aard
12.05.03, 14:54
Czy kojarzycie doskonałe opowiadanie "Problem służby" Williama Tenna? Była
tam opisana sytuacja, gdzie Najwyższy Sługa Ludzkości (czytaj najwyższy
dyktator) osiągnął wreszcie absolutną kontrolę nad każdym czynem, każdym
słowem, a nawet każdą myślą każdego człowieka na Ziemi. Tylko że tak naprawdę
to władzę NAD tymże dyktatorem sprawował skromny Asystent Trzeciego Wicesługi
Edukacji, który potrafił go, bez jego wiedzy, skłonić do realizacji każdego
projektu. Nad tymże Asystentem z kolei władzę sprawował jego Uzdrowiciel
(rządząc w ten sposób pośrednio całą Ziemią). Ale to nie koniec, bo władzę
nad uzdrowicielem posiadał pewnien skromny Laborant, który do perfekcji
opanował hipnozę i mógł od Uzdrowiciela zażądać czegokolwiek chciał.
Być może aż tak długi łańcuch pośrednich zależności władzy jest wizją dość
naiwną (pointy opowiadania nie zdradzę - przeczytajcie!), ale nasuwa mi jedną
uporczywą myśl. Kto jest w naszym kraju Aystentem wiceministra "kręcącym"
premierem, kto jego Uzdrowicielem, a kto tego Uzdrowiciela Laborantem? Bo
kiedy czytam o wszystkich "grupach dzierżących władzę" (a nie bór), to
Kulczyk mi się w kieszeni przekręca.