Co za ludzi ja dziś spotykam
Wchodzi babcia z wnuczką do kawiarni dziecięcej.
Babcia: Czy są dzieci?
Ja: Jak widać chwilowo nie ma.
B: A kiedy będą?
J: Nie wiem. Mogą przyjść w każdej chwili.
B: Łeeee, to idziemy stąd.
Wnuczka: Babciu, ale ja chcę się tu pobawić!
B: Nie! Rodzice nie dali ci odpowiednich ubrań! Może przyjdziemy w poniedziałek.
J: W poniedziałki mamy nieczynne.
B: No i dobrze. I tak nie mogłam do was trafić. Do widzenia.
=0
I cały dzień taki.
- czy może pani zmienić muzykę, bo mi się nie podoba?
- czy można tę zupę rozcieńczyć mlekiem?
- czy mogę prosić serwetkę, bo mi bita śmietana wlazła w fugę?
A, i przed otwarciem: No wiem, że jeszcze zamknięte, ale czy mogę wejść, skoro już przyszłam? Ja: Proszę. - Pani: Ja tylko cichutko posiedzę. - Po czym zaczęła śpiewać i nagrywać to na ajfona.
A po robocie wpadłam na genialny pomysł, że pójdę do marketu.

Wjeżdżające na mnie wózki, ludzie stojący na środku alejek, albo ci pchający się z rekami akurat do tych samych produktów pomogli mi w zachowaniu wzorca idealnego konsumenta - kupiłam szybko, drogo, byle co i byle jak
A - zapomniałam dodać, że zamiast reklamówki wzięłam jakąś dziwną kombinację torby z workiem na śmieci, która zerwała mi się przy wysiadaniu z tramwaju
Eh... Tak się tylko chciałam wygadać. A co u Was?