yaa
07.05.02, 10:24
Ponieważ przez ostatnie dwa tygodnie mało się udzielałem na forum, bo
miałem "urlop na pracę" w związku z tym, żeby się Wam kochani przypomnieć coś
skrobnąłem. Mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Cyfry
Na początku zawsze stoi dużo zer. One zajmują zawsze pierwsze pozycje. Okrągłe,
rumiane zadowolone z życia. Pewnie, każdy byłby zadowolony – nie dosyć, że jest
ich najwięcej to zawsze są pierwsze. Niestety za nimi zaczynają przepychać się
inne cyfry.
Zasuszone, jakby wstydliwe jedynki, przypominające ubogich krewnych z
prowincji, którzy wprawdzie są, ale starają się nie rzucać w oczy i sprawiać
jak najmniej kłopotu.
Czasem trafi się dwójka, wygięta już od samego dołu, jak pijany, który w
trakcie powrotu z baru usiłuje złapać się słupa, co jednak sprawia mu dużą i
zauważalną trudność. Nogi podkurczone, rękoma chwyta się powietrza, jakby
chciał powstać z kolan, na które rzuciła go nieświadomość.
Jest też kilka czwórek, wyglądających jak krzesła postawione do góry nogami –
widok, który przypomina mi zawsze świetlice szkolną, kiedy właśnie tak trzeba
było ustawiać krzesła na stołach, choć do tej pory nie wiem po co.
Czasem pojawia się siódemka, jak wiecznie uśmiechnięty, przygarbiony
chudzielec, patrzący w przyszłość czystym, pełnym optymizmu wzrokiem.
Tym razem trafiła się też ósemka – bardzo rzadka cyfra. Elegancka,
wyglądająca jak łyżwiarka tańcząca na lodzie, uchwycona przez fotografa w
piruecie i tak zamarła na papierze, utrwalona na wieczność.
Są też szóstka i dziewiątka – tak podobne i tak różne. Pozwijane, jakby w
bolesnym skurczu, pełne wewnętrznych sprzeczności, nie mogące ustalić początku
i końca. One najbardziej przypominają piosenkę Agnieszki Osieckiej „Bo ja
jestem, proszę pana na zakręcie”.
Występująca na końcu cyfra jest największa. To ona mnie zawsze przeraża
najbardziej. To właśnie jej zawsze wypatruje z nadzieją i niepokojem. A ona,
jak Wielki Krojczy tnie mój dobry nastrój, siejąc wyrzuty sumienia i
wściekłość. Ten najgorszy rodzaj wściekłości – wściekłość na siebie, kiedy nie
można winą obarczyć nikogo innego i trzeba się przyznać do błędu w przepastnej
głębinie własnego sumienia.
Znowu taki wysoki ten rachunek telefoniczny !
Yaa
18.03.2002