Mimo to na spłacanie
          kredytu mamy i na studia dla też będziemy mieć. Tylko, że nie
          odłożymy już wtedy nic więcej…
          • mala220 Re: pieniadze od gości 15.11.07, 08:30
            moze jakos Wam sie jednak uda.. bede trzymac kciuki i zycze powodzenia.. wiem ze
            latwo powiedziec ze jakos to bedzie i ze bedzie dobrze, no ale nic innego nie
            pozostaje.. glowa do gory smile
          • kasiulkkaa Re: pieniadze od gości 15.11.07, 09:02
            > Potrzebujemy na całość ok. 10 tys. zł (tak się wydaje, ale koszt
            > gości to naprawdę najmniejszy wydatek, majątek to – same wiecie –
            > kościół, obrączki i inne stałe elementy).
            10 tysięcy na przyjęcie dla 10 osób? W kulki sobie lecisz albo dałaś się oskubać
            na każdym elemencie.
            • marinka27 Re: pieniadze od gości 15.11.07, 10:57
              czytaj ze zrozumieniem Kasiu
              napisała, że całość ok 10 tys., a całość to nie tylko gości i
              przyjęcie, ale przede wszystkim stroje sukienka z dodatkami to
              minimum 2 tys., garnitur itd. myślę, że z tys. minimum, obrączki
              około 1 tys., ceremonia - tutaj bywa różnie ale może być nawet 1
              tys. (u mnie w mieście takie "ceny" podobno są), kwiaty, dojechać w
              te góry też jakoś muszą i nie myśle tu o przystrojonym samochodzie,
              ale choćby pociągu. jak mają kawałek to pare złoty to będzie,
              zaproszenia, fryzura czy coś w tym stylu, bo dziewczyna też przecież
              chce wyglądać jak najlepiej w tym dniu itd. itd.
              z samych "grubszych" rzeczy wychodzi ok. 5 tys., z tych niby
              drobiazgów też szybko zbiera się niezła sumka bo tam 100 zł tu 40
              itd. i nie wiadomo kiedy nie ma tysiąca.

              a w tym wszystkim nie ma jeszcze wcale sali, czy ogrodu (bo to miał
              byc chyba grill) nie wiem jak daleko macie w te góry ale może nocleg
              dla tych 10 osób, jedzenie, alkohol, jakieś ciasto, tort
              • kasiulkkaa Re: pieniadze od gości 15.11.07, 11:10
                Aniołku, przeczytałam ze zrozumieniem, i dalej podtrzymuję, że 10 tysięcy to
                bardzo drogo. No, ale skoro dziewczę chce utopić kasę, bo daje się doić, to jej
                sprawa.

                ale przede wszystkim stroje sukienka z dodatkami to
                > minimum 2 tys.
                Coś tam panna mysza wspominała o 1100 za sukienkę. Dodatki za 900? Pomijam
                sprawę, ze jeżeli ktoś jęczy, że go nie stać na skromne przyjęcie dla 10 gości,
                nie kupuje kiecki na jeden raz za 1100, no ale jak już chce być jednonocną
                księżniczką, bo inaczej spazmów dosatniesz i slub będzie nieważny, niech ma.
                • marinka27 Re: pieniadze od gości 15.11.07, 11:16
                  racz nie pisać do mnie Aniołku
                  więcej nic nie napiszę,
                  nie mam ochoty na bezsensowną wymianę zdań z tobą

                  p.s. i tak tak, teraz możesz napisać, że ty mi łaskawie ustępujesz,
                  bo ja wariatka jestem, a z wariatkami to..., że jestem poniżej
                  krytyki bo zrobiłam jakąś literówkę, że mam się nauczyć ortografii
                  itd. i jeszcze kilka innych twoich stałych tekstów
                  • kasiulkkaa Re: pieniadze od gości 15.11.07, 12:15
                    > nie mam ochoty na bezsensowną wymianę zdań z tobą
                    No tak, skończyły się argumenty, wytaczasz działo pt.: Nie mam ochoty na
                    bezsensowną wymianę zdań. Można i tak.

                    > p.s. i tak tak, teraz możesz napisać, że ty mi łaskawie ustępujesz,
                    > bo ja wariatka jestem, a z wariatkami to..., że jestem poniżej
                    > krytyki bo zrobiłam jakąś literówkę, że mam się nauczyć ortografii
                    > itd. i jeszcze kilka innych twoich stałych tekstów
                    To przykre, że masz o sobie tak niskie mniemanie;pp
                  • moniia27 do marinka27 15.11.07, 13:10
                    wiesz... kasiulla tak ma.. ona sie nie zmieni.. lubi pisac swoje
                    mądrości...dlatego najlepszym sposobem jest nie wchodzic z nia w
                    dyskusje.
                    • marinka27 Re: do marinka27 15.11.07, 14:21
                      dlatego też nie wchodzę z nią w dyskusję
                      już w kilku wątkach zauważyłam, że tylko jej o to chodzi by zacząć z
                      nią "dyskusje"
          • k_anilorak Re: pieniadze od gości 16.11.07, 13:59
            10 tysięcy na 10 osób ?
            My za takie pieniądze robimy przyjęcie dla 50-60 osób w restauracji
            spłeniającej nasze wymagania (najwązniejsze dla nas jest ładne
            miejsce i dobre jedzienie). W tym liczę sukienkę dla mnie i obraczki
            Suknie możesz zamówić teraz i niech wisi w szafie - zresztą jak się
            dogadasz to wpłacona zaliczka przejdzie na np. przyszły rok. Jak
            musisz ciąc koszty to jest wiele rzeczy z których można zrezygnować
            (my nawet nie braliśmy tego po duwage bo cała ta oprawa to dla nas
            szczyt kiczu) - jak np orkiestra, wodzirej, wynajęty samochód, sesja
            fotograficzna, wideofilmowanie.

            Powodzenia.
    • mloda0242 Re: Co z tym ślubem...? 15.11.07, 12:57
      panno-mysz: mam dla Ciebie tylko jedną radę, z własnego doświadczenia i własnego
      przekonania: nie zamartwiaj się tak...

      rozumiem wszystkie Twoje smutki i rozterki, bo - jak już kiedyś Ci pisałam -
      byłam w bardzo podobnej sytuacji, i rodzinnej i finansowej i jedyne co wiem
      teraz na 100% to to, że to ma być WASZ dzień i tylko dzięki Waszemu uporowi i
      determinacji możecie sprawić, że będzie taki jak sobie wymarzyliście;

      do daty ślubu jest jeszcze wiele czasu i wiele przez ten czas może się zmienić,
      tylko proszę Cię, myśl pozytywnie...

      pieniądze zawsze dają się jakoś zorganizować wink

      głowa do góry, jest jeszcze naprawdę dużo czasu!
      • monia515 Re: Co z tym ślubem...? 15.11.07, 13:43
        Wydaje mi się, że 10 tys to dużo jak na imprezę na 10 osób.
        Może skalkuluj to jeszcze raz. Poniżej moja kalkulacja.
        Ja miałam bardzo ograniczone fundusze, więc nie mieliśmy wesela,
        wypadu w góry, ogromnej sukni, plenerów itp. Ubrania kupiliśmy w
        zwykłych 'sieciówkach'; a nie w salonach slubnych, gdzie jest o
        wiele drożej.
        Moje wydatki wyglądały tak:
        -UC- 80zł
        -sukienka- 200zł (Odzieżowe Pole- przeceniona z 700zł)
        -moje buty- 150zł (Bata)
        -kapelusz- 50zł (allegro)
        -garnitur- 700zł (Zara)
        -buty młodego- 300zł (Bata)
        -przyjęcie w restauracji dla 30 osób- zupa, 2 dania ciepłe, 4 zimne
        zakąski, ciasta, owoce, napoje, wino, wódka- 4000zł
        -muzyka w lokalu- nasze mp3
        -kwiaty- 20zł (pęczek 30 róż kupiony na rynku).
        -samochód- gratis
        -zdjęcia- 2 pozycje u fotografa- 200zł + amatorkie
        -kamera- amatorska (wyszedł bardzo fajny film!).
        Wydaliśmy ok. 6 tysięcy.
        Przy czym - wcale nie była to 'biedna' impreza- obiad był wystawny i
        elegancki, jedzenie bardzo dobre i dużo; my wyglądaliśmy fajnie-
        wszystkim bardzo podobała sie moja sukienka za 200zł... nie wiem czy
        wyglądałabym ładniej w sukni za 5 tysięcy? Zresztą co bym z nia
        potem zrobiła??
        • diplomatica chyba myszko przesadzasz 15.11.07, 14:25
          zgadzam sie z monia ze cos duzo ci to wyszlo
          nawet jesli u ciebie bedzie jeszcze koszt noclegu za gosci

          ja na przyklad zaplacilam 2000 zł za dwa noclegi dla 11 osob w
          Warszawie, w hotelu w dobrym standardzie i wszyscy goscie byli
          bardzo zadowoleni. pokoje 2osobowe (małżeństwa) ze śniadaniem
        • marinka27 Re: Co z tym ślubem...? 15.11.07, 14:36
          o i to jest chyba najbardziej optymistyczna dla panny-mysz odpowiedź
          czyli jednak można za mniej niż 10tys. Dużo zaoszczędziliście na
          strojach (ale panna-mysz chyba sukienkę już ma więc to byłoby z
          głowy)Może rzeczywiście te 10 tys. to przesada, z tym, że aby było
          taniej trzeba się bardziej napracować i trochę pokombinować.
          Ja też mam zamiar np. zaoszczędzić na wiązance ale przede wszystkim
          dlatego, że wydaje mi się to głupie, że tylko dlatego że to wiązanka
          kosztuje o wiele drożej. Mi się marzy pęk irysów, ale w październiku
          to nie wiem czy one tak po prostu są. Chciałabym tez sama przystroić
          salę i kościół, bo lubie takie rzeczy, a przy tym też będzie taniej
          i miło chyba winkbędzie zrobic coś razem z narzeczonym.

          Panno - mysz a może wypisz listę rzeczy, spraw któe są ci niezbędne.
          Tu jest jak widzę dużo fajnych dzieczyn, które pewnie pomoga i
          podpowiedzą jak załatwić dana rzecz by było dobre i w rozsądnej
          cenie (patrz opis moni515).
          • panna-mysz Re: Co z tym ślubem...? 15.11.07, 20:40
            Ja wiem, że to drogo, sama się przeraziłam, bo koszty na prawdę tnę.
            Chcę wynająć dom, który jednocześnie będzie miejscem zabawy i
            noclegu (jedzenie przygotowuje we własnym zakresie). Sukienka za 1,2
            tys. nie wydaje mi się wcale droga - należała do najtańszych, jakie
            spotkałam (a odwiedziłam sporo salonów). Poza tym, gdy ją kupowałam,
            to nie spodziewałam się, że moja sytuacja finansowa się zmieni, bo
            miałam umowę na czas nieokreślony. Nie chcę kapeli, kamerzysty,
            wynajmowanego samochodu, wódki... Może faktycznie zawyżyłam
            kalkulację, bo np. za kościół policzyłam sobie 1 tys. zł, a może
            ksiądz powie mniej. Z drugiej strony boję się, że czegoś mogłam
            niedoszacować i wolę liczyć więcej, niż mniej. No, i po ślubie
            chciałabym w tych górach zostać trochę, nacieszyć się nimi z mężem
            (i to w mojej kalkulacji też wzięłam pod uwagę).
            • monia515 Re: Co z tym ślubem...? 16.11.07, 13:15
              Przepraszam, że tak drążę, ale ile Cie kosztuje wynajęcie domu?
              • marinka27 Re: Co z tym ślubem...? 16.11.07, 14:40
                patrzyłam w necie i znalazłam kilka naprawde fajnych domów do
                wynajęcia i ceny nie były aż takie straszne - ok. 400 zł za dobę.
                Myślałam, że więcej. Chyba, że wy chcecie taki dom wynająć na dwa
                tygodnie to wtedy koszt całości imprezy naprawde będzie 10 tys.
                Można wynająć dom na 3 doby, a te dalsze dwa tygodnie spędzić gdzie
                indziej.
                A dokładnie gdzie ten dom miałby być?
              • panna-mysz Re: Co z tym ślubem...? 16.11.07, 15:46
                1400 zł od piątku do poniedziałku - a więc nie tak dużo. Na mniej
                dni nie da rady - bo goście muszą być już w piątek, żeby od rana w
                sobotę móc się szykować (nie zdążyliby, gdyby wyruszyli z domów w
                sobotę rano). A ponieważ doba kończy się o 11:00, to nie wygonię
                gości z rana po imprezie, żeby opróżnili dom. Ale my, oczywiście,
                nie zostawalibyśmy na ”miesiąc miodowy” w tym domu. Wzielibyśmy coś
                tańszego, bo wielki dom dla naszej dwójki - to bez sensu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka