Gość: Gość - grecka ość
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
20.02.06, 22:29
Pani opisująca łódzkie restauracje rozczula i bawi. To taka sympatyczna,
naiwna bidusia, co pierwszy raz coś próbuje i mocno się dziwuje. Widać, że po
świecie się nie jeździło, a o jedzonku też za dużo się nie wie i chyba się
nie gotuje. Dlatego bywa zaskoczona rozkosznie naiwnie. Ale niestety, jak
ktoś chce pisać o gastronomicznych sprawach troszku musi się na tym znać. Bo
tylko wtedy może ocenić, co robią w knajpie źle a co dobrze - czyli zgodnie z
przepisem. Inaczej wychodzi czysta amatorszczyzna.
A tera o Akropolu. Wnętrze projektu arch. arch. Musiałów dobre, ale trochę
zimne. Krzesełka jak dla lalek (mam może dużą sempiternę?) i coś z akustyką
szwankuje - lepiej słyszysz sąsiada obok niż współbiesiadnika przy stoliku.
Niestety ostatnimi czasy lokal troszkę spuścił z tonu. Kiedyś było smaczniej.
Karta ze zdjęciami dań to nie plus tylko dość trywialne rozwiązanie. Zapewne
jak się jada głównie w KFC i innych lokalach dla niegramotnych, to
rzeczywiście uspokaja i daje bezpieczeństwo. Można pokazać palcem i pochłonąć
szybko.
Jeszcze kilka uwag ogólnych. Niech pastuszkę nie dziwi mała ilość zup. Grecy
ich nie mają i nie są zupnym narodem. Rzeczywiście w menu brakuje psarosupa -
czyli rybnej, ale w zwykłej greckiej restauracji (także tavernie) są
zwzwyczaj 3 - 4 zupy. Zakąski i wszelkie tzw. mezedes były kiedyś mocną
stroną Akropolis, troszkę się to zmieniło. Natomiast znów rozbawienie budzi
opis wątpliwości dotyczących gołąbków z liści winogron. Toż to słynne
dolmades, z których grecka kuchnia słynie. I zazwyczaj bywały w opisywanej
restauracji smaczne.
Mam na koniec jedną prośbę - niech recenzentka - naturszczyk zacznie
poważniej traktować swe obowiązki i przed wizytą w restauracji popyta
znajomych bywałych w świecie albo chociaż poczyta kulinarne przewodniki.
Uniknie wtedy naiwnych i czasem żenujących opisów. A przy okazji może zanim
skosztuje dań czegoś się jednak nauczy...