Gość: ola
IP: *.lodz.dialog.net.pl
29.01.07, 04:07
zaczyna się sesja.
kilka godzin przed ostatnimi zajęciami dowiaduję się,że wszystkie przedmioty
muszą być oceniane.
zaczyna się afera bo jak tu ocenić studenta skoro ani prowadzący obecności nie
sprawdzał ani żadnych ocen w trakcie semestru.
zaczyna się umawianie na zaliczenia na ocenę.
paranoja.
bałagan.bałagan.i jeszcze raz bałagan.
w tamtym roku mój kolega nie zdał zaliczenia.kiedy zapytał się prowadzącego
profesora(a zaraz opiekuna roku) o możliwość poprawy to ten wzruszył ramiona i
stwierdził ,że nie..
nie mówiąc już od odwoływaniu zajęć czy sprawdzaniu kolokwium przez 2 tygodnie
i niepoinformowanie studenta o ocenie.dowiaduje się podczas otworzenia indeksu
, który uprzednio zebrał ktoś z jego roku.
bałagan.
nie tak miało być.