balonus
13.08.02, 20:36
Wczoraj wróciłem z Tatr Słowackich i ponownie nie prędko tam pojadę pomimo iż
kocham góry (Tatry w szczególności). Doszedłem do wniosku, że Słowacy jeszcze
się nie przestawili i nadal mają komunistyczny tok myślenia - najlepiej im
jest jak mają święty spokój i pieniążki lecą z nieba.
Zaczęło się od tego, że w 'Chacie po Rysmi' powiedziano mi, iż nie mogę tam
spać ponieważ tam się śpi maksymalnie jedną noc, a ja chcę spać drugą z rzędu
(Niemcy oczywiście mogli spać ile chcą). Jakoś się z tym pogodziłem (chociaż
nie było łatwo bo następnego dnia szedłem na Wysoką nieznakowaną drogą), ale
po zejściu do Szczyrbskiego Plesa okazało się, że pani w sklepie także ma
jakieś uprzedzenia do Polaków i zrobiła mi wielką łaskę sprzedając stary
chleb. Po zrobieniu zakupów powędrowałem do 'Zamkowskiego Chaty', wydało mi
się wtedy, że mój pech się skończył ponieważ była tam bardzo miła obsługa.
Niestety następnego dnia szybko się to zmieniło gdy ok. południa zostałem z
tego schroniska wyproszony (chciałem przeczekać ulewę) ponieważ wycieczka
Francuzów musiała się posilić zajmując prawie całą jadalnię. Gdy zmoknięty
doszedłem do 'Chaty Teryho' miałem wielkie szczęście - mogłem się tam
zakwaterować na noc - dwójce Polaków odmówili (10 min. po nich przyszli
Niemcy którzy dostali miejsca na łóżkach). Następnie oskarżono mnie o
zapchanie zlewu w śmierdzącej toalecie chociaż myłem tylko lekko tłustawą
menażkę. Następny dzień był jedną wielką ulewą i nie mogłem się ruszyć ze
schroniska - o dziwo tego dnia nic wielkiego się nie wydarzyło. Ale najgorszy
był dopiero późniejszy poranek. Mój znajomy zatruł się czymś (jedząc na
okrągło pasztety i zupki chińskie nie trudno o zatrucie) i pół nocy spędził
biegając do toalety i wymiotując. Rano o godz. 7:00 przyszedł właściciel
schroniska rozzłoszczony tym, iż kilka osób w nocy zostało obudzonych. Kazał
on memu znajomemu spakować się i opóścić pokój informując, że musi on zejść
na dół (4 godziny z ciężkim plecakiem) bo następnej nocy nie będzie tam spał.
Moim zdaniem wyrzucanie osoby w takim stanie ze SCHRONISKA jest
niedopuszczalne. Wraz z kilkoma znajomymi(już) Polakami pomogliśmy zejść
choremu po tym jak rzuciliśmy w kierunku właściciela ostrą wiązankę słów.
A następnie szybko uciekliśmy do Polski.
PS. Oczywiście znam też przyjaznych Słowaków, ale na tym wyjeździe nie
zdarzyło mi się takiego spotkać.