kolin_lodz
27.05.06, 10:26
Tajemnicza śmierć studenta - ojciec szuka morderców syna
Makabrycznego odkrycia dokonał portier ze szpitala Pirogowa, który nad ranem
wyszedł na dwór zaczerpnąć świeżego powietrza. Zobaczył wiszącego na płocie
młodego mężczyznę. Policja ustaliła, że denatem jest 20-letni Michał
Mikołajczak, student pierwszego roku Wydziału Mechanicznego Politechniki
Łódzkiej.
To nie był żart
- W pierwszej chwili pomyślałem, że ktoś dla żartu powiesił na płocie kukłę -
opowiada pan Henryk, portier ze szpitala im. Pirogowa. - Kolega ochroniarz,
który ze mną dyżurował, też poszedł sprawdzić co się stało. Wrócił
przerażony. "To nie żart. Tam naprawdę ktoś wisi" - powiedział.
Kilka minut później mężczyznę wiszącego na sznurowadle przywiązanym do górnej
ramy metalowej siatki zbadał lekarz dyżurny szpitala. Na pomoc było już za
późno. Młody człowiek nie żył od godziny. Przed szpitalem pojawiła się ekipa
dochodzeniowo-śledcza, która zabezpieczyła ślady. Lekarz medycyny sądowej nie
wykluczył zabójstwa. Decyzją prokuratury zarządzono sekcję zwłok. Jednak
dopiero po trzech dniach udało się policji ustalić nazwisko denata.
- Matka zmarłego nie wiedząc, co się dzieje z synem, zgłosiła w komisariacie
policji w Ozorkowie jego zaginięcie. Gdy dotarł do nas komunikat w tej
sprawie, porównaliśmy rysopisy zaginionego i denata, rysopisy się zgadzały.
Ojciec prowadzi śledztwo
W śledztwie policja przyjęła dwie wersje. Według pierwszej student został
zamordowany, inna zakłada, że popełnił samobójstwo.
- Mój syn nie miał żadnych powodów, żeby targnąć się na własne życie - mówi
Jarosław Łuczak, ojciec zmarłego studenta. - Jego śmierć samobójczą wyklucza
również lekarz ze szpitala im. Pirogowa, który oglądał zwłoki. Nie zaznam
spokoju, dopóki nie znajdę tych, co go zabili.
Z ustaleń w śledztwie wynika, że podczas juwenaliów w nocy z soboty na
niedzielę Michał Mikołajczak bawił się ze swoją dziewczyną Anią i dwoma
kolegami w klubie studenckim Undergroud.
- W niedzielę około godz. 2 odprowadziliśmy go na przystanek tramwajowy na
al. Politechniki (przy ul. Wróblewskiego). Był na rauszu. Śmiał się i
żartował. Nic nie wskazywało na to, że może dojść do tragedii - opowiada Anna
Sosnowska, dziewczyna Michała Mikołajczaka.
Student miał do domu wracać tramwajem. Reszta towarzystwa autobusem.
Po pewnym czasie Anna Sosnowska otrzymała od Michała SMS - "I jak tam? Ja
jakoś trafię więc...". Próbowała się z nim skontaktować telefonicznie.
Niestety, Michał nie odbierał już telefonu.
Jarosław Łuczak próbował ustalić drogę, którą przebył jego syn zanim znalazł
się przed szpitalem im. Pirogowa. Obejrzał m.in. zapis kamer telewizji
przemysłowej. Okazało się, że tuż przed godziną trzecią student szedł ul.
Wólczańską (przy ul. Struga).
Samobójstwo czy morderstwo?
Portier ze szpitala Pirogowa mówi, że nieco wcześniej słyszał awanturujących
się mężczyzn.
- Coś mi się wydaje, że może być to ich sprawka. Obezwładnili chłopaka,
wciągnęli mu z buta sznurowadło, powiesili na płocie i okradli - mówi.
Poszlaki wskazują, że mogło być tak, jak opowiada portier. Przy zwłokach
Michała Mikołajczaka nie znaleziono bowiem saszetki, w której student miał
m.in. dowód osobisty, migawkę, klucze od mieszkania i telefon komórkowy.
Wczoraj jego ojciec na trawniku na ul. Wólczańskiej (w pobliżu ul. Skorupki)
odnalazł podarte na strzępy dokumenty. Innych rzeczy nie było. Policja
ustala, kto się ich pozbył.
O kontakt z IV Komisariatem Policji, ul. Kopernika 29/31, tel. 0-42-665-23-22
lub 0-42-665-23-00, proszone są osoby, które mogą pomóc wyjaśnić okoliczności
śmierci Michała Mikołajczaka.
Edward Mazurkow - Express Ilustrowany