yarro
10.03.07, 18:40
lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/708865.html
"Lokatorzy pałacu przy Piotrkowskiej 272"
Czują swoją wyjątkowość. Mówią o sobie - pałacowi. Bo w jakim jeszcze miejscu
na ziemi zwykli lokatorzy z kwaterunku mieszkają w zabytkowej rezydencji? -
Takie historie to się chyba tylko w Łodzi zdarzają... - wzdycha Barbara
Arendt, pałacowa ze służbówki po Steinertach.
Suczka Milka pani Elżbiety Buszki-Romanowicz jada przy kominku
Fabrykancka rodzina Steinertów przybyła do Łodzi z Niemiec w pierwszej połowie
XIX wieku i była jedną z wielu, przeobrażających rolniczą Łódź w tętniącą
przemysłem ziemię obiecaną. Postawili najpierw skromny domek, potem
przędzalnię, następnie okazałą rezydencję przy ul. Piotrkowskiej 272,
przeznaczoną dla braci Emila i Karola. W tak zwanej części "A", terytorium
Emila, mieszka 15 rodzin.
Część "B", w znacznie lepszym stanie, zajmują biblioteka i Regionalny Ośrodek
Dokumentacji Zabytków.
Współczujemy
Zofia Lechowska w kamienicy mieszka pół wieku. Twierdzi, że gdyby ten pałac
mógł mówić, i tak nic by nie powiedział, tylko rozpłakałby się rzewnymi łzami...
Dla Elżbiety Buszki-Romanowicz, plastyczki tworzącej pogodne obrazy-witraże,
wędrowanie po drabinie i osuszanie "pałacowych łez" grubym, frotowym
ręcznikiem stało się codziennym rytuałem. Podobnie jak zbieranie z podłogi
kawałków sufitowych ornamentów, które w nocy z hukiem gruchnęły na podłogę.
Potem starannie przykleja do sufitu te fragmenty, które udało się uratować. W
domowych pracach konserwatorskich pomaga jej mąż, artysta plastyk. Buszkowie
wynajmują od miasta na pracownię salę balową z kominkiem i ogród zimowy. To
znaczy łazienkę i kuchnię.
Mieszkańcy są żywymi eksponatami w martwym muzeum. Manfred, Steffen i Vera z
Frankfurtu nad Menem pół roku temu mieli nadzieję, że będą mogli zwiedzić
pomieszczenia zabytkowej rezydencji. Najpierw ujrzeli fasadę pałacu. Ucieszyli
się. Napis nad bramą głosił "Salus intrantibus", czyli zdrowie wchodzącemu.
Ale Manfred zaraz w bramie natknął się na cegły, które spadły ze ścian i
stropów na skutek bezmyślnego remontu instalacji wodociągowej. Potem oglądał
zniszczone parkiety w reprezentacyjnym hallu (teraz klatka schodowa),
zaniedbane korytarze, oglądał gnijące kominki, odrapane boazerie, zacieki na
ścianach i sufitach. Tę litanię można uzupełnić o spadające, zbutwiałe tynki,
ukradzione elementy drewnianych balustrad, przeciekający dach.
"Wir mitfűhlen", co znaczy współczujemy, napisali Niemcy na kartce, którą
wcisnęli w rękę Barbarze Arendt. - Gotowałam zalewajkę, kiedy nagle stanęli mi
za plecami i dali ten papier - wspomina kobieta.
Alex Szumach z Izraela wytropił tę kamienicę w przewodniku. - To naprawdę
piękny budynek. Dlaczego tak zaniedbany? Przecież to zabytek, a poza tym
mieszkają tam ludzie, którym szczerze współczuję - wyznał "Dziennikowi Łódzkiemu".
Mnóstwo zachwytów i barbarzyństwo
Apetyt na zwiedzanie zaostrza strona internetowa Urzędu Miasta Łodzi. Czytamy:
"Im dalej na południe, tym częściej na ul. Piotrkowskiej pojawiają się zakłady
przemysłowe i związane z nimi rezydencje właścicieli. Dobrym przykładem
takiego właśnie kompleksu jest dawna fabryka należąca do braci Steinertów.
Zbudowany w latach 1909 - 1911 pałac przeznaczony był dla dwóch rodzin. Stąd
bierze się jego symetryczna fasada i dwie bramy".
W dziale Zabytki na tej samej stronie mnóstwo zachwytów. "Budynek stanowi
wyjątek w architekturze łódzkiej pod względem stylu i niespotykanego układu
wnętrz. (...) Fasadę cechuje symetria, urozmaicona jedynie odmiennością
szczegółów. Na skrzydłach umieszczono dwa wykusze o dwóch kondygnacjach, bramy
zamknięto półkoliście, nad nimi umieszczono okna trójdzielne, zwieńczone
ornamentem wstęgowym, między oknami zaś znajduje się kartusz z datą budowy
pałacu. Budynek jest dwupiętrowy z mansardą, łamanym dachem, o szczytach
obramowanych wolutami. W układzie przestrzennym obu pałaców można wyróżnić dwa
autonomiczne układy pomieszczeń: gospodarczo - służbowy na parterze i w
mansardzie oraz reprezentacyjno - oficjalny na pierwszym piętrze, zaś na
drugim mieszkalny".
Ani słowa o przejawach barbarzyństwa. Na przykład o tarasie na pierwszym
piętrze pokrytym przez administrację... papą termozgrzewalną. Konserwatorzy
zabytków dwa lata temu napisali: "Teraz po wyrównaniu powierzchni i
uszczelnieniu powinien zostać wyłożony płytami z piaskowca bądź płytkami
ceramicznymi o tonie i kolorystyce uzgodnionej z naszym urzędem. Balustrady
tarasu należy odtworzyć zgodnie z oryginałem, według zachowanej ikonografii".
Na słowach się jednak skończyło. Na stronach UMŁ nie ma też nic o dechach
brutalnie przybitych do zabytkowej boazerii jako tzw. zabezpieczenie ani o
podłodze w dawnym reprezentacyjnym hallu na pierwszym piętrze, którą
administracja posypała solą, niszcząc parkiet.
Ustrój się zmienił, urzędnicy nie
Rozpadający się pałac obnaża bezradność służb konserwatorskich i brak
zainterowania władz miasta. Wojewódzki Konserwator Zabytków Wojciech
Szygendowski nie kryje, że niewiele może. Narzeka na brak funduszy. Jego
roczny budżet to 700 tys. zł, a 350 tys. pochłania... dokumentacja. Z tego na
Łódź "idzie" 30 tys. zł, przeważnie na odnawianie ołtarzy.
Miejski konserwator zabytków Michał Domińczak rozkłada ręce, bo w miejskiej
kasie nie ma pieniędzy na odnowienie rezydencji przy ul. Piotrkowskiej 272.
Działania miasta koncentrują się na rewitalizacji śródmiejskich kamienic.
W podejściu służb ochrony zabytków "do tematu" niewiele się zmieniło od czasu
komuny.
Zbigniew Świtoniak, jeden z pałacowych, wyciąga z segregatora pożółkłą stronę
"Głosu Robotniczego" . Czyta: " Janina B. zamieszkała w domu przy ul.
Piotrkowskiej 272 nie życzy nikomu mieszkać w obiekcie zabytkowym. Od roku
zgłasza ona do administracji fakt zalewania mieszkania, na co otrzymuje
odpowiedź: naprawdę nie możemy niczego dokonać, bo dom jest zabytkiem klasy
zerowej".
Ilona Podwysocka, wicedyrektor Wydziału Budynków i Lokali w Urzędzie Miasta
Łodzi, zastanawia się, jak uratować budynek. Ale gotowych rozwiązań nie ma.
Wyremontować i wynająć na lokale użytkowe? Sprzedać inwestorowi i przeznaczyć
- na przykład - na bank albo hotel?
- To ostatnie rozwiązanie byłoby niegłupie, bo miasto potrzebuje hoteli. Ale
gdzie wyprowadzić tych, którzy tam mieszkają - pyta retorycznie pani
wicedyrektor. - Na przeprowadzkę ciągle czekają lokatorzy z kamienic
zakwalifikowanych do rozbiórki.
Jedno jest pewne. Jeśli nie będzie rozsądnej i profesjonalnie przygotowanej
koncepcji ratowania pałacu, nie zostanie na ten cel wydane ani jedno euro z
unijnych funduszy.
Larum grają
Pałacowi czują nie tylko swą wyjątkowość, ale i misję. Andrzej Buszka chodzi
koło kominka po posypanym solą parkiecie w hallu i recytuje fragment "Ziemi
Obiecanej" Władysława Reymonta: "Mróz pościnał błoto, pokrył miejscami kałuże
warstwą lodu, pobielił mostki nad rynsztokami i okrył bujną osędzieliną drzewa".
Mieszkańcy rezydencji utworzyli stowarzyszenie "Nasz Dom" i postanowili
walczyć o zabytek. Czara goryczy przelała się pod koniec stycznia, kiedy po
raz kolejny stanęła w ogniu instalacja elektryczna. Strażacy stwierdzili, że
pałac może w każdej chwili pójść z dymem.
Pałacowi zorganizowali straż lokatorską, zaczęli czuwać na zmianę we dnie i w
nocy.
W lutym zdesperowani mieszkańcy złożyli zawiadomienie do prokuratury. Powołali
się na ustawę o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami z 23 lipca 2003 r.
Zaalarmowany przez "Dziennik Łódzki" wojewódzki konserwator zabytków Wojciech
Szygendowski napisał w styczniu do wiceprezydenta Marka Michalika: "Ośmielę
się zaprzątnąć Pańską uwagę sprawą dawnego pałacu fabrykanckiego rodziny
Steinertów. (...) Jeden z najcenniejszych obiektów architektury
rezydencjonalnej Łodzi, w wyniku podziałów zabytkowych pomieszczeń i
zasiedleniam go kilkunastoma lokatorami pełni d