Dodaj do ulubionych

Apropos Fryzjera...

IP: *.lodz-piaski.sdi.tpnet.pl 18.06.02, 11:13
Siostra podsunęła mi pomysł na watek. Czy kiedykolwiek fryzjer obciął was tak
jak dokładnie sobie tego życzyliście? Bo ona wrócila od fryzjera i jest
niezadowolona- zreszta jak zwykle, fryzjer mial inwencje twórczą;p.
Obserwuj wątek
    • Gość: Ixtlilto Re: Apropos Fryzjera... IP: *.tvsat364.lodz.pl 18.06.02, 11:16
      Ja powiem tak: nie chodzę do fryzjera :)P Moje furto skraca mi Naczelna.
      Jednak ona czasem wraca tak średnio zadowolona... w zaszłym tygodniu
      powiedziałam, że jak idzie do pana X. to niech mu zabierze nożyczki- bo koleś
      tez właśnie realizuje się artystycznie na głowach klientek...

      pozdroofka, Ixtlilto
    • amcd Re: Apropos Fryzjera... 18.06.02, 12:57
      Kiedyś jakieś pismo kobiece rozpisywało się o tym. A i nawet to komentowali Zet-
      ce (jak pamiętam).
      Nie pamiętam wszystkiego, ale pokrótce streszczając: wszystko zależy jak się
      ubierzemy do fryzjera. Więc ubierajmy się tak jak chcemy by nas obcięto ;)
    • meganka2 Re: Apropos Fryzjera... 18.06.02, 13:39
      Droga Blendo... wszystko zależy od fryzjera... ja chodzę do takowego, który
      wie, co ma ze mną zrobić, by było ok. I właśnie tak jego inwencja twórcza
      zawsze okazuje się udaną, gdyż jest on po prostu profesjonalistą i ma
      tzw. "oko".
      polecam poszukać takowego fachowcy... a będzie ok
      pozdr
    • Gość: Maruda Re: Apropos Fryzjera... IP: *.tvsat364.lodz.pl 18.06.02, 14:25
      Ja kiedys poszedlem bo mi wlosy zaczely do ovzu wchodzic i moiwe zeby skroicla tak ogolnie + grzywke ale jakos tak zeby nie bylo widac ze ciete (wiecie o co chodzi) Jak juz zdmuchnela ze mnie resztki wlosow i zobaczylem te grzywke scieta jak pod linijke przezylem szok. Potem konsekwencja tego bylo codzienne patrzenie sie w lustro z obrzydzeniem na grzywke. Od tej pory nie bylem u fryzjera :) <a byl to pazdziernik 2000> Maruda.
    • kx Re: Apropos Fryzjera... 18.06.02, 14:55
      Jak się ma taaakie futro jak Ixik, to mozna się oddać na postrzyżyny domowym
      rączkom, ale przy krótszych włosach nie polecam. Kiedyś, jeszcze w podstawówce,
      moja kochana mama tak mnie obrzępoliła, że omal nie zemdlałam z niemożności
      ponownego nabrania powietrza. Mama się zreflektowała, że trochę się jej "ręka
      obsunęła" i zaprowadziła mnie do osiedlowego salonu fryzjerskiego na
      doprowadzenie do porządku. Tam mnie tak poprawili, że po przeżyciu ataku serca
      i ataku spazmów, trzy dni nie wychodziłam z domu płacząc nieustannie. Potem
      przez dwa miesiące obcy ludzie w tramwaju mówili do mnie "Skasuj mi proszę
      bilet chłopczyku", a daleka ciocia ucieszyła się, że mi tak ładnie odrastają
      włoski po pobycie w szpitalu.
      Wtedy nauczyłam się warczeć :))
      • ninna Re: Apropos Fryzjera... 18.06.02, 15:56
        HA HA HA HA HA..

        Mi tez sie to przytrafilo, ale niestety bez fryzjerskiego poprawiania. MAMA
        SAMA POPRAWIALA!!!

        No coz, skonczylo sie na tym, ze w wieku 14 lat, nie pozwolilam juz mamie
        obcinac mnie na krotko. Od tego czasu mialam dlugie wlosy. A teraz mam do
        poldlupka.

        Do fryzjerow nie chodze, bo sobie nie dam ruszyc moich wlosow. Ukochany mi je
        obcina (placze nad kazdym centymetrem). A ja obcinam mamie. Od kilku lat
        Ukochany zdecydowal, ze nie bedzie chodzil do fryzjera i scina sobie na jerza.
        A ja mu podgalam na karku.

        O!!!
    • tica Re: Apropos Fryzjera... 18.06.02, 16:46
      ja zazwyczaj jestem zadowolona, ale ram miałam tak okropne stracie z fryzjerem,
      że na sama myśl do tej pory przechodza mnie ciarki!!! moje wizyty u fryzjera sa
      zazwyczaj nieprzemyslane, poprostu mam ochotę to wchodzę do pierwszego
      lepszego, którego mijam, decyzja bardzo spontaniczna. tak tez było własnie w
      przypadku tego tragicznego cięcia. kobieta, która miała zrobić z moimi włosami
      jakiś porządek troche chyba pomyliła epoki. ja wybrałam sobie sliczną fryzurkę,
      ale niestety to co zobaczyłam niespełna godzine później przypominałao mi tylko
      fryzure mojej wychowawczyni w klasach 1-3 podstawówki :) wyglądałam jak starsza
      kobieta, która sobie własnie z wałków zdjęła swoje krótkie włosy włosy!!!
      popłakałam się na ten widok i ledwo co doszłam do domu...

      od tej pory oddaję się tylko w ręce mojej przyjaciółki i muszę przyznać, że źle
      na tym nie wychodzę :)

      jutro czeka mnie farbowanie, trzymajcie kciuki!

      pozdrrr
      • Gość: tica Re: Apropos Fryzjera... IP: *.pai.net.pl / *.pai.net.pl 13.10.02, 23:05
        dzisiaj oddałam się w swoje własne (jak się okazało zdolne) łapki i tez nie
        wyszłam na tym chyba najgorzej!
        zupełnie przez przypadek i spontanicznie postanowiłam sobie zrobić pasemka.
        miały wyjść ton jaśniejsze od naturalnego koloru, a są raczej lekko rude, ale
        chyba źle nie wygląda... zresztą zobaczycie- ocenicie :)

        pozdrrr
    • hubar Re: Apropos Fryzjera... 13.10.02, 23:48
      Ja nie chodzę do fryzjera.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka