Witam,
Dylemat wielki i nieco krępujący z racji na kulturowe "obciążenia".
Sprawa wygląda tak: ja jestem ateistką, narzeczony też do
religijnych nie należy. Ale oboje zostaliśmy, jak to często w Polsce
bywa, wychowani w katolickich rodzinach. Czy pobrać się w kościele,
czy wystarczy ślub cywilny? Mamy 3 aspekty:
1. Krewni są w większości katolikami (bardziej lub mniej
praktykującymi) i byliby rozczarowani naszą decyzją o rezygnacji ze
ślubu kościelnego ALE nikt na nas bezpośrednio nie naciska (na
razie...)
2. Za ślubem w kościele przemawia tradycja, ślub kościelny jest też
bardziej "dostojny" niż cywilny ALE czy w naszym wydaniu nie będzie
pełną hipokryzji szopką?
3. Ślub cywilny jest prostszy i tańszy ALE czy nie będziemy później
żałować, że mając taką okazję nie zaszaleliśmy (choćby na
kredyt

)?
4. Jak to jest potem z dziećmi, czy bez ślubu kościelnego można je
ochrzcić?
Będę wdzięczna za KAŻDĄ konstruktywną opinię na ten temat, bo mam
mętlik w głowie i zupełnie nie wiem jak sobie to poukładać (a
jeszcze tyle trudnych decyzji przed nami...).
Dzięki!