Najpierw wrzuciłam relacje tylko na Strefe, ale na tym forum tez bywam od
dawna i pamietam z jaka ciekawoscia czekałam zawsze na nowe relacje i fotki,
dlatego postanowiłam sie i z Wami podzielic
No więc od początku: na tydzień przed ślubem, czyli tuz przed Wielkanocą
pojechaliśmy z Krystianem do Gliwic, do mojego domu rodzinnego. Czyli
imprezowanie zaczęło sie juz tydzien wczesniej, bo wiadomo - rodzinne swieta
Tongue w ostatnim tygodniu przed ślubem pracowaliśmy oboje. Nie do końca
normalnie, bo zdalnie, przez internet, ale swoje i tak trzebabyło zrobić. W
miedzyczasie miałam dużo stresów dotychących spraw praktycznych. A to zakupy
zrobić, a to w restauracji czegoś nie wiedzieli, a to dekoracja, w kościele
brakuje papierka. Ciągle coś. Zresztą pisałam Wam o tym w międzyczasie. W
czwartek byłam juz tak zestresowana ze warczałam na wszystkich wokół.
Stwierdziłam ze nie moze tak byc i zaczełam pić melisę wink W piatek po trzech
herbatkach byłam juz tak zrelaksowana że wszystko zaczeło wyglądać pieknie wink
W ostatnich dniach jeszcze produkowaliśmy prezenciko-winietki czyli pudełeczka
z czekoladką w środku oraz pakowaliśmy migdałki dla gości na ślubie. W piątek
poszłam zobaczyc dekoracje, zawieźliśmy wino, pogadałam jeszcze z kelnerkami i
wszystko zaczęło nabierać jakiegoś kształtu.
No i nadszedł wielki dzień. Obudziłam się po 7 rano i zaczęłam sobie wyobrażać
nas w ślubnych kreacjach idacych do ołtarza Tongue Pierwszy raz w ogole mogłam
sobie to jakoś wyobrazić. Bo do tej pory nie czułam jakbym prała ślub, tylko
jakbym miała na głowie jakieś wielkie przedsiewziecie.
Wstałam przed 8. Pojechaliśmy z moją mama po ciasta i tort. Wydawało mi sie ze
jest ich jakos mało wiec dokupiłam jeszcze troche i kupiliśmy owoce na stół.
Zawieźliśmy wszystko do restauracji. Na szczescie mieliśmy wszystko blisko
siebie wiec spokojnie moznabyło kursować w każdej sprawie. Potem zjedliśmy w
domu jakieś lekkie śniadanko i o 11.30 pojechaliśmy po kwiaty - bukiety dla
mnie i świadkowej, butonierki i kwiaty na auto. Potem Narzeczony z moim bratem
pojechali umyć auto (gruntowne czyszczenie było dzien wczesniej, ale w sobote
robili jeszcze jakies poprawki). Aha, do slubu jechalismy naszym autem, a
kierował moj brat wiec mosiał sie troche oswoic z maszyna wink
W miedzyczasie ja wziełam prysznic i opracowałam fryzure. Faceci wrócili,
zabraliśmy sie za strojenie samochodu i tak zrobiła sie godzina 14. Potem juz
nas rozdzielono Tongue Krystian stroił sie na poddaszu a ja w swoim dawnym
pokoju. Szybki makijaż no i akcja ubieranie sukni. Siostra i bratowa dzielnie
walczyły z wiązaniem gorsetu Tongue Potem stroiła sie reszta rodziny a my z
Krystianem tylko smsowaliśmy miedzy pokojami Tongue Do godziny 16 wiekszość
gości dotarła do nas do domu lub do hotelu. O 15:40 wszystko było już gotowe i
zeszłam na dół. Narzeczony mógł mnie wreszcie zobaczyć Smiley To pierwsze
spojrzenie przyszłego męża - bezcenne Cheesy Smiley
Nastepnie były jakieś zdjęcia, wpadali jacys goście. Po 16 dojechała przyszła
teściowa i wręczyliśmy naszym mamom symboliczne prezenty (ramki na zdjęcia i
czekoladki - wszystko efektownie zapakowane). Mamy zrobiły nam krzyzyki na
czołach i ufff, obyło sie bez tradycyjnego błogosławieństwa Smiley o 16:30
wyjechaliśmy do kościoła.
Troche złapał nas stres jak zbierali sie goscie i wszyscy czekali w napieciu
na wyjscie. Ale po zapakowaniu sie do auta wszystko ustąopiło. Bylismy juz
bardzo spokojni i radosni Smiley Przed kosciołem juz czekał świadek i kilkoro
znajomych. Poszliśmy podpisać wszystkie dokumenty w zakrystii. Ksiądz
dopytywał o jakieś szczegóły uroczystości. Ponieważ było jeszcze troche czasu,
fotografowalismy sie z rodzinka na placu koscielnym Smiley A potem wielkie
wejście. Ksiądz od ołtarza przyszedł po nas do tyłu i uroczyście za ksiedzem
podeszliśmy na swoje miejsca. Msze odprawiał znajomy ksiądz, tak że było
bardzo miło. Kazanie było przydługie, ale fajne i skierowane do nas. Potem
przysięga...
Bałam się ze bede płakac, ale nic takiego sie nie zdarzyło. Oboje mowilismy
przysiege spokojnie, pewnie, z usmiechem na ustach, patrzac sobie w oczy.
Normalnie byłam z nas dumna Tongue
Przy zakładaniu obrączek już-mąż nie wiedzieć czemu chciał mi zakładać swoją
wielką, ale ministrant zaraz mu podpowiedział co i jak wink
Ogólnie obyło sie bez wiekszych wpadek. Kiedy w czasie komunni ksiądz podawał
nam kielich z winem, ja wypiłam bardzo malutko i potem krystianowi ksiądz
powiedział "odważnie, można dużo" Cheesy oczywiście zaraz zaczeliśmy sie śmiac
Cheesy
Na końcu ksiądz złożył nam życzenia, no i wyjście z kościoła. Jak sie potem
dowiedziałam organista wcale nie zagrał Mendelssona, tylko nie wiadomo co wink
ale w tamtym momencie nie zwrocilismy na to uwagi. Z tyłu kościoła czekali już
ludzie na kolejną Msze, wiec przy wyjsciu mielismy duża widownie Tongue
Życzenia pod kościołem trwały i trwały. Obok nas stała moja siostrzenica
zaopatrzona w torby z migdałkami i rozdawała je gościom składajacym nam
zyczenia. Jeszcze kilka zdjęc no i wyruszyliśmy. Goście do restauracji. My na
chwilke do domu. Moja siostra-fotografka szybko zrzuciła na kompa zdjęcia, my
wypakowaliśmy prezenty, no i już szybko do gości.
Potem witanie chlebem i sola, 100-lat, toast, tłuczenie kieliszków.
Przenoszenia przez próg już mężowi oszczedziłam wink Tongue
Ostatecznie o 19 rozpoczęła sie kolacja. Były dwa dania, ale wszystkiego było
baaardzo dużo i gościom bardzo smakowało. Nawet nie wiem o której przynieśli
tort, ktory nawiasem mowiac tez był przepyszny. W tle cały czas leciała muzyka
puszczana z laptopa. Jak sie okazało słusznie dobrałam takie kawałki przy
których chce sie tańczyc, choć tańców wcale nie planowaliśmy. Goście wyraźnie
mieli ochote na hulanki i namawiali nas na jakikolwiek pierwszy taniec. Wiec
odczekałam na możliwie najwolniejszą piosenke, zeby nie było widac ze tańczyć
nie umiemy i wyciągnełam Krystiana na parkiet Tongue

Bujaliśmy sie do
piosenki Hey "Mimo wszystko". Fajnie wyszło bo to jeden z naszych ulubionych
kawałków. Po tym tańcu bawili sie na parkiecie prawie wszyscy - począwszy od
9-letniej kuzynki, skończywszy na mamach i ciotkach.
Nie było więcej gorących posiłków, ale stoły były pełne od ciast, sałatek,
wędlin, galaretek, co w zupełności wystarczyło. Poszła wiekszośc wina
(mielismy Carlo Rossi), zostały głownie słodkie wermuty.
Aha nie napisałam wcześniej że na imprezie było razem z nami tylko 30 osób
plus półroczne maleństwo, ale naprawde i my i goście bawiliśmy sie dużo lepiej
niz przpuszczałam. Wszyscy nas chwalili za tak zorganizowane przyjecie. Więc
jesteśmy bardzo zadowoleni Smiley.
Sale mielismy zarezerwowana do 1 w nocy. Potem rodziny sie juz rozeszły -
czesc do mojego domu, czesc do hotelowych pokoi. Ja z Krystianem pojechalismy
sie przebrC w zwykłe ciuchy i jeszcze do 4 rano siedzielismy ze znajomymi w
jednym z pokoi w hotelu.
Nastepnego dnia zjedlismy sniadanie w restauracji z przyjezdnymi goścmi.
Pozniej w domu posiedzielismy jeszcze z mouja rodzinka, oczywiscie nastapiło
odpakowywanie prezentów, i ok 16 wyruszylismy na zasłużony odpoczynek do
Zakopanego Smiley
Musze Wam powiedziec ze jeszcze w niedziele, jak juz bylismy sami w
apartamencie, byłam nieswoja, musiałam odreagowac, odespac i dopiero w
poniedziałek poczułam się normalnie, juz na całkowitym luzie.
Ufff. to sie rozpisałam wink Teraz wytrwałe czytelniczki moga obejrzec troche
fotek Smiley
Zdjecia robiła moja siostra, wiec nie sa profesjonalne. Nasza stylizacja na
moje oko była w porzadku, ale pewnie znajdziecie sporo niedociagniec wink
Własciwie teraz najwazniejsze sa dla mnie wspomnienia i to ze podobałam sie
mojemu mezowi Smiley Goscie też docenili Smiley
A fotki wstawiam ot tak, dla zaspokojenia ciekawych i ku przestrodze wink
picasaweb.google.com/bigas.anna/Slubnie#