16.10.04, 00:13
We czwartek jest tak, że z jednego budynku szkolnego do drugiego idę sobie 20
minut piechotą. To znaczy - szedłbym tyle, gdyby po drodze nie było
Piotrkowskiej, a na niej paru miejsc, gdzie warto zajść, nawet koło wpół do
jedenastej rano. Chociażby do antykwariatu, co z reguły wiąże się z radością
dla ducha i pewnym, ale jakże miłym, uszczerbkiem dla kieszeni.
Łowy w ostatni czwartek okazały się w miarę obfite, aczkolwiek nawał spraw
pozwolił mi na delektowanie się wypiekami jejmościanki Stefanii Grodzieńskiej
dopiero tego wieczoru. Opowieść płynęła wartko, czytała się świetnie, toteż
potrzeba było kilkunastu minut, abym przypatrzył się, że spomiędzy dalszych
stron książki coś wystaje. Jak gdyby zakładka.
Sięgnąłem do strony, za którą zatknięta była owa siurpryza. Pomiędzy kartkami
leżała złożona kilkakrotnie w wąski pasek kawiarniana serwetka, przeoczona
przy zbywaniu książki przez ostatniego właściciela. Musiała tkwić tam od lat,
bo zdążyła pożółknąć, a i jej banalna kwadratowa prostota nie była z naszych
wyfiokowanych czasów. Takie serwetki pamiętam z filharmonijnej kawiarni "dla
artystów", która mieściła się w podziemiach dawnego gmachu przy Narutowicza 20
i gdzie dawali najlepsze na świecie napoleonki (dla paroletniego brzdąca były
to "ciastka z kremem z kartofli") albo z pierwszych wizyt w Hortexie, też lat
temu chyba ze dwadzieścia z górką. Pomyślałem sobie o kimś, kto wtenczas
czytał sobie cudne i mądre facecje pióra Pani Grodzieńskiej przy kawie w
"Honoratce" czy "Agawie" - bo przecież w domu by serwetką książki nie założył.
Anonimowe pozdrowienia od inteligenta z poprzedniej epoki, skamielina z
czasów, które ledwie pamiętam.
Będzie sobie leżeć na siedemdziesiątej drugiej stronie.
Obserwuj wątek
    • szprota :) 16.10.04, 00:26
      sliczne
      uwielbiam takie łatwe do przegapienia drobiazgi: znajoma okładka w rękach osoby
      zupełnie nie wyglądającej na pokrewną duszę, kilka taktów muzyki w tle rozmowy
      telefonicznej
      kurczę, tyle nas łączy!
    • default_user Re: Serwetka 16.10.04, 11:19
      Kiedyś w książce pożyczonej z biblioteki znalazłem zdjęcie młodego człowieka,
      takie czarno-białe, legitymacyjne. Zdjęcie to przechwyciła moja siostra i
      pochwaliła sie koleżance. Jak się okazało owa koleżanka znała doskonale osobę
      ze zdjęcia, co więcej, usilnie się starała zacieśnić tą zanjomość, niestety bez
      wzajemności.
      Ile później było przez to awantur, ile łez się polało, ile nocy
      przeszlochanych...
      A durny starszy brat miał ubaw po pachy :-D
      Pozdrawiam
      M..M
    • aard ... 18.10.04, 08:45
      :-)
      • neochuan ciekawy zbieg okoliczności :) 18.10.04, 13:32
        bo ja ostatnio przeglądając monografię województwa piotrkowskiego (było kiedyś
        takie) sprzed 25 lat, również znalazłem zakładkę-serwetkę. z centralnych
        dożynek w 1979 (gierkówka i te sprawy...). a książka była w rodzinie właśnie od
        tego momentu, gdyż moja mama miała okazję być na tych dożynkach, gdzie zakupiła
        ową książkę, a serwetkę pewnie włożyła do środka na pamiątkę i tak przeleżała
        ćwierć wieku.
        ps. co nie znaczy, że w rodzinie się tylko kupuje, a nie czyta książki! ;-)
    • evonka uwolnij książkę 18.10.04, 14:55
      jakiś rok temu zapoczątkowano taką akcję... może pomyliłam tytuł.. chodziło o
      zostawianie przeczytanych książek w miejscach publicznych, w książkach miałabyć
      jakby lista, oznaczenie, ze to książka, któa ma być uwalniana, ma wędrować...
      kto przeczyta, ma zostawić w jakimś publicznym miejscu... aż ją ktoś znajdzie..
      itd....
      nigdy mi się takiej książki znaleźć nie udało, ale niebawem uwalniam książkę z
      mojego księgozbioru.. może trafi w jakieś życzliwe ręce... ;-)
      • aard Ja raz znalazłem 18.10.04, 15:04
        Nazywała się "Żyjący mózg", autora nie pomnę. Dość słaba biologiczna SF, ale
        szybko się czytało. Przeczytałem i odłożyłem na inna ławkę. A że w pobliżu
        czekałem na tramwaj, to po kilku minutach sprawdziłem. Już nie było :-)
        • evonka Re: Ja raz znalazłem 18.10.04, 15:08
          fajnie.... może niedługo znajdziesz moją książkę.... :-)
          • neochuan uwolnić bombę 18.10.04, 15:19
            uważajcie kochaniutcy, bo Was do guantanamo na wycieczkę zabiorą.
            przecież kazali zwracać uwagę na wszelkie podejrzane przedmioty porzucone w
            ruchliwych miejscach i zaraz meldować w najbliższej komendzie brygady
            antyterrorystycznej, a nie podkładać ku utrapie owych, nie?
            • aard uwodnić trąbę! 18.10.04, 15:27
              Podpisano: spragniony słoń.
            • evonka Re: uwolnić bombę 18.10.04, 15:35
              kazali, kazali... a co to ja jestem, zeby się tak posłusznie meldować na
              komendzie...??? ;-) co z dziećmi pozostawionymi bez opieki???? uwaga na
              tykające dzieci!! ... i pomyśleć ze ostatnio podeszłam do dzieczynki, która
              sobie wjechała schodami ruchomymi na górę i biedactwo bała się zjechać, a tam
              na dole mama zaniepokojona.... a ja nawet nie zapytałam czy przypadkiem nie ma
              na sobie ładunku... ja głupia! ;-)
              • aard dzieci to bomba z opóźnionym zapłonem 18.10.04, 15:44
                i nikomu, kto choć raz z niepokojem czekał na miesiączkę (swoją czy partnerki)
                nie treba tego tłumaczyć...
                :p
                • evonka hmmm...... 18.10.04, 15:47
                  ... to już chyba post nadający się na forum "Zdrowie" ..;-)
                  • aard Gdyby się kiedyś nie doczekać, to zapewne 18.10.04, 15:58
                    zdrowie psychiczne narażone na poważny szwank
              • zamek Re: uwolnić bombę 18.10.04, 16:21
                evonka napisała:

                > uwaga na tykające dzieci!!
                Bez przesady. W Szwecji wszystkie dzieci są tykające. Kto czytał "Dzieci z
                Bullerbyn", ten wie.
                I w ten sposób wróciliśmy do książek :)
            • aard A mnie wczoraj coś w pokoju 19.10.04, 08:24
              pikało. W nieregularnych kilkuminutowych interwałach robiło mniej więcej tak,
              jak świetlówka, która nie może się rozpalić, tylko a) pojedyńczo, b)
              dźwięczniej. Raz ciszej, raz głośniej, wykluczone, żeby tak dźwięcznie (wysokie
              alikwoty!) dochodziło od sąsiadów. Ewentualnie zza okna, ale nic tam
              podejrznego nie dostrzegłem. Co to mogło być?
              Powiem szczerze, przed zaśnięciem zastanawiałem się, czy się obudzę w całości...
              • neochuan Re: A mnie wczoraj coś w pokoju 19.10.04, 10:44
                pikało?? to musiało być coś treflego, takie kara...
                --
                g.
              • szprota może to 19.10.04, 12:52
                bieda ci piszczała? ewentualnie przechodziło ludzkie pojęcie?
                b00g13em a Borgiem takie tajemnicze dźwięki najczęściej generują rury, rynny i
                nieszczelne okna
                • neochuan Re: może to 19.10.04, 12:56
                  szprota napisała:
                  takie tajemnicze dźwięki najczęściej generują rury, rynny i
                  > nieszczelne okna
                  w sumie mi to rura, ale czy rynny to takie nieszczelne okna??
                  • szprota bezczelny! <no okno ni klamka> 19.10.04, 13:06

                    • neochuan a co na to<no okno ni klamka>naczelny??/ni gąski 19.10.04, 13:12
                      • aard A MZta ma nadal litrówę w sygnaturze! /i o. 19.10.04, 13:23

                        • szprota ba! 20.10.04, 13:20
                          poprawiałam ją miliony razy, a ona nadal swoje... dopóki państwo admiństwo
                          portalowe nie przestanie grzebać po ustawieniach, dopóty będę miała koślawego
                          siga, bo walczyć z nim nie zamierzam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka