brite
25.09.06, 15:30
Express Ilustrowany
www.express.lodz.pl/
"Dwóch podpitych bandziorów demolowało w nocy z soboty na niedzielę hiszpańską
restaurację "Costa del Mar"
Zaczepiali gości, wyzywali kelnerów, przewracali stoliki, tłukli wazony i...
wystraszyli interweniujących ochroniarzy, a jednemu z nich wyjęli nawet broń z
kabury! Zadyma trwała blisko godzinę.
Zaczęło się kilka minut po północy. Do lokalu weszli dwaj nietrzeźwi
mężczyźni. Zażyczyli sobie frytek i hamburgerów. Kelnerzy grzecznie ich
poinformowali, że posiłki wydają do godz. 23, a lokal za chwilę będzie
zamknięty. To rozsierdziło napastników. Weszli na piętro restauracji i tam
wszczęli awanturę.
- Przeklinali, zaczepiali gości, straszyli ich - mówi Piotr Grąbkowski,
współwłaściciel restauracji. - Wezwaliśmy ochronę Manufaktury, której płacimy
miesięcznie niemałe pieniądze za czuwanie nad bezpieczeństwem gości. Jednak
ochroniarze mikrej postury przestraszyli się awanturników i zamiast ich
wyrzucić, sami wyszli popychani i obrzucani wyzwiskami.
Całe zajście zarejestrowały kamery. Doskonale widać, jak napastnicy miotają
się na piętrze i atakują ochroniarzy, którzy po chwili... uciekają z restauracji.
W powietrzu fruwają krzesła, stoliki. Po ok. 15 minutach przybywa drugi
oddział ochroniarzy. Tym razem to rośli panowie. Jednak i oni nie mogą sobie
dać rady z dwoma typkami. Jednego zrzucają ze schodów, ale nie robi to na nim
żadnego wrażenia. Napastnik wstaje i ponownie próbuje wejść na piętro.
Dochodzi do szarpaniny.
Dwóch ochroniarzy nieudolnie używając m.in. pałki typu tonfa walczy z jednym
facetem. Napastnik wyjmuje z kabury ochroniarza broń (!), która na szczęście
ląduje na podłodze.
W końcu ochroniarze wyprowadzają napastników przed lokal. Tam znów dochodzi do
przepychanki.
- Zamknąłem restaurację od wewnątrz i przeprosiłem klientów - dodaje Piotr
Grąbkowski. - Czekaliśmy jeszcze jakiś czas, by na zewnątrz się uspokoiło.
Dopiero wtedy moi goście mogli wyjść. Ale najciekawsza była reakcja
ochroniarza, który stwierdził, że lepiej nie wzywać policji, bo napastnicy
mogą się później zemścić. Ręce mi opadły. Skoro w Manufakturze fachowcy od
ochrony mają takie podejście do chuliganów i bandytów, to chyba całkowicie
pomylili zawody.
Restaurator ostatecznie nie zawiadomił policji.
Joanna Delbar, rzecznik Manufaktury nie chciała komentować zaistniałej sytuacji."
Dwóch. Dwóch pijanych gości bezkarnie rozpieprzało lokal. Dwóch. A do tego
"Restaurator ostatecznie nie zawiadomił policji".
Ludzie, k***a, gdzie ja żyję? Co będzie, jeżeli bandytów będzie dziesięciu?
Dwudziestu??