Dodaj do ulubionych

Pogadajmy o Łodzi!

11.03.06, 20:07
Pogadajmy o Łodzi zanimzacznie się szaleństwo kampanii samorządowej...
Taki tekst napisałem:

ŁÓDŹ MOICH MARZEŃ
(Spisane przez Michała Augustyna napaleńca, którzy mimo wszystko wierzy, że
może być wspaniale).

Dlaczego wogóle ludzie mieszkają w jakimś miejscu? Jedni-bo muszą,
inni-bo się przyzwyczaili; są jednak tacy, którzy mieszkają z miłości. Któż z
nas nie chciałby zaliczyć siebie do tej ostatniej kategorii-grona
szczęśliwców, co wybrali świadomie?
Mieszkam w Łodzi dla Jej ulic (Pietrynko nasza Ty!), starych fabryk,
cmentarzy, dla łódzkich klubów piłkarskich i łódzkiej-wciąż
sławnej w wielkim świecie-Filmówki; żyjemy z powodu pięknej i dumnej
przeszłości-o której często się mówi, a rzadko rozumie (szczególnie jeśli
wspominają Jej-Łodzi przeszłość tzw. urzędnicy miejscy)...
Łódź we mnie wrosła i nie chce się odczepić, a i ja takiego rozstania chyba
bym nie przeżył. To się właśnie nazywa miłość-zauroczenie, coś, co dzieje się
niekoniecznie w zgodzie z rozumem, ale na pewno w
harmonii z biciem naszych serc...
Fajnie jest też mieszkać gdzieś, gdzie możemy realizować nasze marzenia, sny,
plany; dobrze jest oddychać powietrzem takiego miejsca, które chce nam dać
dobre-zasobne i bezpieczne-życie; nam i naszym bliskim-
przyjaciołom, rodzinie, znajomym. Miło jest czuć rezonans potrzebnych sobie
dusz-bo to one, a nie urzędnicze plany, zakazy, nakazy, dyrektywy...powołują
do życia miasteczka i miasta. Kiedyś tę prostą prawdę rozumiano-
i z tego rozumienia urodziła sie potęga Łodzi XIX-wiecznej, która pomimo
zniewolenia Polski, pokazała na co stać tych, którzy marzenia potrafią
przyoblec w ciało Miasta.
Kariera XIX wiecznej Łodzi, która z małej osady w ciagu kilkudziesięciu lat
urosła do wielkiej metropolii, nie miała odpowiednika w tamtej Europie!
Złamano wówczas monopol Poznaniaków na „radzenie sobie” pod butem zaborcy;
pokonano stereotyp Kongresówki zdolnej jakoby-zdaniem Wielkopolan, jedynie do
romantycznych zrywów, które przynosiły uniesienia, okupione ogromnymi
stratami. Banały? Truizmy? Może, ale dlaczego te proste
fakty (o które dżentelmeni-nieliczni już dziś-nie powinni się spierać) nie
stało się w ostatnich szesnastu latach punktem wyjścia do zbudowania wizji
Łodzi XXI wieku? Nikomu się nie chciało? Demokracja samorządowa zawiodła? Nie
wiemy i nie potrafimy na to pytanie odpowiedzieć?!
Jedno jest pewne-coś się stało z naszą Łodzią, skoro jest dzisiaj jedynym w
Polsce Miastem z tak wysokim bezrobociem (pobiliśmy w ostatnich szesnastu
latach rekord świata-Łódź miała wyższe bezrobocie niż województwo-region!;
rola metropolii nie zostaje więc odegrana-to dla Łodzi straszny „policzek”!).
Tak, zaprawdę musiało się wiele wydarzyć, skoro stare (i na przekór ludziom
wciąż piękne) kamienice łódzkie umierają-bo przecież nie może im pomóc
skromny lifting i punktowa rewitalizacja (czyli po naszemu przywracanie
życia), którą urzędnicy, za pieniądze podatnika łaskawie im fundują-od czasu
do czasu. Pękło coś w mieszkańcach naszej Łodzi-skoro tak wielu ich
co roku ubywa (podobno ostatnimi czasy ubyło nas-Łodzian 37 tysięcy!!!) , tak
wielu młodych ją opuszcza dla Warszawy, Poznania,
Wrocławia, Trójmiasta, a ostatnio Londynu, Dublina... zostawia i
deklaruje, że już nie wróci (a my czytając te sondażowe deklaracje, czujemy
jak pękają nasze łódzkie serca...).
Cóż-nasze kochane Miasto nie było wyjątkiem-zostało przemielone przez tryby
Historii... Dwie Wielkie Wojny zachwiały materialnymi podstawami łódzkiej
potęgi. Druga wojna pozbawiła dodatkowo Łódź tego, co było jedną
z ważniejszych sił napędowych jej rozwoju-Zagłada „wymiotła” z
Łodzi współtwórców łódzkiej potęgi gospodarczej-Polaków mojżeszowego wyznania-
jak kto woli-Żydów łódzkich; zbiorowa odpowiedzialność zabrała Łodzi Jej
Niemców... i tak Ziemia Obiecana utraciła swoich współgospodarzy; Polacy
osamotnieni nie ze swojego przecież wyboru, mieli się sami zająć Łodzią-
Miastem, które od początku swojej historii należało do Łodzian, a
nie takich, czy innych (niechby i naszych!) władz.



Komunistom zasada oddawania czegokolwiek obywatelom, była jak wiadomo
obca. PRL zawłaszczył więc wszystko, co zawłaszczyć się dało:
ulice, kamienice, fabryki, parki... A obok tego zrabowanego, w
czasie największej w dziejach Polski kradzieży!, łódzkiego majątku, powstały
gdzie popadnie, nie zważając na święte niegdyś prawo własności, szare
krajobrazy blokowisk, które zrujnowały piękny-choć surowy-łódzki pejzaż. Nic
już nie miało być Łodzian: ani domy (jeżeli można mieszkanie w bloku nazwać
domem), ani grunty, ani miejsca pracy... Wszystko miało być wszystkich.
Łodzi przetrącono w ten sposób kręgosłup-skreślono jej tożsamość, która była
mimo dziejowych klęsk gwarantem jej sukcesu. Owszem-Filmówka święciła swe
triumfy, fabryki zabrane właścicielom produkowały (coraz gorzej i coraz
bardziej bez sensu), Łodzianie od pokoleń i ci, co przyjechali po
wojnie pracować w łódzkich fabrykach, przywykli do
zeszpeconego krajobrazu... ale cały czas jaki Łódź spędziła w PRL-u, był dla
niej czasem straconym. Jak bardzo straconym-pokazała dopiero niepodległość.
Aż dziw bierze, że-demokratycznie już wybrane-władze naszego Miasta
nigdy nie zdefiniowały (nie chciały?) przyczyn chorób,
które Łodź gnębią. Długo, jak się okazało, działa PRL-owska trucizna, skoro
włodarze naszego Miasta (i to bez względu na tzw. opcję polityczną) wierzyli
i wierzą, że Łodzi można przywrócić świetność urzędowym nakazem (ukazem?).
Nie można! Łódź trzeba zwrócić Łodzianom!
Wiara urzędników w ich domniemaną moc czynienia cudów szkodzi i Łodzi i
Polsce. To szerszy problem, ale można go w tym miejscu zawęzić do dwóch
kwestii.
Po pierwsze byli i są tacy, którzy nie rozumieją skąd się bierze na rynku
(wolnym!!!) wartość. Marzy się owym jegomościom taki „raj”, w którym sprzedać
można wszystko, co się wyprodukuje-bez względu na jakość i cenę, tego, co ma
się do zaoferowania. Ci właśnie „marzyciele” przypominają często pełne
zatrudnienie w PRL-u i chcieliby, żeby tysiące łódzkich kominów znowu dymiło.
Zazwyczaj nie obchodzi ich konkurencja (która okazała się zabójcza
dla prl-owskiego szajsu), koszty pracy (wogóle pojęcie kosztów jest im
obce)... nie zauważają, że gospodarki bogatych krajów już dawno „postawiły”
na usługi, bo produkcja-coraz częściej obywa się
bez ludzi... Nie trafiają do nich argumenty zaczerpnięte z rzeczywistości:
wprawdzie 20 % Polaków nie pracuje, ale jakoś nie słychać, żeby gdzieś
zabrakło masła, butów, telewizorów... Ta część „społeczeństwa” nigdy nie
przyjmie do wiadomości, że to rynek „wycenia” wartość tego, co mamy do
zaoferowania i dlatego prezes banku zarabia milion miesięcznie,
a murarz dwa tysiące.
Po drugie, ci właśnie rodacy stanowią większość i zgodnie z regułami
demokracji wyłaniają swoich przedstawicieli, którzy-przynajmniej
teoretycznie, reprezentują ich „poglądy”. To dlatego władze naszego miasta
prowadziły w wolnej Polsce, politykę zapożyczania się (prezydent Kropiwnicki
trochę przystopował-choć sam jest zwolennikiem niejakiego Keynesa, czyli
interwencji państwa-gminy na rynku) i ciągłego regulowania wszystkiego, co
tylko znalazło się w zasięgu wzroku miejskiego urzędnika. Efekt jest
taki, że mimo tych wszystkich programów walki z bezrobociem (na
które wydano miliardy złotych), rewitalizacji budynków, planów i projektów
(bardzo kosztownych!), unijnego wsparcia (wielomilionowego)... Łódź wygląda-
tak jak wygląda (parę milionów z
Obserwuj wątek
    • jasam Proszę o dokończenie urwanego tekstu. n/t 12.03.06, 08:55
      • Gość: Michał Re: Proszę o dokończenie urwanego tekstu. n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.06, 10:16
        ŁÓDŹ MOICH MARZEŃ
        (Spisane przez Michała Augustyna napaleńca, którzy mimo wszystko wierzy, że
        może być wspaniale).

        Dlaczego wogóle ludzie mieszkają w jakimś miejscu? Jedni-bo muszą, inni-
        bo się przyzwyczaili; są jednak tacy, którzy mieszkają z miłości. Któż z nas
        nie chciałby zaliczyć siebie do tej ostatniej kategorii-grona szczęśliwców, co
        wybrali świadomie?
        Mieszkam w Łodzi dla Jej ulic (Pietrynko nasza Ty!), starych fabryk,
        cmentarzy, dla łódzkich klubów piłkarskich i łódzkiej-wciąż
        sławnej w wielkim świecie-Filmówki; żyjemy z powodu pięknej i dumnej
        przeszłości-o której często się mówi, a rzadko rozumie (szczególnie jeśli
        wspominają Jej-Łodzi przeszłość tzw. urzędnicy miejscy)...
        Łódź we mnie wrosła i nie chce się odczepić, a i ja takiego rozstania chyba bym
        nie przeżył. To się właśnie nazywa miłość-zauroczenie, coś, co dzieje się
        niekoniecznie w zgodzie z rozumem, ale na pewno w harmonii
        z biciem naszych serc...
        Fajnie jest też mieszkać gdzieś, gdzie możemy realizować nasze marzenia, sny,
        plany; dobrze jest oddychać powietrzem takiego miejsca, które chce nam dać
        dobre-zasobne i bezpieczne-życie; nam i naszym bliskim-
        przyjaciołom, rodzinie, znajomym. Miło jest czuć rezonans potrzebnych sobie
        dusz-bo to one, a nie urzędnicze plany, zakazy, nakazy, dyrektywy...powołują do
        życia miasteczka i miasta. Kiedyś tę prostą prawdę rozumiano- i z
        tego rozumienia urodziła sie potęga Łodzi XIX-wiecznej, która pomimo
        zniewolenia Polski, pokazała na co stać tych, którzy marzenia potrafią
        przyoblec w ciało Miasta.
        Kariera XIX wiecznej Łodzi, która z małej osady w ciagu kilkudziesięciu lat
        urosła do wielkiej metropolii, nie miała odpowiednika w tamtej Europie!
        Złamano wówczas monopol Poznaniaków na „radzenie sobie” pod butem zaborcy;
        pokonano stereotyp Kongresówki zdolnej jakoby-zdaniem Wielkopolan, jedynie do
        romantycznych zrywów, które przynosiły uniesienia, okupione ogromnymi stratami.
        Banały? Truizmy? Może, ale dlaczego te proste fakty (o które
        dżentelmeni-nieliczni już dziś-nie powinni się spierać) nie stało się w
        ostatnich szesnastu latach punktem wyjścia do zbudowania wizji Łodzi XXI wieku?
        Nikomu się nie chciało? Demokracja samorządowa zawiodła? Nie wiemy i nie
        potrafimy na to pytanie odpowiedzieć?!
        Jedno jest pewne-coś się stało z naszą Łodzią, skoro jest dzisiaj jedynym w
        Polsce Miastem z tak wysokim bezrobociem (pobiliśmy w ostatnich szesnastu
        latach rekord świata-Łódź miała wyższe bezrobocie niż województwo-region!; rola
        metropolii nie zostaje więc odegrana-to dla Łodzi straszny „policzek”!). Tak,
        zaprawdę musiało się wiele wydarzyć, skoro stare (i na przekór ludziom wciąż
        piękne) kamienice łódzkie umierają-bo przecież nie może im pomóc skromny
        lifting i punktowa rewitalizacja (czyli po naszemu przywracanie życia), którą
        urzędnicy, za pieniądze podatnika łaskawie im fundują-od czasu do
        czasu. Pękło coś w mieszkańcach naszej Łodzi-skoro tak wielu ich co
        roku ubywa (podobno ostatnimi czasy ubyło nas-Łodzian 37 tysięcy!!!) , tak
        wielu młodych ją opuszcza dla Warszawy, Poznania,
        Wrocławia, Trójmiasta, a ostatnio Londynu, Dublina... zostawia i
        deklaruje, że już nie wróci (a my czytając te sondażowe deklaracje, czujemy jak
        pękają nasze łódzkie serca...).
        Cóż-nasze kochane Miasto nie było wyjątkiem-zostało przemielone przez tryby
        Historii... Dwie Wielkie Wojny zachwiały materialnymi podstawami łódzkiej
        potęgi. Druga wojna pozbawiła dodatkowo Łódź tego, co było jedną z
        ważniejszych sił napędowych jej rozwoju-Zagłada „wymiotła” z
        Łodzi współtwórców łódzkiej potęgi gospodarczej-Polaków mojżeszowego wyznania-
        jak kto woli-Żydów łódzkich; zbiorowa odpowiedzialność zabrała Łodzi Jej
        Niemców... i tak Ziemia Obiecana utraciła swoich współgospodarzy; Polacy
        osamotnieni nie ze swojego przecież wyboru, mieli się sami zająć Łodzią-
        Miastem, które od początku swojej historii należało do Łodzian, a
        nie takich, czy innych (niechby i naszych!) władz.



        Komunistom zasada oddawania czegokolwiek obywatelom, była jak wiadomo
        obca. PRL zawłaszczył więc wszystko, co zawłaszczyć się dało:
        ulice, kamienice, fabryki, parki... A obok tego zrabowanego, w czasie
        największej w dziejach Polski kradzieży!, łódzkiego majątku, powstały gdzie
        popadnie, nie zważając na święte niegdyś prawo własności, szare krajobrazy
        blokowisk, które zrujnowały piękny-choć surowy-łódzki pejzaż. Nic już nie miało
        być Łodzian: ani domy (jeżeli można mieszkanie w bloku nazwać domem), ani
        grunty, ani miejsca pracy... Wszystko miało być wszystkich.
        Łodzi przetrącono w ten sposób kręgosłup-skreślono jej tożsamość, która była
        mimo dziejowych klęsk gwarantem jej sukcesu. Owszem-Filmówka święciła swe
        triumfy, fabryki zabrane właścicielom produkowały (coraz gorzej i coraz
        bardziej bez sensu), Łodzianie od pokoleń i ci, co przyjechali po
        wojnie pracować w łódzkich fabrykach, przywykli do
        zeszpeconego krajobrazu... ale cały czas jaki Łódź spędziła w PRL-u, był dla
        niej czasem straconym. Jak bardzo straconym-pokazała dopiero niepodległość.
        Aż dziw bierze, że-demokratycznie już wybrane-władze naszego Miasta
        nigdy nie zdefiniowały (nie chciały?) przyczyn chorób, które
        Łodź gnębią. Długo, jak się okazało, działa PRL-owska trucizna, skoro włodarze
        naszego Miasta (i to bez względu na tzw. opcję polityczną) wierzyli i wierzą,
        że Łodzi można przywrócić świetność urzędowym nakazem (ukazem?). Nie można!
        Łódź trzeba zwrócić Łodzianom!
        Wiara urzędników w ich domniemaną moc czynienia cudów szkodzi i Łodzi i Polsce.
        To szerszy problem, ale można go w tym miejscu zawęzić do dwóch kwestii.
        Po pierwsze byli i są tacy, którzy nie rozumieją skąd się bierze na rynku
        (wolnym!!!) wartość. Marzy się owym jegomościom taki „raj”, w którym sprzedać
        można wszystko, co się wyprodukuje-bez względu na jakość i cenę, tego, co ma
        się do zaoferowania. Ci właśnie „marzyciele” przypominają często pełne
        zatrudnienie w PRL-u i chcieliby, żeby tysiące łódzkich kominów znowu dymiło.
        Zazwyczaj nie obchodzi ich konkurencja (która okazała się zabójcza
        dla prl-owskiego szajsu), koszty pracy (wogóle pojęcie kosztów jest im obce)...
        nie zauważają, że gospodarki bogatych krajów już dawno „postawiły” na
        usługi, bo produkcja-coraz częściej obywa się bez
        ludzi... Nie trafiają do nich argumenty zaczerpnięte z rzeczywistości:
        wprawdzie 20 % Polaków nie pracuje, ale jakoś nie słychać, żeby gdzieś zabrakło
        masła, butów, telewizorów... Ta część „społeczeństwa” nigdy nie przyjmie do
        wiadomości, że to rynek „wycenia” wartość tego, co mamy do
        zaoferowania i dlatego prezes banku zarabia milion miesięcznie, a
        murarz dwa tysiące.
        Po drugie, ci właśnie rodacy stanowią większość i zgodnie z regułami demokracji
        wyłaniają swoich przedstawicieli, którzy-przynajmniej teoretycznie,
        reprezentują ich „poglądy”. To dlatego władze naszego miasta prowadziły w
        wolnej Polsce, politykę zapożyczania się (prezydent Kropiwnicki trochę
        przystopował-choć sam jest zwolennikiem niejakiego Keynesa, czyli interwencji
        państwa-gminy na rynku) i ciągłego regulowania wszystkiego, co tylko znalazło
        się w zasięgu wzroku miejskiego urzędnika. Efekt jest taki, że mimo
        tych wszystkich programów walki z bezrobociem (na które wydano miliardy
        złotych), rewitalizacji budynków, planów i projektów (bardzo kosztownych!),
        unijnego wsparcia (wielomilionowego)... Łódź wygląda-tak jak wygląda (parę
        milionów złotych poszło na analizę potencjału rozwojowego Łodzi, wykonaną
        przez „bardzo znaną firmę&#
    • Gość: michał ciąg dalszy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.06, 10:58
      Po drugie, ci właśnie rodacy stanowią większość i zgodnie z regułami demokracji
      wyłaniają swoich przedstawicieli, którzy-przynajmniej teoretycznie,
      reprezentują ich „poglądy”. To dlatego władze naszego miasta prowadziły w
      wolnej Polsce, politykę zapożyczania się (prezydent Kropiwnicki trochę
      przystopował-choć sam jest zwolennikiem niejakiego Keynesa, czyli interwencji
      państwa-gminy na rynku) i ciągłego regulowania wszystkiego, co tylko znalazło
      się w zasięgu wzroku miejskiego urzędnika. Efekt jest taki, że mimo
      tych wszystkich programów walki z bezrobociem (na które wydano miliardy
      złotych), rewitalizacji budynków, planów i projektów (bardzo kosztownych!),
      unijnego wsparcia (wielomilionowego)... Łódź wygląda-tak jak wygląda (parę
      milionów złotych poszło na analizę potencjału rozwojowego Łodzi, wykonaną
      przez „bardzo znaną firmę”-orzeknięto, że... jest kiepsko i nieprędko lepiej
      będzie). Wielu jest bowiem chętnych do dzielenia tortu; nieliczni martwią się
      jak go upiec... Może więc czas wrócić do „klasyki”? Tym
      bardziej, że przykłady dobrodziejstwa jakie płyną z wiedzy
      (ekonomicznej), pojawiają się w ostatnim czasie nader często. „Komunistyczne”
      Chiny mają dzisiaj setki miliardów dolarów rezerw (!!!), 10 % wzrost
      gospodarczy-mimo (a może dzięki temu), że ani ropy ani gazu tam człek nie
      uświadczy. Przyczyna tego sukcesu jest prosta-Chiny przestały czytać Marksa-a
      zaczęły robić to, co kiedyś robili twórcy Ziemii Obiecanej! Zafundowali sobie
      kapitalizm!!!
      Pytanie brzmi więc dzisiaj: od czego zacząć, by Łódź znowu stała się miastem
      przez wielkie M? Gdzie szukać kapitału? Jak pozyskać większość, która
      kapitalizmu nie akceptuje?

      Zadanie przekonywania zwolenników socjalizmu z ludzką twarzą wydaje się być
      niewykonalne. Nic nie szkodzi jednak spróbować... Można by zacząć tak:
      Dopóki 80-siąt parę tysięcy mieszkań (znowu rekord świata!) będzie
      należało do miasta, a nie do Łodzian dopóty trwał będzie
      rozkład łódzkiej substancji mieszkaniowej (dorzucmy do tego
      mieszkania „spółdzielcze” i mamy rozpaczy pełen obraz). Nie pomogą żadne
      programy rewitalizacyjne i unijne pieniądze, jeżeli w centrum Łodzi-w tym na
      naszej ukochanej Pietrynce-nie zamieszka elita Miasta, którą stać będzie na to,
      by dbać o łódzkie piękno! Centrum Łodzi zatętni życiem, jeśli artyści,
      nauczyciele, dziennikarze, przedsiębiorcy i ich rodziny wprowadzą się na
      Pietrynkę, Zachodnią i Wschodnią, Narutowicza i Nawrot... I wcale nie
      nie trzeba nikogo wyrzucać z mieszkań (Boże broń)! Wręcz przeciwnie, żeby nasza
      wizja miała się ziścić-musimy uczynić z Łodzian właścicieli (kto nie chciałby
      być właścicielem???),. Ci, z nich którzy nie będą w stanie utrzymać wielkich
      mieszkań w centrum miasta, zamienią je na mieszkania w blokach. I wilk będzie
      syty i owca cała. Jakież to proste-wystarczy tylko chcieć!
      Dlaczego przez ostatnie szesnaścielat nikt nie zadbał o to, żeby Łódź miała
      plan zagospodarowania przestrzennego, który dla każdego Miasta jest przecież
      swoistym punktem odniesienia-kluczem do zrozumienia czym Miasto jest dziś i
      jakie będzie Jego jutro?! Dlaczego nikt nie zaczął porządkować spraw własności
      gruntów, tak zagmatwanych po 45-ciu latach PRL-owskiego eksperymentu?! Że to
      kosztuje?! To prawda, ale „n” razy tyle kosztują zaniedbania, na które
      pozwoliły kolejne władze miasta, tak często zajęte zawłaszczaniem Łodzi (ach te
      spóleczki komunalne, te setki stołeczków do obsadzenia...); bo Łódź
      została zawłaszczona dwa razy: raz przez PRL, dwa-przez zdegenerowaną
      samorządokrację!
      Jeżeli władzę w mieście przejma ludzie odważni i mądrzy, muszą zastanowić się
      nad tym, które spółki miejskie można sprywatyzować-jakie usługi świadczone dziś
      przez miasto, oddać należy Łodzianom.
      W świecie, który się jednoczy, Łódź-jeżeli chce nie tylko wegetować, ale znowu
      kwitnąć, musi być atrakcyjna-musi przyciągać jak magnes, czymś, czego Polacy (i
      nie tylko Polacy!) nie znajdą w innych miastach Polski (i Europy!). Łódź jak
      najszybciej musi się zdecydować na to-co ma stanowić o Jej niepowtarzalnym
      wdzięku! Jak kania dżdżu, Łódź potrzebuje dziś wizji Jutra!
      I jest taka szansa-nasze kochane Miasto musi zatętnić... Młodością! Taki jest
      właśnie mój pomysł na Łódź. Nasz Uniwersytet i nasza Politechnika muszą być
      najlepsze; nasze podstawówki, gimnazja, licea i szkoły zawodowe muszą być
      najlepsze! A wszystko dla młodych-żeby chcieli tu przyjechać i żeby chcieli
      zostać! Że nie ma pieniędzy? Ależ są-sieć szkół mamy taka samą samą jak w
      latach 80-tych, a uczniów dwa razy mniej; trzeba więc po prostu mieć odwagę i
      dostosować rzeczywistość do potrzeb! Wtedy starczy i na komputery i
      na dodatki dla najlepszych nauczycieli (bo nauczyciele w Łodzi powinni być
      najlepsi z najlepszych)! Jeżeli mieszkania przestaną być
      miejskie, a zaczną być łódzkie, to absolwenci łódzkich
      szkół wyższych, będą te mieszkania mogli kupić tanio! A co jest młodym do życia
      potrzebne bardziej od domu?
      A jak się poszuka pieniędzy w łódzkim budżecie (2 miliardy złotych rocznie!-czy
      wielki dla Łodzi wiek XIX-ty, też dysponował taką kwotą?!), to się znajdzie i
      na potrzebne akademiki i na baseny-na to wszystko, co pozwoli zbudować
      najpiękniejsze w Polsce miasteczko akademickie-bo ono musi być najpiękniejsze!
      A jak młodzi będą chcieli firmę założyć (są dzięki Bogu jeszcze tacy
      chojracy!), to muszą w Łodzi móc to zrobić w jeden dzień-albo i
      szybciej (najszybciej w Polsce), a jak im braknie kasy-to muszą ją dostać z
      unijnych funduszy przeznaczonych na ten właśnie cel! Bo powtórzmy-
      Łódź musi się odmłodzić Młodością jej mieszkańców!




      I tak sobie też marzę, żeby David Lynch (podziwiam gościa nie tylko za geniusz-
      bo to jeden z Największych żyjących magów kina-ale i cierpliwość w zmaganiach z
      magistratem), nie był ostatnim wielkim, które chce z Łodzią...żyć. Niechby tak
      modę na Łódź nam pomógł wykreować w świecie szerokim-to nie tylko pomniki mu
      stawiać będziemy i szkoły nazywać jego imieniem, ale mu pałac postawimy (bo
      Polacy swoim wielkim nie raz domy budowali). Bo Łódź musi być modna!
      A jeszcze mi się tak roi we łbie rozmarzonym, żeby w okolice Starego Rynku na
      wzór krakowskiego Kazimierza, ale mocniej i głębiej, wróciła choć garstka
      łódzkich Żydów albo ich potomków (bo łódzkość jest wszak dziedziczna!)-nie
      tylko tak na chwilę (bo na chwilę -to niech przyjadą japońscy
      turyści... no chyba, żeby chcieli zostać), ale na stałe już. I można to zrobić-
      tylko trzeba mieć trochę odwagi!
      I jak już Łódź (prawie każdy metr kwadratowy jej powierzchni) stanie się
      Łodzian, którzy odważą się oddać władzę wizjonerom, to drżyj Warszawo, schowaj
      się Poznaniu i ty zacny grodzie Kraka, a co tam-niech zlękna się Londyny,
      Hongkongi i New Yorki-bo Łódź może i będzie number one!
    • asiek_30 Re: Pogadajmy o Łodzi! 13.03.06, 10:20
      To jeden z mądrzejszych postów na tym forum (bez obrazy, ale czasem wpisy są po prostu żałosne). Troche to trąci populizmem, trochę propaganda sukcesu, ale byc może tak trzeba, żeby cos w Naszej Łodzi drgnęło. Łódź pogrążona został razem z tysiącami prządek tracących pracę. O gorników, hutników, stoczniowców, słuzbe zdrowia miał się kto upomnieć, a o prządki nie upomniał sie nikt. Może po prostu prządki nie były medialne, źle sie kadrowały. Koniec końców one pracę starciły, a miasto popłynęło, czy może już raczej podryfowało dalej. Dryfujemy tak do tej pory i tylko od czasu do czasu pojawia się nowa twarz wołająca: Zróbmy coś, Łódź to piekne miasto. Michał znam Cię jeszcze ze studiów ( tu pozdrawiam historyków)i zycze Ci wszystkiego najlepszego, ale to co napisałeś to na razie tylko SŁOWA SŁOWA SŁOWA...
      • Gość: Ekspediętka Re: Pogadajmy o Łodzi! IP: *.toya.net.pl 13.03.06, 10:43
        asiek_30 napisała:

        > To jeden z mądrzejszych postów na tym forum

        Taaak? A po czym wnosisz?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka