michal197551
11.03.06, 20:07
Pogadajmy o Łodzi zanimzacznie się szaleństwo kampanii samorządowej...
Taki tekst napisałem:
ŁÓDŹ MOICH MARZEŃ
(Spisane przez Michała Augustyna napaleńca, którzy mimo wszystko wierzy, że
może być wspaniale).
Dlaczego wogóle ludzie mieszkają w jakimś miejscu? Jedni-bo muszą,
inni-bo się przyzwyczaili; są jednak tacy, którzy mieszkają z miłości. Któż z
nas nie chciałby zaliczyć siebie do tej ostatniej kategorii-grona
szczęśliwców, co wybrali świadomie?
Mieszkam w Łodzi dla Jej ulic (Pietrynko nasza Ty!), starych fabryk,
cmentarzy, dla łódzkich klubów piłkarskich i łódzkiej-wciąż
sławnej w wielkim świecie-Filmówki; żyjemy z powodu pięknej i dumnej
przeszłości-o której często się mówi, a rzadko rozumie (szczególnie jeśli
wspominają Jej-Łodzi przeszłość tzw. urzędnicy miejscy)...
Łódź we mnie wrosła i nie chce się odczepić, a i ja takiego rozstania chyba
bym nie przeżył. To się właśnie nazywa miłość-zauroczenie, coś, co dzieje się
niekoniecznie w zgodzie z rozumem, ale na pewno w
harmonii z biciem naszych serc...
Fajnie jest też mieszkać gdzieś, gdzie możemy realizować nasze marzenia, sny,
plany; dobrze jest oddychać powietrzem takiego miejsca, które chce nam dać
dobre-zasobne i bezpieczne-życie; nam i naszym bliskim-
przyjaciołom, rodzinie, znajomym. Miło jest czuć rezonans potrzebnych sobie
dusz-bo to one, a nie urzędnicze plany, zakazy, nakazy, dyrektywy...powołują
do życia miasteczka i miasta. Kiedyś tę prostą prawdę rozumiano-
i z tego rozumienia urodziła sie potęga Łodzi XIX-wiecznej, która pomimo
zniewolenia Polski, pokazała na co stać tych, którzy marzenia potrafią
przyoblec w ciało Miasta.
Kariera XIX wiecznej Łodzi, która z małej osady w ciagu kilkudziesięciu lat
urosła do wielkiej metropolii, nie miała odpowiednika w tamtej Europie!
Złamano wówczas monopol Poznaniaków na „radzenie sobie” pod butem zaborcy;
pokonano stereotyp Kongresówki zdolnej jakoby-zdaniem Wielkopolan, jedynie do
romantycznych zrywów, które przynosiły uniesienia, okupione ogromnymi
stratami. Banały? Truizmy? Może, ale dlaczego te proste
fakty (o które dżentelmeni-nieliczni już dziś-nie powinni się spierać) nie
stało się w ostatnich szesnastu latach punktem wyjścia do zbudowania wizji
Łodzi XXI wieku? Nikomu się nie chciało? Demokracja samorządowa zawiodła? Nie
wiemy i nie potrafimy na to pytanie odpowiedzieć?!
Jedno jest pewne-coś się stało z naszą Łodzią, skoro jest dzisiaj jedynym w
Polsce Miastem z tak wysokim bezrobociem (pobiliśmy w ostatnich szesnastu
latach rekord świata-Łódź miała wyższe bezrobocie niż województwo-region!;
rola metropolii nie zostaje więc odegrana-to dla Łodzi straszny „policzek”!).
Tak, zaprawdę musiało się wiele wydarzyć, skoro stare (i na przekór ludziom
wciąż piękne) kamienice łódzkie umierają-bo przecież nie może im pomóc
skromny lifting i punktowa rewitalizacja (czyli po naszemu przywracanie
życia), którą urzędnicy, za pieniądze podatnika łaskawie im fundują-od czasu
do czasu. Pękło coś w mieszkańcach naszej Łodzi-skoro tak wielu ich
co roku ubywa (podobno ostatnimi czasy ubyło nas-Łodzian 37 tysięcy!!!) , tak
wielu młodych ją opuszcza dla Warszawy, Poznania,
Wrocławia, Trójmiasta, a ostatnio Londynu, Dublina... zostawia i
deklaruje, że już nie wróci (a my czytając te sondażowe deklaracje, czujemy
jak pękają nasze łódzkie serca...).
Cóż-nasze kochane Miasto nie było wyjątkiem-zostało przemielone przez tryby
Historii... Dwie Wielkie Wojny zachwiały materialnymi podstawami łódzkiej
potęgi. Druga wojna pozbawiła dodatkowo Łódź tego, co było jedną
z ważniejszych sił napędowych jej rozwoju-Zagłada „wymiotła” z
Łodzi współtwórców łódzkiej potęgi gospodarczej-Polaków mojżeszowego wyznania-
jak kto woli-Żydów łódzkich; zbiorowa odpowiedzialność zabrała Łodzi Jej
Niemców... i tak Ziemia Obiecana utraciła swoich współgospodarzy; Polacy
osamotnieni nie ze swojego przecież wyboru, mieli się sami zająć Łodzią-
Miastem, które od początku swojej historii należało do Łodzian, a
nie takich, czy innych (niechby i naszych!) władz.
Komunistom zasada oddawania czegokolwiek obywatelom, była jak wiadomo
obca. PRL zawłaszczył więc wszystko, co zawłaszczyć się dało:
ulice, kamienice, fabryki, parki... A obok tego zrabowanego, w
czasie największej w dziejach Polski kradzieży!, łódzkiego majątku, powstały
gdzie popadnie, nie zważając na święte niegdyś prawo własności, szare
krajobrazy blokowisk, które zrujnowały piękny-choć surowy-łódzki pejzaż. Nic
już nie miało być Łodzian: ani domy (jeżeli można mieszkanie w bloku nazwać
domem), ani grunty, ani miejsca pracy... Wszystko miało być wszystkich.
Łodzi przetrącono w ten sposób kręgosłup-skreślono jej tożsamość, która była
mimo dziejowych klęsk gwarantem jej sukcesu. Owszem-Filmówka święciła swe
triumfy, fabryki zabrane właścicielom produkowały (coraz gorzej i coraz
bardziej bez sensu), Łodzianie od pokoleń i ci, co przyjechali po
wojnie pracować w łódzkich fabrykach, przywykli do
zeszpeconego krajobrazu... ale cały czas jaki Łódź spędziła w PRL-u, był dla
niej czasem straconym. Jak bardzo straconym-pokazała dopiero niepodległość.
Aż dziw bierze, że-demokratycznie już wybrane-władze naszego Miasta
nigdy nie zdefiniowały (nie chciały?) przyczyn chorób,
które Łodź gnębią. Długo, jak się okazało, działa PRL-owska trucizna, skoro
włodarze naszego Miasta (i to bez względu na tzw. opcję polityczną) wierzyli
i wierzą, że Łodzi można przywrócić świetność urzędowym nakazem (ukazem?).
Nie można! Łódź trzeba zwrócić Łodzianom!
Wiara urzędników w ich domniemaną moc czynienia cudów szkodzi i Łodzi i
Polsce. To szerszy problem, ale można go w tym miejscu zawęzić do dwóch
kwestii.
Po pierwsze byli i są tacy, którzy nie rozumieją skąd się bierze na rynku
(wolnym!!!) wartość. Marzy się owym jegomościom taki „raj”, w którym sprzedać
można wszystko, co się wyprodukuje-bez względu na jakość i cenę, tego, co ma
się do zaoferowania. Ci właśnie „marzyciele” przypominają często pełne
zatrudnienie w PRL-u i chcieliby, żeby tysiące łódzkich kominów znowu dymiło.
Zazwyczaj nie obchodzi ich konkurencja (która okazała się zabójcza
dla prl-owskiego szajsu), koszty pracy (wogóle pojęcie kosztów jest im
obce)... nie zauważają, że gospodarki bogatych krajów już dawno „postawiły”
na usługi, bo produkcja-coraz częściej obywa się
bez ludzi... Nie trafiają do nich argumenty zaczerpnięte z rzeczywistości:
wprawdzie 20 % Polaków nie pracuje, ale jakoś nie słychać, żeby gdzieś
zabrakło masła, butów, telewizorów... Ta część „społeczeństwa” nigdy nie
przyjmie do wiadomości, że to rynek „wycenia” wartość tego, co mamy do
zaoferowania i dlatego prezes banku zarabia milion miesięcznie,
a murarz dwa tysiące.
Po drugie, ci właśnie rodacy stanowią większość i zgodnie z regułami
demokracji wyłaniają swoich przedstawicieli, którzy-przynajmniej
teoretycznie, reprezentują ich „poglądy”. To dlatego władze naszego miasta
prowadziły w wolnej Polsce, politykę zapożyczania się (prezydent Kropiwnicki
trochę przystopował-choć sam jest zwolennikiem niejakiego Keynesa, czyli
interwencji państwa-gminy na rynku) i ciągłego regulowania wszystkiego, co
tylko znalazło się w zasięgu wzroku miejskiego urzędnika. Efekt jest
taki, że mimo tych wszystkich programów walki z bezrobociem (na
które wydano miliardy złotych), rewitalizacji budynków, planów i projektów
(bardzo kosztownych!), unijnego wsparcia (wielomilionowego)... Łódź wygląda-
tak jak wygląda (parę milionów z