sloggi
14.03.04, 23:53
Jestem po sobotnim spacerze zaułkami po okolicach ulic Pogonowskiego,
Próchnika, 28 Pułku S.K.
Pierzeje upadających kamienic, resztki upadłych fabryk, kukuty hal straszą
wyciągniętymi w niebo pękniętymi bierzmami już nieistniejących dachów.
Oficyny bez fasady, domy z liszajami na pozostałościach dawnych elewacji,
pourywane rynny i krzywe okna. Dla mnie, przyjezdnego to właśnie jest
prawdziwa Łódź. To nie lukrowana Pietryna, nie blaszane pudła na
Piłsudskiego, to Zachodnia bez przodów domów, to krzyczący otworami okiennymi
szpital Wolffa. To puste place po domach, których już nie, a których bramy
nie jedną historię mogłyby opowiedzieć, bo wiele widziały. To także krzywe
szyny na ulicach, zabite deskami okna domów i wybite szby fabrycznych hal.
Dla mnie, człowieka z obcego miasta tak jawi się rdzenna Łódź AD 2004.