Gość: paula
IP: *.unregistered.formus.pl
19.11.01, 12:15
W dzisiejszej "Gazecie" na pewno przeczytaliscie o dwoch smiertelnych ofiarach
wypadku samochodowego : zgineli ojciec i jego 10-letni syn. Slyszalam tez o tym
wczoraj rano w radiu i przez glowe przemknela mi mysl, ze jakas kobieta
stracila w jednej sekundzie cale swoje zycie. I podczas niedzielnego obiadu w
niezwykle radosnej atmosferze zadzwonil telefon. I okazal sie, ze ta kobieta
jest moja szwagierka. Nie jestem w stanie opisac atmosfery w naszej rodzinie.
Przemek zostawil rodzicow, rodzenstwo, a przede wszystkim ukochana zone i
dugiego 3-letniego syna. Mial tysiace marzen, planow. Zawsze usmiechniety,
niosacy pomoc kazdemu, kto jej potrzebowal. I odszedl.
Na dzialke pojechal w sobote rano i mial zostac do niedzieli wieczorem. Ale
wrocil w sobotni wieczor, bo stesknil sie za dziecmi. I zabral w niedziele rano
starszego syna ze soba - juz na zawsze.
Pisze o tym, bo nie moge zrozumiec i uwierzyc w to co sie stalo. Dlaczego.
I nie wiem jak pomoc jego zonie, ktora teraz niewyobrazalnie cierpi.