W skrócie wygląda to tak: mam prawo jazdy (od 10 lat)- nie umiem prowadzić. Z
tego powodu mam ochotę zerwać zaręczyny, bo im bliżej ślubu, tym bardziej
narzeczony naciska na kupno samochodu dla mnie i wykupienie jazd z
instruktorem. A ja się po prostu boję. Tak - zazdroszczę wszystkim jeżdżącym
dziewczynom - ja nie mogę pojechać sobie dokąd chcę, jestem uzależniona od
komunikacji miejskiej, od tego, czy ktoś mnie łaskawie podrzuci po imprezie
trwającej do północy... Oczywiście od jakiegoś czasu nie było problemu -
miałam swojego "szofera"

Czuję się głupia w towarzystwie moich przyszłych
szwagierek, nastolatek siadających swobodnie za kółkiem, mojej teściowej
śmigającej po całej Europie

Czuję się coraz gorzej i jeszcze jedna taka
rozmowa o samochodziku dla mnie i będzie koniec

((( Ryczeć mi się chce, bo
czuję się jak głupia idiotka, ale ja naprawdę się boję - boję się tirów, boję
się włączania do ruchu, nie umiem ocenić odległości....

((( ehhhhh nie
rozczulam się nad sobą, ale tak samo mam z tańcem i nauką pływania

(( Czy to
jest możliwe, żeby mieć zaburzenia z koordynacji ruchowej?
Do całej litanii żalów dochodzi jeszcze jedna sprawa - ja muszę mieszkać w
mieście (bo inaczej nie jestem w stanie dojechać do pracy) a na nas czeka
wygodny domek na obrzeżach - pięknie, ale nie ma tak przystanku
autobusowego

(((((((((((((((((((((((