keridwen
23.04.04, 10:03
Od pierwszej strony książka porywa. Telefony podręczne
absorbują i wciągają w treść. Akcja, akcja - wzór dla
początkujących pisarzy. Potem mapki. Trochę wiedzy o
przedstawianym świecie - to się przyda. Zastąpi opisy scen
- dobry pomysł. Wzmaga wyobraźnię. Index ulic, usługi.
Przeleciałam jednym tchem. Cóż za opisy
przyrody...Informator podręczny stawia filozoficzne
pytania. Czy niebieski jest dobrym kolorem? Czy Starostwa
wymagają oddzielnej zakładki? Autor stawia zagadki -
czytelnik nie otwiera stron ostatnich by wiedzieć kto
zabił. Ma ochotę na podążane tokiem myślowym. Nie chcemy
wiedzieć po prostu, chcemy wiedzieć jak wiedzieć. Kolorowe
kartki z reklamą współproducentów wprowadzają trochę
zamieszania. To jak reklama w trakcie filmu - niepotrzebna
i przeszkadzająca. Ale to dla nabrania oddechu. Następnych
prawie pięćset żółtych stron makulatury to kwintesencja -
trajektornia lotu. Wszysto wysublimowane i wycyzelowane z
zegarmistrzowską precyzją. Do końca trzyma w napieciu.
Dalej nie wiemy kto zabił a domysłów tysiące. Autor
przeprowadza nas przez gąszcz informacji lekko jak
baletnica. Łapiemy oddech na kratkowanych stronach by
poznać przewrotność twórcy. Następne strony są do góry
nogami - pisarz przeszedł samego Cortazara. Na początku
czytelnik ma wrażenie, że za długo imprezował dnia
poprzedniego ale nie - to celowa mistyfikacja. Po
dziesięciu stronach wpadam na pomysł żeby odwrócić książkę
do góry nogami i wpadam w następną pułapkę - czytam od
końca. Cóż za pomysł! Pobudzający do myślenia. Budzi gdy
potrzeba. Zamykam książkę i odwracam. I znów strona
tytułowa. I tamten koniec jest początkiem i białe strony
dla odmiany. Inna treść. Inne przyporządkowania. Cóż za
wyczucie rytmu! Opamiętuję się na kratkowanych kartkach -
by spisać na gorąco. Zamykam książkę, odwracam. Okładka
niby ta sama. Ale spokojne, długie wprowadzenie. Mapki.
Inny świat. Filozoficzne pytania. Czy niebieski?... Jakbym
wróciła do lektury z dzieciństwa. Stara, dobra...
Zapomniania a jednak kochana i miła. Wspomnienie jak
zapajęczynione kąty rodzinnego domu. Kratkowane kartki.
Odrwacam. Industrialny porządek nowoczesności. Spis firm i
instytucji. Alfabetyczny. Cóż za dokładność i porządek...
Czyta się jak książkę do nabożeństwa. Wszystko znane.
Poukładane. Bez żadnych bezeceństw. To lektura nie dla
młodych, gwałtownych... Tu nie ma miejsca na porywy emocji.
To jak czytanie manuskrytpu sprzed wieków. Z
niecierpliwością czekam na nastepne wydanie...