Gość: jeżyk
IP: *.vline.pl / *.rev.vline.pl
04.03.05, 13:45
W niedzielę, będąc w katedrze, dowiedziałam się przypadkiem, że 6.03.05 są
wybory do rad osiedlowych. Faktycznie przed wejściem dostałam ulotkę, ale
ponieważ nie dotyczyła mojego osiedla, wcale nie zwróciłam na nią uwagi. I
czekałam... W sumie jeszcze trochę czasu.
Dziś jest piątek. Nie mam pojęcia, kto startuje wyborach w moim okręgu. Nie
wiem jaka jest właściwie rola Rad Osiedlowych, jakoś nie znalazłam
wyczerpującej informacji na ten temat w mediach. Nie przypominam sobie
również żadnych sprawozdań z działalności tychże. W czym mi pomogli jej
przedstawiciele?
Dziś czytam ogłoszenie Panów Kropiwnickiego i Pawłowskiego. "Nie bądźmy
obojętni i pójdźmy do wyborów". Szkoda, że władza nie wykazała wcześniej
takiej aktywności informacyjnej jak dziś. "To od nas zależy, kto będzie
reprezentował nasze najbliższe środowisko, jak będzie potrafił zauważać nasze
problemy i współdecydować o ich rozstrzyganiu". Rady Osiedlowe istnieją nie
od dziś, a jakoś nikt nie widzi choćby problemu samochodów jeżdżących po
chodnikach, trawnikach, parkujących gdzie popadnie. To jest mój problem,
mieszkańca osiedla! Czy to nie zadanie dla Rady Osiedlowej? Czy ktoś, kto nie
kontaktuje się z mieszkańcami może rozwiązywać ich problemy?
"Wybierzmy z grona kandydatów tych, do których mamy przekonanie, że potrafią
działać." Żaden z kandydatów nie zaprezentował ani swoich osiągnięć
związanych z dotychczasową działalnością, żaden nie przedstawił pomysłow na
przyszłość. Do kogo mieć przekonanie? Kto potrafi działać?
Na wybory nie pójdę. Nie z obojętności, Panie Prezydencie. Z pełną
świadomością. Może ktoś w końcu wyciągnie wnioski z frekwencji i zauważy, że
coś tu jest nie tak.