mam 20 lat,studiuję zaocznie na 1 roku-jęz.ang, pracuję; chłopak 25, w tym
roku ma obronę, kończy studia, ma lepszą pracę. jesteśmy ze sobą 2 lata,
kochamy się, jesteśmy pewni że chcemy spędzić ze sobą całe życie.
rozmawialiśmy ostatnio o ślubie-że chcielibyśmy w przyszłym roku. padło na
17.10.2009-bo tylko wtedy jest wolny termin na naszej wymarzonej sali.
postanowiliśmy powiedzieć w domu-jego strona zadowolona, cieszy się, nie robi
problemów... natomiast moja-wszystko jest na NIE

że jestem za młoda, że po
co już, żebym skończyła studia, że nigdy nie mieliśmy poważnej kłótni ( czy to
źle?) więc się nie sprawdziliśmy do końca, mama by się wstydziła brać ślub
mając 21 lat, że spadnie na mnie dużo obowiązków, że może lepiej poczekać,że w
październiku? kto to widział!, że to mój pierwszy poważny chłopak... bla bla
bla... zrobiło mi się okrutnie przykro, bo nikt z mojej rodziny nie
pogratulował, nikt nie powiedział że się cieszy, że fajnie że chcemy być
razem... wszyscy odrazu na mnie z pretensjami...
co Wy na to? czy rzeczywiście przesadzamy planując ślub na przyszły rok? chyba
dobrze,jeśli chcemy się pobrać bo się kochamy , a nie np tylko dlatego że
wpadliśmy... rodzinka usilnie codziennie mnie dobija, powtarzając w kółko te
same rzeczy, te same argumenty, które dla mnie są zbędne. jestem świadoma,że
nagle przybędzie mi wiele obowiązków (aha, będziemy mieszkać u chłopaka w
domu, mamy osobne, wyremontowane piętro), ale prędzej czy później i tak stanę
się 'gospodynią'.
hmmm... czekam na opinie