dexterr
01.10.04, 17:22
Sytuacja która przytrafiła mi się niecałe dwa tygodnie temu, jest absurdalna
i komiczna. Wjeżdżałem na stację benzynową na ulicy Łaskiej, objeżdżam
dookoła budynek pobliskiego fast-foodu, chcę już zaparkować aż tu nagle czuje
silne uderzenie od strony drzwi pasażera. Pierwsza moja myśl: stłuczka.
Daleki od prawdy nie byłem i gdy spojrzałem w prawo zauważyłem odklejającą
się od drzwi panią drobnej postury, w średnim wieku. Owa pani biegła od
dystrybutora do kas, nie zważając na wjeżdzające na stacje inne
pojazdy..trafiło na mnie. Wysiadam, patrze a tu taaakie wgniecenie w małym
autku w dodatku mojego dziadka. "ja jestem z Warszawy a pan mnie potrącił"
brzmiały jedne z pierwszych słów głównej bohaterki mojej opowieści. "wzywam
Policję" - dodała. Policja zjawiła się po kilkunastu minutach i orzekła
winę... warszawianki. "A co miał zrobić kierowca? miał nad panią przelecieć?"
zapytał jeden z funkcjonariuszy ślepą damę która była bardzo zbulwersowana
decyzją Policji i stwierdziła że się od niej odwoła. Oboje zostaliśmy
spisani, mnie na drugi dzień przesłuchano i wszystko co moge zrobić to
pozwać "warszawkę" do sądu o powództwo cywilne a z tego co już się zdążyłem
dowiedzieć to takie sprawy ciągną się latami. Wgniecenie pozostało jak
narazie. Pozdrawiam wszystkich którzy lubią sobie od czasu do czasu potrącić
jakieś autko..